rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

25 marca 2010

na rurce czy na drucie… czyli nowe czasy albo osiołkowi w żłobu dano

a chodzi o wybór bujaczka.

bo był tatko… kompletna nowość, zmiana w zestawie rodzinnym i test odporności na owe zmiany.
No więc dziecko ZMIANY wszelkie lubi BARDZO, nie ma w niej za grosz lęku przed nowym, nieznanym, obcym, wręcz WOLI.
Woli NOWEGO OJCA niż STARĄ, mocno zużytą przez ostatnie tygodnie MATKĘ.
I zmian otoczenia też to dotyczy.
W nowym miejscu Inka przez dłuższy czas z oczami jak złotówki i rozdziawioną mordką w pełni zachwytu bada szczegół po szczególe: ściany, sufit, okna… okna uwagę przyciągają na dłużej.
Zaś np. w kuchni najbardziej interesujące są schody.

Nowy tatko nie dość, że był nowy, to jeszcze nosił dzidzię na rękach po coraz to NOWYM otoczeniu i dziecko było do rany przyłóż i spało snem kamiennym… w dzień.
A w nocy?
A w nocy w starym pokoju musiało gdzieś energię rozładować.

W każdym razie niunia jest coraz bardziej wszystkiego ciekawa i mus jest nabyć jak najszybciej leżaczek – bujaczek, bo leżenie na płasko w wózku,a co gorsza w łóżeczku to se ne da!
No i o mnie też chodzi, a nawet przede wszystkim.

Dlatego zagwozdka jest na tapecie od kilku dni.

JAKI LEŻACZEK?

Bo jest, kurdesz, wybór.
I to spory, a wybór to problem.

za czasów mojej… eee… jakby to ująć…. optymalnej prokreacji leżaczki dopiero wchodziły na rynek,a konkretnie wszedł jeden typ leżaczka, taka szmatka rozpięta na drucie i tyle.
I było prosto i nieskomplikowanie, może i bez obecnie dostępnych szaleństw ale i tak wszyscy się cieszyli, że coś takiego się pojawiło w szaroburej PRL-owskiej rzeczywistości.
a teraz…

Najlepszy byłby leżaczek co ma wszystko czego mi trzeba… ale tak się chyba nie da, bo jakoś znowu nie znalazłam.
Tak to zwykle z zakupami bywa, niby nie chcesz żadnych ekstrawagancji, tylko jedyne logiczne wymagania… i akurat tego najrozsądniejszego rozwiązania nie ma.
Są tysiące innych, ale tego najprostszego akurat nie.
Przekonała się o tym Mamrotka szukając stołu i krzeseł, przekonałam się ja szukając kanapy i co roku, butów.
Nie ma.
Nie ma na naszym rynku butów jakie by mnie satysfakcjonowały za żadne pieniądze.
A chcę tylko takie zwykłe najprostsze, byle by były zgrabnie uszyte i bez nadmiaru udziwnień.
I nie ma takich.
Przeciętny krajowy producent czy importer musi mieć jakiś feblik z zaburzeniami osobowości, bo wszystkie dostępne modele czegokolwiek cierpią na wyraźną schizofrenię formy.

I bujaczek jakiego szukam też ma spełniać tylko kilka podstawowych warunków.

Po pierwsze mieć wibracje.
to akurat nie wiem czy mi potrzebne, ale jak se pomyślę jak bardzo mogłoby mi ułatwić życie, to muszę spróbować.
zatem wibracje…
Z tymi wibracjami to właśnie problem, bo bez nich nie byłoby wielkiego kłopotu… bo są takie bujaczki co mi pasują pod każdym względem, ale wibracji w nich niet.

Po drugie – regulowane oparcie, koniecznie.

No i z tego co wyczytałam na forach najczęstszy dylemat to czy leżaczek ma być na drucie czy na rurce, tzn na płozach.
I właśnie na drucie lepiej i tu jest cały szkopuł, bo nie ma takiego leżaczka coby te trzy warunki spełniał.
Tzn miał wibracje, był na drucie i miał regulowane oparcie.

I do tego chciałabym jeszcze coby nie był plastikowy i jakoś szczególnie odjechany w formie. Ale to tylko tak pocichutku małym druczkiem.

Z tymi wibracjami to dłuuugo się zastanawiałam, bo np łóżeczko jakie Ince kupiłam nie podobało mi się od początku z powodu wyglądu i nadmiaru plastikowych elementów, ale założyłam sobie pewne warunki i tylko ten model wszystkie je spełniał.
A gdybym zrezygnowała z bujanej opcji mogłabym kupić takie co mi się najbardziej podobało.
I właśnie źle, bo w praktyce  nie bujam wcale.
Inoczka nie da się oszukać i natychmiast rozpoznaje podróbę, że nie jest to bujanie Hand Made by Mama.

I właśnie to Hand Made by Mama ma zastąpić wibracja bujaczka.
bo te Hand tej Mama niedługo odpadną.

Zatem tak… przedstawię moje wybory oraz moje ALE do każdego z nich.

Jeszcze zanim zaczęłam się wgryzać w temat wybór padł na ten leżaczek

bo firma, która mi coś mówi, prosty,  kolor nie dający po oczach a jednocześnie zauważalny i atrakcyjny dla BeBe… w końcu trzeba pamiętać, że leżaczek ma być dla BeBe, nie dla nas, a nie sadzę by stonowane beże i wyblakłe pistacje podobały się maluchom niezależnie jak elitarne geny owe BeBe noszą.

I opacie… oparcie regulowane, nie za dużo plastiku… właściwie myślałam, że nic tylko brać, tym bardziej, że tanio.

Jednak coś mnie podkusiło, coby podrążyć temat na wszelki wypadek.

I owa nie-moja, nabyta przezorność znowu stała się zmorą… i teraz mnie nęka.

to z kolei… kolory… wiadomo, ale pal sześć.
Grunt, że mi się podobają, dzidzi nie muszą.

Pszczółkę i ślimaczka w ostateczności pociągnie się jakimś fluoroscencyjnym sprejem

Za to jest na drucie i ma wibracje a nawet szumi jak morze i bije jak matczyne serce … niestety regulacji oparcia niet.

Bo wprawdzie jest w tym, podobnym, modelu:


jednak w formie takiego plastikowego paskudztwa i jakoś tak…

dodatkowo, ten bujak nie jest na drucie, choć ma półeczkę i w ogóle jest dość wysoki i można by stawiać go na ziemi …
ale nie wiem czy to dobrze, bo Fifi nie miałaby już żadnych przeszkód coby wylizać Inoczkę dokumentnie.

Za to obydwa te… okołobeżowe bujaczki same siedziska mają jakieś takie przytulne. Szczególnie to pierwsze.

Bo właśnie trafiłam wreszcie na taki egzemplarz co i jest na drucie i ma wibracje i regulowane oparcie a nawet budkę ekstra

ale samo siedzisko… szczególnie w porównaniu z poprzednikami, mało zachęca do zabujania się w nim.

No i nie wiem…

A wyboru dokonać muszę już dziś jak najszybciej… bo właśnie trzymam Inkę od dwóch godzin w wózku, podpartą na poduszkach… w międzyczasie w tym wózku dałam jej jeść… i teraz sobie dalej drzemie… i jest taki spokój, że mogę tu sobie klikać i klikać.

I wszystko by było okej ale jakoś przeszkadza mi świadomość, że ona na tych piernatach wykrzywia sobie właśnie kręgosłup…

Z drugiej strony jak widzę jak poskręcana wisi mi w  chuście śpiąc twardo i nie zważając na wszelkie wstrząsy…

to sama nie wiem jak to z tym jest i co mam myśleć.

chyba znowu zdam się na intuicję.

Bo rady fachowców…
nie nie… dziękuję, nie poszukam na żadnych ortopedycznych stronach.

z radami fachowców jest jak w obrazku szpitalnym z mego życia niedawno wziętym.

W rolach głównych ja i pewna położna.
Rzecz się dzieje na oddziale położniczym Szpitala Wojewódzkiego w sali nr. 4.

pewna położna:
- ależ to pani dziecko się przegrzewa w tych kołderkach!
ja:
- no ale ma zimne rączki.
pewna położna:
- to Pani nie wie, że TERAZ na rączki się nie patrzy, tylko na nóżki?
ja:
- no a nosek? bo nosek też ma zimny…
pewna położna:
- Nie nie! Teraz tylko nóżki. W nóżki musi być ciepło a reszta nieważne.

No i właśnie tak to jest.

Ja nie wiem czym się różnią dzieci KIEDYŚ od tych TERAZ, że KIEDYŚ to nosek i rączki a TERAZ to nóżki… w każdym razie ja całe życie chodzę boso jak tylko mogę se na to pozwolić, bo moje stopy cierpią na klaustrofobię z termofobobią do pary, dlatego podobnie jak na fotkach tak i w życiu moja córka wywija gołymi nogami non stop, okno w pokoju na górze jest ciągle otwarte, nawet w nocy, nawet po myciu główki… bo Inka wciąż ma ciepłe łapki i ciepły nosek i tego termicznego wskaźnika się trzymam… i jakoś żyjemy.
Boso ale zdrowe.

Zatem chyba z bujaczkiem też zdam się na intuicję, tylko czy po takiej dawce teorii będę w stanie.

Dlatego wcale nie dziwię się temu panu z brodą od cyferek co nie chciał miliona.
Też bym chciała mieć taki ekwiwalent intelektualny, który by mi pierdoły doczesności zrekompensował.
Bo im więcej tym większy kłopot.
Już dawno wyznaczyłam sobie temat do rozpatrywania pt:

JAK MAŁO JEST POTRZEBA ŻEBY WYSTARCZYŁO?

i nawet ogłosiłam to na jakimś blogu tylko pewno nikt nie zrozumiał o co mi chodzi a mi się właśnie nie chciało wyjaśniać.
Bo to by było za dużo niż potrzeba coby zrozumieć.
Bo jak ktoś nie rozumie to widać nie ma powodu zatem po co?

a może taki ekwiwalent już mam?
Nawet trzy ekwiwalenty.

Właściwie to do permanentnego szczęścia brakuje mi tylko pewnej kupy.


notki w temacie:

Bright Starts vs Fisher Price – leżaczki w szrankach

Fisher Price – nie wszystko złoto co się świeci

kategoria notki zakupy,zdaniem Jamatki — Tagi: , , , , , — jamatka @ 11:01

17 lutego 2010

po kiego diabla mi te pieluchy?!

Wpis inspirowany dociekliwością Mamy Niedoskonałej

Tu link do „dyskusji” jak się rozpętała „na temat” w poprzednim wpisie.

Bo właśnie zaczęłam się zastanawiać.
Sporo zdrowia mnie to kosztowało ostatnio i nie było łatwo, bo np pojęcia nie mam, gdzie teraz poza siecią można nabyć pieluchy tetrowe bądź flanelowe.
W ogóle jeszcze niedawno nie wiedziałam, że takiego czegoś ktoś w XXI wieku używa!
Ale instrukcja do wyprawki wymaganej przez mój szpital i wszystkie porady natury ogólnej dotyczące zjawiska stanowczo podają, że TETRE must have i już!

Nawet od kilku lat mam jedną w domu… po wizycie mego bliskiego krewnego z rodziną czy coś… i leży.
Do niczego nikomu niepotrzebna…
jak na razie.
No bo do podłóg itepe to mam te rozmaite ściereczki za grosze z Rossmana.
Tanie i wygodne.

Jednak jak MUST HAVE to must have a ja choć raz staram się być ciążowo correct, zatem stanęłam na głowie, wykosztowałam podwójnie i suszy mi się teraz na dole w pracowni 10 pieluch tetrowych i 10 flanelowych i nareszcie mam czyste sumienie…

i właściwie to się zastanawiam…

po co mi to?

Bo może to jest jakiś znak, że ze wszystkich przesyłek, jakie ostatnio do mnie przyszły za pośrednictwem allegro, akurat ta jedna… z głupimi pieluchami… tyle kłopotu wciąż sprawia.
A wszystko załatwione zostało jak należy.
I usługodawca i usługobiorca to solidna firma i wszystkim procedurom na wstępie stało się zadość…

A paczkę diabeł ogonem nakrył.


komentarze[8]

kategoria notki zakupy — Tagi: , , — jamatka @ 21:34

Afery pieluchowej ciąg dalszy czyli czego jak czego ale pieluszek Ince nie zabraknie

kolejny wpis z cyklu

Samorządu co-Dziennego

o tym jak bardzo kocham zakupy on-line… a nawet coraz bardziej

Tudzież o odkryciu, że net i komputer służą nie tylko do blogowania i jeszcze…

A zresztą… już mi to obrzydło.

Muszę się teraz wykąpać czy coś…zrobić coś żeby zmyć z siebie ten wirtualny pył jaki na mnie osiadł po dzisiejszych bojach na polu Zakupów on-Line.
Jakby co, to jutro już możemy iść się urodzić bo pieluchy nareszcie się piorą.

Wprawdzie nie TE pieluchy tylko INNE… TE INNE co przyszły właśnie rano…
ale z TAMTYMI okazało się – akurat zaraz po otrzymaniu paczki z TYMI INNYMI – że AFERA PIELUCHOWA ma szansę znaleźć jakiś finał.
Zaś początek AFERY miał miejsce przeszło miesiąc temu, co zostało uwiecznione TUTAJ, w TYM wpisie na poprzednim blogu.
Bleeeh…
tak mam już tego dosyć po dzisiejszych telefonach, mailach i grzebaniu na stronie GLS-u, że najpierw muszę iść się wykąpać… a potem nie wiem… chyba się przeziębiłam w ferworze bitewnym czy co, bo dziwnie się czuję.
No i mdli mnie ostatnio coś.

A przesyłka niech sobie wędruje… tym razem ze Starogardu Gdańskiego do Szczecina… potem prawdopodobnie do… chyba gdzieś na południe… już sama nie wiem dokąd… grunt, że została wreszcie namierzona i jest szansa, że kiedyś dotrze do celu.
Mamy czas bo przezornie zaopatrzyłyśmy się już w drugą o podobnej zawartości i tym razem cała operacja trwała 2 dni.
Zaś TA jak dotrze po dwóch miesiącach to i tak będziemy się cieszyli.

cóż…bywa.

Zatem zdążę jeszcze cała historię opisać razem z epilogiem…
mam nadzieję, że jakiś będzie.


komentarze[8]

kategoria notki zakupy — Tagi: , , , — jamatka @ 17:40

10 stycznia 2010

Zakupy… mniam mniam :)

No to tak.

Ponieważ przy wyborze łóżeczka decydowała opcja ECONO i w rezultacie na opakowaniu jak wół wielkimi literami jest napisane MADE IN CHINA…
nie to żebym dalej miała coś przeciwko jak kiedyś… odkąd doszłam do wniosku, że coby nie gadać… wyzysk czy nie … przeciętny chiński obywatel i tak nigdy wcześniej nie żył w takim dostatku jak teraz… i że każdy naród tak se śpi mniej więcej jak se pościele… zatem widać tak im spać wygodnie, podobnie jak Rosjanie najwyraźniej lubią być trzymani za mordę… ich wybór ich prawo.
Dlatego już dawno przestałam bojkotować google i szerokim łukiem, choć z bólem serca, omijać rozmaite okazje cenowe w supermarketach.
Los Tybetu też postanowiłam zostawić w rękach Tybetańczyków… muszą się obejść bez mojego poparcia, tym bardziej odkąd naczytałam się tego i owego na temat tybetańskiej mentalności bynajmniej nie w chińskiej prasie… tak to już jest, że każdy kij ma dwa końce i wszystkim nie dogodzisz tak coby było sprawiedliwie…

Nie… no więc nie… nie z takich powodów męczy mnie kraj pochodzenia łóżeczka dla mego dziecka… chodzi o to, że teraz spokoju mi nie będzie dawało pytanie czy to czasem z jakiś trujących tworzyw nie jest składane!

Zatem coby sobie ulżyć w rozterce na dalsze zakupy wybrałam się do sklepu markowego i zabuliłam… nie jakoś tam strasznie dużo… ale uczciwie… uczciwa cena za uczciwy towar.



i tak

ŚPIWÓR, ŚPIWOREK Z POLAREM KEES z mikrofazy !!! holenderskiej firmy KESS – 89 PLN…

zastanawiałam się nad czarnym… w końcu wszyscy artyści i ich rodziny przeważnie czarno się noszą… taka naturalna preferencja.
Kiedyś zastanawiałam się nad tym zjawiskiem i doszłam do wniosku że to jednak nie jest snobizm ani inny trynd tylko naturalna preferencja. Nie zamierzam teraz nad tym się rozwodzić. Tak czy owak Inoczka jako córka artysty niebelejakiego może i powinna mieć czarny śpiworek, ale to … kurdelebele… chyba mało praktyczne jednak.
Dlatego stanęło na tym jasnym ECRU.
Śpiworek potrzebny na wyprawkę, bo w lutym zimno a wprawdzie kupiłam już kombinezon bardzo gustowny w lumpexie za 30 zeta, jednak dobrze by było Inoczkę finalnie jeszcze w takie cuś zapakować przy wyjściu ze szpitala.

TRENDY CHUSTA NOSIDŁO ByKay NOWOSC UNI 1- kolor 169 PLN, też holenderskiej firmy BYKAY…

tu miałam dylemat, bo do wyboru było kilka opcji różniących się przede wszystkim ceną oprócz rozmaitych detali… i te inne opcje były bardzo kuszące, ale nie aż tak coby usprawiedliwić sugerowany skok cenowy… ostatecznie wybrałam najtańszą opcję i kupiłam czarną chustę bez aplikacji, bez czapeczki i bez szaliczka… i z tej mniej ekologicznej bawełny.

KOCYK DZIECIĘCY BAWEŁNIANY 100% KEES 75×100 – 59 PLN… był!… był wściekle różowy w asortymencie… ale właśnie przyszedł ten czas kiedy zaczęłam mieć wątpliwosci co do nadmiaru różowych tonacji jakie zawładnęły moim życiem ostatnio. Dlatego coby rodzinnego szczęścia nie zapeszyć … wystarczy, że nareszcie na tym polu przestało być niezbyt różowo… dlatego coby nie kusić losu kocyk ma kolor beżowy. Były też większe za 99 PLN, ale najwyżej potem dokupię jeżeli okaże się potrzebny, bo wysyłka w tym sklepie jest w całkiem przyzwoitej cenie.


No i właśnie potem przyszło do zakupu pieluch… gdzie indziej, bo takie sklepy jak ten powyżej takim detalem się nie zajmują.

I tu właśnie najwięcej czasu zajęło mi kalkulowanie… między ceną detaliczną pieluszki a kosztem wysyłki. Bo to, kuresz, zawsze mnie w sklepach internetowych wkurza. Dlatego ja tam wcale za zakupami on-line nie przepadam, tym bardziej, że co to za przyjemność jak tego dotknąć na własne oczy nie można… porównać… wszystko tak na czuja poparte pobożnym życzeniem.
Wolałabym o wiele bardziej iść do normalnego sklepu i kupić … tyla że to deczko problematyczne się zrobiło w obecnym czasie kapitalizmu w nieustannym stanie transformacji na gorsze, bo polityka naszych władz miejskich jest taka, że w Śródmieściu niedługo nie będzie gdzie chleba kupić a co dopiero pieluszek.
Tzn ostało się jeszcze kilka sklepów z tkaninami ale tetry to już na pewno nie opłaca się im prowadzić. Dodatkowo wyprawa w okolice Hali zdecydowanie przekracza moje możliwości na stan obecny… tzn dałabym radę ale sporym wysiłkiem i te kilka pieluch nie jest warte aż takiego wyrzeczenia z mojej strony.
Wystarczy że się jeszcze muszę wybrać do mego doktora w przyszły piątek i na jedno jeszcze badanie wcześniej. Przy okazji kupię kapcie i klapki do szpitala bo to chyba jedyne czego mi brakuje.
Znaczy już wcześniej kupiłam takie super milusie kapciochy… ale takie są milusie, że moje milusie misie mamusi wprowadziły mi się w moje kapciochy swoimi przerosniętymi syrami i rozepchały do cna.
Kupię teraz różowe to różowego Misie nie tkną.

Dlatego taki był mus coby te kilka pieluchy kupić w sklepie internetowym. A że to taniocha to problem był z wycyrklowaniem, coby wysyłka nie była droższa niż wysyłany towar. A dodatkowo jest taka tendencja, że tam gdzie ten sam towar oferują po niższej cenie, i tak stratę rekompensują sobie właśnie większymi kosztami wysyłki.

Tak to np wczoraj wieczorem dostałam maila od miłej pani z tego sklepu z holenderskimi rzeczami, że wszystko ładnie mi spakują w jeden pakiecik a za wysyłkę za pobraniem policzą sobie jedynie 10 złotych. No… dlatego lubię tak… a tak jak z tymi pieluchami to nie… bo jeszcze jutro czeka mnie korespondencja, ile właściwie mam wysłać za te pieluchy, bo już się w tych rabatach i okazjach pogubiłam a oczywiście Państwo Pieluchowie nie są skłonni mi zaufać i wysłać towar za pobraniem. Nie lubię… nie lubię kupować z przedpłatą.

Niestety nie da się…


podobnie jak nie dało się w przypadku wiaderka TUMMY TUB, ale tu akurat towaru kupuję sztuk jeden, to wiem ile jutro muszę przelać na konto.

Tummy Tub wiaderko do kąpieli – wanienka – 79 PLN plus 11 PLN za wysyłkę


No i jeszcze nawilżacz

NAWILŻACZ POWIETRZA, JONIZATOR, CZUJNIK WILGOTNOSCI – 185 PLN.


Darowałam już sobie laktator firmy AVAST, tudzież termoregulator do kaloryfera, bo po pierwsze to obaczę najpierw czy będzie mi potrzebny, a po drugie Inoczka powinna się urodzić pod koniec lutego… to z nawilżaczem – ten miesiąc – dwa okresu grzewczego – jakoś damy radę przeżyć… mam nadzieję… bez specjalnych przeziębień. Zresztą… trzeba by wodę spuszczać z kaloryferów coby to zamontować… a to za dużo zachodu.

I tyle… na tym mi zszedł wczorajszy dzionek.

A orkiestra pod oknami właśnie grać przestała… teraz tylko trwają jakieś licytacje… Też rzecz o towarach i pieniądzach jak u mnie.

kategoria notki blox,zakupy — Tagi: , , , — jamatka @ 23:13

9 stycznia 2010

SNOOZZZ… nioch – nioch… fuj!

stabilizator snu…

Stabilizacja piękna rzecz… tak mi się wydaje, bo nie za bardzo obeznana jestem ze zjawiskiem… nie narzekam, tak wyszło, takie życie, taki charakter, takie preferencje … zatem nie narzekam, ale nie wypowiem się na temat produktu, jaki znalazłam podczas dzisiejszych zakupów…

bo skoro ja o stabilizacji wiem tak niewiele, to co ja mogę wiarygodnego powiedzieć o stabilizatorze… konkretnie snu… konkretnie stabilizatorze pozycji snu.

allegro.pl – sklep ANGRE_BABY

wiem wiem, że nikomu nie chce się klikać na linki jakie tu nagminnie zapodaję, zatem dam pare-cytata o tem i owem, coby unaocznić jaka to świetna rzecz… ten cały stabilizator … i stabilizacja w ogóle.

„Czy mój maluch ma ciepło i wygodnie ?
Czy nie zsunął się pod kołderkę ?
A może przewrócił się na brzuszek i nie może odwrócić się z powrotem ?

Ze SNOOZZZ macie właśnie tę pewność i bezpieczeństwo, że Wasze dziecko będzie leżało rano w tej samej pozycji, w jakiej położyliście je spać noc wcześniej ! I to czyni sen o wiele przyjemniejszym doświadczeniem… nie tylko dla Waszego dziecka, ale i dla Was samych.

(…)

Snoozzz to stabilizator pozycji snu, który daje Twojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa, jednocześnie zmniejszając ryzyko spłaszczenia główki, zaburzeń żołądkowych i kolek podczas snu, poślizgnięcia się w łóżeczku i wspinania się w nocy.

Twoje dziecko śpi bezpiecznie i wygodnie na plecach lub na boku bez ograniczenia swoich ruchów. Dwie wkładki Snoozzz są przystosowane do wieku dziecka i jego zmian rozwojowych. Pierwsza wkładka –banderolka jest przeznaczona dla dzieci od 0-3 miesiąca, a druga większa dla dzieci od 3-36 miesiąca życia.”

Ja pierdziu! Wyobrażacie sobie?!

Trzydzieści sześć miesięcy! Trzy lata pełnej stabilizacji!

Kto by czegoś takiego nie chciał… i to za jedyne sto czterdzieści dziewięć zeta!

O! to dopiero jest stabilizacja… w wersji exclusiff z perłowym łebkiem!

kategoria notki blox,znaleźne — Tagi: , , — jamatka @ 14:31

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24