rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

31 sierpnia 2010

butelkomania czyli antykolkowe ściemy

bo kto miałby o tym pisać jak nie ja?

Jeszcze w szpitalu, gryząc ścianę i zarzucając nogi na sufit przy okazji każdego przystawiania BeBe do piersi, podjęłam tę decyzję.
Trochę to trwało, bo krew nie woda a natura ciągnie wilczycę do lasu i rezygnacja z karmienia piersią to nie takie HOP-SIUP!

Naczytawszy się tu i ówdzie o tym i owym, jak tylko przekroczyłam próg domu wysłałam kompletnie nieobeznanego w temacie Tatkę do apteki po Bebilon i butelki… oczywiście marki AVENT.
Jeszcze rok temu bladego pojęcia nie miałam, że taka firma w ogóle istnieje, bo z dziećmi, ciążami itede kojarzyłam tylko hasła Pampers, Penaten, Bambino i Bobofrut, ale przez 9 miesięcy można se wiedzę nieco zaktualizować. Jest czas.
No i właśnie przez owe 9 miesięcy wszędzie… na prawo i lewo, do góry i na dół – wszędzie tylko AVENT to AVENT tamto…

I stoją teraz…
Rumianek do przemywania tego i owego inoczkowego w nich parzę.
Dobrze, że nie miałam czasu na wyprawę po większe ilości, tylko wyczyściłam wszystkie okoliczne apteki z resztek adwentowych zapasów.

Właściwie to nie wiem czemu się nie przyjęły. I Inoczka specjalnym szałem nie zapałała na ich punkcie i ja nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że z tej pary nic nie będzie.
Bo ogólnie… AVENT ma w sobie coś z klimatu sprzętu AGD Bosha… może to i niezawodne, ale jakoś tak wdzięku brak.
Co z tego, że szeroka szyjka to łatwo z mlekiem trafić.
Aż tak ręce mi się nie trzęsą… w ogóle mi się nie trzęsą.

NO I CENA!

Ja pierdziu… powie jamatka, jak to jamatka.
Ja pierdziu… na tych dzieciach to prawdziwe zdzierstwo się odprawia.
Wiem, że są butelki o wiele droższe, ale te droższe właśnie mają jakby więcej finezji.

N`ale póki co wierzyłam naiwna, że jak ten BOSH, że drogie znaczy dobre.

Zaczęłam zgłębiać temat i doczytałam się, że teraz DOBRE znaczy przed wszystkim BISFENOL FREE!
A akurat te butle AVENTA znaczka BPA nie miały.

BPA

Aż mi się wierzyć nie chciało… że tyle kasy a nie najlepsze.
Nieważne – wierzyć czy nie wierzyć, na wsiakij słuczaj, w przypadku z takim trudem wyprodukowanego skarbu lepiej dmuchać na zimne, no nie?
Na skarb.

Potem jeszcze raz dałam AVENTOWI szansę, jak nastały kolki, jednak ten ich pseudo-anty-kolkowy patent to zwykła marketingowa ściema!
Ot, dodatkowe dziurki w smoku, tyle, że w nietypowym miejscu i nietypowym kształcie. Wielkie mi ajwaj..
W każdym razie na nasze kolki pomogły jak umarłemu kadzidło
A że dziecko niby nie musi przerywać smok-tania, coby powietrze miało okazję się zassać?… że niby te dziurki to po to?
W przypadku takiego zasysacza jak Inoczka takie półśrodki nie wydolą niestety.

No i właśnie a propos mocy ssącej mojej ponadnormatywnie drobnej dziewczynki.

….albo jeszcze jeden gwóźdź do trumny AVENTu.

Wiem, są też butelki tej firmy bez tego tam… biosfenolu, ale ich cena jest tak powalająca, że sory. A ja tu cały czas rozprawiam o przedziale finansowym dla przeciętnego zjadacza chle… przeciętnego zasysacza mleka modyfikowanego.

W przypadku karmienia tylko mlekiem z torebki optymalna ilość butelek – wedle systemu jaki jamatka se opracowała, wynosi mniej więcej osiem sztuk. Tak, coby zawsze min. jedną czystą mieć pod ręką i coby mieć czym załadować sterylizator dwa razy dziennie.
Wtedy naprawdę… to, że to butelka a nie cycek… to nie jest żaden wysiłek. Dwa razy dziennie 10-15 minut na mycie… buch! do sterylizatora parowego – do nabycia w Rossmanie za 70 PLN i po sprawie. Potem tylko podgrzać wodę, wsypać mleko, dwa ruchy ręką i gotowe.


O ile się korzysta z wody Mama i Ja bez gotowania ;)

No to osiem butelek… o, tu znalazłam w komplecie x2… to 54 zł x 4 to wychodzi 216 zeta!

Avent BPA

Dosyć znęcania się nad AVENTem


Wracając do siły ssącej mojej słodkiej dziewczynki.

Jak nas przyparło z kolkami, na gwałt zaczęłam szukać ratunku, naiwnie wierząc, że takie coś istnieje… hehe… głupia jamatka… i między innymi kupiłam w sklepie wysyłkowym takie coś.

tommee tippee butelka antykolkowa 260ml bisfenol free

tommee tippee

Zapowiadało się nieźle.
Ustrojstwo „antykolkowe” wyglądało na coś niesłychanie wyspecjalizowanego a ponadto zawierało wskaźnik temperatury mleka, wedle tego co jamatka wyczytała tu i tam, wielce przydatna rzecz.
Oczywiście wszystko Biosfenol fri.
Co więcej… a nawet co NAJ-więcej wyjątkowo tanie, jak na taki cud!

Tyle, że z wysyłką już nie było tak fajnie, bo za pak x2 butelki plus transport zapłaciłam prawie 50 zeta.
I to był największy bezsens w dziedzinie zakupów butelkowych.

Ja nie twierdzę, że butelki Tommee Tippee są złe… może są super, ale nie dla takich ssaków jak moja Inoczka.
Ten wiotki silikonowy smoczek, co niby tak akuratnie imituje matczyny cycek
/ coś dla Ciebie Mago… może Twojej Małej by pasowało/
W każdym razie moja dzidzia wystarczy, że pociągnęła dwa łyki i cała ta imitacja cycka robiła zwrot w przeciwną stronę ku wklęsłości.
Poza tym to ustrojstwo antykolkowe… i tak i siak kombinowałam… i nie mam bladego pojęcia na czym ten cud polega ani jak działa. I czy w ogóle działa?
Jak dla mnie to zwykły prymitywny kit mydlący oczy jak very jest professional.
Poza tym na ten CUD techniki antykolkowej składa się od groma drobnych elemencików tajemniczego kształtu i zastosowania i mycie takich butelek… rozkładanie, składanie, pilnowanie coby te pierdułki składowe nie rozlazły się w trakcie mycia… no to w takim przypadku karmienie butlą, to rzeczywiście masakra.

Ponadto, tak jest to bezmyślnie skonstruowane, że nie da się tego gluta pseudo-anty-kolkowego wyjąć i korzystać z butelki, jak z każdej innej.
Nie… nic z tego, bo ustrojstwo robi też za uszczelkę a bez uszczelki butelka jest nieszczelna.
Bez sensu.

Co jeszcze?

Ten wskaźnik temperatury… paranoja… albo z mojej Inoczki tak gorąca dziewoja albo z tym wskaźnikiem jest coś nie tak, bo mleko o ciepłocie wskazanej przez wskaźnik spotkało się niestety z bardzo „zimnym” przyjęciem ze strony konsumentki.
Poza tym zanim ten wskaźnik raczył się zdecydować co wskazuje to… to ja nie mam czasu na takie. Wolę własne nadgarstki.

No i nareszcie kształt, co to niby tak zgrabnie wbrew pozorom w ręku się układa.
No to ja najwyraźniej czujnik zgrabności mam innego typu.
Poza tym chciałabym zobaczyć podgrzewacz, do którego takiego grzmota da się upchnąć.
Przyznam szczerze, że jak rozpakowałam przesyłkę, to moja pierwsza reakcja miała znamiona zachwytu…
Łał… jak rakieta!

A potem było już tylko gorzej.

Kolejny bezsens zalega w szafie bezużytecznie.
Kiedyś, normalnie, powyciągam te bezsensy spod szafy i podsumuję straty.

Nie wiem po co. Dla nauczki.

Nie… stanowczo butelek Tommee Tippee nie polecam a już szczególnie tych specjalnych antykolkowych.


Pojeździłam sobie równo po badziewiu, teraz dla odmiany będę PRO.
Będę PRO i przy okazji powiem, czym właściwie od pół roku zasysamy.

No więc mojej Inoczce, jak na plebejską dziedziczkę przystało, najbardziej podpasowały te tradycyjne najtańsze butle z kauczukowym smoczkiem o niby anatomicznym w kształcie, jakie można dostać w Rossmanie za rogiem.

canpol butelkasmoczek do butelki

Tyle, że one nie są BPA.

A butle Biosfenol Free są… a raczej były pół roku temu, pieruńsko drogie. Pewno, że nie z powodu wyższych kosztów produkcji, tylko za sprawą ludzkiej pazerności.
Bo to, co się wyprawia w tej dzieciowej dziedzinie… to jest naprawdę MEGA ZDZIERSTWO!
Ale to takie, że przechodzi ludzkie pojęcie!

Jednak firma Canpol, która współpracuje z Rossmanem ma swojej ofercie takie same butle, ino ze szkła.
Zamówiłam zatem szklaną baterię x8 online i po krzyku.

canpol butelka

I mam z bańki ewentualne rewelacje, że coś tam w produktach dla dzieci stosowanych dwadzieścia lat temu okazało się nie teges.
Bo fakt, że plastikowe butle BPA nie zawierają Bisfenolu A nie znaczy, że nie zawierają jakiegoś innego paskudztwa, o jakim jeszcze nie wiemy.
A szkło to szkło. Krzem i tyle…

Wprawdzie można się jeszcze przyczepić do smoczka… czy kauczuk mniej szkodzi czy silikon, jednak nie dajmy się zwariować, bo bardziej ta paranoja NAM zaszkodzi niż podejrzany smoczek naszemu dziecku.


A jakiś czas temu apetyt Inoczki zwiększył się stosownie do wieku i butelki 150 ml stały się za małe.
I tak fajnie przypasowało, że w naszym kochanym niezastąpionym Rossmanie za rogiem pojawiły się butle firmy Babydream, nie tylko BPA, ale na dodatek w różnych kolorach plastiku i o w fajnym kształcie, takim z dziurką po środku, wygodnym do trzymania i dla dziecka i dla matki.
Jedyny feler, to że takie powyginane ciutek trudno się myje. Ale da radę.
I nie wiem w czym wist, czy to prawda czy autosugestia, ale są wyjątkowo lekkie.
Choć to raczej autosugestia wynikająca z ergonomicznego kształtu, bo są tej firmy i z takiego samego tworzywa butle kształtem zbliżone do tych AVENTA i te właśnie wydają się być cięższe, choć mają mniejsza pojemność.

A te z dziurą są super!

Niestety, chyba to jakaś nowość, bo nie znalazłam wizerunku w sieci a pstrykać z natury mi się nie chce, tym bardziej, że nie wierzę coby komuś specjalnie było przykro z tego powodu.

Canpol też ma podobne w ofercie, też z dziurką i z nalepką BPA, choć nie kolorowe, ale ja im nie ufam.

Tworzywo bez biosfenolu ma taki charakterystyczny lekko mleczny wygląd a te niby BPA Canpolu są klarowne jak szkło.
Może to jakaś nowa ojaniemośna technologia … nie wiem.
Na wszelki wypadek nie tykam, skoro są te drugie.

Kupiłam różowe, niebieskie i pomarańczowe.
Różowe szczególnie mi leżą.
Coś mi się zrobiło z tym kolorem odkąd mam córeczkę… muszę kiedyś stosowny wpis poczynić w obronie różowego.

A! i najważniejsze… kosztują 3-4 a nawet 5 razy mniej niż butle BPA innych firm.
Coś około 10 PLN.
Też mają profilowane smoczki, tyle, że z silikonu, a w tych smoczkach w bardzo rozsądnym miejscu jest zwykłe nacięcie i tym nacięciem zasysa się powietrze podczas ssania mleczka. Patent prosty jak drut a jednocześnie najbardziej sensowny i skuteczny ze wszystkich z jakimi miałam do czynienia, choć wcale nie nazywa się antykolkowy.

Nie byłaby jamatka sobą jakby do tej słodyczy nie dodała odrobinę dziegciu.

Szklane butle są szklane i godne zaufania, jednak są ciężkie.
Jednak bezpiecznie można podgrzewać w nich wodę na gazie, co jamatka czyni odkąd popsuł jej się podgrzewacz, bez ryzyka stopienia plastikowego boczka.
Jednak są ciężkie i do karmienia niewygodne, dlatego tej większej wersji 250 ml już nie kupiłam.

Zaś te kolorowe plastiki z dziurką mają ten feler, że trochę niezbyt są dopasowane gwintem… nakrętka z butelką… i że smoczek profilowany zazwyczaj wypada w innej płaszczyźnie niż butelka.
Trudno mi to dokładnie wyjaśnić… jak kto będzie miał do czynienia ten w lot zrozumie o co mi chodzi.


A… na zakończenie jednak jeszcze troszkę sobie pojeżdżę.

Otóż w szale antykolkowej desperacji trafiłam w Aptece na takie coś.

Butelka antykolkowa Dyduś

Ja nie wiem… żadnej specjalnej instrukcji do tego nie było a nie udało mi się samodzielnie wydedukować, jak takie ustrojstwo obsługiwać.
Bo butelka DYDUŚ ma dwie dziurki!
To na dole… ta niby nakrętka nie wiem po co, to ona ma na środku wielką dziurę!
Jedna dziurka jest w smoczku a druga w dnie!

Nie mam pojęcia jak to mleko ma się utrzymać.

I ten kształt… bez sensu. Bardziej przeszkadza przy trzymaniu butelki niż pomaga.
Totalny przerost formy nad treścią.

Największy butelkowy bubel jaki na oczy widziałam!


Ufff….

kategoria notki zakupy,zdaniem Jamatki — Tagi: , , , , , — jamatka @ 16:58

25 marca 2010

na rurce czy na drucie… czyli nowe czasy albo osiołkowi w żłobu dano

a chodzi o wybór bujaczka.

bo był tatko… kompletna nowość, zmiana w zestawie rodzinnym i test odporności na owe zmiany.
No więc dziecko ZMIANY wszelkie lubi BARDZO, nie ma w niej za grosz lęku przed nowym, nieznanym, obcym, wręcz WOLI.
Woli NOWEGO OJCA niż STARĄ, mocno zużytą przez ostatnie tygodnie MATKĘ.
I zmian otoczenia też to dotyczy.
W nowym miejscu Inka przez dłuższy czas z oczami jak złotówki i rozdziawioną mordką w pełni zachwytu bada szczegół po szczególe: ściany, sufit, okna… okna uwagę przyciągają na dłużej.
Zaś np. w kuchni najbardziej interesujące są schody.

Nowy tatko nie dość, że był nowy, to jeszcze nosił dzidzię na rękach po coraz to NOWYM otoczeniu i dziecko było do rany przyłóż i spało snem kamiennym… w dzień.
A w nocy?
A w nocy w starym pokoju musiało gdzieś energię rozładować.

W każdym razie niunia jest coraz bardziej wszystkiego ciekawa i mus jest nabyć jak najszybciej leżaczek – bujaczek, bo leżenie na płasko w wózku,a co gorsza w łóżeczku to se ne da!
No i o mnie też chodzi, a nawet przede wszystkim.

Dlatego zagwozdka jest na tapecie od kilku dni.

JAKI LEŻACZEK?

Bo jest, kurdesz, wybór.
I to spory, a wybór to problem.

za czasów mojej… eee… jakby to ująć…. optymalnej prokreacji leżaczki dopiero wchodziły na rynek,a konkretnie wszedł jeden typ leżaczka, taka szmatka rozpięta na drucie i tyle.
I było prosto i nieskomplikowanie, może i bez obecnie dostępnych szaleństw ale i tak wszyscy się cieszyli, że coś takiego się pojawiło w szaroburej PRL-owskiej rzeczywistości.
a teraz…

Najlepszy byłby leżaczek co ma wszystko czego mi trzeba… ale tak się chyba nie da, bo jakoś znowu nie znalazłam.
Tak to zwykle z zakupami bywa, niby nie chcesz żadnych ekstrawagancji, tylko jedyne logiczne wymagania… i akurat tego najrozsądniejszego rozwiązania nie ma.
Są tysiące innych, ale tego najprostszego akurat nie.
Przekonała się o tym Mamrotka szukając stołu i krzeseł, przekonałam się ja szukając kanapy i co roku, butów.
Nie ma.
Nie ma na naszym rynku butów jakie by mnie satysfakcjonowały za żadne pieniądze.
A chcę tylko takie zwykłe najprostsze, byle by były zgrabnie uszyte i bez nadmiaru udziwnień.
I nie ma takich.
Przeciętny krajowy producent czy importer musi mieć jakiś feblik z zaburzeniami osobowości, bo wszystkie dostępne modele czegokolwiek cierpią na wyraźną schizofrenię formy.

I bujaczek jakiego szukam też ma spełniać tylko kilka podstawowych warunków.

Po pierwsze mieć wibracje.
to akurat nie wiem czy mi potrzebne, ale jak se pomyślę jak bardzo mogłoby mi ułatwić życie, to muszę spróbować.
zatem wibracje…
Z tymi wibracjami to właśnie problem, bo bez nich nie byłoby wielkiego kłopotu… bo są takie bujaczki co mi pasują pod każdym względem, ale wibracji w nich niet.

Po drugie – regulowane oparcie, koniecznie.

No i z tego co wyczytałam na forach najczęstszy dylemat to czy leżaczek ma być na drucie czy na rurce, tzn na płozach.
I właśnie na drucie lepiej i tu jest cały szkopuł, bo nie ma takiego leżaczka coby te trzy warunki spełniał.
Tzn miał wibracje, był na drucie i miał regulowane oparcie.

I do tego chciałabym jeszcze coby nie był plastikowy i jakoś szczególnie odjechany w formie. Ale to tylko tak pocichutku małym druczkiem.

Z tymi wibracjami to dłuuugo się zastanawiałam, bo np łóżeczko jakie Ince kupiłam nie podobało mi się od początku z powodu wyglądu i nadmiaru plastikowych elementów, ale założyłam sobie pewne warunki i tylko ten model wszystkie je spełniał.
A gdybym zrezygnowała z bujanej opcji mogłabym kupić takie co mi się najbardziej podobało.
I właśnie źle, bo w praktyce  nie bujam wcale.
Inoczka nie da się oszukać i natychmiast rozpoznaje podróbę, że nie jest to bujanie Hand Made by Mama.

I właśnie to Hand Made by Mama ma zastąpić wibracja bujaczka.
bo te Hand tej Mama niedługo odpadną.

Zatem tak… przedstawię moje wybory oraz moje ALE do każdego z nich.

Jeszcze zanim zaczęłam się wgryzać w temat wybór padł na ten leżaczek

bo firma, która mi coś mówi, prosty,  kolor nie dający po oczach a jednocześnie zauważalny i atrakcyjny dla BeBe… w końcu trzeba pamiętać, że leżaczek ma być dla BeBe, nie dla nas, a nie sadzę by stonowane beże i wyblakłe pistacje podobały się maluchom niezależnie jak elitarne geny owe BeBe noszą.

I opacie… oparcie regulowane, nie za dużo plastiku… właściwie myślałam, że nic tylko brać, tym bardziej, że tanio.

Jednak coś mnie podkusiło, coby podrążyć temat na wszelki wypadek.

I owa nie-moja, nabyta przezorność znowu stała się zmorą… i teraz mnie nęka.

to z kolei… kolory… wiadomo, ale pal sześć.
Grunt, że mi się podobają, dzidzi nie muszą.

Pszczółkę i ślimaczka w ostateczności pociągnie się jakimś fluoroscencyjnym sprejem

Za to jest na drucie i ma wibracje a nawet szumi jak morze i bije jak matczyne serce … niestety regulacji oparcia niet.

Bo wprawdzie jest w tym, podobnym, modelu:


jednak w formie takiego plastikowego paskudztwa i jakoś tak…

dodatkowo, ten bujak nie jest na drucie, choć ma półeczkę i w ogóle jest dość wysoki i można by stawiać go na ziemi …
ale nie wiem czy to dobrze, bo Fifi nie miałaby już żadnych przeszkód coby wylizać Inoczkę dokumentnie.

Za to obydwa te… okołobeżowe bujaczki same siedziska mają jakieś takie przytulne. Szczególnie to pierwsze.

Bo właśnie trafiłam wreszcie na taki egzemplarz co i jest na drucie i ma wibracje i regulowane oparcie a nawet budkę ekstra

ale samo siedzisko… szczególnie w porównaniu z poprzednikami, mało zachęca do zabujania się w nim.

No i nie wiem…

A wyboru dokonać muszę już dziś jak najszybciej… bo właśnie trzymam Inkę od dwóch godzin w wózku, podpartą na poduszkach… w międzyczasie w tym wózku dałam jej jeść… i teraz sobie dalej drzemie… i jest taki spokój, że mogę tu sobie klikać i klikać.

I wszystko by było okej ale jakoś przeszkadza mi świadomość, że ona na tych piernatach wykrzywia sobie właśnie kręgosłup…

Z drugiej strony jak widzę jak poskręcana wisi mi w  chuście śpiąc twardo i nie zważając na wszelkie wstrząsy…

to sama nie wiem jak to z tym jest i co mam myśleć.

chyba znowu zdam się na intuicję.

Bo rady fachowców…
nie nie… dziękuję, nie poszukam na żadnych ortopedycznych stronach.

z radami fachowców jest jak w obrazku szpitalnym z mego życia niedawno wziętym.

W rolach głównych ja i pewna położna.
Rzecz się dzieje na oddziale położniczym Szpitala Wojewódzkiego w sali nr. 4.

pewna położna:
- ależ to pani dziecko się przegrzewa w tych kołderkach!
ja:
- no ale ma zimne rączki.
pewna położna:
- to Pani nie wie, że TERAZ na rączki się nie patrzy, tylko na nóżki?
ja:
- no a nosek? bo nosek też ma zimny…
pewna położna:
- Nie nie! Teraz tylko nóżki. W nóżki musi być ciepło a reszta nieważne.

No i właśnie tak to jest.

Ja nie wiem czym się różnią dzieci KIEDYŚ od tych TERAZ, że KIEDYŚ to nosek i rączki a TERAZ to nóżki… w każdym razie ja całe życie chodzę boso jak tylko mogę se na to pozwolić, bo moje stopy cierpią na klaustrofobię z termofobobią do pary, dlatego podobnie jak na fotkach tak i w życiu moja córka wywija gołymi nogami non stop, okno w pokoju na górze jest ciągle otwarte, nawet w nocy, nawet po myciu główki… bo Inka wciąż ma ciepłe łapki i ciepły nosek i tego termicznego wskaźnika się trzymam… i jakoś żyjemy.
Boso ale zdrowe.

Zatem chyba z bujaczkiem też zdam się na intuicję, tylko czy po takiej dawce teorii będę w stanie.

Dlatego wcale nie dziwię się temu panu z brodą od cyferek co nie chciał miliona.
Też bym chciała mieć taki ekwiwalent intelektualny, który by mi pierdoły doczesności zrekompensował.
Bo im więcej tym większy kłopot.
Już dawno wyznaczyłam sobie temat do rozpatrywania pt:

JAK MAŁO JEST POTRZEBA ŻEBY WYSTARCZYŁO?

i nawet ogłosiłam to na jakimś blogu tylko pewno nikt nie zrozumiał o co mi chodzi a mi się właśnie nie chciało wyjaśniać.
Bo to by było za dużo niż potrzeba coby zrozumieć.
Bo jak ktoś nie rozumie to widać nie ma powodu zatem po co?

a może taki ekwiwalent już mam?
Nawet trzy ekwiwalenty.

Właściwie to do permanentnego szczęścia brakuje mi tylko pewnej kupy.


notki w temacie:

Bright Starts vs Fisher Price – leżaczki w szrankach

Fisher Price – nie wszystko złoto co się świeci

kategoria notki zakupy,zdaniem Jamatki — Tagi: , , , , , — jamatka @ 11:01

17 lutego 2010

po kiego diabla mi te pieluchy?!

Wpis inspirowany dociekliwością Mamy Niedoskonałej

Tu link do „dyskusji” jak się rozpętała „na temat” w poprzednim wpisie.

Bo właśnie zaczęłam się zastanawiać.
Sporo zdrowia mnie to kosztowało ostatnio i nie było łatwo, bo np pojęcia nie mam, gdzie teraz poza siecią można nabyć pieluchy tetrowe bądź flanelowe.
W ogóle jeszcze niedawno nie wiedziałam, że takiego czegoś ktoś w XXI wieku używa!
Ale instrukcja do wyprawki wymaganej przez mój szpital i wszystkie porady natury ogólnej dotyczące zjawiska stanowczo podają, że TETRE must have i już!

Nawet od kilku lat mam jedną w domu… po wizycie mego bliskiego krewnego z rodziną czy coś… i leży.
Do niczego nikomu niepotrzebna…
jak na razie.
No bo do podłóg itepe to mam te rozmaite ściereczki za grosze z Rossmana.
Tanie i wygodne.

Jednak jak MUST HAVE to must have a ja choć raz staram się być ciążowo correct, zatem stanęłam na głowie, wykosztowałam podwójnie i suszy mi się teraz na dole w pracowni 10 pieluch tetrowych i 10 flanelowych i nareszcie mam czyste sumienie…

i właściwie to się zastanawiam…

po co mi to?

Bo może to jest jakiś znak, że ze wszystkich przesyłek, jakie ostatnio do mnie przyszły za pośrednictwem allegro, akurat ta jedna… z głupimi pieluchami… tyle kłopotu wciąż sprawia.
A wszystko załatwione zostało jak należy.
I usługodawca i usługobiorca to solidna firma i wszystkim procedurom na wstępie stało się zadość…

A paczkę diabeł ogonem nakrył.


komentarze[8]

kategoria notki zakupy — Tagi: , , — jamatka @ 21:34

Afery pieluchowej ciąg dalszy czyli czego jak czego ale pieluszek Ince nie zabraknie

kolejny wpis z cyklu

Samorządu co-Dziennego

o tym jak bardzo kocham zakupy on-line… a nawet coraz bardziej

Tudzież o odkryciu, że net i komputer służą nie tylko do blogowania i jeszcze…

A zresztą… już mi to obrzydło.

Muszę się teraz wykąpać czy coś…zrobić coś żeby zmyć z siebie ten wirtualny pył jaki na mnie osiadł po dzisiejszych bojach na polu Zakupów on-Line.
Jakby co, to jutro już możemy iść się urodzić bo pieluchy nareszcie się piorą.

Wprawdzie nie TE pieluchy tylko INNE… TE INNE co przyszły właśnie rano…
ale z TAMTYMI okazało się – akurat zaraz po otrzymaniu paczki z TYMI INNYMI – że AFERA PIELUCHOWA ma szansę znaleźć jakiś finał.
Zaś początek AFERY miał miejsce przeszło miesiąc temu, co zostało uwiecznione TUTAJ, w TYM wpisie na poprzednim blogu.
Bleeeh…
tak mam już tego dosyć po dzisiejszych telefonach, mailach i grzebaniu na stronie GLS-u, że najpierw muszę iść się wykąpać… a potem nie wiem… chyba się przeziębiłam w ferworze bitewnym czy co, bo dziwnie się czuję.
No i mdli mnie ostatnio coś.

A przesyłka niech sobie wędruje… tym razem ze Starogardu Gdańskiego do Szczecina… potem prawdopodobnie do… chyba gdzieś na południe… już sama nie wiem dokąd… grunt, że została wreszcie namierzona i jest szansa, że kiedyś dotrze do celu.
Mamy czas bo przezornie zaopatrzyłyśmy się już w drugą o podobnej zawartości i tym razem cała operacja trwała 2 dni.
Zaś TA jak dotrze po dwóch miesiącach to i tak będziemy się cieszyli.

cóż…bywa.

Zatem zdążę jeszcze cała historię opisać razem z epilogiem…
mam nadzieję, że jakiś będzie.


komentarze[8]

kategoria notki zakupy — Tagi: , , , — jamatka @ 17:40

26 stycznia 2010

jak to się robi – poradnik kobiety udomowionej

Jak to się robi coby nie zwariować.

…konkretnie w sytuacjach kiedy świat tak przyparł nas do muru, że strach drgnąć coby i ten mur na nietęgą biało-głowę się nie zawalił.

To co wtedy robić?

Po pierwsze nie gotować obiadu… tylko pizza albo inne takie na telefon… nieważne, że nas na to nie stać. Akurat pizza należy do wydatków „luksusowych” tego rodzaju, że se można na nią pozwolić nawet jak nas nie stać.

A że ONO takich potraw nie jada…? A to już ONEGO problem… ludzie w krytycznych sytuacjach z głodu zjadają nawet surowe kartofle… surowe kartofle jakby co mamy na stanie.

Ostatecznie możemy ugotować sam makaron… coby do tej pizzy też Italiano… ale KONIECZNIE nic ponad to!

Po drugie i najważniejsze – wydajemy trochę pieniędzy bez sensu za to coby NAM było miło…

i w tym przypadku właśnie o to chodzi coby nie było nas na to stać… przynajmniej nie teraz.

Jakby kogoś od punktu drugiego bolała dusza to proszę sobie podliczyć ile kosztowały zakupy spożywcze z trzech ostatnich dni i przeanalizować dokładnie drogę ich utylizacji.

Oto przykład:

Ja dziś kupiłam sobie Blutusiową Myszkę do mego różowego laptopika…   kompletnie i dożywotnio mogłam się bez niej obchodzić… jednak dopiero teraz życie mego Pinki nabrało blasku. Właśnie z niego klikam ten wpisik… na leżąco.

I jeszcze rano zamówiłam przez allegro 4 nowe materace na łóżka. Od roku co najmniej do tego się zabieram, od kilku lat zabrać się należało … a jest to zakup wprawdzie bardzo sensowny, jednak z rodzaju tych co zawsze można z nimi poczekać.

I dobrze mi teraz… chyba zaczynam powoli być szczęśliwa… fuj fuj… coby nie zapeszyć.

kategoria notki mondrości dla potomności,zakupy — Tagi: , , , — jamatka @ 20:05

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24