
Inka – dziesięć dni. poniedziałek 1 marca 2010. Już bez pępuszka
no taaa... z notkami może być problem bo raczej nie "bywam" ostatnio, a właściwie bywam, ale w zupełnie odległych tematycznie rejonach... ale niech se wisi. Może zamiast bloku prasowego się nada kiedyś
odkąd jadamy zupki w słoiczkach nasze KUPY stały się lepsze. Regularne, zwięzłe i mniej aromatyczne.
Dawaj swemu dziecku tylko ZUPKI HIPPa!
a ten link znalazłam dziś w moich statsach
wygląda ciekawie, więc dzielę się nim czem prędzej bo póki ciepło i kanikuła może się okazać przydatny
www.gogaga.pl
- Atrakcje dla dzieci, wydarzenia, imprezy, Warszawa, Trójmiasto, Kraków, Poznań, Wrocław, Łódź
28 luty 2010… czyli mamy dokładnie.. O! nawet jeszcze dokładniej bo i godzina się prawie zgadza… zatem mamy dziewięć dni za sobą i odpadł wreszcie ten cholerny, jeb… obrzydliwy, kłopotliwy, stresujący i w ogóle posrany pępuszek!
Kupka była, pierwsza dzisiaj i przy zmianie pampersa spadło mi coś na podłogę.
Jak zobaczyłam co, to serce mi do gardła podeszło, spociłam się cała i jakoś mdło mi się zrobiło, bo nie sądziłam że TO może być już gotowe.
Znaczy się pępuszek moczyć wolno i mniej więcej gancy gal czy się go potem osusza czy się go potem olewa… i tak odpadnie a jak widać na naszym przykładzie, jak się go olewa to odpada stosunkowo szybko.
Bo już mnie to plastikowe ustrojstwo dobijało… taki sztywny majdan, ciągle w coś się wplątywał, dyndał na końcu tego kikutka niebezpiecznie a ja miałam bez przerwy wrażenie, że przez to SZIT wyrwę jeszcze mojej Niuni jakieś istotne bebechy.
uhhhh…
Dobrze, że już TEGO nie ma i tym samym ostatnia organiczna nitka między mną a Inoczką uschła odpadła i krzyżyk na drogę. Nie tęsknię.
Znaczy się dorosła nam już Inoczka… znaczy usamodzielniła, znaczy się panna Kalina Anna Rumas… tak ma w papierach, co to je ojciec jeszcze przed wyjazdem w gorączce, jaka go wtedy ogarnęła pobiegł zaurzędować.
I dobrze… bo od tego jest.
W naszym domu od papierów jest ojciec bo ja z takim pitem czy jak to zwą nie wiedziałabym co począć.
Ojciec jest od pieniędzy i papierów… czyli od papierów.
A ja od całej reszty.
I trochę mi samotnie… bo tej reszty jest ho ho… a do połowy marca jeszcze ho ho ho….
I męczy mnie wciąż ten szpital i w ogóle… mam lekkiego doła pourodzeniowego, tylko nie mam na niego czasu, dlatego może tak choruje mi wszystko… inną drogą ten dół się panoszy.
Bo nie…
Nikomu nie polecam porodu w wojewódzkim.
Ani dzieciom nie polecam się tam rodzić ani matkom rodzić tam dzieci … czy jakoś tak.
A dlaczego to może powoli stopniowo uda mi się to z siebie tu wykrztusić… i może dobrze mi to zrobi.
Tak czy owak, jakby frasunek nie mijał to mam prawie całą małpkę spirytusu 95% na pociechę i taki mały słoiczek 70%… że na ten pępuszek.
To teraz z wiaderka TummyTube możemy nie wychodzić.
Genialna rzecz… koniecznie MUST HAVE jak się lubi swoje BEBE
Leżymy sobie, bekamy i ulewamy na maxa od godziny.
I możecie se wierzyć lub nie ale nauczyłam właśnie moją genialną przyszłą Miss Juniwersum pokazywać język na zawołanie.
Ja pokazuję a ona wtedy za mną.
Jakby co… jakby wiary nie starczyło, to dokumentacja eksperymentu możliwa do przeprowadzenia.
uhhh…
Niby jeszcze wszystko dałoby się odkręcić, niby moje biedne czułe cycory garną się do Inoczki całymi sercami dwoma, jak tylko znajdzie się w ich pobliżu…
Niby jeszcze dziś w nocy napełniły się nagle po brzegi…nie wiedzieć czemu i po co… i musiałam im trochę mleka ulać…
Ale rano…
Jak tylko widzę jak moja Dzidzia rzuca się drapieżnie z tym dziobkiem jak młody jastrząb i oczkami jak krwiożerczy rekin na butelkowego smoka…
to czuję, jak moje cycory w jednej chwili kurczą się o dwa rozmiary.
rozrywki… właśnie…
w tym przypadku słowo rozrywka nabiera wyjątkowego znaczenia.
Obiecałam Mamrotce…
ale im intensywniej się za to zabieram, formułując myśli, zwroty, opinie, tym bardziej dociera do mnie, że nie chcę o tym pamiętać, o opisie nie mówiąc.
I tak narasta ta niechęć coraz bardziej i bardziej aż dopadła samego bloga jako takiego.
Nie chce mi się strasznie
STRASZNIE
STRASZNIE…
nie mam już brzucha, jestem sprawna, mobilna i mam do zrobienia TYSIĄCE rzeczy, które czekały na mnie przez dziewięć miesięcy.
Mam NOWĄ RZECZ, której wolę poświęcić czas przesiedziany na blogu, choćby kontemplując domniemany kolor jej oczu czy hipotetyczny rozmiar jej nosa za lat piętnaście.
I nie chodzi o brak czasu a o priorytety!
Zatem nie miejcie mi za złe ale ja nie mogę już dłużej… przynajmniej przez jakiś okres..
Rankingi też już przestały mnie obchodzić… kompletnie.
Jedyne co teraz mnie obchodzi, to metoda na przekazanie przez te ułomne media,jak bardzo moja Inoczka jest śliczna i wyjątkowa.
Póki co to, to ten jutub najbliższy jest prawdzie…
może właśnie dlatego, że z tak bliska został skręcony i to taka „migawka rzeczywistości” widziana okiem codziennym… może przez to wydaje się bardziej wiarygodny, choć jest najmniej doskonały…
Może właśnie TO złapałam…
Tym się teraz zajmę, zatem COŚ się na blogu ukazywać będzie a wszystko z kategorią Inoczka, coby jak mi już to blogowoklikarskie znużenie odejdzie, zebrać wszystkie obrazy w jeden plik i zalinkować.
To tyle
CZEKA NA MNIE TYSIĄC NAJJAŚNIEJSZYCH SŁOŃC!
No Comments
komentarze