rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

5 stycznia 2010

Kabaret Elyta Wa-wa przedstawia

pokażę Wam dziś coś śmiesznego.
właściwie to trochę nie w porę… w ten zimowy czas… ale może to nawet dobrze …

Fajne, co?
Nawet więcej niż fajne… to jest zaj…eee … efajne!
Aż się chce zaraz mieć tę dzidzię w stosownym rozmiarze i jechać… już teraz zaraz! …
a nie, teraz nie.

A gdzie takie coś kupić?
A niedaleko:

SKLEP BUJANE
UL Stryjeńskich 6 lok UH2
02-795 Warszawa / a jakże… gdzieżby indziej? /
tel.022 424 15 16, 022 402 71 07

A za ile?
… bo na stronie, o wiele mówiącej nazwie elitebaby.pl, która jest internetowym oknem na świat tego bujanego sklepu, info o cenie nie uświadczysz nijak.

Ale znalazłam ich ofertę na allegro.

I tu jest właśnie ten moment pod koniec dowcipu, po którym tarzamy się ze śmiechu.

O ile powiedzie się mój hatelemelowy zabieg, po kliknięciu myszką na poniższy obrazek powinna się pokazać cena tego cuda proponowana na allegro.
Mało się kawą nie zakrztusiłam…

Nie nie… ilość siódemek mi się nie pomyliła. Najbardziej podoba mi się ta końcówka… te dwadzieścia złotych, które brakuje do bardziej okrągłej sumki… a może to nie chodzi o te dwadzieścia, tylko o dwieście dwadzieścia zeta.

Bo w mojej strefie budżetowej  zwykle jest to 99 groszy… tzn np 9,99 PLN… więc się nie znam.

Dziękuję bardzo Cedosi za linka, który mi otworzył takie światy… fajnie sobie pooglądać i trochę się pośmiać z samego rana.
Swoją droga zastanawiam się… a zresztą… nieważne.


Edit:

znalazłam inny sklep, który także ma w ofercie rowerko-wózek TAGA za mniejszą cenę… konkretnie 6 296,- . Też nieźle, jednak o wiele taniej od allegrowej oferty. Heh… a mówią, że na tym allegro tak tanio. Cóż… biorąc pod uwagę ceny niektórych wózków, może ktoś by się skusił i na taka rykszę,  dlatego daję linka

www.petitbaby.pl

kategoria notki blox,zdaniem Jamatki — Tagi: — jamatka @ 08:38

4 stycznia 2010

Le Premier cri – Pierwszy krzyk

Film grany był w naszych kinach chyba jakoś jesienią zeszłego 2009 roku.

Ja dopiero teraz go namierzyłam…

Nie mogę znaleźć linka bezpośrednio do filmu online… tzn żeby prosto z przeglądarki sobie obejrzeć, bez konieczności ściągania na dysk. To jest… znaczy się… wydaje mi się, ze to trochę mniej nielegalny sposób… ;)

Ano tako mamy ostatnio w zwyczaju u nas w domu. Właściwie dzięki internetowi telewizor jest u nas praktycznie nieodpalany.

Wstawiłam ostatnio tego 30 calowego grzmota na szafę, coby nie zawalał kątów bezużytecznie. Abo informacji o świecie dostarcza nam internet i radio a filmy, jakie serwuje telewizja… nie tylko ta publiczna… krótko mówiąc mało mnie już wzrusza fakt, że w święta znowu Kevin w Nowym Jorku czy tam inny szit, bo coby nie dali, ja za pośrednictwem internetu i tak mam lepiej… na dodatek każdy może oglądać sobie coś innego na swoim laptopie we własnym łóżku… niedługo porozumiewać się też będziemy głównie poprzez Skypa… heh… ojciec tylko od czasu do czasu zauważa, że to „nie-po-bożemu” i zwołuje wszystkich do stołu na obiad czy tam inne śniadanie w celu odnowienia kontaktu z rodziną…

Okej… ale ja nie o tym miałam…

Zatem online filmu Pierwszy Krzyk na razie obejrzeć się nie da, ale rapidszerów w sieci jest od groma.

Ja zasysam właśnie stąd

www.taringa.net

A dlatego stąd, a nie z jakiejś polskiej rapid-podajki, bo tu nie każą mi się rejestrować ani żywo uczesniczyć w życiu forum, ani nie będą co chwila słać na pocztę, podaną przy okazji tej rejestracji, żadnych przypominajek… ja po prostu różne precyle i wiaderka omijam szerokim łukiem i dziękuje bardzo… jak nie ma na pebie to wolę sobie poszukać zagramanicą.

Matko matko… ależ ja się umiem rozpisywać nie-na-temat…

A jaki to był temat?

acha…

No to polecam do obejrzenia film Gilles`a de Maistre pt: Le Premier cri po polskiemu Pierwszy Krzyk.

Tzn nie wiem czy polecam bom jeszcze poza trajlerem nie oglądała ale zapowiada się obiecującą… pewno se pochlipię równo, bo ja nie to że płaczliwa jestem, ale łatwo się wzruszam… szczególnie na filmach. Przedwczoraj wieczorem… a raczej w nocy z przedwczoraj na wczoraj, metodą online właśnie, nieopatrznie zapodałam sobie Imperium Słońca… no i tak się pobuczałam na koniec, że do trzeciej zasnąć nie mogłam z powodu zatkanego nosa i bólu głowy.

Heh… no dobra… już nic więcej nie gadam.

No to wio!

A w domu nareszcie jest tak, jak być powinno od początku ciąży.
I nic innego się nie liczy.
Opowiedziałam mu ostatnio, że podjadam sobie czasem coś słodkiego, mimo cukrzycy, bo Inka pije ten płyn owodniowy i jak jest właśnie słodki od tego co zjem, to sprawia jej to szczególną przyjemność…
To kupił wczoraj całą czekoladę i kazał mi zjeść bo to… „dla tej w środku”
Określenie „dla tej w środku” w wydaniu mego chłopa jest – proszę mi wierzyć… wyrazem ogromnej czułości ze strony tego szorstkiego gbura ;)
I w ogóle… coś jakby odwala mu na jej punkcie coraz bardziej.
Dobrze… moje Miśki odetchną nareszcie.

A ja też nie narzekam

kategoria notki blox,znaleźne — Tagi: , — jamatka @ 12:44

1 stycznia 2010

To i owo – czyli fiszki z wyra

Sylwestry są do bani, ale Nowe Roki kojarzą mi się już lepiej bo niezależnie od formy spędzania czasu w dniu poprzednim w Nowy Rok jedyne co wypada to Leżeć i Nic-nie-robić.
I tę tradycję tradycyjnie kultywujemy jak najbardziej co roku

Zatem dziś łóżka wszystkie są rozłożone i śpimy na zmianę z nic-nie-robieniem. Tzn nie całkiem, bo Piotrek się przeziębił, On zrobiło obiad – dorsz z ziemniakami i czymś-tam, zaś Ona-czyli-ja po tym Jego robieniu posprzątałam. No i jeszcze potem On poszedł po lody, bo Jej się zachciało, i wprawdzie potem się Jej odechciało ale w międzyczasie zachciało się Jemu. To poszedł. A… i dziecko jeszcze napisało wiersz o tematyce ekologicznej pod wpływem filmu Home.

Drugie dziecko zaś w Nowe Roki już się od dwóch lat nie liczy, bo spędza je gdzieś w Polsce i zapewne kontakt z rodziną jest ostatnią rzeczą na jaką ma wtedy ochotę.

Zatem wszyscy dziś leżą i nic nie robią zaś Ona-czyli-ja w przerwach między kolejnymi fazami uśpienia buszuję po sieci za tym-i-owym czyli za niczym-konkretnym.

To wkleję teraz pocztówki z tego buszowania.

Najpierw buszowałam za Karmieniem Piersią i trafiłam na taką jedną fotkę co ją od razu chciałam komuś obeznanemu w temacie pokazać z pytaniem. Retorycznym zresztą.

A znacie ten wzrok?

uwielbiam ten moment… normalnie jakbym żywy obraz widziała… za chwilę powieki mu nieco opadną, potem je z wysiłkiem dźwignie raz czy dwa… i po karmieniu. Od czasu do czasu tylko przez sen przypomni sobie po co ten cycek mu w buzi siedzi i zassie 2-3 razy i dalej w kimono. Ogólnie fajna sprawa, o ile w domu wszystko samo się robi, albo ma się gosposię… chociaż ja bym tak nie chciała… coby obca baba po domu mi się pętała. Znam ten „miód” bo moje dzieci są z tych co do przedszkola się nie nadają i musiałam nianie zatrudniać.
No i ubawiłam się przednio bo dwie strony dalej na liście googlowych wyszukiwań trafiłam na taką fotkę.

A nie mówiłam?

Poza tym jeszcze na polecanym przeze mnie blogu, który polecę jeszcze raz

www.blog.przedporodem.pl

znalazłam taki cytat… zatem to u mnie jest cytatem cytatu, bo ja cytuję blog przedporodem.pl , zaś pani doktór blogowa cytuje książkę  Sheili Kitzinger pt. Karmienie piersią

„Odpowiedź sutka na stany emocjonalne, jego gotowość do „oddania się” jest podobna do zmian, jakim ulega kształt pochwy, gdy kobieta pożąda zbliżenia z mężczyzną. Z tego powodu wszelkie pieszczoty podczas zbliżenia płciowego, do których należy gra miłosna, ich ssanie, drażnienie, są najlepszym przygotowaniem do procesu karmienia, bardziej naturalnym i przyjemnym niż wszelkie inne manipulacje, nacieranie, tarcie, wyciąganie podczas kąpieli, co jest często zalecane.”

I jeszcze dowiedziałam się tam do czego potrzebna jest ta pręga ciążowa, która właśnie zaczęła mi się rysować w ślad za sciemnieniem brodawek. Otóż są to takie znaki sygnalizacyjne dla naszego BeBe coby po porodzie trafiło do celu… coś jak znaki świetlne dla samolotów lądujących po nocy.

Znowu cytata z bloga przedporodem.pl

„W pierwszych godzinach po porodzie u noworodka odruch ssania jest wyjątkowo silny. Kiedy od razu po narodzinach będzie przebywał w bezpośrednim kontakcie z mamą, sam zacznie powoli pełzać w kierunku brodawki. Poruszać się będzie przy  pomocy „kierunkowskazu” jakim jest przebarwiona linia na brzuchu mamy. Kiedy dostrzeże równie ciemno przebarwioną brodawkę, odwróci głowę kierunku piersi, a w ciągu kolejnych minut będzie próbował ssać  – najpierw dotknie wargami lub poliże brodawkę, a następnie otworzy szeroko usta.”

Fajne… ale i tak pewno nie mamy z Inką szans na takie doświadczenie… No właśnie dlatego na początku chodziło mi po głowie, coby tak wykombinować coby rodzić w domu… żeby wszystko po mojemu było. Bo ja np intuicyjnie czuję, że do parcia wolałabym siedzieć a nie leżeć…  a w szpitalu to się niestety nie da.

Zresztą… teraz już mi wszystko jedno…tym bardziej że coś mi się zdaje że moja Inoczka dalej tupie mi nogami po miednicy a to już czas najwyższy ustawić się frontem do klejenta.

I tyle aktywności na dziś.

kategoria notki blox,znaleźne — Tagi: , — jamatka @ 20:47

31 grudnia 2009

a skoro już nie świętuję…

To leżę.

I informuję.

Nie ma co się oszukiwać…trochę mi szkoda tych miejsc na rozmaitych rankingowych listach i rytmicznego pykania licznika, ale powinnam już jakiś czas temu wywiesić karteczkę.

Zamkniente z powodu, że brzucho do odwołania

i dać se na-luz nar-eszcie.
Za wcześnie zaczęłam tego bloga … za wcześnie o kilka miesięcy. Bo to się jednak w późniejszych miesiącach może nie dać pogodzić.
Chyba trzeba było poczekać aż się brzucha pozbędę.
Ale skąd ja mogłam wiedzieć ? Tzn miałam skąd wiedzieć ale zapomniałam.
Ale skoro jednak zaczęłam, to szkoda mi zamykać, jak tak się to ładnie kręci…. choć nie tak ładnie jakby się ładnie kręcić mogło, gdyby nie brzucho.
I mogłoby się tak np.  porobić po zamknięciu, że nie byłoby do czego wracać.

Dlatego postaram się chyba… jak tylko się da… w ograniczonym zakresie wprawdzie ale jakoś od biedy chcę to ciągnąć do porodu.
Bo potem to spoko… znajdę czas i chęci na pewno. Za bardzo mi się spodobało, coby tak rzucić.
To tylko teraz kwestia, że siedzieć za długo się nie da i każda z ostatnich notek powstawała i na siedząco i na leżąco i na stojąco… na zmianę. Tak łupało.
W lewym boku na dole brzucha, tydzień temu czy nawet dalej, pojawił się taki piekący skurcz, kolka czy jak to nazwać… i też przez to chodzić nie mogę.
Wszystko przez TO paskudztwo… to moje leżenie i w ogóle.
A od klikania palcem na boczku… np dzisiejsze wpisy tym systemem powstały…  to boli kręgosłup, poza tym czasochłonne to itede.
Jednak chyba się wezmę i zawezmę, bo to szczególna okoliczność, jak akcja bloga ciążowego wokół tej ciąży się zawija.
Tak myślę,  bo byłam jakiś czas temu na takim blogu, gdzie właśnie wpisy urywają się na dzień dwa… a potem następne dotyczą już tego samego ale po porodzie. Bardzo się wtedy wzruszyłam, tym bardziej, że był to poród z przejściami… biedna dzidzia.
To ma wtedy taki szczególny wyraz.
A ja zamierzam mego różowego laptopika wziąć ze sobą do szpitala… z dżipirejesem :)
No… to byłaby tak wyjątkowa okazja, że się jednak wezmę i zawezmę i bloga pociągnę choćby i za uszy aż do rozwiązania.

Wiem wiem, że jakość i ilość notek spada z dnia na dzień od dawna, trochę to frustrujące ale to przez to brzucho wszystko.
Jednak zawsze to coś.
Dlatego odpuszczam sobie wszelkie zobowiązania, kontynuację zaczętych tematów i te inne deklaracje… odpuszczam se to wszystko do momentu aż stanę się bardziej… hmmm… mobilna.
A póki co będę wrzucać co mi ślina na język przyniesie pod wpływem impulsu, nagłej chęci… bo wtedy łatwiej się też pisze. jak to tak na gorąco się dzieje.

I właśnie teraz tak chcę pod wpływem o czymś poinformować.
Bo normalnie, wedle poprzednich założeń, poczekałabym do planowanej drugiej części wpisu o zarabianiu na dzieciach.
Otóż przed chwilą zajrzał do mnie ktoś z bloga babybots.blox.pl.
I bardzo to interesujące co tam znalazłam. Zarazem trochę enigmtyczny blog, bo brak jakiegokolwiek opisu, o co w tym wszystkim biega i co to-to jest.
A wygląda mi na to, że gdzieś na świecie, o czym ja pierwsze słyszę, istnieją pampersy wielorazowego użytku.
I nazywają się właśnie baby-bots.
I to może nie być takie głupie… zależy z czego się takie baby-botsy uszyje. Bo np jeśli wnętrze dać z jakiejś miękkiej mikrofibry… teraz jeszcze nad wkładem trzeba by pomyśleć.

Zostawiam na razie info pod rozwagę a jak się Inka urodzi to kto wie… bo te pampersy to jednak pieruńsko droga impreza.
Ja nie mówię coby stale… ale na wypadek jakby kryzys znowu przycisnął, to te kilkadziesiąt zeta na nową paczkę pieluch to jednak może zakrawać na rozrzutność.
A wtedy kilka baby-botsow… a jak jeszcze własnoręcznie uszytych… w końcu po coś kupiłam tę maszynę połtora roku temu… to takie baby-botsy w takiej kryrycznej sytuacji mogłoby się okazać świetnym rozwiązaniem.
Nic nie sugeruję… tak tylko mówię, że takie coś znalazłam.

Obrazek pochodzi z pewnej brytyjskiej strony w temacie… sklep czy coś. Warto przeszperać bo są tam inne interesujące rzeczy.

www.babybots.co.uk

Kurdelebele… jest jednak masę sposobów na zarabianie z dzieckiem przy piersi…coraz więcej mam pomysłów.
Normalnie… taka dzidzia to kopalnia złota.
Wystarczy tylko chcieć!

I tym optymistycznym akcentem zakańczam skąd-inąd dupny 2009 rok!

kategoria notki znaleźne — Tagi: , , , — jamatka @ 21:53

jakby kto nie wiedział to dziś Sylwester a jutro Nowy Rok

Jakby kto nie wiedział, dziś jest Sylwester. Jakby kto dalej nie wiedział, to oznacza, że jutro Nowy Rok.
Jakby kto nie wiedział, ja Sylwestrów nie cierpię.
Jak nie cierpię tak nie obchodzę… o ile można tak stwierdzić mieszkając na Długim Targu zaraz przy Zielonej Bramie.
Nie cierpię nie tylko z powodu tej głupawki, która znowu wszystkich ogarnia bezrefleksyjnie ale po prostu Sylwestry same tak zdecydowały. Bo niezależnie od nastawienia i przygotowań zawsze jakoś tak wychodziło, że nastrój mi siadał a jak chciałam go posiłkować szampanem w okolicach północy to urywał mi się film i tyle z tego miałam.
A łeb u mnie jak budowlańca i potrafię balować do rana, kiedy już wokół bladym świtem wszyscy padają pokotem… to ja trwam…szczególnie jak przy moim boku stoi KzP.
Zatem coś w tej relacji między Sylwestrem i mną musi być na rzeczy, dlatego wreszcie olałam gościa.

Więc żadnych fajerwerków dziś tu nie będzie.

Co do życzeń, to ja tym, co mi dobrze życzą też życzę wszystkiego najlepszego, szczęścia zdrowia i dostatku przez wszystkie 365 dni w roku.
Zaś tym co mi dobrze nie życzą to ja też nie z tych jestem, coby do nich raz w roku z gałązką oliwną drugi policzek nadstawiać jak jaka głupia.

Ocenić mijającego 2009 roku też na razie się nie da dopóki Inka się nie urodzi i nie okaże się jakie zmiany w 2010 roku i wszystkich latach następnych ten fakt przyniesie.
Bo gdyby nie to… ten mój brzuch i jego zawartość… mogłabym z pełnym przekonaniem rzec, że był to najgorszy rok w moim życiu. Rok totalnych rozczarowań, pustej kieszeni i w ogóle bleeeh!
Jednak dzięki Ince może się okazać rokiem przełomowym i to diametralnie zmieniłoby jego ocenę.

A zresztą…co mi tam jakiś głupi kolejny Nowy Rok, jak za dwa miesiące zacznie się dla mnie Nowa Epoka!

Albo co mi tam…
I tak mnie pewnie ruszy koło północy jak zwykle…w końcu ze wschodu jestem, to łatwo się wzruszam, czy mi się to podoba czy nie.

To życzę wszystkim odwiedzającym mój zaciążony zakątek coby tak się dziś zabawili, że jutrzejszy kac będzie tak ogromny, że trudno będzie odwrócić głowę w drugą stronę bez karuzeli!
Bo to kurcze blade, zdrowo… raz na jakiś czas trzeba się zatracić bez pamięci!
A zatracać się na trzeźwo to tylko Jehowi potrafią i Zielonoświątkowcy.
Czego nikomu nie życzę ;)

kategoria notki dziennik fizooloficzny — Tagi: — jamatka @ 18:00

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24