LaurieAnderson -Match20
„Ladies and gentlemen, what you are observing here are magnified examples or facsimiles of human sperm.
Generation after generation of these tiny creatures have sacrificed themselves in their persistent, often futile, attempt to transport the basic male genetic code. But where is this information coming from? They have no eyes. No ears.
Yet some of them already know that they will be bald.
Over half of them will end up as women.
Four hundred million living creatures, all knowing precisely the same thing–carbon copies of each other in a Kamikaze race against the clock.
Some of you may be surprised to learn that if a sperm were the size of a salmon it would be swimming its seven-inch journey at 500 miles per hour.
If a sperm were the size of a whale, however, it would be traveling at 15,000 miles per hour, or Mach 20. Now imagine, if you will, four hundred million blind and desperate sperm whales departing from the Pacific coast of North America swimming at 15,000 mph and arriving in Japanese coastal waters in just under 45 minutes.
How would they be received?
Would they realize that they were carrying information, a message?
Would there be room for so many millions?
Would they know that they had been sent for a purpose?”
Ha! zupełnie o tym zapomniałam, a tak tu pasuje, Ladies and Gentlemen!
Potem postaram się o tłumaczenie, jak nie znajdę kogoś odpowiedniego i chętnego, to sama od biedy postaram się coś wydukać swoją licealną angielszczyzną sprzed ćwierćwiecza.
No tak.. owszem zamówiłam tłumaczenie u wielce kompetentnej osoby, co nie tylko zna języki ale zna się też na tej całej sztuce magicznej, ale jak nie trudno się domyślić,kiedy ja się tego tłumaczenia doczekam to hoho! Wszyscy już o Laurie Anderson zapomną.
Dlatego siadłam i sama swoim kulawym sztubackim lengłydżem postarałam się to i owo przełożyć, więc jakby co, proszę się nie śmiać, uczyłam się angielskiego w liceum, za państwowe a nie za prywatne, dawno temu i była to klasa z rozszerzonym rosyjskim akurat.
Zatem i tak jest nieźle.
Poza tym wkleiłam tego jutuba bo go lubię, bo lubię Laurie Anderson i akurat pasuje do ciąż, dzieci itede z tymi plemnikami i przyszedł mi akurat rano do głowy i stąd taki dziwaczny wpis. Nie to, że zamierzam się tu snobować, jednak takie rzeczy to też fragment życia mojego i mojej rodziny, zatem wydawało mi się, że se mogę od czasu do czasu zapodać takie cuś niezobowiązującego z samego rańca, tym bardziej, że zaraz potem miałam wkleić wpis o cukrzycy ciążowej.
Bo sporo osób z googli zagląda do mnie z pytaniami na ten temat, a skoro coś o tym wiem…
I wpis o cukrzycy jest prawie gotowy od rana, prawie tylko… no właśnie te dzieci narodzone… heh… małe dzieci mały kłopot duże dzieci duży kłopot.
Oj ten mój Ptyś… dziwak z niego.
I jak mam mu przetłumaczyć, żeby nie był aż tak bardzo taki, jaki jest, skoro najpierw nauczyłam go, jak się sobie samemu podobać. Dobrze, że chociaż TEN w odróżnieniu od TAMTEGO za nauką wręcz przepada.
Dziś dwie czwórki z polskiego, ot tak za samą wiedzę bez przygotowania.
Pani Polonistka uwierzyć nie mogła, bo Misiu też chodził do tej szkoły tylko, że do podstawówki i jakoś dziwnie dobrze go tam pamiętają.
Tzn dobrze wcale nie znaczy w tym przypadku że miło.
Bo fakt, moje Miski dwa jak ogień i woda. Same przeciwieństwa. Jing i jang… tak jak to Kajtuś powiedział o mnie i o moim chłopie. Miś ma środek po ojcu a skórę po matce, zaś Ptyś dokładnie na odwrót.
Heh… a teraz śpi mi za plecami, bo coś zasnął zaraz po przyjściu ze szkoły u mnie w pokoju i nie mogę go dobudzić. Nie zjadł obiadu, nie wykapał się… i wymiotował. Grypa żołądkowa czy stres?
Ten stary też… jak ja mam się z nim rozwodzić, jak on teraz taki kochany i przesłodzony aż więcej niż bym sobie życzyła.
I tak to…
No to daję to moje tłumaczenie a jutro z rana o cukrzycy.
Tym razem słowa dotrzymam, bo wpis tylko czeka na poprawki a jest tam kilka uwag, które mogłyby się cukrowym mamom przydać. Zatem nie ma co zwlekać.
TŁUMACZENIE by PAMPERSA
Panie i panowie, to co tu obserwujemy to powiększone przykłady… czy raczej telefaksy ludzkich plemników.
Pokolenie za pokoleniem te maleńkie stworki poświęcały się w swym uporczywym, często daremnym staraniu przetransportowania podstawowego męskiego kodu genetycznego. Ale gdzie to jest, skąd pochodzi ta informacja? Nie mają oczu,nie mają uszu.
Jednak niektóre z nich już wiedzą, że będą łyse.
Ponad połowa z nich skończy jako kobiety.
Czterysta milionów żywych stworków, wszystkie znających dokładnie tę samą rzecz – węglowe kopie siebie nawzajem w wyścigu Kamikadze z czasem.
Niektórzy z was mogliby się zdziwić wiedząc, że gdyby plemnik był wielkości łososia pokonywałby swoją siedmiocalową podróż z prędkością 500 mil na godzinę.
Jednak, gdyby plemnik był wielkości wieloryba podróżowałby w tempie 15.000 mil na godzinę, albo 20 Machów.
Teraz wyobraźcie sobie, jeśli chcecie, czterysta milionów niewidomych i zdesperowanych kaszalotów opuszczających wybrzeża Pacyfiku Ameryki Północnej i w tempie 15.000mil na godzinę osiągających japońskie wody przybrzeżne w niecałe 45 minut.
Jak należałoby je odebrać?
Czy zdają sobie sprawę, że niosły informację… wiadomość?
Czy jest miejsce dla tak wielu milionów?
Czy wiedzą, że zostały wysłane do celu?






komentarze