Dziś znowu dzień odchorowywania maratonu ostatnich dni, zatem dalej się migam i wklejam kolejny substytut wpisowy, coby się nie naklikać a jednak zaliczyć.
Swoją drogą… zastanawia mnie to deczko.
Bo odkąd tak się wykręcam i wrzucam raz za razem rozmaite trzypalcówki zamiast solidnych wpisów merytor… me-ry-to-rycznych, przy okazji też produkuję się intensywnie w komentarzach, ruch na blogu znacząco się zwiększył.
Hmmm… zawsze to jakaś kolejna nauka.
Jakby co, to formuła tego bloga wciąż jest otwarta i jedyną niezmienną osią, wokół której się to kręci jest Inoczka… choćby ze względu na samo logo.
Dziś o tym jak to google widzą mego Misia… niewielki wycinek
Właśnie dotarło do mnie niedawno, że w domu ciągle Misiu jest tylko Misiem – choć ojciec eksploatuje go mocno całkiem nie po ojcowsku, wykorzystując do różnych swoich spraw za które, gdyby nie Misia wiedza i umiejętności, musiałby komuś słono zapłacić – jednak jak już poczciwy jak zwykle Misiu fuchę odwali, to dalej jest… – Misiek śmieci… Misiek z psami… Misiek skocz po masło… Misiek sprzątnij wreszcie ten burdel!
I Misio nie protestuje, czasem tylko wprawnym okiem widzę, że ma jakieś muchy w nosie.
A tymczasem dotarło do mnie, że mój Misio już od dawna prowadzi swoje własne dorosłe życie, różni ważni mniej i bardziej ludzie i instytucje z Misiem się kontaktują i Misiu zaczął już swój marsz w dorosłość kompletnie niezależnie od planów ojca względem jego kariery naukowej.
Co do mnie…
Ja podobnie jak Miś, uważam że Misio powinien się wyprowadzić na jakiś czas na swoje, bo takie podwójne życie, jedno jako nasz Misiu i drugie jako Michał R., chyba do niczego dobrego nie doprowadzi.
Co do studiów… cóż wojsko mu nie grozi… zatem wolałabym coby Miś wyruszył w świat i trochę liznął wiedzy o życiu, której ja mu nie jestem już w stanie przekazać… bo… bo sama ciągle głupia jestem w te klocki.
Bo nie widzę sensu w marnowaniu czasu i pieniędzy na jakieś przypadkowe nauki na pośledniej uczelni, tylko dlatego, że taka jest społeczna matryca, że najpierw podstawówka, potem gimnazjum, liceum, matura, koniecznie jakieś… jakiekolwiek studia i dopiero jako magister można pozwolić sobie na rozglądanie się z czym ten lajf się je.
Ja tam uważam, że najważniejsze coby się nie spieszyć… umrzeć zawsze się zdąży… grunt coby na życie mieć czas się załapać.
I lepiej niech Misiu najpierw dokładnie się zastanowi kim chciałby zostać, a dopiero potem, już o wiele bardziej świadomie wybierze sobie rodzaj kariery… na razie celem jest pewna wyższa szkoła fotograficzna w Bratysławie.
Było było… był sobie Igor i była Nanane… moje przybrane dzieciaczki… jeszcze Nanane skrzętnie zdążyła poprzenosić ich wszystkich troje do jednej klasy w tej fotograficznej szkole, do której teraz Misio chodzi wieczorami po pracy.
Ale w sumie układ już się rozpadł i ostatni raz widziałam Igora chyba latem…
Szkoda.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to przez ten Supraśl, dlatego jestem teraz taka cięta na to środowisko.
Słyszysz Supraślu? Cięta jestem na Waszym punkcie! Sory… tak wyszło i nic nie poradzę…
Z drugiej strony domyślam się, że to może być z powodu Inoczki… taka brzuchata mało dyspozycyjna matka to jednak spory ambaras…
Rutkow Bridge
Michal | MySpace Video
O! np przedwczoraj Miś spytał mnie ni z gruszki ni z pietruszki – gdzie on się właściwie urodził… bo że jest Made in Zakopane to wie… ale jako miejsce urodzenia to co ma traktować… Wrzeszcz?
Potem na jego laptopie kątem oka zahaczyłam o list od pani z tego portalu, z propozycją zacieśnienia więzi… w sensie że współpracy…
i Misio na gazecie…
To jest zdjęcie z tej sesji fotograficznej, dzięki której Misio stał się piętnastominutową gwiazdą gazetową ze dwa lata temu. Była taka afera z udziałem pana premiera… otóż w skład aranżacji wystawy malarstwa renesansowego wchodziły dwie nagie modelki… no i się zrobiła afera… tu premier a tu gołe baby. A jedyną osobą, jaka miała jakikolwiek materiał fotograficzny z tego zajścia był nasz Miś… oj było było… Miś chodził dumny jak paw.
I jeszcze to… ot tak… bo fotka Misia ładna
i jeszcze … Misiu oprócz szkoły, pracy na rusztowaniach przy konserwacji kościoła św. Jana dorabia jako fotoreporter w agencji fotograficznej
A za tę nagrodę Miś chodzi teraz za darmo do tej płatnej szkoły w Sopocie… nawet nic w domu nie wspomniał… podobnie jak o pierwszym miejscu w gazetowym konkursie na zdjęcie z wakacji, za które ma wypasiony aparat za kilka tysiaków. Tak to się robi proszę maruderów ;P…
Kategoria „KREWNI, ZNAJOMI I NIEZNAJOMI”
I nagroda – Michał Rumas za zdjęcia „Hobby rodzinne, brat” i „Hobby rodzinne, mama”
i sam cymes na koniec czyli fotograficzne portfolio Misia
i blog Misia
i jeszcze bym zapomniała… Miś jakiś czas temu wszedł w spółkę z takim innym fotografem i są w trakcie zakładania firmy … fotografie weselne.
A co?
… ale o tym potem bo na razie strona firmowa jeszcze nie gotowa, ale to co już widziałam wystarczy do stwierdzenia, że będę miała niedługo co reklamować na blogu.
Zatem cieszy mnie 60 już pozycja w rankingu Blogfroga… nie ze względu na mnie, bo ja właściwie swoją ciekawość już zaspokoiłam i mogłabym se odpuścić… ale uparcie tak się wspinam z tym brzuchem po szczeblach blogowej kariery coby się przydać moim dzieciom.
Bo Piotruś też ma bloga… tyle że zaniedbał go mocno i od roku nic tam się chyba nie pojawiło… swoją drogą zajęty ostatnio był bardzo.
Bo Ptyś z kolei pisze… i bardzo poważnie podchodzi do swoich literackich planów.
Jak na Ptysia.
Zatem przyjdzie czas i na Ptysia.
a na razie Miś jest na fali.











komentarze