rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

11 lutego 2010

no bo jak to tak to

…taki nowy nowy błyszczący blog… PAMPERSSTORY.PL …i nie zacząć od razu pisać?

Bo właściwie to z tym bezpośrednim bodźcem to było tak.

Są blogi, na które zaglądam stale i są takie, które odwiedzam przypadkiem… bo się np nadziałam po drodze na linkę i się potknęłam albo coś.
I właśnie tym drugim sposobem trafiłam kilka dni temu na bardzo popularny blog Dziubelunio czy jakoś tak.
Blog popularny i wcale się nie dziwię, bo pisany bardzo dowcipnie i w ogóle i też zapewne byłabym stałym czytaczem, gdybym namiętność do podróży blogosferalnych kiedyś posiadła.
Ale tak nie jest. Jestem blogowym egocentrykiem, obchodzi mnie przede wszystkim to co JA w sieci robię a poza mną to tylko jeszcze ewentualnie, co robią inni, co się z nimi kumpluję… bo do mnie zaglądają albo coś.

No i tam jeszcze kilka innych…
np bo przyjemność z tego mam, jak w przypadku Projekt Junior. Super! Lubię się dobrze bawić, poza tym chyba z brzuchami idziemy łeb w łeb w tym przypadku.

A!… i jeszcze jeden mi się przypomniał, ale już o nim mówiłam kiedyś.

4 Godziny Na Dobę

… bardzo …bardzo dowcipnie i zgrabnie pisany, ale nie ma co się rozpływać po próżnicy takiej dyletantce jak ja, skoro prowadzony jest przez fachowca.

Tak czy owak, na obydwu tych blogach bawię się setnie a ja lubię jak jest wesoło… no i piwo do tego… i brak 10 kilowego brzucha… i Vogle Superlajty … i tańce na stołach bladym świtem…

uhhh… ależ to były czasy… w sumie jeszcze nie tak dawne.


Po zalinkowanych ostatnio w prawej szpalcie blogach łażę zazwyczaj, bo ciekawi mnie nieustannie, co też ludzie mogą widzieć interesującego w produkcji mego post-budowlanego autorstwa? … z rozmaitych powodów… nieustannej chęci poznawania samej siebie alboooo… alboooo…
i w ogóle.
Akurat na blog Dziubelunio zajrzałam przypadkiem, choć też jest fajny ale… właściwie to nie wiem co ALE…
ALE, końcu nie mogę zaliczać codziennie wszystkich fajnych blogów!

… no i może jednak, jakby tak przysiąść nad analizą tego ALE, to dałoby się coś określić.

Bo zajrzałam tam niedawno i cofając się kilka wpisów wstecz trafiłam na taki jeden.

I się poczułam przytłoczona straszliwie ogromem odpowiedzialności jaką niesie ze sobą ciąża i planowane narodziny…
Odpowiedzialności, której ja zupełnie w sobie nie czuję!

Kurcze… to ja taka stara już jestem… 46 lat za miesiąc … i ciągle taka głupia?
K… ja żadnej książki nie mam … ani nawet gazety… nie postarałam się o żadną instrukcję do tej mojej Inoczki, ani do całego życia w ogóle?
Wszystko, cholera, tak na krzywy ryj, normalnie!

Dobiło mnie to… serio… przejrzałam potem listę najpopularniejszych bloxowych blogów o dzieciach i jakoś mi się tak… i chyba nie jestem w stanie tego udźwignąć ani się w tym zmieścić.

Zaś do licha! … tak sobie pomyślałam, stojąc na skraju załamania nerwowego, do czego mam teraz naturalne predyspozycje… Do licha!
Przecież jakby rozmnażali się tylko ODPOWIEDZIALNI ludzie… bo przecież odpowiedzialne kobiety dobierają się zwykle w pary z odpowiedzialnymi mężczyznami… logiczne, nie?
Takiego odpowiedzialnego partnera to nawet „chłopem” nazwać nie wypada.
I z takich odpowiedzialnych do kwadratu związków rodziłyby się tylko ULTRA-ODPOWIEDZIALNE dzieci… logiczne jeszcze bardziej, no nie?

Toż kurde blaszka, jaki ten świat byłby nudny i jałowy!

to ja już wolę nie… najwyraźniej ze swoim 40-letnim brakiem odpowiedzialności pełnię ważną funkcję w ludzkim ekosystemie, uzupełniając moim nieodpowiedzialnym potomstwem wyraźną lukę w tak monochromatycznej populacji.

I tu… tu gdzie teraz jestem i skąd piszę ten wpis, jestem tylko JA jedna jedyna, unikatowa w swoim rodzaju i żadnych kontekstów obok mnie nie ma.
Zupełnie inaczej… powietrza więcej i przestrzeni.

Nie chce mi się już czekać, bo się na tym bloxie uduszę, zanim dobrnę do deklarowanego terminu.
Kaloryfery grzeją tu za mocno i te plastikowe szczelne okna…
Idę już do siebie, otworzę se Veluxa na oścież i nie wiem co… pokrzyczę sobie w chmury czy coś…

albo zaśpiewam!

Choć nie mam słuchu ni ciut… ale co tam… Wolnoć Tomku w swoim domku.

PA, BLOXIE!


komentarze[19]

kategoria notki blog,dziennik fizooloficzny — Tagi: , , — jamatka @ 14:26

10 lutego 2010

niniejszym

Nareszcie…
Po niedawnym odkryciu o co chodzi z tymi deenesami udało mi się wreszcie tymi oto rencami prostej gospodyni domowej… bez niczyjej innej chłopskiej mondrości, jedynie za pomocą kurzego pomyślunku uruchomić własnego bloga pod własnym adresem i w ogóle MOJE TO JE! i żadnemu systemowi nic do tego.

Prawdę mówiąc letko nie było i taka jestem z siebie dumna, że już mi się tu na tym bloxie siedzieć nie chce całkiem… ale słowo się rzekło… zatem od teraz do porodu jestem z tymi samymi wpisami i tam… tzn na bloxie … i tu… czyli pod adresem

pampersstory.pl

bez żadnych www ani innych przedrostków, sub-domen czy coś tam, tylko PAMPERSSTORY i nasze swojskie jak kiełbasa polska .PL !!!!!!!

Kurde… no podziwiam siebie w takich momentach…

W sumie trochę ograniczeń z tym pędem do swojskiego jest… np nie mogę korzystać z rozmaitych widżetów jakie blogger oferuje, bo instalują się one na bloggerze za pomocą automatu, na który nie ma się specjalnego wpływu… i niestety nie da się z RSSować komentarzy.

Ale co mi tam… mi tam akurat żadne fajerwerki potrzebne nie są, ważne cobym mogła kontrolować każde naciśnięcie guziczka, każde pierdnięcie na mojej posesji i wiedziała skąd jak i dlaczego.
A tak to se poprzerabiałam przez ostatnie dwa dni, że se mogę szablon robić na własnym dysku, bez pośrednictwa edytora bloggerowego i tylko wpisy generowane są online.

Ha… normalnie… jakby nie była kurą domową to chyba zostałabym geniuszem… czuję dziś jak nigdy dotąd, że mam potencjał.
Albo przynajmniej miałam.
Nic to… wszystko teraz pójdzie w Inoczkę. Pokażemy jeszcze tym Miśkom…

No to czas najwyższy za obiad się wziąć i chałupę ogarnąć bo siem deczko przy tym kompie dzisiaj zasiedziała.



komentarze[3]

kategoria notki blog — Tagi: , , — jamatka @ 14:47

7 lutego 2010

słowa trzy

Zdycham… krótko mówiąc KOŃCÓWA

Odpaliłam Beatsteaks to może wykrzeszę z siebie nieco… co nieco, żeby nie było, że coś nie tak.

Taaak…

Zatem tak:
Natyrałam się wczoraj straszliwie, przy okazji zaliczyłam wszystkie trzy punkty z żelaznej listy indukcyjnej…

schody były już dawno… tego samego dnia co miała miejsce akcja tłuczenia szkieł rodowych…. zaraz przed zresztą… zaczęły po prostu nadchodzić wszystkie przesyłki allegrowe z materacami włącznie… a byłam akurat sama… zatem nabiegałam się po tych schodach równo… potem mnie strzeliło jak wiadomo, szkło się potłukło a macica ani drgnęła.

Ta cała oksytocyna do pary z prostaglandynami aplikowana jest regularnie i też nic… właściwie na oksytocynę to chyba już się uodporniłam.

Zaś wczoraj zrobiłam wielkie porządki w kuchni i w pracowni z przemeblowaniem niemałym włącznie. Tym samym odbębniłam wszelkie warianty siłowe jakie kiedykolwiek komukolwiek mogłyby przyjść do głowy.

Bo za froterowanie podłogi mogło robić przecież to całe szlifowanie desek szlifierką oscylacyjną na górce w byłym Ptysia, a obecnym moim i Inki pokoju… zresztą jutro muszę jeszcze dokończyć.

I nic… wszystko mnie boli od pasa… tzn… nie mam pasa już dawno … zatem od mostka, bo mostek jeszcze mi się ostał… no to od mostka w dół wszystko mnie boli, łupie i się rozłazi… najbardziej boli miednica i stawy biodrowe… a macica jak zaczarowana. Tzn nadyma się regularnie i boli wciąż okresowo z krzyża i z przodka, ale puścić nawet nie zamierza.

Dlatego nie ma co się oszukiwać i czas ogłosić, że wcześniej niż 23 lutego Inoczki na tem świecie spodziewać się nie należy… jeżeli już to raczej później.
23-go, a nie 24-go jak do tej pory, bo doktór ulitował się nade mną i dał mi ten jeden dzionek nadziei w ostatnich obliczeniach.

Więc coby bez paniki było…

Nie poudzielam się tu specjalnie przez te najbliższe dwa tygodnie bo i Inoczka też źle znosi inne moje pozycje niż leżenie… poza tym zmęczona trochę jestem tym blogowaniem.
Potrzebuję przerwy.
I jeszcze… jak się zbierę to może wyłożę szczegółowiej powody… ale ja z tem bloxem do dłuższego mariażu jednak się nie nadaję… to se ne da.

Dlatego szkoda czasu na dalsze brniecie w układ, który i tak prędzej czy później pierdyknie. Nie pasuję tu kompletnie … źle się czuję w zestawie Matek Polek… nie to, cobym coś do instytucji Matki Polki miała, ale ja akurat się nie utożsamiam z hasłem. Choć właśnie dzieciom swoje życie poświęciłam i są jego podstawową treścią i w ogóle… no ale tak się porobiło, no… nikt mnie specjalnie o zdanie nie pytał… i w ogóle… to robię co mogę.
Jak mówiłam .. kiedyś może strzelę dłuższy wywód, dlaczego ze wszystkich platform blogowych, akurat blox najmniej pasuje do mojego profilu osobowościowego… bo tak w ogóle to przyznaję, jest wygodny i ma inne ważne zalety… ale dla takiego wolnego strzelca jak ja to nie nie.

Zatem dojedziemy z tym blogiem do narodzin Inoczki i od tego momentu przenosimy się na przygotowane już mniej więcej nowe miejsce, gdzie póki co, jeżeli coś będę umieszczała, to jedynie to samo co tu. Na razie czekam na rejestrację domeny bo i owszem… profesjonalnie postanowiłam podejść do mojej działalności blogowej, wykształciła mi się już koncepcja, jak to ma wyglądać i nie… w zasadzie nie będzie się różniło od tego tu.
Będzie miło i wesoło i z odpałem… po to, coby miło było tu zajrzeć… a przy okazji czegoś się dowiedzieć. I zajrzeć co tam u Inoczki słychać. Ale osobiście wymądrzać się tu nie będę… najwyżej troszkę… zamierzam tylko linkować miejsca, gdzie po mądrości udać się warto, jak to było w przypadku bloga na stronie internetowej szkoły rodzenia przedporodem.pl

Nowy blog przede wszystkim prowadzony będzie na googlowej platformie blogowej… tzn na bloggerze i pod adresem pampersstory.pl.

Na razie nie ma co odpalać tego adresu, bo domena się jeszcze nie zarejestrowała, ale za dzień dwa można próbować, jak kto ciekawy jak przebiega budowa nowego lokum Inoczki-online.

Przed wszystkim będzie o wiele wygodniejszy do obsługi, stąd m.in ta zmiana, bo muszę się w końcu przyszykować do nowych czasów i do faktu, że czasu raczej będę miała mniej… zatem muszę usprawnić zawczasu to i owo.

Co jeszcze… aaa… w domu po wielkiej szklanej rewolucji nastąpiła jakaś magiczna zmiana.

Nie wiem… może mu brakowało tych demolek i teraz, jak chwilowo znowu wróciłam do dawnej formy, to stara miłość w nim odżyła… bo normalnie… czuję się jak pączek w maśle na satynowej czerwonej poduszce w kształcie serca.

Tzn ON dalej jest zakręcony, z tym że teraz jego zakręcenie ma na imię Inoczka.
Normalnie ideał.
Wszystko… wszystko robi zanim zdążę się obejrzeć. Wczoraj Inoczka słuchała Mozarta, dziś zaś Szopena i jak tylko przyjdą następne pieniądze to ON JEJ… tzn Inoczce… kupuje do tej klasyki lepszy zestaw nagłaśniający.
Będzie się dziecko pasło kulturą przez duże K od samego początku.

a póki co musi słuchać tego co jej mamusia zapoda.


Beatsteaks – Hello Joe

kategoria notki blog — Tagi: , — jamatka @ 14:51

6 lutego 2010

Dziennik pokładowy Nostromo – tydzień… eee… trzydziesty trzeci?

Takiej obsuwy kalendarzowej to jeszcze nie było.
Wpis dotyczący 33-tygodnia ciąży – zaś tym samym 31-tygodnia zapłodnieniowego powinien ukazać się  - wedle chronologii – w zeszły czwartek.
A dziś jest niezeszła środa, zatem czas najwyższy wspomnieć chociaż cokolwiek, żeby w następnym czwartku dało się zmieścić zaczynający się od jutra tydzień 34-ty.

Zagmatwane trochę, co?
Abo z chronologią zawsze są kłopoty … najlepiej nie zawracać sobie nią za bardzo głowy.
Np do mnie średnio dociera, że mam już prawie 46 lat… nie to że mam coś przeciwko czy też, że mnie to przytłacza… po prostu zleciało jakoś tak niepostrzeżenie, że nie miałam kiedy się połapać.
Dlatego ja tam nie widzę kompletnie nic niestosownego w mojej bardzo dojrzałej ciąży…
A tu okazuje się, że są tacy, którym wręcz uwierzyć trudno, że w TYM WIEKU!… wyobrażacie sobie? W TYM WIEKU! kobieta może jeszcze w ogóle zajść.
Przepraszam bardzo… w jakim TYM WIEKU? że w XXI?  bo i owszem… całkiem niedawno było te 21 a że teraz jest prawie 46 to tylko przez to, że zajęta mocno byłam ostatnio i nie zauważyłam, jak mi zleciało.
Taki googlowy zapytajnik kogoś kiedyś do mnie przywiódł : „czy to możliwe żeby 45-letnia kobieta zaszła w ciążę?”
Przy okazji, podążając szlakiem pytajnika, dowiedziałam się – apropos chronologii – że np Monica Bellucci prawdopodobnie urodziła się w tym samym roku co ja… czyli w 1964… Prawdopodobnie, bo podaje się jeszcze dwie daty… 1968 i 1969.
No właśnie… bo co to ma za znaczenie czy w tym 64 czy w 69?

Ponadto – apropos czego innego – okazuje się, że Monica Bellucci ZNOWU JEST W CIĄŻY!!!
Wyobrażają sobie Państwo?!
Ja jestem w ciąży i ONA też!
Nie dość, że prawdopodobnie jesteśmy z tego samego rocznika to jeszcze jednocześnie chodzimy z brzuchami!
Ten sześćdziesiąty czwarty to jednak był dobry rocznik.

Bo trzeba wiedzieć, że ja do M.B mam szczególny sentyment…
Nie ma we mnie ciągot lesbijskich ni ciut – o czym nie raz pisałam, że wiem. bo sprawdzałam – jednak, o ile jako wzrokowiec lubię przyglądać się okazałym okazom, to są to raczej kobiety, nie ONI.
Facetów to ja wolę słuchać… i robi mi raczej to co mówią… czy też robią. Heh… tak… to co ONI robią MI ROBI szczególnie :)
Zaś jak mam se pooglądać, to ja wolę ONE.
Dlatego kluby GO-GO – podejrzewam – nigdy nie będą mnie podniecały, nawet jak już stanę się wyposzczonym lubieżnym starym pudłem… co dzięki inkowej prolongacie na wiek chyba mi nie grozi.
I jeżeli miałabym wskazać NAJ NAJ SAMICĘ WSZECHŚWIATA I WSZECHCZASÓW, byłaby to bez mrugnięcia okiem właśnie Monica Bellucci… a potem długo długo nic…
Tak jak w grach komputerowych – jest Fallout 1… potem kawałek dalej jeszcze Fallout 2… a potem długo długo nic i dopiero reszta.
To nie chodzi tylko o urodę… to jest po prostu SAMICA LUDZKIEGO GATUNKU PRIMA SORT! i już. W całości, bez rozmieniania się na drobne.
A reszta to tylko jakieś płotki, zależne od mody czy gustu
Co do facetów to bym się dłużej zastanawiała…  trzeba by  też upchać conajmniej kilka samców na podium z jedynką… hmmm Malkovich, Willem Defoe… i paru jeszcze innych zapewne.

Zaś co do samicy wybór jest tylko jeden.

No bo proszę choćby popatrzeć, jak ona w tej ciąży wygląda i porównać z innymi ciążowymi gwiazdami… pełno tego teraz bo taki trynd nastał dość dawno temu…


właśnie… sama nadal mam ładny brzuch… i nie wyglądam wcale tak źle, jak tu lubię biadolić… a mam w końcu w domu wybitnie zdolnego fotografa z nienajgorszym sprzętem…
Od dawna korci mnie coby go namówić, żeby matkę z siostrą obstrykał gustownie z mniej i bardziej  obnażonym przeciążonym ciałem…
Ino, że on jest ciągle cały ANTY tej zmianie jaka się w matce dokonuje i zamierza się nawet na tę okoliczność z domu wyprowadzić!

Ja wiem, że nijak mi do MB , ale coby nie gadać…  ja samica i ona samica, ja 1964 i ona prawdopodobnie też… no i teraz jeszcze obie w ciąży jesteśmy… to już się taka zsamiczona teraz czuję, że uhhh…
W każdym razie, jakbym się sama sobie tak bardzo nie podobała, jak się sobie sama podobam, to chciałabym wyglądać jak MB… wyglądać i ruszać się i w ogóle wszystko inne.

Za resztę wariantów dziękuję.

I tyle… nie będzie dziś karkowania kalendarzy bo czasu nie ma… muszę zaraz zrobić obiad… tzn obiado-kolację…  a wcześniej byłam w Biedronce  i potem w Rossmanie i padam padam padam… madamm…
Fajnie, że jest fajnie ale feler w tym, że to co wcześniej robił ON, teraz muszę zrobić sama i trochę teges… resory mi siadają. I to raczej niefajnie.

Dlatego dziś powklejam tylko linki prosto do 33 tygodnia na każdym z kalendarzy a każdy niech se sam doczyta co i jak. Chyba że jutro zrobię jeszcze erratę… chyba.

Bo wiadomo jak to ze mną jest.


polki.pl

parenting.pl

www.naobcasach.pl

www.benc.pl

www.ebobas.pl

www.ebrzuszek.pl

www.mediweb.pl

www.niemowle.onet.pl

www.porody.pl

kategoria notki NOSTROMO — Tagi: , , , — jamatka @ 19:50

5 lutego 2010

krótko i na temat

choć raz.

Byłam na ostatniej wizycie u mego doktora. Tym razem nasłuchałam się dla odmiany tylu komplementów od samego wejścia, że tak mi ciśnienie skoczyło z zachwytu nad samą sobą, że musiałam potem w gabinecie laboratoryjnym – gdzie zawsze mierzą mi na koniec co tylko się da – czekać pół godziny aż mi cokolwiek opadnie bo nie chcieli mnie w stanie takiej euforii wypuścić.

Po drodze do domu, jak znowu o tym zaczęłam myśleć, to znowu tak się zakręciłam, że kupiłam takie duże lody i ptasie mleczko… bo nie mogłam się zdecydować co wybrać…. na rozładowanie emocji i teraz poziom mego cukru sięga sufitu bo przesadziłam… mocno.

A gdyby nie takie artykuły

Picie w ciąży nigdy nie jest bezpieczne

kupiłabym se tylko czerwone winko, wypiła ćwierć kieliszka i mi by było miło i Inoczce i cukier pozostałby w normie… a tak… tak to jest jak się baba za dużo naczyta.

kategoria notki Inoczka — Tagi: — jamatka @ 15:04

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24