rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

12 sierpnia 2010

golizna, bielizna i motyle

Heh… a chciałam tylko pstryknąć te blu oczka i nawet byłam pewna, że nie będzie w czym przebierać, bo Inoczka takiego szału ostatnio dostaje na widok urządzeń typu komputer, komórka czy aparat fotograficzny, że nie sposób uchwycić ją migawką, jednak światło dzisiaj było tak dobre…

taaa…

aż za dobre, znowu goronc…

Goronc nie goronc tak genialne fotki wyszły, że musowo czem prędzej wrzucić w widoczne miejsce, bo żal chować w szufladzie takie cuda.

A tymczasem na My.Operze gdzie mamy albumy cosik się wykrzaczyło i nie chce nas tam dzisiaj z takimi fotkami.

Zatem w baaaaaardzo zawężonym zestawie skorzystam z mego wordpressowego hostingu.

TADAMMM!!!
zareklamuję bo bardzo jestem zadowolona.

Otóż ze wszystkimi trzema blogami panoszę się na serwerach linuxpl.com za niecałe 50PLN za rok.

2 Giga miejsca i zero ograniczeń w ilości domen i baz danych i póki co… tfuj tfuj… bezawaryjnie.

No to jadymy z fotkami.

Trudny wybór mnie czeka, bo po wstępnej selekcji mam 19 fotek z jednej dwuminutowej sesji na golasa.

kategoria notki Inka — Tagi: , — jamatka @ 20:36

a Inka ma oczy niebieskie

Jamatka i Misio mają piwne coś tam coś tam coś tam…
Tatko i Ptyś zielone coś tam…
a Inka niebieskie…
Że ruda, to wszyscy mówią, że minie, ale te oczy coraz niebieściejsze.

kategoria notki Inka — Tagi: , — jamatka @ 16:29

10 sierpnia 2010

jak nas widzą tak nas piszą

Pewien katalog blogowy… nota bene robiący bardzo sympatyczne wrażenie, a co więcej wyróżniający się spośród innych, był tak miły i zgodził się podlinkować u siebie nasz zakręcony za-cuont-ek macierzyństwa niekonwencjonalnego.
I funkcjonuje w tym katalogu taki fajny proceder nagradzania za rozmaite gesty sznureczkami.
Między innymi można dostać pokaźną ilość sznureczków w zamian za umieszczenie u siebie na stronie banerka tego katalogu, zaś im więcej sznureczków, tym wyższa pozycja na katalogowej liście.
Sznureczki można też dostać za umieszczanie opinii na temat sąsiednich blogów, stron itede.

I właśnie została jamatka zopiniowana przez pewnego uroczego osobnika, prawdopodobnie płci męskiej, opinią niniejszej treści:

„ta strona chyba dla mam będących w szoku poporodowym, po 3 sekundach uciekłem z niej, to moja opinia”

Heh… chyba rzeczywiście coś z jamatką nie tak… a myślała, że właśnie jej się wyrównało pod sufitem na stare lata.

N`ale cóż… za późno na zmiany.

Tak czy owak opinia poszła w ludzi i chyba wywarła wrażenie, bo dziś jamatka sznureczków za wyświetlanie banerka nie dostała a pewien pajączek – moderator twierdzi, że za karę, że żadnego banerka na naszej stronie nie znalazł.

Ślepy czy co?

Czy po prostu wstydzi się jamatki i nie życzy sobie coby taka pokraka jak inoczka.pl wyszła mu na rozkładówkę?

Zrobi jamatka eksperyment i podrzuci do katalogu drugiego bloga… jak zaakceptują to znaczy, że pajączkowi tylko coś do oka wpadło, a jak odrzucą to będzie miała jamatka jasność, że jest osobą szurniętą i jej nie chcą, tylko za późno się zorientowali i teraz niezręcznie jest wymówić starszej osobie z dzieckiem na ręku mieszkanie i wtedy jamatka sama się wyniesie, bo co tam…

Sie nie będzie pchała na chama…

A na wypadek jakby pajączek jednak zachorzał na oko jamatka ma takie coś

Teraz widać?

Oj… ma jamatka wesoło z tymi blogami.

I wciąż się zastanawia po co ona to robi.

Najlepiej było rano… nie wyspała się jamatka bo wyprawiała starsze dziecko na wyprawę do Crakaw i robiła porządki na blogach i przez pomyłkę wrzuciła do bloga matkanieboska.pl plik xml z backupem wpisów z inoczka.pl…

Ale się namieszało!
Pal sześć na blogu, ale co niektórzy nierozważni matkęnieboską.pl RSSują…
to im to dopiero się narobiło, czego nie sposób posprzątać niestety.

Tak wspomina jamatka na wypadek, jakby kto zainteresowany to czytał i nie wiedział co to się dziś rano stało mu w Gugle Riderze.
To wtedy najlepiej usunąć subskrypcję i postawić na nowo. Nowa powinna już być okej.

A… i przywróci jamatka komentarze,, bo to chyba jednak nie fer jak jamatka tu wrzuca to i owo tym i owym i publicznej riposty dać nie można.
Bo z tymi komentarzami było tak, że pomyślała jamatka, że ma trzy blogi, półroczne dziecko, dwa duże Miśki na głowie plus Tatko plus pies, kot, rybki w akwarium i ta głupia sąsiadka sprzed kraty i jakby jeszcze miała komentować się na każdym swoim blogu to by nie wyrobiła.
Dlatego zostawiła komentarze tylko na matkanieboska.pl dokąd z każdego jej bloga jest w końcu link, tudzież jest namiar na maila do jamatki…

Ale to chyba nie był dobry pomysł.

Edit:

Jednak prawdą okazała się wersja, że pajączek zachorzał na oko ale jeszcze wieczorem wydobrzał.
Zatem nie jest z tobą tak źle, jamatko.

kategoria notki blog — Tagi: , — jamatka @ 16:48

Szczury do rury a chusty na szmaty!

największy bezsens w dziedzinie tekstyliów

Kiedyś, jeszcze w poprzednim wcieleniu tego bloga, popełniłam pewien wpis co miał otwierać cykl największy bezsens… w dziedzinie czegoś tam i cykl ten nie doczekał się kontynuacji, zatem może by tak… zakontynuować.

Tym bardziej, że patrząc wstecz z półrocznej perspektywy konfrontacji wyobrażeń z praktyką trzeba przyznać, że trochę tych bezsensów się uzbierało.

No więc…
No więc nigdy bym się nie spodziewała, że kiedyś to powiem, ale tytuł absolutnego lidera w rankingu Największy Bezsens w Dziedzinie Tekstyliów należy się chuście!

Konkretnie tzw chuście elastycznej wiązanej.

W ogóle przyznać muszę, że nosząc się z brzuchem i celebrując ten nieoczekiwany w jesieni życia stan, zupełnie inaczej to wszystko sobie wyobrażałam.
Bo fakt, że mam na koncie już odchowane potomstwo, nie ma żadnego znaczenia, ponieważ warunki KIEDYŚ i TERAZ są tak zupełnie inne… poza tym tak długi czas minął… i w ogóle nie może być mowy o jakimkolwiek doświadczeniu, o które niektórzy mnie podejrzewali.

I coraz bardziej jestem przekonana, że wszelkie blogi typu poradnikowego, dotyczące kompletowania tzw wyprawki, są kompletnie bez sensu, bo więcej wprowadzają mylącego zamieszania niż niosą pożytku i mówię to jako hehe… ofiara tego zamieszania.
Ano cięta taka jestem, bo wywaliłam kesz w błoto jak ta głupia a nic tak nie uwiera jak własna głupota.
To mam wskazać paluchem przez jaki to blog?

Dlatego słowo jamatki teraz tu daję, że jeżeli kiedykolwiek na jakikolwiek temat będę się tu wymądrzać to tylko w przypadku, kiedy podmiot wymądrzania przetestowałam na własnym zadku gruntownie i będę się czuła w prawie mieć swoje zdanie.


No więc…

Otóż tysiące lat temu, w epoce kamienia łupanego, kiedy nie było jeszcze internetu a kobiety ciężarne wiedzę, co z czym i do czego, czerpać mogły jedynie z przekazów ustnych, tudzież nielicznych podręczników przekazywanych sobie z matki na matkę, wyczytała jamatka w jednym takim podręczniku pewną przypowieść.

Otóż to w latach – ątych czy -estych dwudziestego wieku jedno z pradawnych plemion, zamieszkujących wysokie Andy, zaczęło wymierać z tego mianowicie powodu, że kobiety tego ludu rodziły dzieci przedwcześnie.
A wiadomo…

Wiadomo?
Bo czasem mam wrażenie, że nie wszystkim wiadomo, że dzieci to przyszłość narodu… a nie historia i kombatanci.

W każdym razie wiadomo, że w wysokich Andach inkubatorów raczej niet.

I jacyś tam naukowcy wykumali taki sposób, coby przedwczesnego Indianina pakować do specjalnej torby coby indiańskie matki na wzór kangurzyc nosiły wcześniaki w tych torbach blisko cyca i ciepła swego ciała, do czasu aż wszystko dojrzeje jak trzeba.
I ponoć zadziałało, unikalna nacja przetrwała i pewno trwa do dziś, bo ma to szczęście, że żadna korporacja w wysokich Andach nie ma żadnego interesu.

Uwiedziona tą opowieścią wyobrażałam sobie, że ja też… jak ta kangurzyca… non-stop jak długo się da, dopóki krzyż mi nie trzaśnie.

Taaa… cycory też w to wliczałam.

I niewielu rzeczy tak nie-żałuję jak rezygnacji z karmienia piersią.
Szkoda, że wcześniej nie byłam w stanie zdobyć się na odwagę forsowania swego zdania, tak jak potrafię to teraz.

Ale wracając z Wysokich Andów do tutejszej rzeczywistości, to muszę przyznać, że do tej pory tylko dwa razy widziałam zachustowaną kobietę na żywe oczy.
A faceta wcale i nigdy.

Ale cóż… myślałam sobie… wiocha ten Gdańsk to i naród taki niereformowalny i nie umieją docenić tego co dobre.

Heh… głupia jamatka…


Bo tak… w praniu to z tymi chustami jest tak…

Po pierwsze… to ja pierdziu… koszt.
Prawie dwie stówy za kawał bawełnianego trykotu w elegancko-bajeranckim pudełku z kolorową instrukcją na kredowanym papierze.

No co za ściema marketingowa!

No bo, jak miałam tak non stop używać, to chciałam coby było gatunkowo, cobym miała pewność, że moje dziecko będzie miało komfort i ekologię i wszystko co najlepsze.

Taaa… a to po prostu kawał szmaty i tyle.

I tak dobrze, że nie zamówiłam tej dwa razy droższej wersji z aplikacjami i z czapeczką, ze specjalnej ekologicznej bawełny.

No i właśnie ten kawał szmaty…

Konkretnie 5 metrów bieżących szerokich na metr czy coś koło tego.

I zamotać się w to i odmotać… to jasna cholera! …to nie to samo, co pstryknąć zatrzaski w nosidełku i już.

Do lekarza z takim wybrać się nie sposób, bo jak?
Co robić z tym pięciometrowym trenem po rozmotaniu siebie i dziecka?
Trzeba by mieć ze sobą specjalnego asystenta coby to niósł za nami.

A jak gorąco w takiej szmacie… nie sposób długo wytrzymać w pomieszczeniu i mus się rozmotać.
A przed wyjściem zamotać.
Coby za chwilę, po powrocie do domu, znowu się rozmotać…
Paranoja.

I właściwie ten goronc stanowi też jedyny plus, bo fakt, że na wiosnę Bebe noszone w czymś takim nie musi być zbyt ciepło ubrane, bo ciepło matki je ogrzewa.

No i jeszcze, że ten system chustowy jest taki konfigurowalny… że można i tak i siak i pole do inwencji jest spore, czego dowodem rozmaite filmiki na jutubie.
Zaś w przypadku nosidełka już nie jest tak fajnie.

Jednak podstawowa wada chusty to krótka żywotność.

Bo ja nie wyobrażam sobie, że targając moją prawie pół roczną i prawie 7-kilową Inoczkę przed sobą z przodu / bo co innego na plecach / stać by mnie było na uśmiech prezentowany przez zachustowane lejdis reklamujące ten kawał ściery.

Bo ja pierdziu… powyżej 2 miesiąca… to ja pierdziu… kręgosłup mi siadał już po kwadransie a teraz nawet nie wiem gdzie ta chusta leży i nie chcę wiedzieć.

I coby nie gadać… jednak cywilizacja robi swoje i 46-letnia świeżo upieczona matka to chyba jest inna konstrukcja niż Indianki z wysokich Andów.


Jest jeden wyjątek, który muszę polecić, by oddać sprawiedliwość zjawisku.
Właściwie sama na to wpadłam i razu pewnego w poszukiwaniu trzeciej ręki ciepnęłam te 5 metrów szmaty w kąt i kierowana bieżącą potrzebą sięgnęłam po szal, który przywiózł mi kiedyś Tatko z Palestyny.
Zawiązałam go na supeł wokół siebie przez ramię i w powstałą fałdę wpakowałam małą Inoczkę i ten system bardzo się sprawdził w czasie, kiedy Inka miała kolki i bez przerwy wisiała mi na rękach…

jaaa… ale to były czasy. Zupełnie zapomniałam. A teraz na nią narzekam, jak mi się budzi przed szóstą.

… no więc był taki czas kiedy dziecko non stop wisiało mi na rękach, Tatki nie było od miesiąca a obsługa całego domu spoczywała na moich barkach. I wtedy taka minimalistyczna chusta, co to jedną ręką założył drugą zdjął, to było bardzo dobre rozwiązanie.

Tym bardziej, że materiał tego szala miał takie magiczne właściwości, że był sztywny i dobrze podtrzymywał plecki dziecka a jednocześnie układał się do kształtu zawartości.

I potem przeczytałam w sieci, że takie chusty nazywają się „kieszonka” tudzież „Pouch”


Bardzo prosto można je sobie samemu uszyć
, zajmują niewiele miejsca, wychodzi na nie niewiele ponad metr materiału i w ogóle są super i praktyczne i kiedy Inoczka mi w takiej chuście zasnęła, to bez problemu mogłam zdjąć chustę razem z „zawartością” jednym gestem bez ryzyka, że mi się „zawartość” obudzi.

Poszyłam sobie kilka takich „kieszonek” z różnych materiałów do różnych celów i trzymałam w różnych miejscach mieszkania coby zawsze mieć je pod ręką.

Jako wadę chust kieszonek rozmaite źródła podają tylko, że nadają się jedynie na krótkie dystanse, bo coś tam, że to szkodzi dziecku i te sprawy.

No nie wiem… wedle mego doświadczenia to dobrze dopasowany Pouch lepiej trzyma małe plecki niż te elastyczne tasiemce.
Poza tym ja sobie nie wyobrażam noszenia dziecka w jakiejkolwiek chuście na dystanse dłuższe niż pół godziny.
A budowlaniec do cholery jestem, zatem nie ułomek.
Dlatego taka kieszonka wydaje mi się optymalnym rozwiązaniem, bo te motanie w kilometrach materiału… paranoja.

I tyle.


Na zakończenie powiem tylko, że będąc w ciąży i mieszkając na piątym piętrze kamienicy bez windy, nawet nie planowałam zakupu wózka… ale pierwsze doświadczenia z chustą wiązaną natychmiast mnie do tego skłoniły.
I jestem pewna na 1000%, że w dwudziestym pierwszym wieku dzieci transportować powinno się w wózkach, a nie na barana.
No… chyba że się mieszka w wysokich Andach i nie ma się helikoptera… bo wtedy to fakt… to jeszcze gorzej niż piąte piętro.

kategoria notki zdaniem Jamatki — Tagi: , — jamatka @ 13:50

9 sierpnia 2010

konkluzja post factum

ponieważ wczorajszy wpis sponsorowała firma Heineken

zabrakło w nim konkluzji podsumowującej ten cokolwiek zagmatwany wywód.
No więc…

Odnoszę wrażenie, że mało kto jest świadom, jak cenną rzeczą jest czas matki…
…oczywiście poza samymi matkami…
… i na pewno te kilkaset złotych per miesiąc jakie można wyciągnąć z intensywnej pracy nad blogiem typu dzieciowego to moim skromnym zdaniem zdecydowanie za mała stawka za roboczogodzinę tzw Matki Polki.

Co więcej…pisanie ciekawego bloga to nie pieczenie bułek…wymaga uwagi skupienia i pewnej finezji… a finezja przy małym dziecku… heh… co ja mogę teraz wiedzieć o finezji, jak wokół komputera wciąż unosi się woń porannej kupki.

Więc…

w takich warunkach mogę co najwyżej zarobić obstawiając sumkę na zakład, że żadnej matce małego dziecka nie uda się odkuć za pomocą bloga nawet w kwestii zakupu pampersów.

Ale gdyby taka matka hipotetyczny czas poświęcony na hipotetyczne blogowanie przeznaczyła np na szycie szmacianek…takich zabawek… albo wzięła do opieki drugie dziecko zakładając pokątnie mini żłobek… albo coś tam…
nie wiem co, bo fantazja mi siada w obecnych warunkach…

W każdym razie miałoby to na pewno większy sens w osiągnięciu godziwej stawki PLN/h niż pisanie bloga… o czymkolwiek.

Zatem proszę nie pier… nie mieszać młodym matkom w głowach jak się nie wie o czym się mówi i nie wieść ich na manowce.
Niech ten hipotetycznie przepier… zmarnowany hipotetyczny czas przeznaczą lepiej nad odsypianie zarwanych nocy.


powiązane notki:
szwenda się matka jamatka po świecie i oto niektóre efekty

O tym jak Cebuszka oskubie mamę i maluszka

kategoria notki blog,mondrości dla potomności — Tagi: , , — jamatka @ 12:24

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24