Czy mówiłam już kiedyś, że zamierzam zarabiać na blogach?
No to nie, nie jest to prawda, wcale…
…przynajmniej na razie.
Ale na wypadek, jakby prawdą było i w ogóle to nie wiadomo po co… to co chwila nachodzi jamatkę na dziwne akcje o podłożu PeTe: na co mi to wszystko?
Zatem jest taka ewentualność i biorę ją pod uwagę i wprawdzie różowo nie jest, jednak badam grunt bo mam wiarę.
MAM WIARĘ!!!
Bo czyż nie byłoby to urocze i w swym uroku sensowne i jakie praktyczne i ergonomiczne i łatwo się pierze i nie gniecie… eee… i w ogóle jakbym plotąc trzy po trzy dostawała jeszcze za to kesz?
Już konkretyzuję.
Otóż wedle najnowszych poczynionych przeze mnie badań jasne jest jak słonce, że pisanie bloga w celach zarobkowych kompletnie nie ma sensu.
Ano nie ma a już na pewno nie przez matki.
Tzn może ma, ale jedynie w przypadku, kiedy dana matka kompletnie nic innego nie potrafi poza klikaniem tych durnych wpisów o niczym.
I tu też trzeba brać pod uwagę, że za takie nic nikt płacił nie będzie, bo trzeba oddać sprawiedliwość Kominkowi, że jednak coś tam wie, o czym pisze…
…zatem coby jakiś grosz takie pisanie przyniosło to klikanie musi być konkretne i najlepiej sensowne, choć jak czytam niektóre arytytykuły wyarytykułowane przez rozmaite mondre ambitne modern woman new age na rozmaitych portalach gazetowych… to już nie wiem.
Bo weźmy na przykład taki przykład, który znalazłam
NA PIERWSZEJ STRONIE GAZETA.PL!
no normalnie… szkoda mi mego zalatanego czasu, coby wypunktowywać co mam na przećko, zatem powiem tylko krótko a dosadnie…
Że taka głupota tam się arytykułuje, że normalnie nie dałam rady przeczytać do końca, bo mój mozg stawał dęba i robił co mógł coby zawrócić bo nie dawał rady brnąć w to dalej.
Miałam już z tym mózgiem wcześniej podobne przeboje przy modnej swego czasu książce Bridżit Dżons czy jakoś tak… nie dałam rady normalnie.
Zatem zastrzegam…. może być że na końcu linkowanego arytykułu jest coś mondrego ogromnie co tłumaczy te pierdoły albo, że np PRIMA APRILIS! albo coś… ale nie dałam rady sprawdzić.
No więc.
No więc czas na mondrość HAND MADE by JAMATKA
No więc na pisaniu blogów, drogie matki, póki co nie zarobicie.
A dlaczego akurat teraz naszło mnie na te słowa prawdy?
Bo właśnie na okoliczność, że a nóż widelec kiedyś się da zarobić, to łażę tu i ówdzie, sprawdzam to i owo i przy okazji tego łażenia napatoczyłam się na blog traktujący o zarabianiu on-line a skierowany do matek właśnie.
i bardzo różowo jest tam wszystko przedstawione i wcale nie twierdzę, że taka różowa opcja nie jest możliwa, zatem po raz kolejny powiem, że…
JA NIC NIE TWIERDZĘ, JA TYLKO INFORMUJĘ
że z tego co widziała jamatka na własne oczy i liczyła na własnych paluchach to coby zarobić tysiaka na blogu np o dzieciach to trzeba:
PRIMO – codziennie… no prawie codziennie dać obszerny wpis na konkretny temat.
SECUNDO – codziennie przekopać sieć w celu dotarcia do wiedzy do tego konkretnego tematu.
A PRZEDE WSZYSTKIM – bywać, bywać i jeszcze raz bywać tu i ówdzie i zawierać znajomości, się wypowiadać, mieć zdanie bądź tylko za-HIHI-chać, się kontaktować, wymądrzać, parzyć wirtualne kawki i herbatki, uśmiechać się bez powodu i być miłym i pro i raz na jakiś czas na każdym babskim blogu odszczekać grzecznościowe HAU, coby osoba wizytowana poczuła się w obowiązku do rewizyty i odszczekania swej rewizyty tym samym podnosząc oglądalność i utwierdzając wrażenie, że nasz blog jest CZAD i POP!
A na czadowych blogach reklamy fajnie wyglądają a te reklamy to właśnie są te pieniądze z bloga mamowego.
No i właśnie jamatka do tego zupełnie się nie nadaje.
Tzn wydawało jej się, że się nadaje jak była w ciąży, ale ciąża zmiękcza mocno charakter i przestawia zwrotnice w PKP mentalnym…
No a jamatka w ciąży nie jest od pół roku…
Co chyba widać słychać i czuć…
NO COMMENTS na razie…
I od jakiegoś czasu pracuje jamatka usilnie nad zagadnieniem
zarabiania na blogu wbrew obowiązującym zasadom.
tzn bez potrzeby parzenia herbatek i kawci i bez kurtuazji.
I właśnie tym się teraz jamatka usilnie zajmuje i dlatego niewiele pisze bo zawiera kontakty…
jakby to rzec…
drogą oficjalną systemu wymiany linków bezpośrednich i stąd właśnie ta pstrokacizna na dole prawego sidebara.
Ha! czad!
Jak okaże się jednak, że można być niekontaktową egocentryczną blerwą a mimo to prowadzić bloga familijnego z wysoką oglądalnością i zajebistym Page Rankiem to będzie czad!
I to jamatkę kręci i przy tych blogach trzyma…
Bo sory.
Ma jamatka pod dostatkiem talentów rozmaitych, co pozwalają zarobić kesz znacznie łatwiejszym sposobem niż to co oferuje blogosfera PL
A tak przy okazji i na marginesie i właściwie to mówię do siebie… to odkryłam, że wszystkie blogi na bloxie mają taki sam wskaźnik Alexy.
Nawet te, których jeszcze nie ma.
I mieszam osobę jamatki z Mua osobą specjalnie coby było jeszcze bardziej wbrew…
powiązane notki:
konkluzja post factum








komentarze