No to tak.
Ponieważ przy wyborze łóżeczka decydowała opcja ECONO i w rezultacie na opakowaniu jak wół wielkimi literami jest napisane MADE IN CHINA…
nie to żebym dalej miała coś przeciwko jak kiedyś… odkąd doszłam do wniosku, że coby nie gadać… wyzysk czy nie … przeciętny chiński obywatel i tak nigdy wcześniej nie żył w takim dostatku jak teraz… i że każdy naród tak se śpi mniej więcej jak se pościele… zatem widać tak im spać wygodnie, podobnie jak Rosjanie najwyraźniej lubią być trzymani za mordę… ich wybór ich prawo.
Dlatego już dawno przestałam bojkotować google i szerokim łukiem, choć z bólem serca, omijać rozmaite okazje cenowe w supermarketach.
Los Tybetu też postanowiłam zostawić w rękach Tybetańczyków… muszą się obejść bez mojego poparcia, tym bardziej odkąd naczytałam się tego i owego na temat tybetańskiej mentalności bynajmniej nie w chińskiej prasie… tak to już jest, że każdy kij ma dwa końce i wszystkim nie dogodzisz tak coby było sprawiedliwie…
Nie… no więc nie… nie z takich powodów męczy mnie kraj pochodzenia łóżeczka dla mego dziecka… chodzi o to, że teraz spokoju mi nie będzie dawało pytanie czy to czasem z jakiś trujących tworzyw nie jest składane!
Zatem coby sobie ulżyć w rozterce na dalsze zakupy wybrałam się do sklepu markowego i zabuliłam… nie jakoś tam strasznie dużo… ale uczciwie… uczciwa cena za uczciwy towar.

i tak
ŚPIWÓR, ŚPIWOREK Z POLAREM KEES z mikrofazy !!! holenderskiej firmy KESS – 89 PLN…
zastanawiałam się nad czarnym… w końcu wszyscy artyści i ich rodziny przeważnie czarno się noszą… taka naturalna preferencja.
Kiedyś zastanawiałam się nad tym zjawiskiem i doszłam do wniosku że to jednak nie jest snobizm ani inny trynd tylko naturalna preferencja. Nie zamierzam teraz nad tym się rozwodzić. Tak czy owak Inoczka jako córka artysty niebelejakiego może i powinna mieć czarny śpiworek, ale to … kurdelebele… chyba mało praktyczne jednak.
Dlatego stanęło na tym jasnym ECRU.
Śpiworek potrzebny na wyprawkę, bo w lutym zimno a wprawdzie kupiłam już kombinezon bardzo gustowny w lumpexie za 30 zeta, jednak dobrze by było Inoczkę finalnie jeszcze w takie cuś zapakować przy wyjściu ze szpitala.
TRENDY CHUSTA NOSIDŁO ByKay NOWOSC UNI 1- kolor 169 PLN, też holenderskiej firmy BYKAY…
tu miałam dylemat, bo do wyboru było kilka opcji różniących się przede wszystkim ceną oprócz rozmaitych detali… i te inne opcje były bardzo kuszące, ale nie aż tak coby usprawiedliwić sugerowany skok cenowy… ostatecznie wybrałam najtańszą opcję i kupiłam czarną chustę bez aplikacji, bez czapeczki i bez szaliczka… i z tej mniej ekologicznej bawełny.
KOCYK DZIECIĘCY BAWEŁNIANY 100% KEES 75×100 – 59 PLN… był!… był wściekle różowy w asortymencie… ale właśnie przyszedł ten czas kiedy zaczęłam mieć wątpliwosci co do nadmiaru różowych tonacji jakie zawładnęły moim życiem ostatnio. Dlatego coby rodzinnego szczęścia nie zapeszyć … wystarczy, że nareszcie na tym polu przestało być niezbyt różowo… dlatego coby nie kusić losu kocyk ma kolor beżowy. Były też większe za 99 PLN, ale najwyżej potem dokupię jeżeli okaże się potrzebny, bo wysyłka w tym sklepie jest w całkiem przyzwoitej cenie.
No i właśnie potem przyszło do zakupu pieluch… gdzie indziej, bo takie sklepy jak ten powyżej takim detalem się nie zajmują.

I tu właśnie najwięcej czasu zajęło mi kalkulowanie… między ceną detaliczną pieluszki a kosztem wysyłki. Bo to, kuresz, zawsze mnie w sklepach internetowych wkurza. Dlatego ja tam wcale za zakupami on-line nie przepadam, tym bardziej, że co to za przyjemność jak tego dotknąć na własne oczy nie można… porównać… wszystko tak na czuja poparte pobożnym życzeniem.
Wolałabym o wiele bardziej iść do normalnego sklepu i kupić … tyla że to deczko problematyczne się zrobiło w obecnym czasie kapitalizmu w nieustannym stanie transformacji na gorsze, bo polityka naszych władz miejskich jest taka, że w Śródmieściu niedługo nie będzie gdzie chleba kupić a co dopiero pieluszek.
Tzn ostało się jeszcze kilka sklepów z tkaninami ale tetry to już na pewno nie opłaca się im prowadzić. Dodatkowo wyprawa w okolice Hali zdecydowanie przekracza moje możliwości na stan obecny… tzn dałabym radę ale sporym wysiłkiem i te kilka pieluch nie jest warte aż takiego wyrzeczenia z mojej strony.
Wystarczy że się jeszcze muszę wybrać do mego doktora w przyszły piątek i na jedno jeszcze badanie wcześniej. Przy okazji kupię kapcie i klapki do szpitala bo to chyba jedyne czego mi brakuje.
Znaczy już wcześniej kupiłam takie super milusie kapciochy… ale takie są milusie, że moje milusie misie mamusi wprowadziły mi się w moje kapciochy swoimi przerosniętymi syrami i rozepchały do cna.
Kupię teraz różowe to różowego Misie nie tkną.
Dlatego taki był mus coby te kilka pieluchy kupić w sklepie internetowym. A że to taniocha to problem był z wycyrklowaniem, coby wysyłka nie była droższa niż wysyłany towar. A dodatkowo jest taka tendencja, że tam gdzie ten sam towar oferują po niższej cenie, i tak stratę rekompensują sobie właśnie większymi kosztami wysyłki.
Tak to np wczoraj wieczorem dostałam maila od miłej pani z tego sklepu z holenderskimi rzeczami, że wszystko ładnie mi spakują w jeden pakiecik a za wysyłkę za pobraniem policzą sobie jedynie 10 złotych. No… dlatego lubię tak… a tak jak z tymi pieluchami to nie… bo jeszcze jutro czeka mnie korespondencja, ile właściwie mam wysłać za te pieluchy, bo już się w tych rabatach i okazjach pogubiłam a oczywiście Państwo Pieluchowie nie są skłonni mi zaufać i wysłać towar za pobraniem. Nie lubię… nie lubię kupować z przedpłatą.
Niestety nie da się…

podobnie jak nie dało się w przypadku wiaderka TUMMY TUB, ale tu akurat towaru kupuję sztuk jeden, to wiem ile jutro muszę przelać na konto.
Tummy Tub wiaderko do kąpieli – wanienka – 79 PLN plus 11 PLN za wysyłkę
No i jeszcze nawilżacz

NAWILŻACZ POWIETRZA, JONIZATOR, CZUJNIK WILGOTNOSCI – 185 PLN.
Darowałam już sobie laktator firmy AVAST, tudzież termoregulator do kaloryfera, bo po pierwsze to obaczę najpierw czy będzie mi potrzebny, a po drugie Inoczka powinna się urodzić pod koniec lutego… to z nawilżaczem – ten miesiąc – dwa okresu grzewczego – jakoś damy radę przeżyć… mam nadzieję… bez specjalnych przeziębień. Zresztą… trzeba by wodę spuszczać z kaloryferów coby to zamontować… a to za dużo zachodu.
I tyle… na tym mi zszedł wczorajszy dzionek.
A orkiestra pod oknami właśnie grać przestała… teraz tylko trwają jakieś licytacje… Też rzecz o towarach i pieniądzach jak u mnie.
komentarze