rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

16 stycznia 2010

mój Misiu w googlach…

Dziś znowu dzień odchorowywania maratonu ostatnich dni, zatem dalej się migam i wklejam kolejny substytut wpisowy, coby się nie naklikać a jednak zaliczyć.
Swoją drogą… zastanawia mnie to deczko.
Bo odkąd tak się wykręcam i wrzucam raz za razem rozmaite trzypalcówki zamiast solidnych wpisów merytor… me-ry-to-rycznych, przy okazji też produkuję się intensywnie w komentarzach, ruch na blogu znacząco się zwiększył.
Hmmm… zawsze to jakaś kolejna nauka.
Jakby co, to formuła tego bloga wciąż jest otwarta i jedyną niezmienną osią, wokół której się to kręci jest Inoczka… choćby ze względu na samo logo.

Dziś o tym jak to google widzą mego Misia… niewielki wycinek

Właśnie dotarło do mnie niedawno, że w domu ciągle Misiu jest tylko Misiem – choć ojciec eksploatuje go mocno całkiem nie po ojcowsku, wykorzystując do różnych swoich spraw za które, gdyby nie Misia wiedza i umiejętności, musiałby komuś słono zapłacić – jednak jak już poczciwy jak zwykle Misiu fuchę odwali, to dalej jest… – Misiek śmieci… Misiek z psami… Misiek skocz po masło… Misiek sprzątnij wreszcie ten burdel!
I Misio nie protestuje, czasem tylko wprawnym okiem widzę, że ma jakieś muchy w nosie.
A tymczasem dotarło do mnie, że mój Misio już od dawna prowadzi swoje własne dorosłe życie, różni ważni mniej i bardziej ludzie i instytucje z Misiem się kontaktują i Misiu zaczął już swój marsz w dorosłość kompletnie niezależnie od planów ojca względem jego kariery naukowej.

Co do mnie…

Ja podobnie jak Miś, uważam że Misio powinien się wyprowadzić na jakiś czas na swoje, bo takie podwójne życie, jedno jako nasz Misiu i drugie jako Michał R., chyba do niczego dobrego nie doprowadzi.
Co do studiów… cóż wojsko mu nie grozi… zatem wolałabym coby Miś wyruszył w świat i trochę liznął wiedzy o życiu, której ja mu nie jestem już w stanie przekazać… bo… bo sama ciągle głupia jestem w te klocki.
Bo nie widzę sensu w marnowaniu czasu i pieniędzy na jakieś przypadkowe nauki na pośledniej uczelni, tylko dlatego, że taka jest społeczna matryca, że najpierw podstawówka, potem gimnazjum, liceum, matura, koniecznie jakieś… jakiekolwiek studia i dopiero jako magister można pozwolić sobie na rozglądanie się z czym ten lajf się je.
Ja tam uważam, że najważniejsze coby się nie spieszyć… umrzeć zawsze się zdąży… grunt coby na życie mieć czas się załapać.
I lepiej niech Misiu najpierw dokładnie się zastanowi kim chciałby zostać, a dopiero potem, już o wiele bardziej świadomie wybierze sobie rodzaj kariery… na razie celem jest pewna wyższa szkoła fotograficzna w Bratysławie.

Było było… był sobie Igor i była Nanane… moje przybrane dzieciaczki… jeszcze Nanane skrzętnie zdążyła poprzenosić ich wszystkich troje do jednej klasy w tej fotograficznej szkole, do której teraz Misio chodzi wieczorami po pracy.
Ale w sumie układ już się rozpadł i ostatni raz widziałam Igora chyba latem…
Szkoda.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to  przez ten Supraśl, dlatego jestem teraz taka cięta na to środowisko.
Słyszysz Supraślu? Cięta jestem na Waszym punkcie! Sory… tak wyszło i nic nie poradzę…
Z drugiej strony domyślam się, że to może być z powodu Inoczki…  taka brzuchata mało dyspozycyjna matka to jednak spory ambaras…

Rutkow Bridge

Michal | MySpace Video

O! np przedwczoraj Miś spytał mnie ni z gruszki ni z pietruszki – gdzie on się właściwie urodził… bo że jest Made in Zakopane to wie… ale jako miejsce urodzenia to co ma traktować… Wrzeszcz?
Potem na jego laptopie kątem oka zahaczyłam o list od pani z tego portalu, z propozycją zacieśnienia więzi… w sensie że współpracy…

www.wrzeszcz.info

i Misio na gazecie…

gazeta.pl

To jest zdjęcie z tej sesji fotograficznej, dzięki której Misio stał się piętnastominutową gwiazdą gazetową  ze dwa lata temu. Była taka afera z udziałem pana premiera… otóż w skład aranżacji wystawy malarstwa renesansowego wchodziły dwie nagie modelki… no i się zrobiła afera… tu premier a tu gołe baby. A jedyną osobą, jaka miała jakikolwiek materiał fotograficzny z tego zajścia był nasz Miś… oj było było… Miś chodził dumny jak paw.

I jeszcze to… ot tak… bo fotka Misia ładna

www.wrotapomorza.pl

i jeszcze … Misiu oprócz szkoły, pracy na rusztowaniach przy konserwacji kościoła św. Jana dorabia jako fotoreporter w agencji fotograficznej

www.kfp.pl

A za tę nagrodę Miś chodzi teraz za darmo do tej płatnej szkoły w Sopocie… nawet nic w domu nie wspomniał… podobnie jak o pierwszym miejscu w gazetowym konkursie na zdjęcie z wakacji, za które ma wypasiony aparat za kilka tysiaków. Tak to się robi proszę maruderów ;P…

Kategoria „KREWNI, ZNAJOMI I NIEZNAJOMI”

I nagroda – Michał Rumas za zdjęcia „Hobby rodzinne, brat” i „Hobby rodzinne, mama”

www.foto.com.pl

i sam cymes na koniec czyli fotograficzne portfolio Misia

M.R.F

i blog Misia

mrumasfblog.blogspot.com

i jeszcze bym zapomniała… Miś jakiś czas temu wszedł w spółkę z takim innym fotografem i są w trakcie zakładania firmy …  fotografie weselne.
A co?
… ale o tym potem bo na razie strona firmowa jeszcze nie gotowa, ale to co już widziałam wystarczy do stwierdzenia, że będę miała niedługo co reklamować na blogu.

Zatem cieszy mnie 60 już pozycja w rankingu Blogfroga… nie ze względu na mnie, bo ja właściwie swoją ciekawość już zaspokoiłam i mogłabym se odpuścić… ale uparcie tak się wspinam z tym brzuchem po szczeblach blogowej kariery coby się przydać moim dzieciom.
Bo Piotruś też ma bloga… tyle że zaniedbał go mocno i od roku nic tam się chyba nie pojawiło…  swoją drogą zajęty ostatnio był bardzo. 
Bo Ptyś z kolei pisze… i bardzo poważnie podchodzi do swoich literackich planów.
Jak na Ptysia.

Zatem przyjdzie czas i na Ptysia.

a na razie Miś jest na fali.

kategoria notki Zestaw Kina Domowego,blox — Tagi: , , — jamatka @ 12:49

15 stycznia 2010

Dziennik Pokładowy Nostromo – tydzień trzydziesty piąty

trzydziesty trzeci tydzień zapłodnieniowy

Jak to powiedziała mi jedna miła Siostra robiąc mi dziś KTG
-Uuuuuu… to już zostały Pani tylko trzy tygodnie!
a zaraz potem dodała
- Wszystkie dzieci miała Pani takie wiercone?

Zatem ja już zgłupiałam kompletnie z tymi terminami.
W każdym razie doktor wyznaczy wysypkę na 24 lutego i tego się trzymam… choć nie mam nic przeciwko wcześniejszemu rozwiązaniu.

Jak widać omsknął mi się tydzień trzydziesty czwarty i tak już będzie musiało zostać, bo jeszcze mógłby się omsknąć i ten bieżący… tym bardziej, że dzień dzisiejszy… podobnie jak dzień wczorajszy, tylko że bardziej… to uhhhh…. szkoda słów.
Dlatego w relacji z trzydziestego piątego tygodnia obecnej ciąży posłużę się jedynym konkretnym określeniem jakie dziś usłyszałam od Mego Doktora… bo Doktór był dziś bardzo oszczędny w słowach… a dlaczego?
Ano bo właśnie był to TAKI DZIEŃ.
Zatem doktor po zajrzeniu mi tam, gdzie bardzo nie lubię jak ktoś mi zagląda poza moim mężem rzekł tak:

NO I BARDZO ŁADNIE, WSZYSTKO WYSOKO I PIĘKNIE ZAMKNIĘTE NA CZTERY SPUSTY.

kategoria notki NOSTROMO,blox — Tagi: , , — jamatka @ 16:54

12 stycznia 2010

To i owo z międzyczasu

Właściwie to czas najwyższy na kolejny wpis do Dziennika Pokładowego NOSTROMO… ale jutro jest jeszcze środa, zatem mam ten jeden dzień   trzydziestego czwartego tygodnia w zapasie i dziś mogę se to odpuścić.
Tym bardziej powinnam se teraz odpuszczać ile wlezie, że Inka najwyraźniej ustawiła się wreszcie  frontem do linii startowej i nie mogę pozbyć się wrażenia, że siedząc – siedzę jej na głowie.
Poza tym rozgadałam/śmy się dziś w komentarzach i przydział blogowy tym samym się deczko wyczerpał.
Zatem tylko cokolwiek na uszko szepnę i zmykam…
Bo szepnąć muszę…

BO WŁAŚNIE PRZYSZŁA PIERWSZA PACZKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

uhhhh… od razu postawiło mnie to na nogi choć ułożyłam się już do kolejnej – trzeciej popołudniowej tury snu… tak jakoś mi się ostatnio porobiło, a ponieważ w którymś kalendarzu pisali, że jak tylko mam ochotę na sen to mam ulegać… no to ulegam ile wlezie i w rezultacie najsprawniej funkcjonuję w nocy… a we dnie najsprawniej mi się nie-funkcjonuje out-of-order… i nawet panowie młotkowi co wciąż remontują naszą klatkę schodową nie są w stanie mi przeszkodzić.
Przyszła paczka nagle i niespodziewanie bo domofonu nie było i gdyby nie moja jazgotliwa Fifi-ty-suko-zamknij-sie-wreszcie to bym subtelnego pukania pana kuriera nie dosłyszała.
Zatem pierwszy plus dla sklepu, że kurierzy dostarczający ich przesyłki są subtelni.
Drugi, że po piątkowej poczcie od miłej pani ze sklepu ANGRE_BABY , że za jedyne 10 zł za przesyłkę pobraniową, już w poniedziałek wysyłają mi towar zakupiony na trzech licytacjach, rzeczywiście… oto we wtorek dostałam wielkie firmowe pudło marki Kess a w nim na dnie trzy niewielkie zafoliowane ładnie w nieszeleszczącą folię rzeczy:
Kocyk… niby bawełniany a mięciutki jak angorza wełna… i baaardzo gruby… choć myślałam, że będzie większy i mogłam jednak ten większy – za 99 zł zamówić… ale i tak kocyk jest słodki… choć beżowy, a mógł być wściekły róż…  ale jest w sam raz na rozmiar łóżeczka.
Do tego w eleganckim dużym kolorowym pudle czarna chusta-nosidło bawełna plus nieco czegoś elastycznego. Do niej ładnie wydana instrukcja w formie dość obszernej książeczki i druga obszerna i ładnie wydana książeczka z tłumaczeniem na polski.
I śpiwór… śpiworek… śpiworek najmniej mnie podniecił, zatem coby dodać mu więcej seksapilu zapakowałam do niego już wspominany wcześniej kombinezonik z lumpexu i mam teraz coś jakby substytut  mojej Inoczki … w łóżeczku na wściekle różowej kołderce leży beżowy bawełniany kocyk firmy KESS a na kocyku leży  śpiwór – kolor ECRUUUU, a w śpiworze w  kombinezoniku marki LUMPEX śpi coś jakby Inoczka. I to jest bardzo … bardzo SEXI :)
Pudło, w którym to wszystko przyszło – wielkie i solidne – przyda mi się bardzo, bo odkąd nastał u nas kapitalizm i rosnąca w siłę brać bezdomna się zorganizowała, o solidne pudła naprawdę nie jest teraz łatwo.
I tyle z wieści bieżących.

Jeszcze tylko kilka anonsów.

Otóż znalazłam na allegro ofertę takich wielorazowych pampersów, o jakich pisałam w Sylwestra.
Pieluszki pieluchy wielorazowe kieszonki
Pieluszki pieluchy wielorazowe wklady MIKROFIBRA
Ok 30zł sztuka… ja tam się zastanawiam… może potem kupię jak Inka się urodzi i podrośnie deczko… a jeżeli jeszcze wtedy tu będę, to napiszę jaki to ma sens. Bo coś mi się zdaje że sens mieć może, szczególnie w przypadku dzieci ze skłonnością do uczuleń. Puk-puk w niemalowany czerep.

I jeszcze coś do posłuchania.

Z kilkukrotnie reklamowanego już u mnie blogu przedporodem.pl przywlokłam takie coś.
Mogłabym dać tylko linka, ale wiem jak to jest z tym odpalaniem linków zamieszczanych w notkach, zatem tylko uczciwie poinformuję, że sama na to nie wpadłam a materiałem se zarzadzę u siebie, bo pochodzi z miejsca użyteczności publicznej – to raz… – a dwa to o to przecie loto, coby jak najwięcej ludzi to usłyszało, a nie o to co je czyje.
Zatem zapodaję do odsłuchania Wywiad z Urszulą Kubicką -Kraszyńską z Fundacji “Rodzić po Ludzku” w pięciu kawałkach.

Nie powiem, żebym się ze wszystkim zgadzała, zatem również zalecam zachowanie własnego dystansu do „rewelacji” jakie tam można usłyszeć… sama chętnie bym się do nich tu i teraz odniosła , ale właśnie Inka ewidentnie daje mi do zrozumienia, że faktycznie…  od pół godziny siedzę jej na głowie.

kategoria notki blox,znaleźne — Tagi: , , — jamatka @ 18:57

11 stycznia 2010

De problem ys…

bo ja tu ciągle Inoiczka to Inoczka tamto … a tak naprawdę to w swej aroganckiej pewności od samego poczęcia, wcale nie prosiłam mego doktora coby dokładnie zrewidował mojej dziewczynce tamte rejony… no bo gdzieżby… mojej Niuni w tak młodym wieku ktoś miałby między nogi zaglądać. W końcu doktór też chłop i mogłaby się moja dziouszka potem wstydzić.

Zatem jedyna medyczna diagnoza dotycząca płci Inoczki brzmi…

- ja tam nigdy żadnych śladów męskiego przyrodzenia nie dostrzegłem. To badamy dokładnie czy nie?
- Nie… i tak swoje wiem.

No i właśnie o to chodzi, że wcale tak za bardzo nie wiem i mam teraz dylemat… bo jak kupowałam Ince ciepły kombinezon w lumpexie, to była tam taka kurteczka… też maciupcia na pierwsze miesiące ale cudna! … normalnie cudna! … milusia przytulna mięciutka z bawełny ocieplana a przede wszystkim RÓŻOWA JAK JASNA CHOLERA!!!
I pal sześć, że nie jestem pewna czy kurteczka to praktyczna rzecz w porównaniu z kombinezonem… ale była taka ach! że pal sześć… jakoś by się nadała dla samego wyglądu.
Ino właśnie jak na ciuch lumpexowy kosztowała trochę…
No i pal sześć te 30 zeta, gdybym już na własne oczy widziała to moje cudo… że nasze ono jest… babskie, bez cienia wątpliwości.

No ale właśnie ten cień jest.

I gryzę się od tygodnia iść nie iść kupić nie kupić… a lumpex pod domem…

No to chyba pójdę i kupię… bo jeszcze ktoś mnie ubiegnie… o ile już nie ubiegł.

No to idę… miałam już nie wychodzić, ale idę.

A na pierwszą choinkę kupię jej lalkę Barbie i kucyka My Little Ponny!

Heh… zaczynam być szczęśliwa!
Choć się nie wysypiam.

kategoria notki Inoczka,blox — Tagi: , , , — jamatka @ 13:07

10 stycznia 2010

Zakupy… mniam mniam :)

No to tak.

Ponieważ przy wyborze łóżeczka decydowała opcja ECONO i w rezultacie na opakowaniu jak wół wielkimi literami jest napisane MADE IN CHINA…
nie to żebym dalej miała coś przeciwko jak kiedyś… odkąd doszłam do wniosku, że coby nie gadać… wyzysk czy nie … przeciętny chiński obywatel i tak nigdy wcześniej nie żył w takim dostatku jak teraz… i że każdy naród tak se śpi mniej więcej jak se pościele… zatem widać tak im spać wygodnie, podobnie jak Rosjanie najwyraźniej lubią być trzymani za mordę… ich wybór ich prawo.
Dlatego już dawno przestałam bojkotować google i szerokim łukiem, choć z bólem serca, omijać rozmaite okazje cenowe w supermarketach.
Los Tybetu też postanowiłam zostawić w rękach Tybetańczyków… muszą się obejść bez mojego poparcia, tym bardziej odkąd naczytałam się tego i owego na temat tybetańskiej mentalności bynajmniej nie w chińskiej prasie… tak to już jest, że każdy kij ma dwa końce i wszystkim nie dogodzisz tak coby było sprawiedliwie…

Nie… no więc nie… nie z takich powodów męczy mnie kraj pochodzenia łóżeczka dla mego dziecka… chodzi o to, że teraz spokoju mi nie będzie dawało pytanie czy to czasem z jakiś trujących tworzyw nie jest składane!

Zatem coby sobie ulżyć w rozterce na dalsze zakupy wybrałam się do sklepu markowego i zabuliłam… nie jakoś tam strasznie dużo… ale uczciwie… uczciwa cena za uczciwy towar.



i tak

ŚPIWÓR, ŚPIWOREK Z POLAREM KEES z mikrofazy !!! holenderskiej firmy KESS – 89 PLN…

zastanawiałam się nad czarnym… w końcu wszyscy artyści i ich rodziny przeważnie czarno się noszą… taka naturalna preferencja.
Kiedyś zastanawiałam się nad tym zjawiskiem i doszłam do wniosku że to jednak nie jest snobizm ani inny trynd tylko naturalna preferencja. Nie zamierzam teraz nad tym się rozwodzić. Tak czy owak Inoczka jako córka artysty niebelejakiego może i powinna mieć czarny śpiworek, ale to … kurdelebele… chyba mało praktyczne jednak.
Dlatego stanęło na tym jasnym ECRU.
Śpiworek potrzebny na wyprawkę, bo w lutym zimno a wprawdzie kupiłam już kombinezon bardzo gustowny w lumpexie za 30 zeta, jednak dobrze by było Inoczkę finalnie jeszcze w takie cuś zapakować przy wyjściu ze szpitala.

TRENDY CHUSTA NOSIDŁO ByKay NOWOSC UNI 1- kolor 169 PLN, też holenderskiej firmy BYKAY…

tu miałam dylemat, bo do wyboru było kilka opcji różniących się przede wszystkim ceną oprócz rozmaitych detali… i te inne opcje były bardzo kuszące, ale nie aż tak coby usprawiedliwić sugerowany skok cenowy… ostatecznie wybrałam najtańszą opcję i kupiłam czarną chustę bez aplikacji, bez czapeczki i bez szaliczka… i z tej mniej ekologicznej bawełny.

KOCYK DZIECIĘCY BAWEŁNIANY 100% KEES 75×100 – 59 PLN… był!… był wściekle różowy w asortymencie… ale właśnie przyszedł ten czas kiedy zaczęłam mieć wątpliwosci co do nadmiaru różowych tonacji jakie zawładnęły moim życiem ostatnio. Dlatego coby rodzinnego szczęścia nie zapeszyć … wystarczy, że nareszcie na tym polu przestało być niezbyt różowo… dlatego coby nie kusić losu kocyk ma kolor beżowy. Były też większe za 99 PLN, ale najwyżej potem dokupię jeżeli okaże się potrzebny, bo wysyłka w tym sklepie jest w całkiem przyzwoitej cenie.


No i właśnie potem przyszło do zakupu pieluch… gdzie indziej, bo takie sklepy jak ten powyżej takim detalem się nie zajmują.

I tu właśnie najwięcej czasu zajęło mi kalkulowanie… między ceną detaliczną pieluszki a kosztem wysyłki. Bo to, kuresz, zawsze mnie w sklepach internetowych wkurza. Dlatego ja tam wcale za zakupami on-line nie przepadam, tym bardziej, że co to za przyjemność jak tego dotknąć na własne oczy nie można… porównać… wszystko tak na czuja poparte pobożnym życzeniem.
Wolałabym o wiele bardziej iść do normalnego sklepu i kupić … tyla że to deczko problematyczne się zrobiło w obecnym czasie kapitalizmu w nieustannym stanie transformacji na gorsze, bo polityka naszych władz miejskich jest taka, że w Śródmieściu niedługo nie będzie gdzie chleba kupić a co dopiero pieluszek.
Tzn ostało się jeszcze kilka sklepów z tkaninami ale tetry to już na pewno nie opłaca się im prowadzić. Dodatkowo wyprawa w okolice Hali zdecydowanie przekracza moje możliwości na stan obecny… tzn dałabym radę ale sporym wysiłkiem i te kilka pieluch nie jest warte aż takiego wyrzeczenia z mojej strony.
Wystarczy że się jeszcze muszę wybrać do mego doktora w przyszły piątek i na jedno jeszcze badanie wcześniej. Przy okazji kupię kapcie i klapki do szpitala bo to chyba jedyne czego mi brakuje.
Znaczy już wcześniej kupiłam takie super milusie kapciochy… ale takie są milusie, że moje milusie misie mamusi wprowadziły mi się w moje kapciochy swoimi przerosniętymi syrami i rozepchały do cna.
Kupię teraz różowe to różowego Misie nie tkną.

Dlatego taki był mus coby te kilka pieluchy kupić w sklepie internetowym. A że to taniocha to problem był z wycyrklowaniem, coby wysyłka nie była droższa niż wysyłany towar. A dodatkowo jest taka tendencja, że tam gdzie ten sam towar oferują po niższej cenie, i tak stratę rekompensują sobie właśnie większymi kosztami wysyłki.

Tak to np wczoraj wieczorem dostałam maila od miłej pani z tego sklepu z holenderskimi rzeczami, że wszystko ładnie mi spakują w jeden pakiecik a za wysyłkę za pobraniem policzą sobie jedynie 10 złotych. No… dlatego lubię tak… a tak jak z tymi pieluchami to nie… bo jeszcze jutro czeka mnie korespondencja, ile właściwie mam wysłać za te pieluchy, bo już się w tych rabatach i okazjach pogubiłam a oczywiście Państwo Pieluchowie nie są skłonni mi zaufać i wysłać towar za pobraniem. Nie lubię… nie lubię kupować z przedpłatą.

Niestety nie da się…


podobnie jak nie dało się w przypadku wiaderka TUMMY TUB, ale tu akurat towaru kupuję sztuk jeden, to wiem ile jutro muszę przelać na konto.

Tummy Tub wiaderko do kąpieli – wanienka – 79 PLN plus 11 PLN za wysyłkę


No i jeszcze nawilżacz

NAWILŻACZ POWIETRZA, JONIZATOR, CZUJNIK WILGOTNOSCI – 185 PLN.


Darowałam już sobie laktator firmy AVAST, tudzież termoregulator do kaloryfera, bo po pierwsze to obaczę najpierw czy będzie mi potrzebny, a po drugie Inoczka powinna się urodzić pod koniec lutego… to z nawilżaczem – ten miesiąc – dwa okresu grzewczego – jakoś damy radę przeżyć… mam nadzieję… bez specjalnych przeziębień. Zresztą… trzeba by wodę spuszczać z kaloryferów coby to zamontować… a to za dużo zachodu.

I tyle… na tym mi zszedł wczorajszy dzionek.

A orkiestra pod oknami właśnie grać przestała… teraz tylko trwają jakieś licytacje… Też rzecz o towarach i pieniądzach jak u mnie.

kategoria notki blox,zakupy — Tagi: , , , — jamatka @ 23:13

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24