rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

18 maja 2010

no co ty robisz?!

co ja tutaj robię o tej porze?

Zamartwiam się o moje dzieci.
Dziś od drugiej trzydzieści konkretnie się zamartwiam i właśnie straciłam nadzieję, że jednak zasnę…

A Inka to sobie śpiiiiiiiii . Ustala się ten rytm powoli. Trochę trudno wyczuć jak to jest z  rytmem dziennym ale noce przesypia od 7-8 wieczorem do 6-7 rano. Budzi się tylko na chwilę 1-2 razy w nocy na papu, ale sypia na tyle dobrze,  że ja powinnam równie dobrze też sypiać  -  tak jak to dane mi było przedwczoraj.

Jednak zamiast się wysypiać to się zamartwiam.

Wiele złego miałam kiedyś ochotę napisać o zespole szkół imienia URUNGA – czy jakoś tak – jednak coby nie gadać, dzięki nim dostąpiłam łaski zapomnienia o paranoi szkolnictwa publicznego.
No a teraz przyszło mi se przypomnieć z naddatkiem zaległości ostatniego półtora roku.

Dzisiejsze zamartwianie, a właściwie zażółcanie wątroby, dedykowane jest pani eM od polskiego, która napisała w pewnej opinii, że moje dziecko ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem.
Te inne głupoty wypisane w tym pisemku jakoś mnie nie ruszyły, przynajmniej nie tak jak Tatkę, ale tego jakoś strawić nie mogę.
Moje dziecko, co w wakacje łyknęło Podróże z Herodotem w dwa dni, bo wszystko inne w okolicy Bożestowskiej Huty zostało już pożarte do jednej literki, i kiedy nic innego niewyczytanego w domu nie ma, to zabiera się za artykuły z Polityki np o mikrofagach, zaś lektury szkolne zawsze ma wyczytane z wyprzedzeniem.

Heh…znam ja panią M od lat bo uczyła mego Misia, ale nic nie powiem, bo musimy jakoś to przeżyć. Jeszcze tylko te 1.5 roku.

Jak to rzekło wczoraj dziecko “ja bardzo lubię j. polski, wręcz uwielbiam, ale pani M tak to prowadzi, że można znienawidzić.”
Heh, szkoda gadać.

Tak czy owak, niedzielę spędziłam na samodokształcaniu, bo przerabialiśmy elektrykę na wczorajszą poprawkę, która oczywiście źle poszła bo jakżeby inaczej mogła pójść poprawka z elektryki.
Sama tego nie kumałam w podstawówce to teraz musiałam nadrobić braki , przynajmniej na tyle coby potem tłumaczyć, co autor chciał przez to powiedzieć.

Dowiedziałam się np że skonstruowano serwer napędzany 16 kartoflami dziennie i jak obstalować latarkę na cytrynie.

Takich to rzeczy uczą teraz na fizyce, zatem nic dziwnego, że  dzieciaki nie mogą się w tym połapać.

Pierdzenie Pitagorasa i odwrotność tego pierdzenia oraz wszelkie dowody na powyższe tudzież na wzór na wysokość trójkąta i inne takie atrakcje mam już w jednym palcu i dziś właśnie od rana będziemy te teorie sprawdzać w praktyce, bo jutro poprawa sprawdzianów.
Zatem edukuję się intensywnie.
Miałam jeszcze doznać oświecenia z kwasów i z soli, ale jak spojrzałam w tablicę Mendelejewa to zgłupiałam kompletnie.  Ledwie udało mi się przypomnieć i wytłumaczyć dlaczego ten Mg przyłącza dwa Cl  a nie jedno. Ale, że pierwiastki mają po kilka wartościowości to zapomniałam kompletnie. I te… walencyjne coś-tam.
Nic to… w wakacje będę musiała nadrobić bo w przyszłym roku to chyba chemia organiczna będzie, a z tym bez solidnych podstaw ani rusz.
Na szczęście, jak  tłumaczyłam dziecku te Pitagorasy i dalsze geometrie to i Tatko olśnienia dostąpił, zatem teraz i on wykłada, jak ja nie mam czasu.

I tak to.

A  co z pampersstory?

Ano nic już nie ma i  nic nie będzie ale o szczegółach wybuchu inną razą.
Bo tą razą pierdyknęło z nagła i na fest. Wydmuchało całe moje wirtualne jestestwo, że ledwie udało mi się wczoraj dostać do własnej domeny coby ten tu kikut odpalić.
Zresztą mam już następną, ale pisać niczego raczej w najbliższym czasie nie zamierzam, zabawiam się skórkami jedynie.

O… np pod adresem matkanieboska.pl

Bo wedle dowodu przeprowadzonego powyżej,  na więcej ni mom czasu a także ochoty.
Zarabiać na blogach owszem,  zamierzam, ale mam na to duuużo czasu bo póki co nie są to jeszcze te warunki, coby mnie mogły zainteresować.
Ale przyjdzie czas że będą, jestem pewna. I do tego właśnie powoli się przygotowuję.

Taaaa… bo co mam teraz pisać o Ince poza tym, że jest okej?  nie choruje… odpukać…  rośnie gada rozrabia a przede wszystkim śmieje się w głos i na okrągło no i miewa odpały.
Szalone dziecko jednym słowem.

Jednym słowem jest bosko!

Zatem czas zająć się tym naszym  ekscentrycznym geniuszem, bo skoro cały tutejszy świat zwraca się przeciwko niemu, to gdzieś musi mieć przystań…a  wtedy można się na ten świat wypiąć.
Korzystając z jego “gąbczastego” umysłu muszę go w wakacje zapisać na intensywny angielski, po wakacjach na dodatkowy niemiecki i na rosyjski, tu do byłego TPPRu na Długiej i niech ucieka dziecko z tego kraju najszybciej jak się da bo tu, tak wyjątkowe dzieci jak moje, skazane są na zagładę.

I nie tylko dzieci.

kategoria notki Zestaw Kina Domowego — Tagi: , , , — jamatka @ 06:21

21 kwietnia 2010

wpis merytorycznie sponsorowany

jak pisać o wodzie unikając wodolejstwa?

Chyba się nie da…

Trudno też powiedzieć, że to temat rzeka, choć znalazłam portal poświęcony wodzie -
portal poświęcony wodzie a nie o wodzie święconej portal – zresztą portal poświęcony wodzie święconej to może być coś, szczególnie, że czasy takie… u-duchowione .

Zatem nadejszła…
wiekopomna….
nadejszła wiekopomna chwila, że się bierzemy za lanie wody o wodzie nareszcie.

Woda jaka jest każdy widzi, a czy taki ma skład czy owaki, to podejrzewam, że każdą teorię na tej bazie opartą dałoby się podejść i obalić z dowolnej strony.

Właściwie to podtytuł tego wpisu powinien brzmieć

miejmy to już za sobą…

bo?

bo nie tyle o wodzie powinna być to notka, ile o moim podejściu do tego bloga, do blogowania w ogóle, analizie, czego od pampersstory oczekiwałam, a czego oczekuję teraz, kiedy poddałam je/go/niepotrzebne skreślić reklamowemu praniu -pranku właściwie – takiemu małemu – na sucho.

Bleeeeh!
nie-chce mi się nie-oczekiwanie bardzo, ale skoro powiedziałam A to powinnam choć półgębkiem bąknąć to B, tym bardziej, że chyba/może/napewno/niepotrzebne skreslić warto.

Zatem bez dalszego lania wody miejmy to już za sobą!

uffffff….

Otóż jakiś czas temu, przed ostatnim wybuchem, a dokładnie przed przed-ostatnią próbą eksplozji blogowej, która to miała być eksplozją ostateczną, ale znowu wyszło jak wyszło, kiedy już już swędziały mnie paluchy na klawiaturze, wtedy po raz kolejny dotknął mego bloga  palec blogowej opatrzności i dostałam na maila propozycję przetestowania pewnego produktu.

A to było zanim zaczęły pojawiać się rozmaite oferty dotyczące umieszczenia reklamy na blogu, zatem zakręciło mnie równo.
Ii może jakby pod wpływem tego pierwotnego zakręcenia powstawał ten wpis, wyszłoby zupełnie inaczej, a tak rozciągnęło się wszystko w czasie i zostało w efekcie jedno wielkie NIECHCEMISIE
.
Już kiedyś zastanawiałam się, jak z naturą naturszczyka-anarchisty podeszłabym do takiego zjawiska – że miałabym polecić coś nie z własnego konceptu a z czyjejś sugestii / if-ju nou-łat-aj-min / ale akurat produktem, o którego recenzję mnie poproszono okazała się woda

No to jak woda, to nie było się czego czepić, bo w końcu trudno o bardziej neutralny produkt do z-opiniowania, a tym bardziej, że jako blogująca-matka-karmiąca-modyfikowanie stanowiłam idealny target dla takiego… takiego czegoś.

No i stało się.
Wprawdzie akurat chwilę wcześniej pojawiła się owa OGROMNA chęć przerwania pampersowego epizodu, która mnie trzyma do tej pory, jednak zmotywowana nowym doświadczeniem zerwałam się do biegu raz jeszcze i oto jestem!
Hepi?

To żebyście wiedziały,  że możliwość czytania mnie w ostatnich tygodniach zawdzięczacie ni mniej ni więcej tylko wodzie źródlanej dla dzieci i mam MAMA I JA!

Specjalnie tak się prezentuje od mojej najgorszej strony pychy imaginowanej, coby obrzydnąć wszystkim dokoła dokumentnie i coby nikomu się już tu zaglądać nie chciało, bo może wtedy i ja przestanę pisać, do czego się zbieram jak sójka za morze.

Więc było to tak…

Podpisałam cyrograf. Potem długo długo nic i już myślałam, że o mnie zapomnieli i że se spokojnie mogę trzasnąć drzwiami do pampersowa na fest, jak pojawiła się przesyłka.

Też fatalnie się zaczęło, bo miała przyjść kurierem, a w rezultacie pojawiło się tylko awizo w skrzynce na listy a ponieważ akurat zamawiałam w sklepie on-line nowe butelki do mleka…
…hmmm… butelkomania… to kolejny zakręt, o którym mogłabym napisać dłuuuugaśny wpis. O ile by mi się chciało.

Zatem jak przyszło to awizo, to myślałam, że to te butelki i wysłałam własne dziecko na pocztę po odbiór.
I pojawił się mój biedaczek pierworodny cały zziajany targając, może nie tyle wielką, co pieruńsko ciężką pakę a w niej zgrzewkę – owszem, butelek – ale 1,5 litrowych plus zgrzewkę takich mniejszych, a wszystko to wypełnione wodą MAMA I JA.

Już z tego powodu powinnam zjechać tę wodę z góry na dół, tym bardziej, że wedle umowy miałam na blogu umieścić nie reklamę produktu, a szczerą uczciwą opinię.
A jak bardzo szczera być potrafię to chyba nie raz już udowodniłam.

Drugi powód surowej krytyki mógł się pojawić, bo podałam Ince wodę do mleka bez przegotowywania.
No bo co, do licha! Jak przeznaczone dla niemowląt to chyba oczywiste! Po przegotowaniu to nawet kranówa od biedy się nadaje. Przynajmniej w ciągu tygodniowego testu żadnych wad nie dałoby się jej wytknąć bez szczegółowych specjalistycznych badań, a nawet chyba i z badaniami.

Po prawdzie to liczyłam na wielką ekspresowa srakę, bo jak wiadomo /wiadomo?/ Inka kupki robi raczej za rzadko niż za często – nie w sensie konsystencji, bo ta jest zawsze prawidłowa, a w sensie częstotliwości
i akurat od 3 dni nie mogliśmy się doczekać, zatem nie mieliśmy nic przeciwko małemu interwencyjnemu rozwolnieniu.
A wtedy…
…wprawdzie taka sraka byłaby nam na rękę (sic!), ale mogłabym się po wodzie o dosyć debilnie infantylnej nazwie MAMA I JA przejechać równo za znój mego najstarszego potomstwa.

I tu już dochodzę do sedna.

bo kurde blaszka,
nie ma się do czego przyczepić!
Wprawdzie wychwalać jakoś szczególnie też nie, bo to w końcu tylko woda…

Chociaż poza jednym.
Poza parszywie kiepską dostępnością. Jak Inka tylko da mi odetchnąć deczko pójdę do BOMI koło dworca sprawdzić czy jej nie mają, bo do licha, nie pojadę specjalnie do TESCO czy innego z wymienionych na stronie WOSANY supermarketów tylko po zgrzewkę wody!
Bo koszt zakupu mniejszy byłby niż cena biletu, za to ciężar…

To teraz konkrety opiniochodne…

Nie zamierzam tu się bawić w rozpisywanie zawartości pierwiastków i te inne, bo nikt mi za to nie płaci, a nawet jakby płacił, nie dysponuję w domu laboratorium chemicznym coby sprawdzić czy to co podają na stronie jest prawdą czy nie. Jak ktoś chce szczegółów, to se może o nich poczytać na stronie www.wodamamaija.pl właśnie lub w podobnym wpisie jaki ukazał się na dzieciowo.pl.
ja powiem tylko jak to się przedstawia organoleptycznie.

W porównaniu do Żywca, na którym od początku robiłam Ince mleczko – po przegotowaniu oczywiście – testowana woda, o debilnie niewygodnej nazwie Mama i Ja, jest jakby… jakby bardziej przezroczysta, kryształowa.
Wystarczy wlać obie wody do szklanek i porównać a wtedy widać różnicę dosyć wyraźnie. Przynajmniej mój chłop zauważył to od razu, bo ja po dwóch miesiącach sypiania trzy do pięciu godzin dziennie percepcję mam mocno poluzowaną.
W smaku też się różnią i tu akurat ja wolę Żywca, bo smak ma bardziej wyrazisty, tak jakby żelazowy, ostrzejszy, zaś ta … ta MiA /będę używała skrótu/jest bardziej miękka, łagodna… i troszkę mdła jak dla mnie.
Świadczy to chyba o mniejszej zawartości minerałów czyli coś jakby lepiej dla dziecka, niż ten cały oklepany przereklamowany niewąsko Żywiec.
Zatem jakbym była kobietą przy nadziei to wolałabym Żywca, bo to jednak droga do brzuszka BeBe w łonie matki jest cokolwiek pośrednia, by te kilka pierwiastków w te czy wewte robiło różnicę, a mdło byłoby mi dość i bez mdlejszej wody.

Jednak jako woda do przygotowywania mleka modyfikowanego jest niezastąpiona. Serio. Z ręką na moim różowym wielkim sercu tak myślę.
A raczej tak mi się wydaje, bo już tej wody nie mam, bo Inka ją zużyła i jak widać na jutubie poniżej, źle na tym nie wyszła…

Jednak nic więcej nie powiem poza tym, że to OGROMNA wygoda dla matki, jak nie trzeba się z wodą cackać, tylko wlewa się do buteleczki na mleko prosto z gwinta, wstawia na chwilę do podgrzewacza, wsypuje mleko, dwa ruchy ręką i papu gotowe!

W takim układzie plus sterylizator parowy do butelek dostępny w Rossmanie za 70 PLN i to koronny argument piewców karmienia naturalnego zostaje obalony. Bo na pewno nie jest prościej wywalać cycka na wierzch niezależnie od okoliczności, tylko dlatego, że Dzidzi się akurat zachciało.
Coś jak zestawienie wanienki i Tummy Tub.

Co jeszcze?
Ano trudno mi powiedzieć bo, jak wspomniałam, przysłana próbka już mi się wyczerpała, a nie mam gdzie zapasu odnowić a ponieważ akurat od dwóch tygodni eksperymentuję z różnymi mlekami i też Inki przewód pokarmowy teraz dojrzewa intensywnie…
nareszcie… kolki i ulewanie…
to po tygodniu z kawałkiem testowania nie mogę autorytatywnie stwierdzić, że na brzuszek lepiej robi surowa woda MiJ niż gotowany Żywiec. Choć nabrałam od wczoraj takich podejrzeń. N`ale to może jednak ten zwykły Bebilon, do którego wróciliśmy niedawno.
A skoro miało być uczciwie i obiektywnie to pisze to co widzę.

Bo są też na rynku inne wody nadające się, wedle producenta, do bezpośredniego spożycia dla niemowląt bez przegotowania.
Są firmowe wody Gerbera i Humany, z tym że Gerber określa swoją wodę jako mineralną, a to zdaje się samo w sobie jest sprzecznością, bo jak wszędzie trąbią, dzieciom mineralki się nie daje tylko wodę źródlaną,
Taką jak np woda Mama i Ja… bleeeh! No kto taką nazwę wymyślił?

Zresztą co do mineralki Gerbera wątpliwości zostały opisane nawet na wspomnianym wcześniej portalu poświęconym wodzie niekoniecznie święconej.

www.wodadlazdrowia.pl – Co ma Gerber do ukrycia

I jeżeli umieścić MiJ w grupie wód dedykowanych przede wszystkim niemowlętom i bez konieczności gotowania…
podkreślam, jeżeli, bo nigdzie na stronie firmowej takiego konkretnego wskazania nie znalazłam, choć założyłabym się, że gdzieś czytałam, że jest odżelaziana, czyszczana z bakterii i że można ją podawać bez przegotowania, jednak teraz nie mogę się nigdzie do takich informacji dogrzebać, zatem może mi się coś z tego niewyspania pochrzaniło.

Tak czy owak, ja Inkę poiłam przez bite dwa tygodnie czy coś koło tego, surową wodą MiJ i świetnie się miała. Tzn nie mniej świetnie niż przedtem, a możliwe, że lepiej niż teraz na gotowanym Żywcu, ale nie jestem jeszcze tego pewna.
Jeżeli jednak można MiJ stawiać w jednym rzędzie z wodami Gerbera i Humany to pojawia się zasadniczy jej atut.

CENA!

z tego co się zorientowałam googlając po sieci, jako że niestety na oczy w żadnym okolicznym sklepie wody MiJ nie wiedziałam, jej cena niewiele przekracza jeden polski złoty!
Zaś obie wymienione firmowe wody kosztują prawie 8x więcej!
I znam mnóstwo matek, które na taki wydatek sobie nie pozwolą. Ba! większość matek jakie znam nie wyda ośmiu złotych na wodę do mleczka czy nawet picia dla swojej dzidzi choćby nie wiem jak tę dzidzie kochały, bo po prawdzie trzeba by się tu dobrze zastanowić.
Że bez przesady… jednak woda to tylko woda.

I na koniec coś od siebie…

Pierwszy rzut oka czyli pozory mylą, jednak pierwsze wrażenie się liczy.

czyli wypowiem się jako plastyk.

Otóż wizualnie i duża i mała butelka prezentują się marnie.
Ja rozumiem, że może to jest koszt jaki trzeba płacić (sic!) za niską cenę wody, jednak z tego co widzę po materiałach umieszczonych na stronie WOSANY, sporo pieniędzy chyba wydano na promocję rozmaitą.
To nie można było deczko wybulić na jakiegoś przyzwoitego dizajnera coby i ta butelka była jakoś szczęśliwiej trafiona co do formy, o samej nijakiej etykiecie nie mówiąc?

W każdym razie jakbym ja,nie mając tej wiedzy o walorach MiJ jaką mam, przypadkiem w końcu, bo mogłam nie pisać bloga o tematyce pokrewnej targetowi firmy Wosana…
…zatem jakbym weszła do sklepu i tam obok innych wód po sam sufit była wystawiona woda Mama i Ja to nawet bym po nią nie sięgnęła jakby stała zaraz z brzegu, bo wzięłabym ją za jakiś badziew niegodny uwagi, nędzną podróbę starającą się hasłem Mama i Ja skłonić naiwne matki do zakupu.
Tym bardziej paradoksalnie, że ta cena… podejrzanie niska.

Ufff… tyle.
Uczciwie i szczerze.

Również uczciwie i szczerze cały czas kombinuję jakby tu się zaopatrzyć w większy zapas eMiJot i może coś wymyślę, bo to jednak upierdliwe z tym Żywcem.
I jeszcze te podejrzenia…
…wolałabym mieć wodę Mama i Ja i nie mieć żadnych podejrzeń.

Ufff…
Nareszcie mam to za sobą a teraz zobaczymy co będzie.

Czy wolna od zobowiązań dam se spokój z blogowaniem na fest, czy wręcz przeciwnie,z nową nauką o naturze pampersy nabiorę w końcu szczerej chęci, tym bardziej, że Inka rośnie i powoli powoli uwalnia się z moich rąk, na których do tej pory bez przerwy wisiała.

kategoria notki mondrości dla potomności,zdaniem Jamatki — Tagi: , , — jamatka @ 10:33

11 kwietnia 2010

w obliczu tak wielkiej tragedii

Rozmawiałam teraz z moim mężem, ogarniając tym samym cały nasz kraj miodem i mlekiem płynący od morza do Tatr… bo mąż jest w Krakowie a ja wiadomo… mieszkam na Długim Targu zaraz przy biurze Wałęsy.

I nie było nam ciężko na sercu, nie solidaryzowaliśmy się w bólu, nie brakło nam wyobraźni jak to dalej będzie, nie czuliśmy się nieutuleni w żalu… ba… nawet tę świeczkę co wczoraj zapaliłam to tylko z powodu zwarcia bo korki wysiadły…
nawet nie wspomnieliśmy słowem o żadnej tragedii…

choć wczoraj, ponieważ akurat słuchałam TokFM kiedy dotarła pierwsza wiadomość do studia, od razu do męża zadzwoniłam… w końcu uprawia sztukę zaangażowaną społecznie od czasów kiedy o Krytyce Politycznej nikt nawet jeszcze nie myślał.

I jedyne co mnie przeraża to myśl… że do licha w jakim ja kraju żyję, że takie wypadki są możliwe. Że najwyższe władze państwowe gremialnie latają sobie na zagraniczne uroczystości jakimś rozklekotanym zabytkiem z czasów RWPG.

A jak słucham tych ludzi w radiu… to przerażenie ogarnia mnie jeszcze większe…

BO JAK NIE HIPOKRYCI TO IDIOCI!

i sama nie wiem co lepsze

Taka jestem teraz szczęśliwa, że wydałam to dziecko na świat…
i co ja głupia się tak cieszę?
… na jaki świat?
Emigrować mam czy co, żeby mi kiedyś za złe nie miało?

zdjęcie:gazeta.pl

kategoria notki zdaniem Jamatki — Tagi: , , — jamatka @ 12:14

10 kwietnia 2010

rozkręcamy się powoli

Inka 09 kwietnia 2010

Oprócz tego pozornie nie-pozornego ślimaczka Inka kocha jeszcze tę wielką czerwoną lampę z kuchni

kategoria notki Inka — Tagi: , , — jamatka @ 15:37

9 kwietnia 2010

burdello bum bum

ot co…

i tyle, nic więcej.
Się nazbierało wszystkiego, ciśnienie wzrosło i coś musiało pierdyknąć coby reszta ostygła.

Zresztą z tego co zauważyłam, wszystkie blogi po-ciążowe po początkowym rzucie na taśmie powoli zamierają… przynajmniej do czasu… nie wiem jakiego czasu… zobaczy się.
Może miesiąc może dwa jeszcze.
Trochę inaczej sobie TO wyobrażałam na początku TEGO… ale dalej jestem hepi i stawiam na przetrwanie.

Różnica tylko jest taka, że inne blogi po transformacji z ciążowych na dzieciowe przygasają chwilowo, zaś ja potrzebuję bardziej spektakularnych aktów.
Podobnie jak moja Inoczka…
… ma coraz bardziej spektakularne potrzeby ;)
I naprawdę super z niej dzidzia… dopóki się nie znudzi.


Zatem tak… krajobraz po bitwie wygląda następująco.

Jedyne co się ostało to pampersstory.pl a jest to zasługa ni mniej ni więcej jak korzystania z niezależnego hostingu…
Bo wystarczą 2 minuty coby zdążyć przed wybuchem skopiować wszystkie pliki w bezpieczne miejsce na twardym dysku swego komputera… a potem trzeba jeszcze tylko przypomnieć sobie gdzie się je tak bezpiecznie umieściło, co w moim aktualnym stanie proste nie jest, bo z niedosypiania wysiada mi nie tylko pamięć ale i wzrok.
Dlatego powrót z blogowych wakacji w NIEBYCIE trwał trochę dłużej.

A blox jak to blox… zawsze twierdziłam, że to trefna pod względem konstrukcji platforma… bo zdaje się, że w takim np bloggerze jest opcja skopiowania bloga… nie mówiąc o tym, że w dwie sekundy można zmienić sobie adres bloga na każdy dowolny, byle dostępny, i już efekt “BYŁ BLOG – NIE MA BLOGA” mamy gotowy. Podobnie nick se można w każdej chwili dopasować inny a przez bloxa pampersą zostałam już na wieki.

Ale nie… w bloxie w dwie sekundy można se tylko wszystko wysadzić w powietrze, co też uczyniłam… ostatecznie i bez backupu … na złość temu tępemu bloxowi… bo w bloggerze zawsze można cofnąć nawet tak spektakularną operacją… a na bloxie NIE.

Więc nie ma ma już bloxowych wpisów, choć przed wybuchem nawet myślałam o pokopiowaniu wszystkiego dla googlowej potomności… ale jak popatrzyłam na ogrom wpisów tych z sensem i tych bez sensu i pomyślałam, że selekcję najpierw trza by zrobić jakie warto a jakie nie… i ile czasu by to trwało… i w ogóle.
To z tym większa przyjemnością nacisnęłam czerwony guzik BUM BUM BURDELLO.BLOX.PL

i teraz korzystam z adresu pampersstory.blox.pl tylko do tego celu do jakiego blox się nadaje.
Za naganiacza mi robi lub raczej za przedpokój.
Mam tam po prostu przekierowanie do mego cichego zakątka na serwerach cba.pl

A blox robi za Dworzec Centralny, do którego zresztą bardzo jest podobny. Posttotalitarny moloch.

Zresztą bloxowe wpisy są dostępne dzięki przezorności googli… wystarczyło korzystać z RSSów… ;)
ale o tym szanowne panienki kiedy indziej bo to TECHNO za mocne na pampersowe klimaty ;)

kategoria notki blog — Tagi: , , , — jamatka @ 09:11

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24