rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

4 lutego 2010

nie ma to jak dobra wiadomość warta tysiąc złotych w środku słonecznego dnia

… ledwiem dziś z tej Invicty dolazła i ślizgając się z wywieszonym językiem  po schodach na moje piąte piętro bez windy, jedyne o czym marzyłam.,to wczołgać się pod kołdrę i nic nie czuć, nic nie myśleć, nic nie robić dopóki oddech mi się nie unormuje a zaparowany na zimnie tym oddechem mózg nie odtaje trochę na szybkach.

Jednak nie wlezę przecież pod kołdrę w uświnionych śniegiem, piachem i solą buciorach, więc siłą rzeczy w pierwszej kolejności musiałam gdzieś siąść coby te buciory zdjąć.

Z takim brzuchem buciory najwygodniej… o ile można z TYM brzuchem w TYM przypadku mówić o jakiejkolwiek wygodzie… w każdym razie najefektywniej buciory ściąga się mi teraz na TYM dużym obrotowym fotelu przy biurku w pracowni, tam gdzie obecnie stoi komputer Piotrusia.
No to jak już siadłam na TYM fotelu, co akurat stoi w okolicach komputera, to TEN komputer odpaliłam… choćby po to, by zobaczyć np kolekcję wirusów mojego Ptysia, z którymi prędzej czy później będę musiała się zmierzyć.

A jak już TEN komputer odpaliłam, to zrobiło mi się w kurtce za gorąco, potem jeszcze w bluzie za duszno…
potem dresy też zaczęły mnie parzyć nieznośnie…
potem przypomniałam sobie o nowych ecru kapciochach … i owszem, dalej noszę rozmiar 37, choć byłam pewna, że przez te dodatkowe kila, jakie obecnie dźwigam, stopy mi się rozciapciały co najmniej o numer… są bardzo rokoko z TYMI kokardami i z TYM ecru.

I tak zapadałam w TEN fotel coraz bardziej i bardziej… i jak już wiedziałam, że na zakopanie się pod kołdrę nie ma szans to odpaliłam bloga…
i…

Otóż jak mi dziś uprzejmie doniosła w swym komentarzu Irminka znowu

zmieniają się zasady becikowego

Takie miałam przeczucie, że coś się święci słuchając ostatnio na TOK FM gęstych tłumaczeń Minister Pracy i Spraw Socjalnych…
swoją drogą,… ależ ta kobieta ma głos… ktoś powinien robić dla niej dubbing na potrzeby wystąpień medialnych, bo skojarzenia są jednoznaczne. SUKA.

Poza tym na gazecie też coś się chyba pojawiło ostatnimi dniami… jakiś głos…głosik  oburzenia, że urzędy odbecikowe tak se już nie elegencko z kobietami poczynają, że te po prostu przestają się o te nędzne tysiąc zeta ubiegać… bo nie oszukujmy się… taka kwota na miano becikowego nie zasługuje.
Ja wiem, że nie ma co narzekać, bo ja też za siebie takiej sumki bym nie wyrzuciła… jednak jako rekompensata 9-miesięcznego wysiłku jest to żenująco mało.

Ponieważ wedle nowego przepisu dostanę jednak wew łapki ten okrągły tysiaczek, mogę się teraz jakoś do niego ułożyć, coby stał mi się bardziej akceptowalny w tak skromnej wysokości.

Zatem dla mnie nie jest to żadne becikowe, tylko rekompensata wydatku, jaki poniosłam na prywatną obsługę medyczną mojej ciąży.
I to jest okej, bo tym sposobem obsłużone z Inką zostałyśmy na przeciętnym europejskim poziomie czyli takim, jaki się należy każdej przeciętnej Europejce, czyli także każdej Polce, w ramach ubezpieczenia zdrowotnego czy też gwarantowanej przez państwo „bezpłatnej” obsługi medycznej.
Niby się mówi bezpłatna a jak jest każdy wie ;)

No … i takie coś mi się podoba i to rozumiem.
A becikowe?
Jakie becikowe?
Ja żadnego becikowego w takiej wysokości dalej nie uznaję.

Dlaczego już dziś o tym informuję?
A bo jakiś czas temu popełniłam pewien wpis, na temat do niedawna aktualnych zasad przyznawania becikowego, dlatego teraz, kiedy to się tak diametralnie zmieniło, poczuwam się do obowiązku jak najszybciej o owej zmianie powiadomić.

I teraz jest tak, że wystarczy tylko raz jeden jedyny w ciągu całej ciąży zaliczyć wizytę u lekarza, coby becikowe dostać. Z tym, że poprzednie przepisy nie zostały zmienione na stałe, a tylko odroczone na dwa lata.

No i okej… ja tam więcej ciąż już nie planuję.


finanse.wp.pl – Nowe zasady wypłacania becikowego

pamperstory.blox.pl – Becikowe – kawa na ławę… niestety dla mnie bez cukru

kategoria notki mondrości dla potomności — Tagi: , — jamatka @ 18:33

Dziennik Pokładowy NOSTROMO – tydzień trzydziesty ósmy! TA-DAMMMM!!!!!!!!

Wróciłam właśnie z ostatnich przedszpitalnych badań.
morfologia, siuśki, posiew itede.

Kobiety! Ppamiętajcie coby Was skierowali na posiew z pochwy przed samym porodem, bo to uchroni wasze dzieci przed ewentualnymi infekcjami okołoporodowymi, o których w sieci aż huczy!!! Nie ma co psioczyć potem na szpitale, że zarażają gronkowcami, skoro same o to nie dbamy! Jak Wasz gin sam na to nie wpadnie, to można se to zrobić prive, trochę to kosztuje bo ok.50 zeta, ale grypowa wycieczka do apteki potrafi być bardziej kosztowna.
Tak krzyczę na wypadek jakby na jakiejś rubieży ktoś o tym nie słyszał a przypadkiem miał dostęp do sieci.

Jutro jeszcze tylko ostatnia wizyta u doktora i koniec z tym wycieraniem klinicznych kątów.
Normalnie nienawidzę! Nienawidzę chodzenia po lekarzach i ta cała seria w ostatnich miesiącach to było OGROMNE poświęcenie z mojej strony dla mojej, wcale już nie takiej małej, NiuniMamuni.

Od teraz normalnie do samej śmierci żaden gin już mi tam grzebał nie będzie! A choćbym miała zgnić! Fuj! Nie cierpię!
Dobrze że ten posiew robiły mi pielęgniarki a nie doktór, bo…

Ano właśnie apropos pielęgniarek :)

Bo to chyba też ostatni wpis zakańczający cały niekompletny cykl Dziennika Nostromo, a że ledwie zipię po dzisiejszej wyprawie do kliniki, to przytoczę tylko właśnie dzisiejszą sytuację z pielęgniarkami w gabinecie laboratoryjnym.

Nowe były. Pierwszy raz je widziałam, jedna młoda, druga trochę starsza i jakieś takie niemiłe na wstępie. Tzn correct, ale nie aż tak, jak te co zwykle mnie mierzą, ważą i kłują.

- Siada pani! nie tu… skierowanie do koleżanki, nie do mnie… ten mocz to tam do pudełka pani wstawi.
- …………
- Który tydzień?
- dziś czwartek, to trzydziesty ósmy.
- Nazwisko, imię…
- Marta R.
- Rocznik.
- Sześćdziesiaty czwarty.
- Który?!!!!!!!
- Sześćdziesiąty czwarty?!!!!!!!

No i od razu zrobiło się miło. Ponownie musiałam opowiedzieć o swoich dorosłych dwóch synach i o Inoczce i jak to było i w ogóle i że tak wiem, nie wyglądam i że z tą ciąża to raczej należałoby powiedzieć, że się tym razem nie udało a nie że się udało, bo to nie celowe było tylko wpadka w sztubackim stylu.
Było super!
Już dawno nic tak miłego mnie nie spotkało jak ten podwójny okrzyk.

aż se zrobię riplej i wytłuszczę… :)

- Który?!!!!!!

-64?!!!!!!!!!!!

I se z tego wszystkiego kupiłam nowe milusie kapciochy.
Tym razem w kolorze ECRU frotowo-futerkowe z wielkimi kokardami na przedzie :)

kategoria notki NOSTROMO — Tagi: , — jamatka @ 12:00

3 lutego 2010

cukrzyca ciążowa według Pampersy

No mam.
I to dość szybko udało się u mnie namierzyć ten feler, bo mój doktór jest wyjątkowo czuły na tym punkcie. Bo doktór twierdzi, że wprawdzie większość lekarzy zwykła bagatelizować tę ciążową przypadłość, jednak on sam, przynajmniej raz do roku ma do czynienia z obumarciem dobrze rokującego płodu, właśnie z powodu cukrzycy. Wspomniał nawet, że wprawdzie nie jemu samemu, ale znajomemu lekarzowi trafił się niestety taki pech, że bezproblemowo prowadzona ciąża pewnej pani reżyser zakończyła się nagle i niespodziewanie w 7 miesiącu, właśnie śmiercią dziecka, właśnie z powodu tak niefrasobliwego podejścia owego znajomego lekarza do omawianej tu kwestii.

I niby wyjątkowo podle w tym przypadku los się ze mną obszedł, bo jak różne sieciowe źródełka podają, trafiłam z tym cukrem do bardzo elitarnego grona stanowiącego mniej niż 10% ogólnej zaciążonej populacji,ale ja nie wiem, bo gdzie się nie obejrzę tam buch! ma albo miała brzuchata baba jakiś epizod z tym słodkim paskudztwem.
Bo np mówię pewnemu znajomemu, a okazuje się, że jego osobista kobieta,też. Rok temu, jak była w ciąży, zrobili jej badania, przepisali dietę, potem po jakimś czasie znowu zrobili badania i jak się okazało, że nic złego się nie dzieje, znaczy cukier w normie, to dali jej z tą dietą spokój. I niby nic się nie stało, dzidzia urodziła się okej, ale ja tam uważam, że nigdy nie wiadomo czy jest okej, bo zawsze istnieje możliwość, że mogło być okej bardziej.

I to jest moim zdaniem, wedle tego co wbił mi doktór do głowy, przykład niefrasobliwego podejścia do problemu cukrzycy ciążowej.

Bo doktór mój rzekł… a nawet nakrzyczał na mnie kiedyś, podejrzewając o lekceważący stosunek do jego antycukrzycowych zaleceń, że nie tyle wysoki czy niski poziom cukru szkodzi dziecku w brzuszku, jak poziomu tego cukru zbyt duże wahania.
A trudno jest stwierdzić, jak to z tymi wahaniami jest, robiąc test raz na miesiąc, nawet jeżeli robi się go 3 dni z rzędu i w wyspecjalizowanej klinice.

A że to prawda i z cukrzycą nigdy nic nie wiadomo, to sama wiem najlepiej, bo doktór jak tylko zobaczył wyniki moich badań na glukozę, to po primo kazał mi nabyć za 70 PLN glukometr i mierzyć poziom cukru we krwi 4 razy dziennie. Rano na czczo i 3 razy w ciągu dnia godzinę po posiłku. I do tego wyniki miałam grzecznie i skrupulatnie spisywać w tabelce, coby dało to doktorowi właściwy pogląd na konkretnie – moją cukrzycę ciążową.

A wszystko można o mnie powiedzieć poza tym, że bywam grzeczna i skrupulatna, dlatego doktór wreszcie się na mnie wydarł.

Ano bo nic nie wiadomo i odgórnie, tak rach ciach, nie da się ustalić właściwej diety antycukrzycowej, bo … bo nie.
Bo oczywiście, pierwsze co zrobiłam po powrocie do domu z tą hiobową wieścią, to ruszyłam w Tour de Internet i na jednym z for znalazłam bardzo interesującą wypowiedź jednej z przyszłych mam tkniętych tym przesłodzonym nieszczęściem, która drogą prób i błędów z glukometrem w dłoni odkryła nareszcie, że w jej przypadku akurat wcale nie słodycze, typu ciasta i czekoladki, ten cukier najbardziej we krwi windują, nawet nie smażone mięcha i pasztety, a zwykły chleb powszedni. I to obojętne czy biały czy razowy. Odkąd wykluczyła wszelkie pieczywo z jadłospisu problem cukrzycy ciążowej nieomal przestał ją dotyczyć.

Nieomal, bo bez przesady, mówiąc o tych ciastach i czekoladkach mam na myśli zachowanie pewnych granic zdrowego rozsądku, bo pewno, że jak taka jakaś jedna wchłonie pół tortu z bitą śmietaną – jak to miała np w zwyczaju moja matka / witamy mamusię ponownie ciepłym wspomnieniem oraz jej 100 kilo żywej wagi „nie wiadomo skąd wzięte” / no to w takim przypadku nawet zdrowa trzustka nie dałaby rady podobnemu obciążeniu.

Bo może teraz czas na krótki uproszczony wywód, skąd akurat w ciąży ta cała cukrzyca się bierze.
Ano zwyczajnie, jak wszystko inne m.in niedoczynność tarczycy, z czym też mam przyjemność, jak się ostatnio, tym razem ciut za późno, dowiedziałam.

No bo rośnie ten bebech i rośnie niczym kukułcze jajo i wypycha w kierunku przełyku pełnoprawnych autochtonów zajmowanego lokum i chcąc-nie chcąc, wobec tak bezpardonowej ekspansji, zaskoczeni z nagła lokatorzy posesji cisnąć się muszą w coraz mniejszej kanciapce, w skąd-inąd uroczych okolicach splotu słonecznego.
I ledwie zipią z tej ciasnoty, duchoty i w ogóle. Tym samym ich wydajność spada drastycznie i np taka pani Trzustka spod szóstki nie jest już w stanie na dwóch metrach kwadratowych produkować wystarczającej ilości insuliny jaka jest wymagana do rozkładu tego całego cukru i węglowodanów, co se je w bebechy co chwila aplikujemy.
Dlatego w obliczu tak krytycznej sytuacji albo musimy się posiłkować insuliną ze zrzutów z UNRY, albo tak dozować kolejne porcje ładunku dla pani Trzustki spod szóstki, coby biedaczka w tej nowej sytuacji jakoś dała radę to wszystko obrobić na czas.
Dlatego w przypadku cukrzycy ciążowej najlepiej jest jeść bardzo małe porcje ale za to często. Często, bo po pierwsze w ciąży odżywiać się należy bez dwóch zdań a po drugie…

Po drugie to wracam do tego co mówił doktór. Że podstawa, to coby poziom tego nieszczęsnego cukru nie ulegał zbyt dużym wahaniom!
Co oznacza, że nie powinien być także zbyt niski.
I wedle tego wykombinowałam sobie, że wręcz korzystnie jest w nocy, kiedy w żołądku zrobiły się luzy, iść w wiadome miejsce, coby zapełnić te luzy czymś małym i właśnie najlepiej słodkim. Np kostką czekolady.

Słodkim, o ile nocna porcyjka ma być niewielka, jeżeli jednak ktoś ma ochotę na pół kurczaka o trzeciej nad ranem to słodzonej herbatki do popicia nie powinien sobie szykować.

Tak czy owak…

Zasady wedle pampersy są takie:

Po pierwsze…

zakup glukometru i badanie, co nam ten cukier najbardziej podnosi a co wręcz obniża. Bo to różnie z tym jest i wyniki eksperymentów na sobie samej zacukrzonej mogą naprawdę zadziwić.
Mi np słodycze o wiele mniej szkodzą niż owsianka, a właśnie w zalecanej diecie antycukrzycowej widziałam płatki owsiane, a dla mnie akurat taka mała miseczka na na wodzie i tylko tochę mleka dodane, to po prostu cukrowa masakra piłą mechaniczną 5.

Także owoce. Żadnych przeciwwskazań nie zaobserwowałam, banany wcinam ile wlezie i nic. Gorzka czekolada? Spoko. Serniczek taki z kakaowym czymś na wierzchu? Nie za dużo, ale okej.
Mięsko duszone w śmietanie i pieczareczki do tego i takie coś na makaron? No problemo, zaś już niestety pizza… dwa kawaki zwalają z nóg mimo, że wygląda to o wiele bezpieczniej niż ten pieczarkowo-śmietankowy sosik.

A przede wszystkim to, co mnie najbardziej rozwala to nerwy. Każdy większy stres i moja biedna pani spod szóstki nie jest w stanie obrobić bele kromki czarnego chleba z gorzką herbatą. Podobnie działa niewyspanie. Ogólnie zła kondycja psycho-fizyczna ma w moim przypadku decydujący wpływ na produkcję własną insuliny.

Jednak nie są to żadne wskazówki natury ogólnej. Wyniki moich glukometrowych harców bywają tak zaskakujące, że sądzę, że każdy ma to skonstruowane inaczej i to na dodatek w zależności od aktualnych warunków.

Są też różne cukrozbijacze.
Ponoć dużo ruchu działa cuda, ale nie dane mi było sprawdzić, bo ja się non-stop ruszam najwięcej jak mogę.
A że mogę niewiele to inna sprawa.
Za to z moim cukrem bardzo ładnie daje sobie radę jogurcik. Taki zwykły jogurcik bez niczego.
I tak jak już się za bardzo w tej czekoladzie zapomnę i wyrzuty sumienia przyjdą po niewczasie nad pustym papierkiem, to zapodaje sobie taki np Bałkański i spoko.
Sumienie mam czyste i żadnego piekła obawiać się nie muszę.

Po drugie…

Niby zalecają coby zwiększyć ilość posiłków z 5 do 7 dziennie jednocześnie zmniejszając porcje, ale ja po prostu skubię sobie bez przerwy trochę tego i owego i konkretnej ilości posiedzeń obliczyć się nie da. I tak od samego początku to robiłam, bo rozmiar mego brzucha szybko przyblokował ilość miejsca dostępnego na wciśnięcie weń czegoś tam jeszcze.

I zwracam uwagę, żeby zaraz przed zaśnięciem coś zapodać, np szklankę mleka i jeszcze w nocy coś małego słodkiego i zaraz po porannym siusianiu pierwsze co robię – po grzecznym umyciu łapek ofkorz – to z jednym okiem jeszcze zamkniętym wyciągam z lodówki np actimel plus jakieś ziarenka np słonecznik i dopiero potem cała reszta dnia się zaczyna. Po to, żeby jakiś tam cukier w niewielkiej ilość bez większych przerw w tej mojej krwi zawsze się znajdował.
Coby nie zabrakło.

A po trzecie staram się nie denerwować…
Taaaa…

Materiały:

cukrzyca ciążowa – co to jest? – poradnikmedyczny.pl

babyboom.pl – prawidłowe żywienie w cukrzycy ciążowej

kategoria notki mondrości dla potomności — Tagi: , — jamatka @ 16:55

2 lutego 2010

o przyczynach tych skutków na chwilę przed ujawnieniem wyniku – refleksji kilka z opcją unisex

LaurieAnderson -Match20

„Ladies and gentlemen, what you are observing here are magnified examples or facsimiles of human sperm.
Generation after generation of these tiny creatures have sacrificed themselves in their persistent, often futile, attempt to transport the basic male genetic code. But where is this information coming from? They have no eyes. No ears.
Yet some of them already know that they will be bald.
Over half of them will end up as women.

Four hundred million living creatures, all knowing precisely the same thing–carbon copies of each other in a Kamikaze race against the clock.
Some of you may be surprised to learn that if a sperm were the size of a salmon it would be swimming its seven-inch journey at 500 miles per hour.
If a sperm were the size of a whale, however, it would be traveling at 15,000 miles per hour, or Mach 20. Now imagine, if you will, four hundred million blind and desperate sperm whales departing from the Pacific coast of North America swimming at 15,000 mph and arriving in Japanese coastal waters in just under 45 minutes.
How would they be received?
Would they realize that they were carrying information, a message?
Would there be room for so many millions?
Would they know that they had been sent for a purpose?”

Ha! zupełnie o tym zapomniałam, a tak tu pasuje, Ladies and Gentlemen!

Potem postaram się o tłumaczenie, jak nie znajdę kogoś odpowiedniego i chętnego, to sama od biedy postaram się coś wydukać swoją licealną angielszczyzną sprzed ćwierćwiecza.

No tak.. owszem zamówiłam tłumaczenie u wielce kompetentnej osoby, co nie tylko zna języki ale zna się też na tej całej sztuce magicznej, ale jak nie trudno się domyślić,kiedy ja się tego tłumaczenia doczekam to hoho! Wszyscy już o Laurie Anderson zapomną.
Dlatego siadłam i sama swoim kulawym sztubackim lengłydżem postarałam się to i owo przełożyć, więc jakby co, proszę się nie śmiać, uczyłam się angielskiego w liceum, za państwowe a nie za prywatne, dawno temu i była to klasa z rozszerzonym rosyjskim akurat.
Zatem i tak jest nieźle.

Poza tym wkleiłam tego jutuba bo go lubię, bo lubię Laurie Anderson i akurat pasuje do ciąż, dzieci itede z tymi plemnikami i przyszedł mi akurat rano do głowy i stąd taki dziwaczny wpis. Nie to, że zamierzam się tu snobować, jednak takie rzeczy to też fragment życia mojego i mojej rodziny, zatem wydawało mi się, że se mogę od czasu do czasu zapodać takie cuś niezobowiązującego z samego rańca, tym bardziej, że zaraz potem miałam wkleić wpis o cukrzycy ciążowej.
Bo sporo osób z googli zagląda do mnie z pytaniami na ten temat, a skoro coś o tym wiem…

I wpis o cukrzycy jest prawie gotowy od rana, prawie tylko… no właśnie te dzieci narodzone… heh… małe dzieci mały kłopot duże dzieci duży kłopot.

Oj ten mój Ptyś… dziwak z niego.
I jak mam mu przetłumaczyć, żeby nie był aż tak bardzo taki, jaki jest, skoro najpierw nauczyłam go, jak się sobie samemu podobać. Dobrze, że chociaż TEN w odróżnieniu od TAMTEGO za nauką wręcz przepada.
Dziś dwie czwórki z polskiego, ot tak za samą wiedzę bez przygotowania.
Pani Polonistka uwierzyć nie mogła, bo Misiu też chodził do tej szkoły tylko, że do podstawówki i jakoś dziwnie dobrze go tam pamiętają.
Tzn dobrze wcale nie znaczy w tym przypadku że miło.

Bo fakt, moje Miski dwa jak ogień i woda. Same przeciwieństwa. Jing i jang… tak jak to Kajtuś powiedział o mnie i o moim chłopie. Miś ma środek po ojcu a skórę po matce, zaś Ptyś dokładnie na odwrót.

Heh… a teraz śpi mi za plecami, bo coś zasnął zaraz po przyjściu ze szkoły u mnie w pokoju i nie mogę go dobudzić. Nie zjadł obiadu, nie wykapał się… i wymiotował. Grypa żołądkowa czy stres?

Ten stary też… jak ja mam się z nim rozwodzić, jak on teraz taki kochany i przesłodzony aż więcej niż bym sobie życzyła.
I tak to…

No to daję to moje tłumaczenie a jutro z rana o cukrzycy.
Tym razem słowa dotrzymam, bo wpis tylko czeka na poprawki a jest tam kilka uwag, które mogłyby się cukrowym mamom przydać. Zatem nie ma co zwlekać.

TŁUMACZENIE by PAMPERSA

Panie i panowie, to co tu obserwujemy to powiększone przykłady… czy raczej telefaksy ludzkich plemników.
Pokolenie za pokoleniem te maleńkie stworki poświęcały się w swym uporczywym, często daremnym staraniu przetransportowania podstawowego męskiego kodu genetycznego. Ale gdzie to jest, skąd pochodzi ta informacja? Nie mają oczu,nie mają uszu.
Jednak niektóre z nich już wiedzą, że będą łyse.
Ponad połowa z nich skończy jako kobiety.

Czterysta milionów żywych stworków, wszystkie znających dokładnie tę samą rzecz – węglowe kopie siebie nawzajem w wyścigu Kamikadze z czasem.
Niektórzy z was mogliby się zdziwić wiedząc, że gdyby plemnik był wielkości łososia pokonywałby swoją siedmiocalową podróż z prędkością 500 mil na godzinę.
Jednak, gdyby plemnik był wielkości wieloryba podróżowałby w tempie 15.000 mil na godzinę, albo 20 Machów.
Teraz wyobraźcie sobie, jeśli chcecie, czterysta milionów niewidomych i zdesperowanych kaszalotów opuszczających wybrzeża Pacyfiku Ameryki Północnej i w tempie 15.000mil na godzinę osiągających japońskie wody przybrzeżne w niecałe 45 minut.
Jak należałoby je odebrać?
Czy zdają sobie sprawę, że niosły informację… wiadomość?
Czy jest miejsce dla tak wielu milionów?
Czy wiedzą, że zostały wysłane do celu?

kategoria notki blog — Tagi: , , — jamatka @ 15:45

1 lutego 2010

z pewną taką nieśmiałością – czyli preindukcja metodą chałupniczą

www.onet.tv – Anna Patrycy przedstawia – nieśmiały odlot skrzydełek

no więc ja też wczoraj wieczorem z pewną dozą nieśmiałości a nawet z niejasnym poczuciem popełnienia jakiegoś karygodnego czynu… ale mnie korciło, no… no to wyklikałam w te googlową szparkę pocichutku małymi literkami hasło:

jak przyspieszyć poród

Bo się porobiło… poza tym ostatnio, jak pisałam, samo się zasugerowało, a poza tym…

Bo wrócił On do dom…
I będzie przez tydzień do poniedziałku a potem jak wyjedzie to ho ho… aż do końca marca.
A ponieważ zaraz po tym Nowym Roku tak się między nami miło zrobiło a zaraz potem już jego nie było i nie zdążyło się te MIŁO  popsuć … i taka potrzeba mi się zalęgła, o którą nigdy wcześniej bym siebie nie podejrzewała … że ja bym strasznie chciała coby ON ze mną WTEDY był cały czas… choć nie mam wątpliwości, że ON akurat BARDZO by WTEDY ze mną być nie chciał…

No taki typ, takiego se go wybrałam i chyba nie chciałabym, żeby był inny…  przynajmniej jak patrzę na mego bliskiego krewnego, co aż się ślini na widok ciężarnego brzucha i cały się wtedy w czułościach rozkleja i pcha te zaobrączkowane łapy nie bacząc, że ten brzuch do jego siostry należy … poza tym nienawidzę widoku obrączki. Nasze, nawet nie wiem gdzie leżą schowane, choć ta moja jest b. ładna… no ale jakoś nie mogę jej przebaczyć, że pełni rolę tej ślubnej i nie noszę… za to mój brat i owszem, obnosi się ze swoją wszem i wobec i jakoś… jakoś… nie wiem, jak to możliwe, że my oboje z jednej krwi i kości, skoro tacy różni.
Zatem w tym zestawieniu wolę zdecydowanie mego chłopa, co tak jest nie-zainteresowany i nie-zorientowany w TYCH sprawach, że chyba do tej pory za bardzo nie wie. od czego mu się tych dzieci tyle nabrało. Przy czym np kupowanie dla mnie podpasek nie stanowi dla niego żadnego problemu, z kolei JA prezerwatyw nie kupię za Chiny Ludowe. Za pewna jest we mnie jednak ta nieśmiałość starego wojennego pokolenia.

Tak czy owak wychodzi na to, że jak się w tym tygodniu nie sprężę, to sama sobie będę musiała poradzić, jak przyjdzie co do czego. Ano sama, bo jednak Misiu wprawdzie przełamał się chyba na tyle, że deklarował ostatnio noszenie się ze siostra w chuście… hehe… specjalnie czarną kupiłam, a nie różową tym razem… jednak nie zrobię tego własnemu dziecku i nie poproszę o taką asystenturę.
Bliski krewny z w/w powodów też odpada, choć wyraził chęć i gotowość nie tylko dostarczenia bliskiej krewnej na oddział, ale nawet trzymania za rękę do samego końca…  fuj! nie nie…  chyba właśnie ta jego CHĘĆ I GOTOWOŚĆ tak mnie do tego pomysłu zraziła… no i jak już przyszło do konkretów, to nie chcę nikogo przy sobie poza za NIM właśnie… a raczej NIE CHCIAŁAM a raczej CHCIAŁAM tylko JEGO  ale już mi się odechciało.
Jednak póki jeszcze chciałam, to właśnie coby tę chęć zrealizować musiałabym się z TYM zmieścić w terminie do nst niedzieli.
Dlatego już wcześniej chodziło mi takie coś po głowie…

Bo właśnie ostatnio pojawił się SEX.

W  związku z czym mam m.in do przekazania wiadomość, że w przypadku późnej ciąży – w sensie, że ciężarna ma swoje lata, a także, że sama ciąża jest zaawansowana – to seks nie tylko nie szkodzi, lecz wręcz bardzo dobrze robi na te całe skurcze Higinsa czy coś tam. Wystarczy tylko z samego rańca małe bzyku bzyku i po wszelkich skurczach ani śladu… aż do następnego ranka.
Zaś jeżeli chodzi o tę całą OKSYTOCYNĘ… hohoho…to działanie w opcji na cztery ręce ma piorunujące! i właśnie nie polecałabym, bo działa, że oh! zgodnie z medycznym zastosowaniem jak najbardziej.

I właśnie tak sobie pomyślałam, że jakby co, to można by tę moją niedawno odkrytą podatność na oksytocynę wykorzystać… jakby co.

Ale coby się jeszcze upewnić na wszelki wypadek, zajrzałam do sieci … z taką właśnie pewną nieśmiałością a raczej poczuciem, że herezję straszną popełniam sprzeciwiając się naturze z medycyną do pary, pewna, że nic tam nie znajdę poza może przypadkową informacją, jak np ta, co kiedyś szukając info o dozwolonych w ciąży maściach na bóle stawów, dotarłam do informacji o ubocznym wpływie pewnych tabletek na reumatyzm, które wykorzystywane są właśnie także jako tzw tabletki PO.
Pamiętam, że zastanawiałam się wtedy co bym zrobiła z taką wiedzą gdybym ja posiadała na samym początku TEJ ciąży i przyznam, że nie wiem. Różnie to było u mnie z akceptacją … różnie i na zmianę i dosyć długo tak się miotałam ze skrajności w skrajność.

ale wracając…

Zatem byłam pewna wpisując do wyszukiwarki hasło przyspieszanie porodu czy jakoś tak, że niewiele sobie poczytam.

A TU!
Normalnie!

Chyba o niczym innym z ciążą związanym nie ma aż tyle topików na forach… a jakie emocje owym dyskusjom towarzyszą…

A nawet znalazło się kilka opracowań bardzo konkretnych i na temat pisanych przez profesjonalistów jak choćby ten:

www.poradnikzdrowie.pl – bezpieczne metody wywoływanoa porodu

Z kolei w podaniach ludowych przekazywanych sobie z ust do ust przez forumowiczki króluje tryptyk: sex, froterownie podłogi i bieganie po schodach.

Przy czym w przypadku sexu są dwie opcje… jedni za skuteczne uważają zabawy z cycorami… że ta oksytocyna itede, zaś inni twierdzą, że oksytocyna jest be bo tylko boli a rozwarcia i tak nie ma, zaś właśnie zawarte w spermie … i tu nikt nazwy podać nie umiał, zatem sama się doszukałam… prostaglandyny działają na samą szyjkę macicy rozmiękczająco i rozkurczowo.

Co do schodów też są zwolennicy ruchu PO-SCHODACH oraz ci drudzy co twierdzą, że podczas ruchu ZE SCHODÓW wspomaga ewentualną przyspieszaczkę siła grawitacji.

Co do froterowania podłogi to sama mam wątpliwości, bo owszem…popełniłam tę czynność kilkukrotnie w życiu i pamiętam, mocno CZUĆ wtedy w taki odurzający sposób i chyba nie byłoby to zdrowe dla poganianego jeszcze nienarodzonego.

Zaś z ziółek to liście maliny i coś tam jeszcze… ponadto rycyna z kawą i np. bardzo ostre potrawy.

I jak się tej wiedzy nabyłam i poczułam, że mam narzędzie sprawcze we władaniu … to dopiero  do mnie dotarło, że nie… za dużo mam jeszcze spraw do dokończenia. Poza tym tym do licha… to dopiero 37 tydzień! …a jeszcze badania zrobić , a do lekarza na piątek jestem zapisana a poza tym paczka z allegro akurat z pieluchami nie przyszła a Państwo Pieluchowie wyjechali na urlop do 7 lutego i dopiero po powrocie zamierzają odpowiadać na maile.
A przede wszystkim to TERAZ już wcale mi się nie spieszy bo właśnie PRZESZŁA MI OCHOTA NA JEGO TOWARZYSTWO podczas MEGO porodu RAZ na ZAWSZE!
Wręcz sobie nie życzę… nie życzę sobie nawet, żeby mnie zawoził do szpitala ani odbierał ani żeby w ogóle o czymkolwiek wiedział!
Sama se urodzę jak ON pojedzie i nic mu nie powiem!

NIECH MA ZA SWOJE!

A co się stało?
Ano nic takiego, sama nie wiem co konkretnie, w każdym bądź razie ja się nakręcałam  ostatnio na blogu, zaś on nakręcał się w tej Warszawie…  bo i owszem… udało się tym razem  mimo tak fatalnych początków… z uznaniem co rusz chłop się spotykał i nawet austriacka kurator zaczęła się do niego zwracać per MAESTRO.
I jak wrócił taki nakręcony jak ten diabeł tasmański, tak odkręcić się nie mógł, podczas kiedy ja, choć też zakręcona ale w inną stronę i innym ładunkiem- akurat OPIEKI I SPOKOJU! wymagam…
I pierdyknęło na styku… i tyle.
Poszły iskry że hej!…zaraz za nimi kilka talerzy, prawie wszystkie kubki, bo słoików się akurat niedawno pozbyłam… i takie tam.

I tak to…nie znacie takiej Pampersy,co?
Kajtuś zna…

A dzieci nawet się specjalnie nie przejęły zaś ON właśnie poszedł po lodziki.

Niech se je sam zeżre! Ja nie potrzebuję.

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24