rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

26 stycznia 2010

postapokaliptyczny pejzaż

WAR… WAR NEVER CHANGES….

ja pierdziu… mam nadzieję, że to już naprawdę po wszystkim i wszystko co po serii kolejnych eksplozji zostało jako tako naprawione nie wybuchnie znowu i nie wybuchnie nic nowego więcej… bo już brakuje mi amunicji.
SIŁY SIŁY … właśnie… gdzie te siły? … myślałam przed półgodziną, powoli zwlekając się z wyra, że coś tam udało mi się zregenerować… ale chyba jednak nie… to tylko taki mix pobożnych życzeń i wiary w moje zdolności paranormalne normalnie.

W każdym razie mam po czym te siły zbierać… dwa tygodnie kataklizmów jeden za drugim…

Póki co tylko lista z pobieżnym opisem:

Zmiana szkoły Piotrusia – na razie wszystko wskazuje na to, że więcej plusów niż minusów i że w gruncie rzeczy warto było się pomęczyć niż dalej brnąć w starą biedę… nowa szkoła na Żabim Kruku… stały kontakt telefoniczny z wychowawczynią… bardzo tego… no.

Naprawa KICI – na żądanie klejenta specjalnie wyjaśniam na czym to polegało.
Kicia zeżarła jak zwykle jakiś kawałek kabla czy foliowej torebki, bo przepada za takimi przekąskami. Zwykle wystarcza jednodniowa głodówka, coby nie zbierać za nią zbyt wiele w przypadku, kiedy reszki zakąsek nie dają się wydalić tradycyjnym sposobem, jednak tym razem coś utknęło na fest, bo rzygała równo przez pięć dni, chudła w oczach i natychmiast zwracała wszystko co jej się podało.
Bardzo nie uśmiechał mi się kolejny wydatek weterynaryjny, bo Kluska – suka mojej matki, która mieszkała z nami przez ostatnie dwa lata – wyczerpała już dawno wszelki dopuszczalny limit w tej kwestii. Krótko mówiąc, moje zwierzątka opieki weterynaryjnej nie wymagają wcale i nigdy, zaś suka mojej matki i owszem. Dużo, często i drogo, w końcu duża suka była… bo taka właśnie jest moja matka, że nawet roślinki doniczkowe przy niej zdychają.
Jednak tym razem wydawało się, że z Kicią kaplica. Kaplica nie tylko ze względu na koszt, ale przede wszystkim w gorącym czasie, jaki ostatnio nastał, nikomu kompletnie nie było po drodze do weterynarza, Zatem rzutem na taśmę wybrałam się do Rossmana, zakupiłam różne lekkostrawne zasmaczacze i skombinowałam odpowiedni mix mocno dietetyczny na bazie płatków ryżowych, którym przy odpowiednio ostrożnym dawkowaniu udało mi się Kicię postawić na nogi za friko. I właśnie kiedy minęły szczęśliwie 24 godziny od ostatniego rzyganka i nawet w kuwetce pojawiła się maleńka cienka ale twarda kupka to…

…W najmniej odpowiednim momencie rozkraczył się Jego laptop. Moment był BARDZO BARDZO nieodpowiedni, bo makietka, bardzo ważna i wybitnie duża makietka do bardzo wielkiej wystawy za słuszne wynagrodzenie, bez którego budżet wiosenny rozkraczyłby się na fest, właśnie zbliżała się do dedlajnu i jak to zwykle bywa

SIĘ ZACZĘŁA WEEKENDOWA SZLAG-JAZDA

Nie wiem do tej pory, o co temu laptopowi tak naprawdę poszło… w końcu na soft -warze, jak i tym hard znam się tylko na tyle, na ile babska intuicja mi podpowiada.
W każdym razie sobotnim rankiem winda na chłopa laptopie postanowiła nie uruchamiać się do końca.
Tzn wykazywała dobrą wolę, nawet w trybie awaryjnym pozwalała robić ze sobą, co tylko mi się żywnie spodobało, ale w trybie normalnym jakoś brakło jej odwagi czy jak przed tą wielką pracą, która na sobotę i niedzielę szanowny laptop czekała. Bo na laptopie oczywiście było wszystko co do produkcji makietki było niezbędne.

Wieczorkiem… od rana dopiero wieczorkiem udało mi się dzięki jakimś starym windowsom zagrzebanym na dnie stu-wiekowych szuflad postawić cholerstwo na nogi, choć nie do końca, bo dźwięk nie działa. I taka jest przypuszczalna moja diagnoza. Poszła karta dźwiękowa w laptopie, dlatego system tak bezskutecznie startował, bo starał się do tej walniętej karty jakoś dostosować a nie wiedział jak… bo jak wiadomo wszystko co Microsoftu to durne jest z natury…… i tak starał się starał, że w końcu nic z tego nie wychodziło.

Nic to… póki co ON filmików wieczorkiem se nie poogląda w hotelu na wyjeździe, będzie musiał zadowolić się myśleniem o mnie i o tym jak to nam fajnie ostatnim razem było. Zatem chyba dobrze…. a jak będzie czas to trzeba  paskudztwo zserwisować, tylko najpierw jakiś legalny system muszę paskudztwu wrzucić… strzeżonego ten teges strzeże.

A potem FUCHA czyli MAKIETKA.
Się zaczęła rozstrzygająca bitwa.
Okazało się, że przesłana przez stronę wiedeńską dokumentacja nie była taka, jaka być powinna… właściwie to była taka, jaka być NIE-powinna i przez dwa dni trzeba było nadrabiać to co napsuli ci… ci … TE dupki z TEJ Austrii.
W ogóle ostatnio chłop często bywa w Austrii i wedle jego relacji ci tam ludzie, to bardzo specyficzny naród i raczej niefajny. W każdym razie faszyzm mają nie tyle wyssany z mlekiem matki czy tam innej fioletowej krowy, ile wbudowany w naturę…

W wakacje czytałam taką książkę takiego pisarza, Thomas Bernhard mu było. Chłop mi kazał, bo miał coś dla tych Austriaków robić a on lubi się zabezpieczać moim zdaniem… tak na co dzień to ja jestem głupia baba ale na wszelki wypadek, jak ON… WIELKI MONDRY MISTRZU nie wie za bardzo co ma myśleć, to woli się wtedy zapytać swojej głupiej kobiety o zdanie, choćby po to coby se nastrój poprawić, że jednak jest mądrzejszy i wie więcej.
Zakompleksiony dupek.
Dlatego podkłada mi takie różne dziwne rzeczy do przeczytania.

I to było… eee… O! Thomas Bernhard – Zaburzenie

No w sumie mało strawne, przynajmniej od połowy, jednak jakoś dziwnie mnie wciągnęło… mniejsza o szczegóły, tak czy siak i historia samego Bernharda i to co pisze wiele mówi o Austriakach.
No i teraz ci przebrzydli AU!striacy rozłożyli nas na łopatki, zaczęła się histeria na maxa i musiałam polewać ostro coby jako tako obniżyć temperaturę.

Zatem to nie tyle sama robota mnie tak powaliła, bo trzeba przyznać, że chłop stara się mnie teraz nie przeciążać… ino wtedy przeciąża starsze dziecko… zatem sumasumarum mrum mrum i tak mam co robić.
Wreszcie dziś rano pojechał.. po całej nieprzespanej nocy pojechał.
A ja mało nie zaspałam do szkoły… szkoły Ptysia.

Muszę teraz wylizać rany i powoli poustawiać wszystko wokół głową do góry a nogami do dołu.

kategoria notki dziennik fizooloficzny — Tagi: , — jamatka @ 13:43

22 stycznia 2010

Tatko

plus Ptyś.
Ptyś jaki jest, a raczej był kilka lat temu, każdy widzi.
A jaki jest tatko?

Taki:

teraz i kilka lat temu i dużo dużo wcześniej… tylko, że teraz z czasem coraz bardziej.

O! I taki też jest.

Na jutubie wprawdzie Miś i spółka pt. Igor i Nanane i reszta ekipy z OLPI … a nie tatko, jednak Miś to wykapany Tatko – co do cala charakteru, sposobu bycia, zachowania… słowem cały środek Misia to klon Tatki, zatem załóżmy, że ten najzabójczejszy przystojniak na tym jutubie to Tatko i Tatko taki właśnie był i jest… tylko, że teraz z czasem coraz mniej.

A ja? … a ja jestem jak ta baletnica z polewaczką… lawiruję nieustannie wokół Tatki, ostrożnie, coby nie dać się stratować, jednocześnie polewając Tatkę z tej polewaczki zimną wodą, coby Tatko się za bardzo nie zagrzał i nie spalił do cna siebie razem z otoczeniem.
Tylko brzuchatej baletnicy nie jest lekko wyrabiać się na zakrętach i dlatego dzisiejszy dzień ogłaszam

ŚWIATOWYM DNIEM ŹLE SIĘ CZUCIA I LEŻENIA

Dlatego dziś znowu taki przekręt-wykręt zamiast wpisu.

Pisałam nie-dawno, że niedawno zakupiłam ponownie nowe milusie kapciochy, prewencyjnie w kolorze różowym, coby mi się Miśki w nie nie-wprowadziły swoimi wielkimi syrami, jak to było w przypadku poprzednich zielonych.
I kto mi się wprowadził w Milusie Różowe Kapciochy?

Tatko…

…póki co posiadacz największych syr w naszym domu. Kapciochy mają rozmiar 38 zaś tatko nosi rozmiar 45.
Zatem trzeba się wykazać silnym duchem i determinacją coby te oba wymiary jakoś pogodzić w imię ciepła i wygody.

I Tatko właśnie taki jest.

Zresztą… któż inny mógłby wytrzymać dwadzieścia kilka lat z takim potworem jak niejaka Pampersa, Klejo itede.

kategoria notki Zestaw Kina Domowego,dziennik fizooloficzny — Tagi: — jamatka @ 18:10

21 stycznia 2010

ogłoszenie

Po pierwsze to dosyć tej żałoby.

Po drugie to wiem, obiecałam, miałam coś wykrztusić z siebie wreszcie ale po pierwsze się nie da, a po drugie nie muszę.
NIE MUSZĘ, bo świat zwariował i wszyscy z całej Polski nagle poszukują toreb dla mamy PL i nie wiem dlaczego google ten cały tłum kierują do mnie na bloga.

Czy ja kiedykolwiek cokolwiek pisałam o torbach dla matek?
Nie przypominam sobie…

Zatem nie muszę dziś się wysilać, coby nie wypaść z obiegu, bo dzięki tym torbom licznik znowu tyka jak Ta-La-La.
Zaś NIE MOGĘ bo dziś jest DZIEŃ PRACY dla odmiany. Po dniach żałoby przyszedł czas na dzień pracy i w sumie chyba stosowniej niż miałabym ogłosić Blogowy Dzień Karnawału…
A nie…
Globalny Blogowy Dzień Karnawału, bo globalniej w końcu miało być.
Zaś praca będzie przy-komputerowa zatem limit siedzenia przy komputerze wyczerpie się szybko i na bloga go nie stanie.
Co będziemy robić? Makietę do takiej jednej wystawy gdzieś eee…e… chyba, bo już mi się to wszystko myli… chyba… wystawa co jest we Wiedniu ma trafić do Zachęty i trzeba ją poukładać na nowo.
Zatem ja będę skanowała dzieła sztuki i potakiwała mistrzowi jak o coś mnie zapyta… na tym polega moja rola właśnie.
Poza rodzeniem dzieci oczywiście i chodzeniem z brzuchem i tymi innymi…

Do tych innych muszę dopisać nową bardzo ważną rolę jaką sobie uświadomiłam.

WYBACZANIE.

Tak… odkrycia epokowego dokonałam niedawno. Że obok MACIERZYŃSTWA podstawową prastarą rolą kobiety jest WYBACZANIE.

Teraz to się pozmieniało i wszyscy o tym zapomnieli i dlatego ten świat wygląda jak wygląda… nie przez brak boga takiego czy innego, rozluźnienie obyczajów… bo co w końcu w tym złego… a właśnie przez brak tego całego WYBACZANIA. Albo przez złe jego pojmowanie. Bo do wybaczania potrzebna jest dobra wola z obydwu stron… ale to wywód się robi, na który dziś nie ma czasu.

Zatem wróćmy do tego potakiwania.

Otóż Mistrzu wymyśla i wtedy pyta się mnie o zdanie a wtedy JA myślami błądząc zupełnie w innych obszarach powtarzam bezwiednie – Tak mistrzu, ten kolor i w tym miejscu… masz rację.
i czasami muszę jeszcze swoje zdanie uzasadnić i wtedy sama siebie podziwiam skąd takie banialuki na poczekaniu do głowy mi przychodzą.
Na ogół wszyscy są zadowoleni, zatem taki niefrasobliwy przypadek to chyba najlepsza droga podejmowania decyzji.
Mi tam ten system w życiu się sprawdza… nie jest nudno a do tego ile emocji… no i Inoczka… pamiętajmy o Inoczce…

Inoczka… ta moja furtka do nowego życia w kolorach różowych … to dopiero jest MEGAPRZYPADEK!
Zatem spadam!

Zatem sory.

kategoria notki dziennik fizooloficzny — Tagi: — jamatka @ 14:22

17 stycznia 2010

na fali Avatara…

Właściwie to nie wiem… dawać to czy nie dawać, bo co to ma wspólnego z brzuchami, dzieciami, pieluchami i zgagami …  z babami… z babami ma… jest baba na jednej trójwymiarowej fotce, młoda żydowska emigrantka.

vv

Fajne, co? … stare zdjęcia trójwymiarowe… gazeta.pl – Duży Kadr

Ja wiem ja wiem… mnie też wkurza jak na blogu, do którego zwykle zaglądam coby przeczytać do kawki kilka ciepłych słów…  jak człowiek do człowieka… a znajduję takie nie wiadomo co nie wiadomo od kogo nie wiadomo do kogo.
Zatem jakby co to niczego tu nie ma.

Albo coby uatrakcyjnić ten wpisowy przekręt-wykręt powiem coś o posmaku sensacyjnym.

ZAMIERZAM NIE-KARMIĆ PIERSIĄ!

inaczej mówiąc

NIE ZAMIERZAM KARMIĆ PIERSIĄ!

Serio…nie chce mi się i niedobrze mi się robi jak o tym pomyślę, dusi mnie ta pępowina coraz bardziej, czuję jak ręce mi pęta, ręce i resztę i duszę całą i się duszę bleeeee-eeh … i dłużej tego nie wytrzymam!
Na dodatek mam poparcie w teorii do tego zamiaru… i zamierzam się tym poparciem podpierać.

butelkowy.blox.pl

No… to powiedziałam to wreszcie… teraz mogę zacząć się tłumaczyć.

kategoria notki znaleźne — Tagi: , — jamatka @ 19:32

16 stycznia 2010

Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

jęknęła Pampersa…

nie Auuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! tylko właśnie tak:

„Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”

i pomyślała przy tym:

Już dłużej nie mogeeeeee eeeeeeeeuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!

kategoria notki dziennik fizooloficzny — Tagi: — jamatka @ 20:34

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24