rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

11 stycznia 2010

De problem ys…

bo ja tu ciągle Inoiczka to Inoczka tamto … a tak naprawdę to w swej aroganckiej pewności od samego poczęcia, wcale nie prosiłam mego doktora coby dokładnie zrewidował mojej dziewczynce tamte rejony… no bo gdzieżby… mojej Niuni w tak młodym wieku ktoś miałby między nogi zaglądać. W końcu doktór też chłop i mogłaby się moja dziouszka potem wstydzić.

Zatem jedyna medyczna diagnoza dotycząca płci Inoczki brzmi…

- ja tam nigdy żadnych śladów męskiego przyrodzenia nie dostrzegłem. To badamy dokładnie czy nie?
- Nie… i tak swoje wiem.

No i właśnie o to chodzi, że wcale tak za bardzo nie wiem i mam teraz dylemat… bo jak kupowałam Ince ciepły kombinezon w lumpexie, to była tam taka kurteczka… też maciupcia na pierwsze miesiące ale cudna! … normalnie cudna! … milusia przytulna mięciutka z bawełny ocieplana a przede wszystkim RÓŻOWA JAK JASNA CHOLERA!!!
I pal sześć, że nie jestem pewna czy kurteczka to praktyczna rzecz w porównaniu z kombinezonem… ale była taka ach! że pal sześć… jakoś by się nadała dla samego wyglądu.
Ino właśnie jak na ciuch lumpexowy kosztowała trochę…
No i pal sześć te 30 zeta, gdybym już na własne oczy widziała to moje cudo… że nasze ono jest… babskie, bez cienia wątpliwości.

No ale właśnie ten cień jest.

I gryzę się od tygodnia iść nie iść kupić nie kupić… a lumpex pod domem…

No to chyba pójdę i kupię… bo jeszcze ktoś mnie ubiegnie… o ile już nie ubiegł.

No to idę… miałam już nie wychodzić, ale idę.

A na pierwszą choinkę kupię jej lalkę Barbie i kucyka My Little Ponny!

Heh… zaczynam być szczęśliwa!
Choć się nie wysypiam.

kategoria notki Inoczka,blox — Tagi: , , , — jamatka @ 13:07

10 stycznia 2010

Zakupy… mniam mniam :)

No to tak.

Ponieważ przy wyborze łóżeczka decydowała opcja ECONO i w rezultacie na opakowaniu jak wół wielkimi literami jest napisane MADE IN CHINA…
nie to żebym dalej miała coś przeciwko jak kiedyś… odkąd doszłam do wniosku, że coby nie gadać… wyzysk czy nie … przeciętny chiński obywatel i tak nigdy wcześniej nie żył w takim dostatku jak teraz… i że każdy naród tak se śpi mniej więcej jak se pościele… zatem widać tak im spać wygodnie, podobnie jak Rosjanie najwyraźniej lubią być trzymani za mordę… ich wybór ich prawo.
Dlatego już dawno przestałam bojkotować google i szerokim łukiem, choć z bólem serca, omijać rozmaite okazje cenowe w supermarketach.
Los Tybetu też postanowiłam zostawić w rękach Tybetańczyków… muszą się obejść bez mojego poparcia, tym bardziej odkąd naczytałam się tego i owego na temat tybetańskiej mentalności bynajmniej nie w chińskiej prasie… tak to już jest, że każdy kij ma dwa końce i wszystkim nie dogodzisz tak coby było sprawiedliwie…

Nie… no więc nie… nie z takich powodów męczy mnie kraj pochodzenia łóżeczka dla mego dziecka… chodzi o to, że teraz spokoju mi nie będzie dawało pytanie czy to czasem z jakiś trujących tworzyw nie jest składane!

Zatem coby sobie ulżyć w rozterce na dalsze zakupy wybrałam się do sklepu markowego i zabuliłam… nie jakoś tam strasznie dużo… ale uczciwie… uczciwa cena za uczciwy towar.



i tak

ŚPIWÓR, ŚPIWOREK Z POLAREM KEES z mikrofazy !!! holenderskiej firmy KESS – 89 PLN…

zastanawiałam się nad czarnym… w końcu wszyscy artyści i ich rodziny przeważnie czarno się noszą… taka naturalna preferencja.
Kiedyś zastanawiałam się nad tym zjawiskiem i doszłam do wniosku że to jednak nie jest snobizm ani inny trynd tylko naturalna preferencja. Nie zamierzam teraz nad tym się rozwodzić. Tak czy owak Inoczka jako córka artysty niebelejakiego może i powinna mieć czarny śpiworek, ale to … kurdelebele… chyba mało praktyczne jednak.
Dlatego stanęło na tym jasnym ECRU.
Śpiworek potrzebny na wyprawkę, bo w lutym zimno a wprawdzie kupiłam już kombinezon bardzo gustowny w lumpexie za 30 zeta, jednak dobrze by było Inoczkę finalnie jeszcze w takie cuś zapakować przy wyjściu ze szpitala.

TRENDY CHUSTA NOSIDŁO ByKay NOWOSC UNI 1- kolor 169 PLN, też holenderskiej firmy BYKAY…

tu miałam dylemat, bo do wyboru było kilka opcji różniących się przede wszystkim ceną oprócz rozmaitych detali… i te inne opcje były bardzo kuszące, ale nie aż tak coby usprawiedliwić sugerowany skok cenowy… ostatecznie wybrałam najtańszą opcję i kupiłam czarną chustę bez aplikacji, bez czapeczki i bez szaliczka… i z tej mniej ekologicznej bawełny.

KOCYK DZIECIĘCY BAWEŁNIANY 100% KEES 75×100 – 59 PLN… był!… był wściekle różowy w asortymencie… ale właśnie przyszedł ten czas kiedy zaczęłam mieć wątpliwosci co do nadmiaru różowych tonacji jakie zawładnęły moim życiem ostatnio. Dlatego coby rodzinnego szczęścia nie zapeszyć … wystarczy, że nareszcie na tym polu przestało być niezbyt różowo… dlatego coby nie kusić losu kocyk ma kolor beżowy. Były też większe za 99 PLN, ale najwyżej potem dokupię jeżeli okaże się potrzebny, bo wysyłka w tym sklepie jest w całkiem przyzwoitej cenie.


No i właśnie potem przyszło do zakupu pieluch… gdzie indziej, bo takie sklepy jak ten powyżej takim detalem się nie zajmują.

I tu właśnie najwięcej czasu zajęło mi kalkulowanie… między ceną detaliczną pieluszki a kosztem wysyłki. Bo to, kuresz, zawsze mnie w sklepach internetowych wkurza. Dlatego ja tam wcale za zakupami on-line nie przepadam, tym bardziej, że co to za przyjemność jak tego dotknąć na własne oczy nie można… porównać… wszystko tak na czuja poparte pobożnym życzeniem.
Wolałabym o wiele bardziej iść do normalnego sklepu i kupić … tyla że to deczko problematyczne się zrobiło w obecnym czasie kapitalizmu w nieustannym stanie transformacji na gorsze, bo polityka naszych władz miejskich jest taka, że w Śródmieściu niedługo nie będzie gdzie chleba kupić a co dopiero pieluszek.
Tzn ostało się jeszcze kilka sklepów z tkaninami ale tetry to już na pewno nie opłaca się im prowadzić. Dodatkowo wyprawa w okolice Hali zdecydowanie przekracza moje możliwości na stan obecny… tzn dałabym radę ale sporym wysiłkiem i te kilka pieluch nie jest warte aż takiego wyrzeczenia z mojej strony.
Wystarczy że się jeszcze muszę wybrać do mego doktora w przyszły piątek i na jedno jeszcze badanie wcześniej. Przy okazji kupię kapcie i klapki do szpitala bo to chyba jedyne czego mi brakuje.
Znaczy już wcześniej kupiłam takie super milusie kapciochy… ale takie są milusie, że moje milusie misie mamusi wprowadziły mi się w moje kapciochy swoimi przerosniętymi syrami i rozepchały do cna.
Kupię teraz różowe to różowego Misie nie tkną.

Dlatego taki był mus coby te kilka pieluchy kupić w sklepie internetowym. A że to taniocha to problem był z wycyrklowaniem, coby wysyłka nie była droższa niż wysyłany towar. A dodatkowo jest taka tendencja, że tam gdzie ten sam towar oferują po niższej cenie, i tak stratę rekompensują sobie właśnie większymi kosztami wysyłki.

Tak to np wczoraj wieczorem dostałam maila od miłej pani z tego sklepu z holenderskimi rzeczami, że wszystko ładnie mi spakują w jeden pakiecik a za wysyłkę za pobraniem policzą sobie jedynie 10 złotych. No… dlatego lubię tak… a tak jak z tymi pieluchami to nie… bo jeszcze jutro czeka mnie korespondencja, ile właściwie mam wysłać za te pieluchy, bo już się w tych rabatach i okazjach pogubiłam a oczywiście Państwo Pieluchowie nie są skłonni mi zaufać i wysłać towar za pobraniem. Nie lubię… nie lubię kupować z przedpłatą.

Niestety nie da się…


podobnie jak nie dało się w przypadku wiaderka TUMMY TUB, ale tu akurat towaru kupuję sztuk jeden, to wiem ile jutro muszę przelać na konto.

Tummy Tub wiaderko do kąpieli – wanienka – 79 PLN plus 11 PLN za wysyłkę


No i jeszcze nawilżacz

NAWILŻACZ POWIETRZA, JONIZATOR, CZUJNIK WILGOTNOSCI – 185 PLN.


Darowałam już sobie laktator firmy AVAST, tudzież termoregulator do kaloryfera, bo po pierwsze to obaczę najpierw czy będzie mi potrzebny, a po drugie Inoczka powinna się urodzić pod koniec lutego… to z nawilżaczem – ten miesiąc – dwa okresu grzewczego – jakoś damy radę przeżyć… mam nadzieję… bez specjalnych przeziębień. Zresztą… trzeba by wodę spuszczać z kaloryferów coby to zamontować… a to za dużo zachodu.

I tyle… na tym mi zszedł wczorajszy dzionek.

A orkiestra pod oknami właśnie grać przestała… teraz tylko trwają jakieś licytacje… Też rzecz o towarach i pieniądzach jak u mnie.

kategoria notki blox,zakupy — Tagi: , , , — jamatka @ 23:13

zagnieżdżanie…

Przedwczoraj przyjechało łóżeczko… dziwnie to na mnie wpłynęło.

Coś jakbym przeszła na drugą stronę… nie dosypiam od tego czasu, bo jak wszyscy są już w łóżkach i mam święty spokój zamiast sama się położyć, zaczynam koło tego łóżeczka krążyć… najpierw tylko raz, coby rzucić okiem ot tak… czy dobrze wybrałam, bo mam wątpliwości… potem ustawiam płozy coby jeszcze raz sprawdzić jak się buja…  a jak już go dotknę to się zaczyna… przestawianie, przekładanie, przerabianie… dodawanie, odejmowanie…   układanie… i bujanie. Przede wszystkim bujanie.

Bujanie robi mi najbardziej.

Jak już skończę dzisiejszo-poranne przekładanie ubranek i kołderek na nowa modłę to postaram się zdać relację z wczorajszych zakupów. Cały dzień na allegro… w sumie myślałam, że będzie gorzej, ale po podliczeniu wyszło pięć stów z małym kawałkiem… jednak jeszcze po północy, już w łóżku i z jednym okiem zamkniętym, przypomniałam sobie o nawilżaczu…  to dobiłam jeszcze dodatkowe dwie stówy do rachunku i dopiero wtedy udało mi się zasnąć.

No co… to zupełnie szczególna sytuacja.

Kolejne dziecko to była ostatnia rzecz, której  mogłam się spodziewać od dziesięciu lat co najmniej… na dodatek dziewczynka… ja nigdy wcześniej nie chciałam mieć dziewczynki… na widok małych dziewczynek zawsze robiło mi się niedobrze…   no i od dziecka nie cierpiałam różowego koloru… pamiętam jak kiedyś – jeszcze w tym poprzednim życiu na wsi – ogołociłam choinkę ze wszystkich różowych bombek… wiedziałam, że mi się oberwie, bo różowych była przewaga… za komuny specjalnego wyboru kolorystycznego nie było… ale wywaliłam na śmietnik, jak nikt nie widział, bo wytrzymać z tym różem nie mogłam pod jednym dachem na dodatek w jednopokojowym mieszkaniu.

A teraz wszystko dobieram na różowo … ledwie się zmusiłam coby łóżeczko też różowe nie było bo to jednak przegięcie… jest szaro żółte… ale nic nie poradzę, że pasuje mi do niego tylko różowa pościel… na razie mam tylko różowy ręcznik ale już wyciągnęłam taką  kołderkę w kolorze wściekłego różu… pasuje jak ulał tym bardziej że ma satynowe okrycie. Już się pierze.

No właśnie… bo z tym różowym… bo to zależy jaki ten róż.

Do Inki pasuje róż wściekły.

Może to przez tę Świątynię Miłości

kategoria notki blox,wicie gniazda — Tagi: , — jamatka @ 13:24

9 stycznia 2010

SNOOZZZ… nioch – nioch… fuj!

stabilizator snu…

Stabilizacja piękna rzecz… tak mi się wydaje, bo nie za bardzo obeznana jestem ze zjawiskiem… nie narzekam, tak wyszło, takie życie, taki charakter, takie preferencje … zatem nie narzekam, ale nie wypowiem się na temat produktu, jaki znalazłam podczas dzisiejszych zakupów…

bo skoro ja o stabilizacji wiem tak niewiele, to co ja mogę wiarygodnego powiedzieć o stabilizatorze… konkretnie snu… konkretnie stabilizatorze pozycji snu.

allegro.pl – sklep ANGRE_BABY

wiem wiem, że nikomu nie chce się klikać na linki jakie tu nagminnie zapodaję, zatem dam pare-cytata o tem i owem, coby unaocznić jaka to świetna rzecz… ten cały stabilizator … i stabilizacja w ogóle.

„Czy mój maluch ma ciepło i wygodnie ?
Czy nie zsunął się pod kołderkę ?
A może przewrócił się na brzuszek i nie może odwrócić się z powrotem ?

Ze SNOOZZZ macie właśnie tę pewność i bezpieczeństwo, że Wasze dziecko będzie leżało rano w tej samej pozycji, w jakiej położyliście je spać noc wcześniej ! I to czyni sen o wiele przyjemniejszym doświadczeniem… nie tylko dla Waszego dziecka, ale i dla Was samych.

(…)

Snoozzz to stabilizator pozycji snu, który daje Twojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa, jednocześnie zmniejszając ryzyko spłaszczenia główki, zaburzeń żołądkowych i kolek podczas snu, poślizgnięcia się w łóżeczku i wspinania się w nocy.

Twoje dziecko śpi bezpiecznie i wygodnie na plecach lub na boku bez ograniczenia swoich ruchów. Dwie wkładki Snoozzz są przystosowane do wieku dziecka i jego zmian rozwojowych. Pierwsza wkładka –banderolka jest przeznaczona dla dzieci od 0-3 miesiąca, a druga większa dla dzieci od 3-36 miesiąca życia.”

Ja pierdziu! Wyobrażacie sobie?!

Trzydzieści sześć miesięcy! Trzy lata pełnej stabilizacji!

Kto by czegoś takiego nie chciał… i to za jedyne sto czterdzieści dziewięć zeta!

O! to dopiero jest stabilizacja… w wersji exclusiff z perłowym łebkiem!

kategoria notki blox,znaleźne — Tagi: , , — jamatka @ 14:31

8 stycznia 2010

a wracając do sedna… to LOVE! LOVE! LOVE!

…bo tak szykując się dziś do dziennikowego wpisu o trzydziestym czwartym tygodniu ciąży dotarło do mnie, że ja JUŻ jestem na rozsypaniu… tzn że w każdej chwili może się już zacząć!

Zatem spanikowałam deczko i niezbyt mam wenę do przesiadywania na blogu, bo to w domu przecie wszystko w proszku. Na dodatek sama jestem z dziećmi… dzieci duże, ale przecież nie powiezie mnie własny syn do porodu jakby co… w dodatku cały taki ANTY… liczyć na brata chyba też nie mam ostatnio ochoty zatem wypadałoby coś zorganizować… i ołomatko!  KzP – RATUNKU!!!! gdzie Ty jesteś! Wracaj z tej, kurde, Irlandii!!!

I czas  zrewidować sprawę tej całej wyprawki… wprawdzie ciągle coś do niej dobieram, ale już się przestałam łapać co mam a co nie… ołomatko!

Dlatego dziś znowu coś jakby zapchajdziura kolejna, ale tym razem wcale nie takie beleco, bo sprawa jak najbardziej z blogiem związana… konkretnie z samym prapoczątkiem… już o tym pisałam gdzieś… zaraz…  zaraz znajdę. O TU!

Tzn, w jakich to szczególnych okolicznościach wzięła się i zrobiła nam Inka… niewiadomo jakim cudem

Krótko powtórzę… początkiem lata zeszłego roku cała nasza rodzina… z wyjątkiem Piotrusia…  zajmowała się przygotowywaniem pewnej imprezy, jaka miała miejsce na Targu Węglowym… w lipcu bodajże. Koncepcję wymyślił ON i JEGO kumpel… właściwie NASZ kumpel stary… ja robiłam wszystko od strony graficznej z internetową stroną włącznie… a właściwie przede wszystkim… zaś nasz Miś był świątynnym fotografem.

No i właśnie w ferworze tych przygotowań tak musieliśmy się  zagapić, że pewien plemniczek jakims cudem przedostał się tam, gdzie nie powinien… no i się zaczęło dzielenie jajeczka. Jednym słowem, mało które dziecko tak zasługuje na miano DZIECKA MIŁOŚCI jak nasza Inoczka.

Muszę tylko jeszcze zrewidować opcję, jaka to była miłość.

Link do strony całego przedsięwzięcia kryje się pod logiem LOVE… pod tym kręcącym się u  góry bezpośrednio do pierwszej strony projektu, zaś pod tym szarym na dole lewej szpalty, do opisu o co w tym wszystkim chodziło… tudzież do powiązanych linków itede.

a jakby komu nie chciało się klikać, to polecam przynajmniej odsłuchanie audycji jaką gdańskie radio spreparowało specjalnie na tę okoliczność

„Ślub jak w Las Vegas”

Audycję polecam, bo bardzo udatnie została zmontowania i po prostu przyjemnie się jej słucha.

kategoria notki Inoczka,blox — Tagi: , — jamatka @ 09:45

dziennik

  • 6 września 2010dziś dostała jamatka w kość. Nie wiem co… ząbkowanie czy podniecenie po wczorajszym spacerze nad morze. Widok morza zatyka dziecku dech w piersi i wprawia w dziwne podniecenie, które jak widać nie mija przez dłuższy czas.Albo budzi się w Inoczce zwierze pt. Rozwydrzony Bachor.dzisiaj zaczęło się… dla chwili świętego spokoju dałam jej mojego różowego laptopika, bo Inoczka ma bzika na punkcie wszelkiej elektroniki, a szczególnie ma jazdę na klawiatury z wyświetlaczem.Poza tym problem nowy.Nie będzie pełzania, będzie od razu raczkowanie.Dziś twardo staje na czterech z brzuchem wysoko w górze. Staje i boi się ruszyć. Ni w tył ni do przodu.I wtedy krzyk.Poza tym nie chce już siedzieć o leżeniu nie mówiąc, tylko by stała i machała skrzydełkami.Ptasiek mi rośnie?
  • 5 września 2010eee… tego … jakoś skończyło mi się zacięcie do pisania dziennika. Za dużo spraw na głowie, poza tym nowości już nie są nowościami a jak są to pojawiają się tak często, że jest to już norma.Więc o czym tu by…A… owsianka. Przebój piątego miesiąca to owsianka na mleku. Taka z torebki, dostosowana do wieku.Inoczka uwielbia, znacznie bardziej niż kleik ryżowy.Poza tym odkąd są te dwa ząbki włączył się odruch żucia, co stanowi pewien kłopot przy karmieniu łyżeczką.Za to biszkopty wcinamy aż miło.
  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24