rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

31 sierpnia 2010

butelkomania czyli antykolkowe ściemy

bo kto miałby o tym pisać jak nie ja?

Jeszcze w szpitalu, gryząc ścianę i zarzucając nogi na sufit przy okazji każdego przystawiania BeBe do piersi, podjęłam tę decyzję.
Trochę to trwało, bo krew nie woda a natura ciągnie wilczycę do lasu i rezygnacja z karmienia piersią to nie takie HOP-SIUP!

Naczytawszy się tu i ówdzie o tym i owym, jak tylko przekroczyłam próg domu wysłałam kompletnie nieobeznanego w temacie Tatkę do apteki po Bebilon i butelki… oczywiście marki AVENT.
Jeszcze rok temu bladego pojęcia nie miałam, że taka firma w ogóle istnieje, bo z dziećmi, ciążami itede kojarzyłam tylko hasła Pampers, Penaten, Bambino i Bobofrut, ale przez 9 miesięcy można se wiedzę nieco zaktualizować. Jest czas.
No i właśnie przez owe 9 miesięcy wszędzie… na prawo i lewo, do góry i na dół – wszędzie tylko AVENT to AVENT tamto…

I stoją teraz…
Rumianek do przemywania tego i owego inoczkowego w nich parzę.
Dobrze, że nie miałam czasu na wyprawę po większe ilości, tylko wyczyściłam wszystkie okoliczne apteki z resztek adwentowych zapasów.

Właściwie to nie wiem czemu się nie przyjęły. I Inoczka specjalnym szałem nie zapałała na ich punkcie i ja nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że z tej pary nic nie będzie.
Bo ogólnie… AVENT ma w sobie coś z klimatu sprzętu AGD Bosha… może to i niezawodne, ale jakoś tak wdzięku brak.
Co z tego, że szeroka szyjka to łatwo z mlekiem trafić.
Aż tak ręce mi się nie trzęsą… w ogóle mi się nie trzęsą.

NO I CENA!

Ja pierdziu… powie jamatka, jak to jamatka.
Ja pierdziu… na tych dzieciach to prawdziwe zdzierstwo się odprawia.
Wiem, że są butelki o wiele droższe, ale te droższe właśnie mają jakby więcej finezji.

N`ale póki co wierzyłam naiwna, że jak ten BOSH, że drogie znaczy dobre.

Zaczęłam zgłębiać temat i doczytałam się, że teraz DOBRE znaczy przed wszystkim BISFENOL FREE!
A akurat te butle AVENTA znaczka BPA nie miały.

BPA

Aż mi się wierzyć nie chciało… że tyle kasy a nie najlepsze.
Nieważne – wierzyć czy nie wierzyć, na wsiakij słuczaj, w przypadku z takim trudem wyprodukowanego skarbu lepiej dmuchać na zimne, no nie?
Na skarb.

Potem jeszcze raz dałam AVENTOWI szansę, jak nastały kolki, jednak ten ich pseudo-anty-kolkowy patent to zwykła marketingowa ściema!
Ot, dodatkowe dziurki w smoku, tyle, że w nietypowym miejscu i nietypowym kształcie. Wielkie mi ajwaj..
W każdym razie na nasze kolki pomogły jak umarłemu kadzidło
A że dziecko niby nie musi przerywać smok-tania, coby powietrze miało okazję się zassać?… że niby te dziurki to po to?
W przypadku takiego zasysacza jak Inoczka takie półśrodki nie wydolą niestety.

No i właśnie a propos mocy ssącej mojej ponadnormatywnie drobnej dziewczynki.

….albo jeszcze jeden gwóźdź do trumny AVENTu.

Wiem, są też butelki tej firmy bez tego tam… biosfenolu, ale ich cena jest tak powalająca, że sory. A ja tu cały czas rozprawiam o przedziale finansowym dla przeciętnego zjadacza chle… przeciętnego zasysacza mleka modyfikowanego.

W przypadku karmienia tylko mlekiem z torebki optymalna ilość butelek – wedle systemu jaki jamatka se opracowała, wynosi mniej więcej osiem sztuk. Tak, coby zawsze min. jedną czystą mieć pod ręką i coby mieć czym załadować sterylizator dwa razy dziennie.
Wtedy naprawdę… to, że to butelka a nie cycek… to nie jest żaden wysiłek. Dwa razy dziennie 10-15 minut na mycie… buch! do sterylizatora parowego – do nabycia w Rossmanie za 70 PLN i po sprawie. Potem tylko podgrzać wodę, wsypać mleko, dwa ruchy ręką i gotowe.


O ile się korzysta z wody Mama i Ja bez gotowania ;)

No to osiem butelek… o, tu znalazłam w komplecie x2… to 54 zł x 4 to wychodzi 216 zeta!

Avent BPA

Dosyć znęcania się nad AVENTem


Wracając do siły ssącej mojej słodkiej dziewczynki.

Jak nas przyparło z kolkami, na gwałt zaczęłam szukać ratunku, naiwnie wierząc, że takie coś istnieje… hehe… głupia jamatka… i między innymi kupiłam w sklepie wysyłkowym takie coś.

tommee tippee butelka antykolkowa 260ml bisfenol free

tommee tippee

Zapowiadało się nieźle.
Ustrojstwo „antykolkowe” wyglądało na coś niesłychanie wyspecjalizowanego a ponadto zawierało wskaźnik temperatury mleka, wedle tego co jamatka wyczytała tu i tam, wielce przydatna rzecz.
Oczywiście wszystko Biosfenol fri.
Co więcej… a nawet co NAJ-więcej wyjątkowo tanie, jak na taki cud!

Tyle, że z wysyłką już nie było tak fajnie, bo za pak x2 butelki plus transport zapłaciłam prawie 50 zeta.
I to był największy bezsens w dziedzinie zakupów butelkowych.

Ja nie twierdzę, że butelki Tommee Tippee są złe… może są super, ale nie dla takich ssaków jak moja Inoczka.
Ten wiotki silikonowy smoczek, co niby tak akuratnie imituje matczyny cycek
/ coś dla Ciebie Mago… może Twojej Małej by pasowało/
W każdym razie moja dzidzia wystarczy, że pociągnęła dwa łyki i cała ta imitacja cycka robiła zwrot w przeciwną stronę ku wklęsłości.
Poza tym to ustrojstwo antykolkowe… i tak i siak kombinowałam… i nie mam bladego pojęcia na czym ten cud polega ani jak działa. I czy w ogóle działa?
Jak dla mnie to zwykły prymitywny kit mydlący oczy jak very jest professional.
Poza tym na ten CUD techniki antykolkowej składa się od groma drobnych elemencików tajemniczego kształtu i zastosowania i mycie takich butelek… rozkładanie, składanie, pilnowanie coby te pierdułki składowe nie rozlazły się w trakcie mycia… no to w takim przypadku karmienie butlą, to rzeczywiście masakra.

Ponadto, tak jest to bezmyślnie skonstruowane, że nie da się tego gluta pseudo-anty-kolkowego wyjąć i korzystać z butelki, jak z każdej innej.
Nie… nic z tego, bo ustrojstwo robi też za uszczelkę a bez uszczelki butelka jest nieszczelna.
Bez sensu.

Co jeszcze?

Ten wskaźnik temperatury… paranoja… albo z mojej Inoczki tak gorąca dziewoja albo z tym wskaźnikiem jest coś nie tak, bo mleko o ciepłocie wskazanej przez wskaźnik spotkało się niestety z bardzo „zimnym” przyjęciem ze strony konsumentki.
Poza tym zanim ten wskaźnik raczył się zdecydować co wskazuje to… to ja nie mam czasu na takie. Wolę własne nadgarstki.

No i nareszcie kształt, co to niby tak zgrabnie wbrew pozorom w ręku się układa.
No to ja najwyraźniej czujnik zgrabności mam innego typu.
Poza tym chciałabym zobaczyć podgrzewacz, do którego takiego grzmota da się upchnąć.
Przyznam szczerze, że jak rozpakowałam przesyłkę, to moja pierwsza reakcja miała znamiona zachwytu…
Łał… jak rakieta!

A potem było już tylko gorzej.

Kolejny bezsens zalega w szafie bezużytecznie.
Kiedyś, normalnie, powyciągam te bezsensy spod szafy i podsumuję straty.

Nie wiem po co. Dla nauczki.

Nie… stanowczo butelek Tommee Tippee nie polecam a już szczególnie tych specjalnych antykolkowych.


Pojeździłam sobie równo po badziewiu, teraz dla odmiany będę PRO.
Będę PRO i przy okazji powiem, czym właściwie od pół roku zasysamy.

No więc mojej Inoczce, jak na plebejską dziedziczkę przystało, najbardziej podpasowały te tradycyjne najtańsze butle z kauczukowym smoczkiem o niby anatomicznym w kształcie, jakie można dostać w Rossmanie za rogiem.

canpol butelkasmoczek do butelki

Tyle, że one nie są BPA.

A butle Biosfenol Free są… a raczej były pół roku temu, pieruńsko drogie. Pewno, że nie z powodu wyższych kosztów produkcji, tylko za sprawą ludzkiej pazerności.
Bo to, co się wyprawia w tej dzieciowej dziedzinie… to jest naprawdę MEGA ZDZIERSTWO!
Ale to takie, że przechodzi ludzkie pojęcie!

Jednak firma Canpol, która współpracuje z Rossmanem ma swojej ofercie takie same butle, ino ze szkła.
Zamówiłam zatem szklaną baterię x8 online i po krzyku.

canpol butelka

I mam z bańki ewentualne rewelacje, że coś tam w produktach dla dzieci stosowanych dwadzieścia lat temu okazało się nie teges.
Bo fakt, że plastikowe butle BPA nie zawierają Bisfenolu A nie znaczy, że nie zawierają jakiegoś innego paskudztwa, o jakim jeszcze nie wiemy.
A szkło to szkło. Krzem i tyle…

Wprawdzie można się jeszcze przyczepić do smoczka… czy kauczuk mniej szkodzi czy silikon, jednak nie dajmy się zwariować, bo bardziej ta paranoja NAM zaszkodzi niż podejrzany smoczek naszemu dziecku.


A jakiś czas temu apetyt Inoczki zwiększył się stosownie do wieku i butelki 150 ml stały się za małe.
I tak fajnie przypasowało, że w naszym kochanym niezastąpionym Rossmanie za rogiem pojawiły się butle firmy Babydream, nie tylko BPA, ale na dodatek w różnych kolorach plastiku i o w fajnym kształcie, takim z dziurką po środku, wygodnym do trzymania i dla dziecka i dla matki.
Jedyny feler, to że takie powyginane ciutek trudno się myje. Ale da radę.
I nie wiem w czym wist, czy to prawda czy autosugestia, ale są wyjątkowo lekkie.
Choć to raczej autosugestia wynikająca z ergonomicznego kształtu, bo są tej firmy i z takiego samego tworzywa butle kształtem zbliżone do tych AVENTA i te właśnie wydają się być cięższe, choć mają mniejsza pojemność.

A te z dziurą są super!

Niestety, chyba to jakaś nowość, bo nie znalazłam wizerunku w sieci a pstrykać z natury mi się nie chce, tym bardziej, że nie wierzę coby komuś specjalnie było przykro z tego powodu.

Canpol też ma podobne w ofercie, też z dziurką i z nalepką BPA, choć nie kolorowe, ale ja im nie ufam.

Tworzywo bez biosfenolu ma taki charakterystyczny lekko mleczny wygląd a te niby BPA Canpolu są klarowne jak szkło.
Może to jakaś nowa ojaniemośna technologia … nie wiem.
Na wszelki wypadek nie tykam, skoro są te drugie.

Kupiłam różowe, niebieskie i pomarańczowe.
Różowe szczególnie mi leżą.
Coś mi się zrobiło z tym kolorem odkąd mam córeczkę… muszę kiedyś stosowny wpis poczynić w obronie różowego.

A! i najważniejsze… kosztują 3-4 a nawet 5 razy mniej niż butle BPA innych firm.
Coś około 10 PLN.
Też mają profilowane smoczki, tyle, że z silikonu, a w tych smoczkach w bardzo rozsądnym miejscu jest zwykłe nacięcie i tym nacięciem zasysa się powietrze podczas ssania mleczka. Patent prosty jak drut a jednocześnie najbardziej sensowny i skuteczny ze wszystkich z jakimi miałam do czynienia, choć wcale nie nazywa się antykolkowy.

Nie byłaby jamatka sobą jakby do tej słodyczy nie dodała odrobinę dziegciu.

Szklane butle są szklane i godne zaufania, jednak są ciężkie.
Jednak bezpiecznie można podgrzewać w nich wodę na gazie, co jamatka czyni odkąd popsuł jej się podgrzewacz, bez ryzyka stopienia plastikowego boczka.
Jednak są ciężkie i do karmienia niewygodne, dlatego tej większej wersji 250 ml już nie kupiłam.

Zaś te kolorowe plastiki z dziurką mają ten feler, że trochę niezbyt są dopasowane gwintem… nakrętka z butelką… i że smoczek profilowany zazwyczaj wypada w innej płaszczyźnie niż butelka.
Trudno mi to dokładnie wyjaśnić… jak kto będzie miał do czynienia ten w lot zrozumie o co mi chodzi.


A… na zakończenie jednak jeszcze troszkę sobie pojeżdżę.

Otóż w szale antykolkowej desperacji trafiłam w Aptece na takie coś.

Butelka antykolkowa Dyduś

Ja nie wiem… żadnej specjalnej instrukcji do tego nie było a nie udało mi się samodzielnie wydedukować, jak takie ustrojstwo obsługiwać.
Bo butelka DYDUŚ ma dwie dziurki!
To na dole… ta niby nakrętka nie wiem po co, to ona ma na środku wielką dziurę!
Jedna dziurka jest w smoczku a druga w dnie!

Nie mam pojęcia jak to mleko ma się utrzymać.

I ten kształt… bez sensu. Bardziej przeszkadza przy trzymaniu butelki niż pomaga.
Totalny przerost formy nad treścią.

Największy butelkowy bubel jaki na oczy widziałam!


Ufff….

kategoria notki zakupy,zdaniem Jamatki — Tagi: , , , , , — jamatka @ 16:58

30 sierpnia 2010

przekierowanie

Wróciłam właśnie z Żabianki z wizyty u pani Psychiatr… a raczej wróciliśmy, zatem wpadłam tylko z informacją i zaraz wypadam i padam.
Padam tym bardziej, że dysponując przez dwa tygodnie wolnym pokojem tylko dla siebie – pod nieobecność Ptysia, który się był wakacjował w Kieleckiem, zdążyłyśmy się z Inoczką od siebie odzwyczaić i już nie jesteśmy… że tak powiem… kompatybilne fonetycznie w godzinach nocnych.
Ja chrapię jej a ona mi mantruje.
Z tym, że ona odsypia w dzień a ja wiadomo. Full serwis domowy na dzienną zmianę nie przewiduje sjesty.

Zatem PROMISS… obiecuję jutro gładki wyczerpujący wpisik w klimatach pieluchowych…
choć mam też pewne spostrzeżenia natury technicznej… bo właśnie przeszło mi już zacięcie pozycjonerskie i chciałabym się podzielić spostrzeżeniami, jakie poczyniłam podczas tej ostrej jazdy bez trzymanki, w kontekście zarządzania blogiem dzieciowym.
Myślę, że dosyć cenne spostrzeżenia, bo wzięte… że tak powiem „prosto z balii”
Zatem nie wiem…

W każdym razie informuję, że mój byzness plan blogowy przewiduje jednoczesne prowadzenie trzech blogów, zatem codziennie jest wpis, a czasami dwa, tylko nie zawsze w tym samym miejscu.
I dziś dla odmiany zajęłam się odkurzaniem mego bloga osobistego pt JEST BOSKO!, co ostatnimi czasy deczko zapleśniał…
I tam też jest bliższa informacja na temat dzisiejszej wizyty psychiatrycznej.
No co… psychiatra też dla ludzi.
Właśnie jak szliśmy z gabinetu do tramwaju Tatko gorączkowo uspakajał Ptysia, że wszystko w porządku i tamto i owamto… a myśmy z Ptysiem popatrzyli tylko na siebie nawzajem i parsknęliśmy śmiechem.
Kolejny spięty normalniak, ten nasz Tatko.
Na dodatek z Kielc.


Poza tym z przyjemnością powiadamiam, że po szczegółowych oględzinach Wirtualna Polska zdecydowała się otworzyć dla inoczki.pl swe katalogowe podwoje, dzięki czemu wkrótce będzie okazja do przetrenowania systemu reklam AdKontekst

Ano… byle do przodu!

kategoria notki blog — jamatka @ 15:42

28 sierpnia 2010

jamatka nie jest dobrą matką

Jamatka jest matką leniwą.
I szczęśliwą.

Jamatka jest szczęśliwa, że ma swoje latka i wprawdzie wcale nie przekłada się to na doświadczenie, za to ma wpływ na poziom pewności siebie czasem zwanej zadufaniem /niepotrzebne skreślić.

I jamatka przy tym podejściu do macierzyństwa v.3.0 ma w du… w głębokim poważaniu ma fakt, jak inni plasują jamatkę w rankingu na Matkę Polkę drugiego Tysiąclecia i robi to, co jej się podoba, w miarę skromnych możliwości, nie tylko ekonomicznych, oczywiście.

Jak sobie jamatka przypomni, jak się chrzaniła bez sensu dawno temu przy tych ekologicznych marchewkach, sitkach, papkach, mikserach, plastikowych tarkach, jak stała w kolejkach po cielęcinę, kozie mleko, jak sama robiła twarożki, jogurty… bleeeh…

I na co to wszystko?

Na to, coby wychować sobie dwóch takich niejadków, jednego za drugim, i przepier… pokawałkować sobie kilkanaście lat życia w kratkę na dwugodzinne odcinki… od papu do papu.

Matko… jamatko… jak ja se przypomnę te hektolitry potu przelane na akrobacje ciała i umysłu, coby cokolwiek w ten kapryśny uparty dziób wetknąć.
A jakie niestworzone historie wymyślałam coby zechciało uparte jedne spróbować nowości!

Pamiętam tylko, że z czarnymi jagódkami miksowanymi z cukrem była to bardzo rzewna historia o przelewaniu krwi i małych Afgańczykach… przy pomidorowej z kolei coś o biednych dzieciach w Afryce.
Może dlatego moje Miśki mają tak rozwinięty instynkt odpowiedzialności społecznej?
Po to, coby na koniec, jak nie zdołałam w porę wyczuć sytuacji, Ptyś gładko cały obiadek zwracał celnym rzutem przez ramię.

Piotruś był mistrzem świata w rzucaniu pawiem o ścianę.

Miś z kolei nie tolerował żyłek i skórek. Nie ufał żadnej wędlinie, w której namierzył jakąkolwiek skazę w ideale struktury mięsnej, a skórki obkrawał sobie jeszcze niedawno… no ale przynajmniej nie pawiował.


To teraz jamatka już nie jest taka głupia.
A do tego, że nie jest głupia, jest także leniwa.
I leniwej matce przede wszystkim się nie chce.
Po za tym za bardzo lubi.
I nie ma zamiaru tego lubienia znowu sobie bez sensu spartolić.

Lubi jamatka sterczeć w Rossmanie przed półką ze słoiczkami i układać dziecku menu na dni najbliższe.
Lubi jamatka patrzeć, jak dziecko te słoiczki opróżnia ze smakiem.
Lubi, że te słoiczki tak łatwo się myją, sruuu i po sprawie.
Lubi jamatka kupki w groszkach, jakie produkuje Inoczka, odkąd poza mlekiem odżywia się „słoiczkami”
I lubi jamatka ten wolny czas, jaki spędza przed komputerem grając czy blogując.

W ogóle następne 46 lat życia jamatka postanowiła spędzić przede wszystkim na lubieniu w zastępstwie musienia.

Dlatego m.in chce spróbować wycisnąć nieco grosza ze swoich blogów, coby jak najmniej w tym lubieniu jej przeszkadzało.


Ma jamatka nawet usprawiedliwienie dla tej słoiczkowej abnegacji.
Otóż, odkąd zerwała jamatka stosunki z matką jamatki, nie ma skąd brać normalnych marchewek… a te na targu na pewno normalne nie są.
Jamatka jest ze wsi i wie, że normalne warzywa takie nie rosną.
I nie o tej porze.

O nie nie
Woli słoiczki.
Poza tym w ogóle… z marchewką czy bez… woli słoiczki.
Słoiczki są fajne.
Jamatka się cieszy.
Inoczka się cieszy.
Bosko jest!
Słoiczki są boskie!


NAJBARDZIEJ BOSKI SŁOICZEK MIESIĄCA CZWARTEGO

hipp dynia z ziemniakami

kategoria notki Zestaw Kina Domowego,dziennik fizooloficzny — Tagi: , , , — jamatka @ 12:40

26 sierpnia 2010

odżywianie niemowląt typu Inoczka – pitku pitku część rozruchowa

mama_i_ja

zauważyłam jakiś czas temu, że kampania reklamowa wody Mama i Ja nadal się toczy, zatem chyba powinnam dorzucić co nieco od siebie, jako kontynuację wpisu, jaki popełniłam jakiś czas temu, jeszcze w poprzednim wcieleniu tego bloga, w ramach wymiany usługowej.

wpis merytorycznie sponsorowany

Otóż jako jeden z niewielu zarzutów skierowanych przeciwko opiniowanemu produktowi podałam małą dostępność.
Ą Ę, jamatko! Jaki masz styl podaniowy!
Nawet więcej niż małą, bo jeżeli ktoś nie ma zwyczaju zaopatrywania się w Mega Centrach Handlu Totalnego, jak na ten przykład jamatka, to dostępność tej wody jest NIEDOSTĘPNA.

No i właśnie dlatego errata się należy.


Bo woda Wosany jest m.in dostępna w MAKRO, a w MAKRO zaopatrują się m.in właściciele małych sklepików „osiedlowych” np pani Teresa ze sklepu na Piwnej.

Mniejsza o całą historię, w sumie to był przypadek, grunt, że w wyniku tego przypadku od prawie pół roku roku jedziemy na butlach bazujących właśnie na tej wodzie.

Bez przegotowywania!

Wodę Mama i ja mamy na rzut beretem w każdej ilości i kiedy chcemy, także w nocy, i nawet jak jesteśmy jedynym odbiorcą tego konkretnego produktu w tej konkretnej placówce handlowej, to pani Teresie i tak się widocznie opyla trzymanie specjalnie dla nas min. jednej zgrzewki na półce.
Musi się opylać, bo p. Teresa nie wygląda na osobę, która robi cokolwiek co się nie-opyla.

Zatem jak się opyla Pani Teresie, to musi się też opylać każdemu jednemu sklepikarzowi, zatem podejrzewam, że wystarczyłoby w zaznajomionym sklepie szepnąć słówko na uszko odpowiedniej osobie i problemu z dostępnością wody Mama i Ja nie byłoby w ogóle.

Bo nie ma sensu ciskać się na system dystrybucji, skoro można to załatwić jak człowiek z człowiekiem… po ludzku.

Powyższa refleksja mnie naszła, jak słucham debaty transmitowanej przez TokFM na temat turystyki aborcyjnej.

No fajno… ale to kolejna nic nie wnosząca burza w szklance wody… i na co to wszystko?!
Komu to potrzebne tak naprawdę?

I znowu bez sensu szlak trafia jamatkę na myśl o kraju w jakim przyszło jej się urodzić… i urodzić swe dzieci, skoro jak trzeba, to wszystko da się załatwić, po ludzku i wcale nie u akuszerki!
Po co takie debaty, co i tak nic nie zmienią?
Dobrymi chęciami to tego… niebo…

Że trzeba, bo małymi kroczkami?

Nie w tym kraju.

A szanowne ugrupowania okołofeministyczne bardziej by się przydały robiąc, od czasu do czasu, zrzutkę na konkretny cel, niż bijąc kolejną pianę polityczną, tym razem po swojej stronie.
Już jamatka wspominała co myśli o tutejszym feminizmie.

„Czym Ty myślisz, kobieto?! mózgiem czy macicą?! bo ja macicą”

Czy problem ten jamatkę kiedykolwiek dotyczył, że tak się wymądrza?

Cóż… jamatka ma trójkę dzieci, bardziej niż bardzo kochającego męża…
Nie… no jasne, że nie dotyczył.
Tak tylko mówi jamatka.

W każdym razie wiedza jamatki w temacie jest wystarczająca, coby mieć pojęcie, że ewentualnie jest to koszt zestawu średniej klasy kina domowego… a kto dziś nie ma kina domowego?
A raczej kto przede wszystkim ma?

No dobra Mamrota, wiem, że se kupiłaś, ale dopiero niedawno, a ja mówię o ogólnym zjawisku ;)

I wszystko okej, jakby była szansa, że te wojenki coś dadzą.
A tymczasem panowie i panie po przeciwnych stronach piorą się po mordach publicznie, a nastolatki rodzą dzieci.
A Giertych dał tysiąc becikowego.
Którego już nie będzie.
Paranoja…
Pierniczę to wszystko i wyłączam radio, bo czuję jak mi się mózg w wodę zamienia.

A… wracając do wody…


Zatem jest powód cobym tu i teraz zabrała głos w sprawie bo Inoczka niedawno (19 sierpnia) skończyła pół roczku, tzw sraczki nie miała ni razu, nigdy na nic nie chorowała… fuj fuj… odpukać… uczulenie na cokolwiek miała raz… niedawno, ale jeszcze nie wiem dokładnie na jakim produkcie psy wieszać, zatem się wstrzymam. Poczekam na wyniki testu.

W każdym bądź razie na pewno nie była to woda.
Jeżeli już, to ta z wiaderka TummyTub i to też nie wina wiaderka ni naszej kranówy a kiepskiej strawności płynu do mycia Dżonson-en-Dżonson trzy w jednym ;P

I nasza Inoczka od pół roku rośnie krzepka jak rzepka właśnie na niegotowanej wodzie Mama i Ja!

I Bebilonie, ale to inna historia.

kategoria notki zdaniem Jamatki — Tagi: — jamatka @ 15:49

24 sierpnia 2010

kopnięcie zaszczytu i skutki

stało się…
zakręciło jamatkę w temacie przewodnim w ostatnich dniach na fest.
Jak to się nieładnie, acz trafnie mówi:
Nie ruszaj Gie, bo śmierdzi…
No i zaśmiardła jamatka.

Krótko mówiąc dała d… pupy złotemu cielcowi.
A pupy pupy, bo bardziej dosadnych wyrażeń jamatka już tu używać nie będzie.
Bo to niekurturarnie i niemiło i w ogóle nie powinna…

Heh… słaba kobieta z jamatki, wiem wiem… dlatego staram się nie wodzić jamatki na pokuszenie i zrezygnowałam, na przykład, z obyczaju comiesięcznej wyliczanki, co jej dziecko potrafi a czego jeszcze nie, z naciskiem na „potrafi”, wedle odgórnej listy i z dokładnych pomiarów co do milimetra, w czym jej dziecko jest lepsze od innych.
Bo zauważyłam u jamatki takie ciągoty, a jakże, i od razu dałam po łapach a stosowną szufladkę pt. „Co x-miesięczne dziecko umieć powinno” zamknęłam na kluczyk a kluczyk wywaliłam za okno.

I w sumie fajno jest… jakoś tak milej chować dziecko wedle własnego widzimisię, bez żadnej autocenzury.
Nie mam bladego pojęcia, co tam w temacie harmonogramu rozwojowego niemowląt wypisują w sieci.
Np. te zupki i inne papki zaczęłam dawać Inoczce, jak odkryłam w Rossmanie, że są takie słoiczki od czwartego miesiąca.
No to jak są, no to chyba nie po to, coby stały na półce?

A kiedy nasza doktór…
u której, notabene, byłam raptem 3 razy na okoliczność szczepienia w przeciągu całego półrocza…
i kiedy nasza doktór to usłyszała… jak się Inoczka odżywia… że co i od kiedy…
To znowu brzdęknęła pląbami o glebę, ale widząc moją niezłomną postawę zaraz dzielnie pozbierała się do kupy i jęknęła tylko…
- Acha… to Pani wedle tego starego schematu?
Na co ja…
- Nie… wedle mojego schematu.

I taki to sens mają te schematy… śmiech na sali.
Mój schemat jest taki… jak nie ma sraczki, znaczy jest gut!

Ale ja nie o tym…


No to tyle jamatka opowiadała jeszcze niedawno, jak to nie interesuje jej WCALE ewentualna komercyjna opcja jej blogowej działalności…

I wzięła i wdepła po uszy, no…

Heh… no bo im więcej mam luzu, tym jamatka dobitniej uświadamia sobie, że ona po prostu lubi… uwielbia pleść te swoje trzy po trzy, sprawdzać nowe koncepcje, badać, eksplorować, oceniać i pisać… pisać przede wszystkim!
No i to byłby ideał, jakby mogła za to wszystko dostawać pieniądze.
Wcale nieduże… ale jakieś.
W ramach nagrody za talent.
Bo wiadomo, że jest to sprzężenie zwrotne… że motywacja stymuluje jakość… to jakby to wziąć i sporząc! To cuda na kiju by tu się działy normalnie.
Nikt by z jamatką nie wytrzymał w wyścigu.

Dlatego teraz już wcale nie zamierzam eksperymentować na polu „Lansowania pop- bloga wbrew obowiązującym zasadom.
Nic z tych rzeczy…

Teraz jamatka jest cała PRO!

Będzie miła, grzeczna, kontaktowa, systematycznie i na temat.
Będzie jak kiedyś!

PROMIS!

Zatem wracajcie laski z tych wakacyjnych wojaży i zgłaszać mi tu swój akces, bo działka chwastami zarosła a sama nie dam rady wszystkiego obrobić.


A porobiło się wszystko tą drogą, że diabeł jakiś szepnął jamatce na ucho, coby dla spróby… z ciekawości tylko, co inni myślą o jej zakręconej twórczości blogowej… czy w ogóle jest coś warta…
i zapukała jamatka nieśmiało do najbardziej uznanych katalogów stron internetowych, w tym do nieomal kultowej Hogi… czy też by jej nie chcieli wcielić w szeregi.
I o dziwo zechcieli…
Naprawdę „o dziwo”, bo nie spodziewała się jamatka, bo takie różne inne pierwsze lepsze a raczej gorsze fermy z linkami, gdzie jamatka stawiała swe pierwsze koślawe pozycjonerskie kroczki… to wcale tacy chętni nie byli.
A tu… nagle uznali ją za swojaka.
Gdzie nie zapukała, tam było miło.

W ogóle zauważyła jamatka taką tendencję, że w miejscach topowych wszyscy są mili… nawet jak ci odmawiają to jakoś tak… kulturka.
Zaś w różnych takich innych nieopodal śmietnika… to nawet jak cię przyjmują, to czujesz pewien kwach w gębie.
I np…
albo nie…
albo tak… a co mi tam…

Jest taki katalog blogów, co się mieni być jednym z bardziej „ojaniemogę”…
to wystarczy, że przeczytałam regulamin… i ton w jakim został on napisany…
a już szczególnie punkt szósty:

„Jeśli w ogóle nie zamierzasz umieszczać buttona, nie dodawaj bloga do toplisty.”

To od samego czytania odechciało mi się umieszczania tego buttona, nawet jak wcześniej nie miałam nic przeciwko.

Bo jest taka zasada… tzn nie wiem czy jest, ale jamatka już dawno poczyniła taką obserwację:

Że im większy burak, tym bardziej się stawia.

I katalog najlepsze.blogi.pq.pl to jest właśnie takie buractwo.
Dlatego pierniczę ich pageranki i inne walory… a moje konto tam wciąż trzymam, bo widocznie nie przewidzieli, że komuś mogłoby się odechcieć.

Nie… nie ma jamatka żadnych szczególnie złych doświadczeń z tym miejscem związanych… chodzi tylko o klimat.


Ale wracając w pierwotne rejony dnia wczorajszego…
No to wczoraj wieczorem dostała jamatka wręcz kulkę między oczy i to ją pogrążyło totalnie.

Bo wieczorem… kiedy już wszystkie dzieci grzecznie spały a na niebie pojawiła się pierwsza gwiazdka…
… to przyszedł do Inoczki sam WIELKI GWIAZDOR!

Przyszedł i nawet się trochę zasiedział… zajrzał inoczce od przodka i od tyłka… i trochę pośrodku.
Bardzo był skrupulatny albo tak mu się spodobało.
Jamatka ma stały wgląd w te sprawy… inaczej nie byłaby jamatką… więc wszystko jamatka widziała i czekała z zapartym tchem na efekty.
Aż dostała maila… że okej.
Nawet więcej niż okej, bo poza tym, że jamatkę przyjęli, to dali inoczce.pl dwie gwiazdki!

gwiazdki

A to jest bardzo bardzo dużo, bo to znaczy, że strona jamatki się wyróżnia!
No ba…
Pytanie tylko czy na plus czy na minus…hehe…

Nie nie… tak kokietuje tylko jamatka, bo jamatka to stara kokota.
Ale jamatka wie, że pisze zajebi… o sory… bardzo jedyne w swoim rodzaju blogi, o ile przysiądzie na zadku zamiast strzelać fochy na prawo i lewo.

No i fajowo było i tralala… zaraz poczuła jamatka, jak za łopatkami na plecach zaczyna jej się coś wykluwać..

I zajrzała jamatka do WIELKIEGO GWIAZDORA do przeznaczonej tylko dla niej kanciapki i przeczytała.
Przeczytała coś, co dobrze wie, ale co innego wiedzieć i nie zawracać se tym głowy a co innego przeczytać czarno na białym.

„Statystyki:
Strona inoczka.pl ma 22442678 miejsce w globalnym rankingu Alexa, jest zatem na razie mało popularna.
Do strony kieruje mało, bo tylko 2 odnośniki.”

no jasne, że „mało, bo tylko 2 odnośniki”, jak wszystko jest zapisane na tę blerwę – pampersę!

Że ranking Alexy taki, to spoko, bo szanowna Alexa dopiero niedawno założyła Inoczce licznik.
W końcu trzeba pamiętać, że sama inoczka.pl ma coś z miesiąc z kawałkiem.
Do tego na początku była raczej niechcianym dzieckiem.

No ale, że te dwa linki, to jamatka pampersie nie daruje normalnie!

Zatem sory laski.

Od dziś albo jesteście ze MNĄ albo z NIĄ!

Nie ma zmiłuj i żadnych kompromisów.
Koniec przekierowań, podpiętych domen czy jak to się zwie.

Od dziś link pampersstory.pl wiedzie na manowce.

Powinnam była dawno to zrobić, bo prędzej czy później skończy się okres ważności dla domeny, która i tak idzie do kasacji, bo jej nie lubię.
Nie chciałam robić kłopotu wszystkim miłym osobom, co kiedyś w swej wspaniałomyślności podlinkowali tę wywłokę pampersę u siebie, dlatego podpięłam pampersstory.pl pod inoczkę.pl…

No i teraz mam!

Zatem sory… ale ciągnięcie tej schizofrenii dalej jest bez sensu coraz bardziej.
Wystarczy, że dla wygody stałych bywalców namieszałam w archiwach i są tu teraz w jednym miejscu wpisy, z sama nie wiem ilu, blogów.

W każdym razie pierwszy dotyczy tej czerwcowej nocy, kiedy obudziłam się o 2.00 a.m i zaczęłam się zastanawiać, gdzie się podział mój okres…

W ogóle poza Kajtusiem ktoś to jeszcze pamięta?

Że pierwszym opisem bloga było
„obudziłam się o drugiej w nocy… a noc ta była czerwcowa…. i pomyślałam: Kiedy to ja miałam ostatni okres?”

Matko… ile to się w międzyczasie zmieniło…


Zatem teraz koniec z firdu mirdu…zaczyna się byznes.

Na wstępie ramach byznesu mam prośbę do szanownych zebranych

U szczytu lewego sidebara jest takie nowe okienko z prośbą o lans.
To linka do mojej komórki w katalogu GWIAZDOR.PL

i tego… kolczasta natura jamatki skręca się teraz w środku, jak wampir na widok krzyża, kiedy przychodzi jej o coś poprosić…
bleeeh… nienawidzi jamatka…

N`ale jak byście były takie miłe…

bleeeh bleh i fuj… ufff…

i zechciałybyście od czasu do czasu tam kliknąć i wystawić jamatce ocenę.
Obojętnie jaką.
Nawet złą…
może by nawet to było ekscytujące… tak się pozżymać z krytyką.
Ma jamatka ostatnio takie doświadczenia.
Raz tu i raz na innym blogu.
I pierwszy moment jest nieprzyjemny, ale samo podjęcie walki i to potem… uhhh… to jamatka lubi.
Nie bez powodu zawsze mówiła, że jest wojownikiem.

Nie trzeba się rejestrować ni nic… wystarczy kliknąć i wybrać ze słupka ocenę.

A jakbyście jeszcze skrobnęły trzy słowa na temat, jaka ta jamatka jest zajebis… tzn jedyna w swoim rodzaju, to te wykluwające się na plecach skrzydła rozwiną się na całego i sruuuu… polecimy!

Heh… przecież lubicie czytać jak mnie poniesie i piszę te zjadliwe teksty.
wiem wiem… bywam nieznośna, ale jamatka jest artystą blogowym no i same rozumicie…


Ufff…
Heh…
już dawno tak dobrze mi się nie pisało…

Zatem wiecie…
Jeżeli zdarzyło Wam się pracować na swoim, ewentualnie na cudzym, ale na godziny czy na zlecenie… że kasa nie jest pewna… to wiecie jakiego kopa daje wynagrodzenie w łapce.
No… i o to chodzi.
To znaczy, nie dosłownie!
… nie chodzi jamatce o pieniądze…
jeszcze nie…
Chodzi o motywację.


Cholera… znowu nie wyszło w klimatach pieluchowych.
Może powinnam pomyśleć nad zmianą profilu bloga.

kategoria notki blox — Tagi: , — jamatka @ 15:39

dziennik

  • 6 września 2010dziś dostała jamatka w kość. Nie wiem co… ząbkowanie czy podniecenie po wczorajszym spacerze nad morze. Widok morza zatyka dziecku dech w piersi i wprawia w dziwne podniecenie, które jak widać nie mija przez dłuższy czas.Albo budzi się w Inoczce zwierze pt. Rozwydrzony Bachor.dzisiaj zaczęło się… dla chwili świętego spokoju dałam jej mojego różowego laptopika, bo Inoczka ma bzika na punkcie wszelkiej elektroniki, a szczególnie ma jazdę na klawiatury z wyświetlaczem.Poza tym problem nowy.Nie będzie pełzania, będzie od razu raczkowanie.Dziś twardo staje na czterech z brzuchem wysoko w górze. Staje i boi się ruszyć. Ni w tył ni do przodu.I wtedy krzyk.Poza tym nie chce już siedzieć o leżeniu nie mówiąc, tylko by stała i machała skrzydełkami.Ptasiek mi rośnie?
  • 5 września 2010eee… tego … jakoś skończyło mi się zacięcie do pisania dziennika. Za dużo spraw na głowie, poza tym nowości już nie są nowościami a jak są to pojawiają się tak często, że jest to już norma.Więc o czym tu by…A… owsianka. Przebój piątego miesiąca to owsianka na mleku. Taka z torebki, dostosowana do wieku.Inoczka uwielbia, znacznie bardziej niż kleik ryżowy.Poza tym odkąd są te dwa ząbki włączył się odruch żucia, co stanowi pewien kłopot przy karmieniu łyżeczką.Za to biszkopty wcinamy aż miło.
  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24