innymi słowy – plany to ja se mogłam mieć, ale dzień jak zwykle zarządził się sam.
Miś jest bardzo chory dziś, zatem chcąc nie chcąc, zamiast dokańczać fugowanie podłogi, musiałam sama w dwójnasób wybrać się do sklepu, do banku i do apteki i jeszcze raz do banku – bo nie lubię płacić kartą – i do Rossmana i…
…i wróciłam obwieszona siatami jak za dawnych dobrych czasów… bo do wózka zmieściła mi się tylko chemia… to żeby się dobić zrobiłam jeszcze Tour de Lumpex z akcentem na -ex, coby było glanc i elegancko.
A teraz leżę i zdycham całkowicie z elegancji i z energii wyprana i na więcej dziś już mnie chyba nie stać.
Na szczęście jest iście wiosenny dzionek, odwilż na całego a słońce na Naszej Mojej i Inoczki Górce odbija się od tych wszystkich białości, w jakie przybrałam Nasz Pokoik i nareszcie jest jasno za friko!
Na niedofugowaną połowę podłogi staram się nie zwracać uwagi.
Czuć że idzie wiosna.
Przynajmniej u nas na północy.
Mówiłam? mówiłam już dawno temu, że Inka pojawi się z wiosną?
Nieważne, że wiosna to przede wszystkim katar roztopy i chlupanie w butach…
grunt, że nareszcie ktoś włączył światło!
Zatem dziś ogłaszamy bezproduktywne leżanko i zbieranko sił a coby tak całkiem bezproduktywnie nie było, mam plan coby się dziś ostatecznie rozprawić z tematem
cukrzycy ciążowej według Pampersy.
Dlatego przekleję za chwilę wpis z poprzedniego blogu, coby wszystko było w jednym kawałku a google nie dostały schizofrenii z brzucha wziętej.
No to już…
Kto czytał, czytać dalej już nie musi, a kto nie czytał to …
to se może…
przeczytać.
cukrzyca ciążowa według Pampersy
No mam… i to dość szybko udało się u mnie namierzyć ten feler, bo mój doktór jest wyjątkowo czuły na tym punkcie. Bo doktór twierdzi, że wprawdzie większość lekarzy zwykła bagatelizować tę ciążową przypadłość, jednak on sam, przynajmniej raz do roku ma do czynienia z obumarciem dobrze rokującego płodu, właśnie z powodu cukrzycy. Wspomniał nawet, że wprawdzie nie jemu samemu, ale znajomemu lekarzowi trafił się niestety taki pech, że bezproblemowo prowadzona ciąża pewnej pani reżyser zakończyła się nagle i niespodziewanie w 7 miesiącu, właśnie śmiercią dziecka, właśnie z powodu tak niefrasobliwego podejścia owego znajomego lekarza do omawianej tu kwestii.
I niby wyjątkowo podle w tym przypadku los się ze mną obszedł, bo jak różne sieciowe źródełka podają, trafiłam z tym cukrem do bardzo elitarnego grona stanowiącego mniej niż 10% ogólnej zaciążonej populacji… ale ja nie wiem… bo gdzie się nie obejrzę tam buch! ma albo miała brzuchata baba jakiś epizod z tym słodkim paskudztwem.
Bo np mówię memu pewnemu krewnemu… a okazuje się, że jego osobista kobieta, czyli moja nie całkiem krewna… też… rok temu jak była w ciąży, zrobili jej badania, przepisali dietę, potem po jakimś czasie znowu zrobili badania i jak się okazało, że nic złego się nie dzieje… znaczy cukier w normie, to dali jej z tą dietą spokój. I niby nic się nie stało, dzidzia urodziła się okej.
Ale ja tam uważam, że nigdy nie wiadomo czy jest okej, bo zawsze istnieje możliwość, że mogło być okej bardziej.
I to jest moim zdaniem, wedle tego co wbił mi doktór do głowy, przykład niefrasobliwego podejścia do problemu cukrzycy ciążowej.
Bo doktór mój rzekł… a nawet nakrzyczał na mnie kiedyś, podejrzewając o lekceważący stosunek do jego antycukrzycowych zaleceń, że nie tyle wysoki czy niski poziom cukru szkodzi dziecku w brzuszku, jak poziomu tego cukru zbyt duże wahania.
A trudno jest stwierdzić, jak to z tymi wahaniami jest, robiąc test raz na miesiąc, nawet jeżeli robi się go 3 dni z rzędu i w wyspecjalizowanej klinice.
A że to prawda i z cukrzycą nigdy nic nie wiadomo, to sama wiem najlepiej, bo doktór jak tylko zobaczył wyniki moich badań na glukozę, to po primo kazał mi nabyć za 70 PLN glukometr i mierzyć poziom cukru we krwi 4 razy dziennie.
Rano na czczo i 3 razy w ciągu dnia godzinę po posiłku.
I do tego wyniki miałam grzecznie i skrupulatnie spisywać w tabelce, coby dało to doktorowi właściwy pogląd na konkretnie – moją cukrzycę ciążową.
A wszystko można o mnie powiedzieć poza tym, że bywam grzeczna i skrupulatna, dlatego doktór wreszcie się na mnie wydarł.
Ano bo nic nie wiadomo i odgórnie, tak rach ciach, nie da się ustalić właściwej diety antycukrzycowej, bo…
Bo nie.
Bo oczywiście, pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu z tą hiobową wieścią, to ruszyłam w Tour de Internet i na jednym z for znalazłam bardzo interesującą wypowiedź jednej z przyszłych mam tkniętych tym przesłodzonym nieszczęściem, która drogą prób i błędów z glukometrem w dłoni odkryła nareszcie, że w jej przypadku akurat wcale nie słodycze, typu ciasta i czekoladki, ten cukier najbardziej we krwi windują, nawet nie smażone mięcha i pasztety… a zwykły chleb powszedni.
I to obojętne czy biały czy razowy.
Odkąd wykluczyła wszelkie pieczywo z jadłospisu problem cukrzycy ciążowej nieomal przestał ją dotyczyć.
Nieomal… bo bez przesady… mówiąc o tych ciastach i czekoladkach mam na myśli zachowanie pewnych granic zdrowego rozsądku… bo pewno, że jak taka jakaś jedna wchłonie pół tortu z bitą śmietaną – jak to miała np w zwyczaju moja matka… / witamy mamusię ponownie ciepłym wspomnieniem oraz jej 100 kilo żywej wagi „nie wiadomo skąd wzięte” … / no to w takim przypadku nawet zdrowa trzustka nie dałaby rady podobnemu obciążeniu.
Bo może teraz czas na krótki uproszczony wywód, skąd akurat w ciąży ta cała cukrzyca się bierze.
Ano zwyczajnie… jak wszystko inne m.in niedoczynność tarczycy, z czym też mam przyjemność, jak się ostatnio, tym razem ciut za późno, dowiedziałam.
No bo rośnie ten bebech i rośnie niczym kukułcze jajo i wypycha w kierunku przełyku pełnoprawnych autochtonów zajmowanego lokum i chcąc, nie chcąc, wobec tak bezpardonowej ekspansji, zaskoczeni z nagła lokatorzy posesji cisnąć się muszą w coraz mniejszej kanciapce, w skądinąd uroczych okolicach splotu słonecznego… i ledwie zipią z tej ciasnoty, duchoty i w ogóle.
Tym samym ich wydajność spada drastycznie i np taka pani Trzustka spod szóstki nie jest już w stanie na dwóch metrach kwadratowych produkować wystarczającej ilości insuliny jaka jest wymagana do rozkładu tego całego cukru i węglowodanów co se je w bebechy co chwila aplikujemy.
Dlatego w obliczu tak krytycznej sytuacji albo musimy się posiłkować insuliną ze zrzutów z UNRY, albo tak dozować kolejne porcje ładunku dla pani Trzustki spod szóstki, coby biedaczka w tej nowej sytuacji jakoś dała radę to wszystko obrobić na czas. Dlatego w przypadku cukrzycy ciążowej najlepiej jest jeść bardzo małe porcje ale za to często. Często, bo po pierwsze w ciąży odżywiać się należy… bez dwóch zdań a po drugie…
Po drugie to wracam do tego co mówił doktór… że podstawa to coby poziom tego nieszczęsnego cukru nie ulegał zbyt dużym wahaniom, co oznacza, że nie powinien być także zbyt niski.
I wedle tego wykombinowałam sobie, że wręcz korzystnie jest w nocy, kiedy w żołądku zrobiły się luzy, iść w wiadome miejsce, coby zapełnić te luzy czymś małym i właśnie najlepiej słodkim. Np kostką czekolady.
Słodkim, o ile nocna porcyjka ma być niewielka… jeżeli jednak ktoś ma ochotę na pół kurczaka o trzeciej nad ranem to słodzonej herbatki do popicia nie powinien sobie szykować.
Tak czy owak…
Zasady wedle pampersy są takie:
Po pierwsze zakup glukometru i badanie, co nam ten cukier najbardziej podnosi a co wręcz obniża. Bo to różnie z tym jest i wyniki eksperymentów na sobie samej zacukrzonej mogą naprawdę zadziwić.
Mi np słodycze o wiele mniej szkodzą niż owsianka… a właśnie w zalecanej diecie antycukrzycowej widziałam płatki owsiane.. a dla mnie akurat taka mała miseczka na na wodzie… i tylko trochę mleka dodane, to po prostu cukrowa masakra piłą mechaniczną 5.
Także owoce… żadnych przeciwwskazań nie zaobserwowałam, banany wcinam ile wlezie i nic. Gorzka czekolada… spoko. Serniczek taki z kakaowym czymś na wierzchu…nie za dużo, ale okej.
Mięsko duszone w śmietanie i pieczareczki do tego i takie coś na makaron… no problemo, zaś już niestety pizza… dwa kawałki zwalają z nóg mimo, że wygląda to o wiele bezpieczniej niż ten pieczarkowo-śmietankowy sosik.
A przede wszystkim to, co mnie najbardziej rozwala to nerwy. Każdy większy stres i moja biedna pani spod szóstki nie jest w stanie obrobić bele kromki czarnego chleba z gorzką herbatą. Podobnie działa niewyspanie .. ogólnie zła kondycja psycho-fizyczna ma w moim przypadku decydujący wpływ na produkcję własną insuliny.
Jednak nie są to żadne wskazówki natury ogólnej. Wyniki moich glukometrowych harców bywają tak zaskakujące, że sądzę, że każdy ma to skonstruowane inaczej i to na dodatek w zależności od aktualnych warunków.
Są też różne cukrozbijacze, ponoć dużo ruchu działa cuda.
Nie dane mi było sprawdzić, bo ja się non-stop ruszam najwięcej jak mogę… a że mogę niewiele to inna sprawa.
Za to z moim cukrem bardzo ładnie daje sobie radę jogurcik… taki zwykły jogurcik bez niczego. I tak jak już się za bardzo w tej czekoladzie zapomnę i wyrzuty sumienia przyjdą po niewczasie nad pustym papierkiem, to zapodaje sobie taki np Bałkański i spoko… sumienie mam czyste i żadnego piekła obawiać się nie muszę.
Po drugie…
Niby zalecają coby zwiększyć ilość posiłków z 5 do 7 dziennie jednocześnie zmniejszając porcje, ale ja po prostu skubię sobie bez przerwy trochę tego i owego i konkretnej ilości posiedzeń obliczyć się nie da. I tak od samego początku to robiłam, bo rozmiar mego brzucha szybko przyblokował ilość miejsca dostępnego na wciśnięcie weń czegoś tam jeszcze.
I zwracam uwagę, żeby zaraz przed zaśnięciem coś zapodać… np szklankę mleka… i jeszcze w nocy coś małego słodkiego… i zaraz po porannym siusianiu pierwsze co robię, po grzecznym umyciu łapek ofkorz, to z jednym okiem jeszcze zamkniętym wyciągam z lodówki np actimel plus jakieś ziarenka np słonecznik… i dopiero potem cała reszta dnia się zaczyna.
Po to, żeby jakiś tam cukier w niewielkiej ilość bez większych przerw w tej mojej krwi zawsze się znajdował. Coby nie zabrakło.
A po trzecie staram się nie denerwować….
Taaaa…
Materiały:
cukrzyca ciążowa – co to jest? – poradnikmedyczny.pl
babyboom.pl – prawidłowe żywienie w cukrzycy ciążowej
komentarze[20]






komentarze