Sylwestry są do bani, ale Nowe Roki kojarzą mi się już lepiej bo niezależnie od formy spędzania czasu w dniu poprzednim w Nowy Rok jedyne co wypada to Leżeć i Nic-nie-robić.
I tę tradycję tradycyjnie kultywujemy jak najbardziej co roku
Zatem dziś łóżka wszystkie są rozłożone i śpimy na zmianę z nic-nie-robieniem. Tzn nie całkiem, bo Piotrek się przeziębił, On zrobiło obiad – dorsz z ziemniakami i czymś-tam, zaś Ona-czyli-ja po tym Jego robieniu posprzątałam. No i jeszcze potem On poszedł po lody, bo Jej się zachciało, i wprawdzie potem się Jej odechciało ale w międzyczasie zachciało się Jemu. To poszedł. A… i dziecko jeszcze napisało wiersz o tematyce ekologicznej pod wpływem filmu Home.
Drugie dziecko zaś w Nowe Roki już się od dwóch lat nie liczy, bo spędza je gdzieś w Polsce i zapewne kontakt z rodziną jest ostatnią rzeczą na jaką ma wtedy ochotę.
Zatem wszyscy dziś leżą i nic nie robią zaś Ona-czyli-ja w przerwach między kolejnymi fazami uśpienia buszuję po sieci za tym-i-owym czyli za niczym-konkretnym.
To wkleję teraz pocztówki z tego buszowania.
Najpierw buszowałam za Karmieniem Piersią i trafiłam na taką jedną fotkę co ją od razu chciałam komuś obeznanemu w temacie pokazać z pytaniem. Retorycznym zresztą.
A znacie ten wzrok?

uwielbiam ten moment… normalnie jakbym żywy obraz widziała… za chwilę powieki mu nieco opadną, potem je z wysiłkiem dźwignie raz czy dwa… i po karmieniu. Od czasu do czasu tylko przez sen przypomni sobie po co ten cycek mu w buzi siedzi i zassie 2-3 razy i dalej w kimono. Ogólnie fajna sprawa, o ile w domu wszystko samo się robi, albo ma się gosposię… chociaż ja bym tak nie chciała… coby obca baba po domu mi się pętała. Znam ten „miód” bo moje dzieci są z tych co do przedszkola się nie nadają i musiałam nianie zatrudniać.
No i ubawiłam się przednio bo dwie strony dalej na liście googlowych wyszukiwań trafiłam na taką fotkę.
A nie mówiłam?

Poza tym jeszcze na polecanym przeze mnie blogu, który polecę jeszcze raz
www.blog.przedporodem.pl
znalazłam taki cytat… zatem to u mnie jest cytatem cytatu, bo ja cytuję blog przedporodem.pl , zaś pani doktór blogowa cytuje książkę Sheili Kitzinger pt. Karmienie piersią
„Odpowiedź sutka na stany emocjonalne, jego gotowość do „oddania się” jest podobna do zmian, jakim ulega kształt pochwy, gdy kobieta pożąda zbliżenia z mężczyzną. Z tego powodu wszelkie pieszczoty podczas zbliżenia płciowego, do których należy gra miłosna, ich ssanie, drażnienie, są najlepszym przygotowaniem do procesu karmienia, bardziej naturalnym i przyjemnym niż wszelkie inne manipulacje, nacieranie, tarcie, wyciąganie podczas kąpieli, co jest często zalecane.”
I jeszcze dowiedziałam się tam do czego potrzebna jest ta pręga ciążowa, która właśnie zaczęła mi się rysować w ślad za sciemnieniem brodawek. Otóż są to takie znaki sygnalizacyjne dla naszego BeBe coby po porodzie trafiło do celu… coś jak znaki świetlne dla samolotów lądujących po nocy.
Znowu cytata z bloga przedporodem.pl
„W pierwszych godzinach po porodzie u noworodka odruch ssania jest wyjątkowo silny. Kiedy od razu po narodzinach będzie przebywał w bezpośrednim kontakcie z mamą, sam zacznie powoli pełzać w kierunku brodawki. Poruszać się będzie przy pomocy „kierunkowskazu” jakim jest przebarwiona linia na brzuchu mamy. Kiedy dostrzeże równie ciemno przebarwioną brodawkę, odwróci głowę kierunku piersi, a w ciągu kolejnych minut będzie próbował ssać – najpierw dotknie wargami lub poliże brodawkę, a następnie otworzy szeroko usta.”
Fajne… ale i tak pewno nie mamy z Inką szans na takie doświadczenie… No właśnie dlatego na początku chodziło mi po głowie, coby tak wykombinować coby rodzić w domu… żeby wszystko po mojemu było. Bo ja np intuicyjnie czuję, że do parcia wolałabym siedzieć a nie leżeć… a w szpitalu to się niestety nie da.
Zresztą… teraz już mi wszystko jedno…tym bardziej że coś mi się zdaje że moja Inoczka dalej tupie mi nogami po miednicy a to już czas najwyższy ustawić się frontem do klejenta.
I tyle aktywności na dziś.
komentarze