OCH SEX!
SEX!, SEX!, SEX! SEX! SEX!
ta fuj trzyliterowka… trzypalcówka na instrument… rozpoznawalna we wszystkich językach… językach… hehe… co w porządnym domu, szczególnie na ustach kobiety pojawiać się nie ma prawa… ustach… uhhh… kobiety…
a jeszcze szczególniej przy dzieciach…
Ohhhh!
a jednocześnie… Ach!
no i jest jeszcze okres, podpaski i takie tam… ale tu się w sumie nie dziwię, bo sama nie lubię specjalnie kontemplować składowych akurat TEGO aktu z zestawu do ciągłości podtrzymania gatunku.
Zatem jak pracowałam na budowie i ten… ta… moja płeć przykuła mnie do gleby a dostępny był tylko ON – szef, a nie ONA – szefowa… to trochę niezręcznie było mi wyjaśniać, dlaczego dziś siedzę w domu a nie na ścianie.
Abo tak już mam, o czym, pisałam chyba TU… pewną taką nieśmiałość wojennych roczników czy co…
Natomiast moje dzieci, konkretnie Misiu Mamusi…
Otóż szedł kiedyś chłop do marketu w TYCH DNIACH, w których JA wolę nigdzie nie chodzić… i poprosiłam go, żeby przy okazji kupił mi podpaski.
I okej… poszedł chłop ze starszym synem jako wsparciem logistycznym do BOMI, stanął jak ten osiołek przez półką z sanitariatami dla dam… i utknął…
bo nie sprecyzowałam o JAKIE podpaski konkretnie MI chodziło, zaś ON nie przypuszczał, że wariantów jest aż tyle.
I wreszcie pyta chłop nieśmiało swoje nastoletnie dziecko płci męskiej.
- Synuś… nie wiesz czasem jakich matka używa podpasek?
- Takich!.
Ani chwili wahania… normalnie… dwa kroki do półki, zdecydowany ruch prawego ramienia, mocny chwyt i absolutny strzał w dziesiątkę!
Bo fakt, mam wymagania specyficzne, żadnych skrzydełek i żadnych plastikowych siateczek ani innych takich marketingowych ściem.
Chorobcia… sama nie mam pojęcia, skąd ONO to wiedziało?!… raczej „w tej takiej nieśmiałości” nie obnoszę się z podobnymi stanami po domu i staram się zachować ten… tego… pewną dyskrecję.
Choć fakt… chyba któremuś kiedyś mówiłam, o co z tym okresem chodzi, jak zapytało … i to jak zwykle w miarę zrozumiale, kawa na ławę, w granicach zdrowego rozsądku ofkorz… ale to raczej był Ptyś bo dla mego Misia TE SPRAWY były zawsze taką oczywistością, że w ogóle nie zaprzątał sobie nimi głowy.
Nigdy mnie nie podglądał… nigdy MI się nie przyglądał ani nie ugniatał dziwacznie podczas wspólnych kąpieli…
hmmm… kąpiel z BeBe… fajna rzecz.
Oczywiście do czasu… z męskimi odpowiednikami BeBe… z dziewczynkami chyba można dłużej… nie wiem… teraz będę miała okazję sprawdzić.
Zatem nic z tych rzeczy Misia nie ruszało, czego nie da się powiedzieć o Ptysiu.
Ptyś to zupełnie co innego.
Dość wcześnie dało się zauważyć, że kręci go i interesuje absolutnie wszystko w te klocki.
A szczególnie różnicom w budowie anatomicznej Ptysia i Mamy Ptysia, Ptysiu poświęcał sporo przemyśleń, bo doszło dziecko kiedyś do wniosku, że mama dlatego jest taka NIENORMALNA… w sensie, że nie ma tego co wszyscy NORMALNI… czyli np Ptyś, Miś i ON… no więc Mama nie wiedzieć czemu sili się na ekstrawagancję i chcąc się wyróżnić, swojego ptaszka nosi schowanego między zaciśniętymi udami.
Takie genialne mam to młodsze dziecko… i długo nie dawał się z tego przekonania wyprowadzić. No przecież nie mogłam mu tego pokazać… że tak powiem czarno na białym… kąpiel kąpielą, ale wszystko ma swoje granice.
Co do tego drugiego elementu różnicującego NORMALNOŚĆ, to nie wiem do jakich wniosków doszedł, bo kwestia nie była poruszana.
A tak swoją drogą zastanowiło mnie teraz, jakim sposobem Ptyś mi takie informacje przekazywał, skoro zaczął mówić w wieku 10 lat. W sumie nie pamiętam dobrze, ale faktem jest, że mieliśmy tylko we dwoje specyficzny język gestów i grymasów, choć czasem ciężko było się dogadać.
Np jak Ptyś urządził monodramę, gdzie odgrywał rolę wróżki… trudno było zgadnąć kim jest ta postać zamotana w firanki z rękawicą gumową na patyku w dłoni, ale się jednak dało.
O Kopciuszku był ten epizod.
A wracając do Misia, to Misiu to do tej pory nie widzi przeciwwskazań w pakowaniu mi się do łazienki, kiedy siedzę w wannie… w ogóle jakby nie było sprawy… sam to się zamyka i owszem… ale w drugą stronę, to czy matka stara czy młoda, ubrana czy nago… jakby nie robiło mu różnicy. Matka to matka i już.
Takie to teraz czasy czy co? … nie wiem, jak to się stało, bo sama pamiętam, że mój np brat dłuuuugo baaaardzo kapał się z majtasach… taki był wstydliwy… zaś na pierwszym roku studiów mieszkałam z takimi dwoma dziwolągami z roku trzeciego, że jedna z nich pod prysznic chadzała w bikini.
A teraz ta młodzież taka… bezpruderyjna..
Zatem nadążając za czasem bezpruderyjnie jeszcze raz zrobię ten szlaczek
SEX!, SEX!, SEX! SEX! SEX!SEX!, SEX!, SEX! SEX! SEX!SEX!, SEX!, SEX! SEX! SEX!SEX! SEX!SEX!
SEX!
bo co? … o macicach to se tu możemy na prawo i lewo, o płodach, brzuchach, embrionach, o szyjkach, cycorach, oksytocynie, tych drugich, co w spermie… ale o seksie to już tak… hehe… he… …he.
Kiedy to wszystko właśnie z tego seksu się wzięło!
Zaś świat wokół dupy się kręci :)
Ach… tak się tym seksem zaaferowałam, że zupełnie z głowy mi wyleciało, o czym to ja miałam w założeniach…
A miało być właśnie o motylkach, pszczółkach, kwiatkach i innych takich elementach języka obrazkowego, jakiego ponoć ludzie używają w sytuacji, kiedy potomstwo robi się zbyt dociekliwie.
Tzn, że co… że jak, że zbyt dociekliwe? Że interesują go sprawy fundamentalne to znaczy, że „zbyt dociekliwe” ?
No więc tak czy siak, u mnie tego problemu w ogóle nie było… sama nie wiem dokładnie jak i kiedy… chyba jakoś tak w okolicach trzeciego roku życia, zanim każde z nich, każde na swój sposób rozpoczęło życie w społeczeństwie bardziej na własna rękę… czyli zaraz przed okresem podwórkowym… tzn właściwie to Misia tylko dotyczy bo u Ptysia okres podwórkowy zaczął się wiele lat później… heh… nie lubię do tego wracać, zatem zostawmy ten wątek.
Zatem znowu ten SEX.
Hmmm… to właściwie już powiedziałam co miałam powiedzieć, bo szczegółowiej wyłożyła rzecz na swoim blogu Mamrotka, a ja po przeczytaniu jej wpisu postanowiłam dołożyć tylko swoje trzy grosze.
Bo chciałam dołożyć te grosze, bo moje dzieci są już dorosłe… tzn prawie, pół na pół. I można stwierdzić jak takie pro-seksualne wychowanie w rodzinie wpływa na dziecięcą psyche… a potem na dorosłą… czy wypacza charakter czy wręcz przeciwnie…
No i właśnie…
Właśnie…
Właściwie oboje z NIM mamy swoje temperamenty odrobinę powyżej przeciętnej… hehe… szczególnie teraz po czterdziestce… taaaa…
i nie dało się w NASZYM przypadku przed dziećmi ukryć, że coś takiego jak SEX istnieje.
Tzn nikt tego przy nich nie robił, jednak zawsze dobrze wiedziały, po co matka z ojcem w środku dnia leżą pod kołdra przed telewizorem i na dodatek wyganiają dziecka do dziecków pokoju albo w ogóle zamykają do siebie drzwi.
Pewno też zdarzyło im się przypadkiem coś usłyszeć czy podpatrzeć… nie wiem… nie skarżyły mi się, żadnej traumy też nie zauważyłam… a że kumają o co chodzi to wiem po ich konspiracyjnych uśmieszkach i okazjonalnych śmichach chichach.
Zresztą…
…w sytuacji, kiedy ON ma to do siebie, że przy NIEJ 5 minut łap nie utrzyma przy sobie coby gdzieś nie klepnąć albo nie nacisnąć, trudno pewne sprawy przed dziećmi ukryć… zresztą po co?
Jak widać, nie ma w tym nic złego… a nawet śmiem twierdzić, że przeciwnie…
…bo teraz… przed Nowym Rokiem… kiedy przez dobre 6 miesięcy nie układało się między NAMI najlepiej… delikatnie mówiąc… i nie tylko o żadnym poklepywaniu mowy być nie mogło, ale w ogóle omijaliśmy siebie szerokim łukiem… to akurat ten okres zbiegł się z dziwnym zachowaniem Piotrusia… jakieś przybite, małomówne i drażliwe dziecko się zrobiło, aż nawet psycholog szkolna zadzwoniła do mnie kiedyś, czy coś złego w domu się nie dzieje, bo Piotrkowi zdarzyło się w szkole rozpłakać kilka razy bez powodu i ogólnie widać, że coś go gryzie.
Miś też nagle bardzo zapragnął wyprowadzić się z domu..
Zatem…
Tym bardziej, że odkąd znowu się wszystko między NAMI naprostowało… to przynajmniej Ptyś … zdecydowanie wraca do równowagi.
A Miś…
a Miś ma teraz wąty przede wszystkim do płci tego co ma się w domu niedługo pojawić… taką opcję teraz preferuje… Psia Ich Chłopska Pospolita.
Ale to mu przejdzie… znam ich. Oni dwaj… Miśki… tzn ten pierworodny i On… to jest właśnie ten typ, co po wierzchu cham a w środku złoty człowiek. Czyli dokładnie moja preferencja, zatem nie narzekam, tylko cierpliwie poczekam na rozwój wypadków.
Póki co Miś oprócz pracy i szkoły ma teraz zleconą przez ojca misję do spełnienia, czyli opiekę nad ciężarną matką. I naprawdę muszę przyznać , że się stara, jak to tylko Miśki starać się potrafią.
Hmmm… nie będę się siliła na prezentację wniosków… przedstawiłam tylko sytuację, jaka ma miejsce w przypadku naszej rodziny, a każdy niech se to po swojemu zinterpretuje.
Co jeszcze… a…
kontakty moich Misiów z dziewczynami
.
No cóż… o Ptysiu nie ma co za wiele mówić, bo ma 15 lat, dojrzewa i różnie się to objawia… w każdym razie niedawno pwyraził potrzebę dbałości o higienę osobistą.
Nareszcie… uffff…
Co do np
zainteresowania pornografią
…
no co? … pornografia też dla ludzi a już na pewno dla dojrzewających chłopców…
No więc, jeżeli o to chodzi, to dziecko ostatnio korzysta z przeglądarki Chrome, bo skarży się, że jego Firefox zwariował i ciągle mu otwiera strony z pornografią.
Coś jest na rzeczy, bo też to mam na PeCecie, zaś na laptopiku już nie. A nigdzie po takich sieciowych rejonach nie buszowałam. Przynajmniej nie na pececie…
Nie chce mi się dociekać przyczyn, przeinstaluję po prostu kiedyś system i już. I tak muszę Ptysiowi dokupić nowy twardy dysk.
A póki co na moim PC korzystam z Opery.
Zatem chyba ta pornografia Ptysia nie ciągnie… ani nie też nie miał oporów coby się przed matką do wiedzy o takim zjawisku przyznać.
Co do Misia
Miś… cóż… Miś jak pisałam podobny jest do ojca toczka w toczkę… zatem należałoby twierdzić, że libido natura ustawiła mu na podobnym poziomie.
No i właśnie jakoś nic… niedawno był taki czas, że nie miało dziecko dziewuchy dobry rok… trochę skarżyło się, że go to uwiera, jednak wcale nie latało po mieście z wywieszonym ozorem w poszukiwaniu samicy… zresztą kto zna Misia wie, że daleko lecieć by nie musiał.
Nie… Miś do TYCH spraw podchodzi… no… jakby tu rzec…
no ONI… te moje dwa Miśki… tzn syn i jego ojciec… zatem ich cechą naczelną jest monogamiczność… krótko mówiąc… WIERNI SĄ JAK PSY, choć nie muszą.
I na podstawie obserwacji jakie od kilku lat prowadzę na Misiu śmiem twierdzić, że jest to cecha dziedziczna, nie nabyta.
Zatem nawet jak przez niedawne pół roku posuchy JEMU coś tam się przytrafiło to ja w to nie wnikam… bo nie ma nawet w co wnikać.
A co do Misia i pornografii…
A tak.
Przyszedł stosowny czas jak sprzątając jego pokój znalazłam odpowiednie pisemko i jedną płytę pod materacem. Nawet specjalnie schowane nie było.
I co zrobiłam?
Nic.
Odłożyłam na miejsce.
A co innego powinnam?
komentarze[8]
komentarze