bo kto miałby o tym pisać jak nie ja?
Jeszcze w szpitalu, gryząc ścianę i zarzucając nogi na sufit przy okazji każdego przystawiania BeBe do piersi, podjęłam tę decyzję.
Trochę to trwało, bo krew nie woda a natura ciągnie wilczycę do lasu i rezygnacja z karmienia piersią to nie takie HOP-SIUP!
Naczytawszy się tu i ówdzie o tym i owym, jak tylko przekroczyłam próg domu wysłałam kompletnie nieobeznanego w temacie Tatkę do apteki po Bebilon i butelki… oczywiście marki AVENT.
Jeszcze rok temu bladego pojęcia nie miałam, że taka firma w ogóle istnieje, bo z dziećmi, ciążami itede kojarzyłam tylko hasła Pampers, Penaten, Bambino i Bobofrut, ale przez 9 miesięcy można se wiedzę nieco zaktualizować. Jest czas.
No i właśnie przez owe 9 miesięcy wszędzie… na prawo i lewo, do góry i na dół – wszędzie tylko AVENT to AVENT tamto…
I stoją teraz…
Rumianek do przemywania tego i owego inoczkowego w nich parzę.
Dobrze, że nie miałam czasu na wyprawę po większe ilości, tylko wyczyściłam wszystkie okoliczne apteki z resztek adwentowych zapasów.
Właściwie to nie wiem czemu się nie przyjęły. I Inoczka specjalnym szałem nie zapałała na ich punkcie i ja nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że z tej pary nic nie będzie.
Bo ogólnie… AVENT ma w sobie coś z klimatu sprzętu AGD Bosha… może to i niezawodne, ale jakoś tak wdzięku brak.
Co z tego, że szeroka szyjka to łatwo z mlekiem trafić.
Aż tak ręce mi się nie trzęsą… w ogóle mi się nie trzęsą.
NO I CENA!
Ja pierdziu… powie jamatka, jak to jamatka.
Ja pierdziu… na tych dzieciach to prawdziwe zdzierstwo się odprawia.
Wiem, że są butelki o wiele droższe, ale te droższe właśnie mają jakby więcej finezji.
N`ale póki co wierzyłam naiwna, że jak ten BOSH, że drogie znaczy dobre.
Zaczęłam zgłębiać temat i doczytałam się, że teraz DOBRE znaczy przed wszystkim BISFENOL FREE!
A akurat te butle AVENTA znaczka BPA nie miały.

Aż mi się wierzyć nie chciało… że tyle kasy a nie najlepsze.
Nieważne – wierzyć czy nie wierzyć, na wsiakij słuczaj, w przypadku z takim trudem wyprodukowanego skarbu lepiej dmuchać na zimne, no nie?
Na skarb.
Potem jeszcze raz dałam AVENTOWI szansę, jak nastały kolki, jednak ten ich pseudo-anty-kolkowy patent to zwykła marketingowa ściema!
Ot, dodatkowe dziurki w smoku, tyle, że w nietypowym miejscu i nietypowym kształcie. Wielkie mi ajwaj..
W każdym razie na nasze kolki pomogły jak umarłemu kadzidło
A że dziecko niby nie musi przerywać smok-tania, coby powietrze miało okazję się zassać?… że niby te dziurki to po to?
W przypadku takiego zasysacza jak Inoczka takie półśrodki nie wydolą niestety.
No i właśnie a propos mocy ssącej mojej ponadnormatywnie drobnej dziewczynki.
….albo jeszcze jeden gwóźdź do trumny AVENTu.
Wiem, są też butelki tej firmy bez tego tam… biosfenolu, ale ich cena jest tak powalająca, że sory. A ja tu cały czas rozprawiam o przedziale finansowym dla przeciętnego zjadacza chle… przeciętnego zasysacza mleka modyfikowanego.
W przypadku karmienia tylko mlekiem z torebki optymalna ilość butelek – wedle systemu jaki jamatka se opracowała, wynosi mniej więcej osiem sztuk. Tak, coby zawsze min. jedną czystą mieć pod ręką i coby mieć czym załadować sterylizator dwa razy dziennie.
Wtedy naprawdę… to, że to butelka a nie cycek… to nie jest żaden wysiłek. Dwa razy dziennie 10-15 minut na mycie… buch! do sterylizatora parowego – do nabycia w Rossmanie za 70 PLN i po sprawie. Potem tylko podgrzać wodę, wsypać mleko, dwa ruchy ręką i gotowe.
O ile się korzysta z wody Mama i Ja bez gotowania ;)
No to osiem butelek… o, tu znalazłam w komplecie x2… to 54 zł x 4 to wychodzi 216 zeta!

Dosyć znęcania się nad AVENTem
Wracając do siły ssącej mojej słodkiej dziewczynki.
Jak nas przyparło z kolkami, na gwałt zaczęłam szukać ratunku, naiwnie wierząc, że takie coś istnieje… hehe… głupia jamatka… i między innymi kupiłam w sklepie wysyłkowym takie coś.

Zapowiadało się nieźle.
Ustrojstwo „antykolkowe” wyglądało na coś niesłychanie wyspecjalizowanego a ponadto zawierało wskaźnik temperatury mleka, wedle tego co jamatka wyczytała tu i tam, wielce przydatna rzecz.
Oczywiście wszystko Biosfenol fri.
Co więcej… a nawet co NAJ-więcej wyjątkowo tanie, jak na taki cud!
Tyle, że z wysyłką już nie było tak fajnie, bo za pak x2 butelki plus transport zapłaciłam prawie 50 zeta.
I to był największy bezsens w dziedzinie zakupów butelkowych.
Ja nie twierdzę, że butelki Tommee Tippee są złe… może są super, ale nie dla takich ssaków jak moja Inoczka.
Ten wiotki silikonowy smoczek, co niby tak akuratnie imituje matczyny cycek
/ coś dla Ciebie Mago… może Twojej Małej by pasowało/
W każdym razie moja dzidzia wystarczy, że pociągnęła dwa łyki i cała ta imitacja cycka robiła zwrot w przeciwną stronę ku wklęsłości.
Poza tym to ustrojstwo antykolkowe… i tak i siak kombinowałam… i nie mam bladego pojęcia na czym ten cud polega ani jak działa. I czy w ogóle działa?
Jak dla mnie to zwykły prymitywny kit mydlący oczy jak very jest professional.
Poza tym na ten CUD techniki antykolkowej składa się od groma drobnych elemencików tajemniczego kształtu i zastosowania i mycie takich butelek… rozkładanie, składanie, pilnowanie coby te pierdułki składowe nie rozlazły się w trakcie mycia… no to w takim przypadku karmienie butlą, to rzeczywiście masakra.
Ponadto, tak jest to bezmyślnie skonstruowane, że nie da się tego gluta pseudo-anty-kolkowego wyjąć i korzystać z butelki, jak z każdej innej.
Nie… nic z tego, bo ustrojstwo robi też za uszczelkę a bez uszczelki butelka jest nieszczelna.
Bez sensu.
Co jeszcze?
Ten wskaźnik temperatury… paranoja… albo z mojej Inoczki tak gorąca dziewoja albo z tym wskaźnikiem jest coś nie tak, bo mleko o ciepłocie wskazanej przez wskaźnik spotkało się niestety z bardzo „zimnym” przyjęciem ze strony konsumentki.
Poza tym zanim ten wskaźnik raczył się zdecydować co wskazuje to… to ja nie mam czasu na takie. Wolę własne nadgarstki.
No i nareszcie kształt, co to niby tak zgrabnie wbrew pozorom w ręku się układa.
No to ja najwyraźniej czujnik zgrabności mam innego typu.
Poza tym chciałabym zobaczyć podgrzewacz, do którego takiego grzmota da się upchnąć.
Przyznam szczerze, że jak rozpakowałam przesyłkę, to moja pierwsza reakcja miała znamiona zachwytu…
Łał… jak rakieta!
A potem było już tylko gorzej.
Kolejny bezsens zalega w szafie bezużytecznie.
Kiedyś, normalnie, powyciągam te bezsensy spod szafy i podsumuję straty.
Nie wiem po co. Dla nauczki.
Nie… stanowczo butelek Tommee Tippee nie polecam a już szczególnie tych specjalnych antykolkowych.
Pojeździłam sobie równo po badziewiu, teraz dla odmiany będę PRO.
Będę PRO i przy okazji powiem, czym właściwie od pół roku zasysamy.
No więc mojej Inoczce, jak na plebejską dziedziczkę przystało, najbardziej podpasowały te tradycyjne najtańsze butle z kauczukowym smoczkiem o niby anatomicznym w kształcie, jakie można dostać w Rossmanie za rogiem.
Tyle, że one nie są BPA.
A butle Biosfenol Free są… a raczej były pół roku temu, pieruńsko drogie. Pewno, że nie z powodu wyższych kosztów produkcji, tylko za sprawą ludzkiej pazerności.
Bo to, co się wyprawia w tej dzieciowej dziedzinie… to jest naprawdę MEGA ZDZIERSTWO!
Ale to takie, że przechodzi ludzkie pojęcie!
Jednak firma Canpol, która współpracuje z Rossmanem ma swojej ofercie takie same butle, ino ze szkła.
Zamówiłam zatem szklaną baterię x8 online i po krzyku.
I mam z bańki ewentualne rewelacje, że coś tam w produktach dla dzieci stosowanych dwadzieścia lat temu okazało się nie teges.
Bo fakt, że plastikowe butle BPA nie zawierają Bisfenolu A nie znaczy, że nie zawierają jakiegoś innego paskudztwa, o jakim jeszcze nie wiemy.
A szkło to szkło. Krzem i tyle…
Wprawdzie można się jeszcze przyczepić do smoczka… czy kauczuk mniej szkodzi czy silikon, jednak nie dajmy się zwariować, bo bardziej ta paranoja NAM zaszkodzi niż podejrzany smoczek naszemu dziecku.
A jakiś czas temu apetyt Inoczki zwiększył się stosownie do wieku i butelki 150 ml stały się za małe.
I tak fajnie przypasowało, że w naszym kochanym niezastąpionym Rossmanie za rogiem pojawiły się butle firmy Babydream, nie tylko BPA, ale na dodatek w różnych kolorach plastiku i o w fajnym kształcie, takim z dziurką po środku, wygodnym do trzymania i dla dziecka i dla matki.
Jedyny feler, to że takie powyginane ciutek trudno się myje. Ale da radę.
I nie wiem w czym wist, czy to prawda czy autosugestia, ale są wyjątkowo lekkie.
Choć to raczej autosugestia wynikająca z ergonomicznego kształtu, bo są tej firmy i z takiego samego tworzywa butle kształtem zbliżone do tych AVENTA i te właśnie wydają się być cięższe, choć mają mniejsza pojemność.
A te z dziurą są super!
Niestety, chyba to jakaś nowość, bo nie znalazłam wizerunku w sieci a pstrykać z natury mi się nie chce, tym bardziej, że nie wierzę coby komuś specjalnie było przykro z tego powodu.
Canpol też ma podobne w ofercie, też z dziurką i z nalepką BPA, choć nie kolorowe, ale ja im nie ufam.
Tworzywo bez biosfenolu ma taki charakterystyczny lekko mleczny wygląd a te niby BPA Canpolu są klarowne jak szkło.
Może to jakaś nowa ojaniemośna technologia … nie wiem.
Na wszelki wypadek nie tykam, skoro są te drugie.
Kupiłam różowe, niebieskie i pomarańczowe.
Różowe szczególnie mi leżą.
Coś mi się zrobiło z tym kolorem odkąd mam córeczkę… muszę kiedyś stosowny wpis poczynić w obronie różowego.
A! i najważniejsze… kosztują 3-4 a nawet 5 razy mniej niż butle BPA innych firm.
Coś około 10 PLN.
Też mają profilowane smoczki, tyle, że z silikonu, a w tych smoczkach w bardzo rozsądnym miejscu jest zwykłe nacięcie i tym nacięciem zasysa się powietrze podczas ssania mleczka. Patent prosty jak drut a jednocześnie najbardziej sensowny i skuteczny ze wszystkich z jakimi miałam do czynienia, choć wcale nie nazywa się antykolkowy.
Nie byłaby jamatka sobą jakby do tej słodyczy nie dodała odrobinę dziegciu.
Szklane butle są szklane i godne zaufania, jednak są ciężkie.
Jednak bezpiecznie można podgrzewać w nich wodę na gazie, co jamatka czyni odkąd popsuł jej się podgrzewacz, bez ryzyka stopienia plastikowego boczka.
Jednak są ciężkie i do karmienia niewygodne, dlatego tej większej wersji 250 ml już nie kupiłam.
Zaś te kolorowe plastiki z dziurką mają ten feler, że trochę niezbyt są dopasowane gwintem… nakrętka z butelką… i że smoczek profilowany zazwyczaj wypada w innej płaszczyźnie niż butelka.
Trudno mi to dokładnie wyjaśnić… jak kto będzie miał do czynienia ten w lot zrozumie o co mi chodzi.
A… na zakończenie jednak jeszcze troszkę sobie pojeżdżę.
Otóż w szale antykolkowej desperacji trafiłam w Aptece na takie coś.
Butelka antykolkowa Dyduś
Ja nie wiem… żadnej specjalnej instrukcji do tego nie było a nie udało mi się samodzielnie wydedukować, jak takie ustrojstwo obsługiwać.
Bo butelka DYDUŚ ma dwie dziurki!
To na dole… ta niby nakrętka nie wiem po co, to ona ma na środku wielką dziurę!
Jedna dziurka jest w smoczku a druga w dnie!
Nie mam pojęcia jak to mleko ma się utrzymać.
I ten kształt… bez sensu. Bardziej przeszkadza przy trzymaniu butelki niż pomaga.
Totalny przerost formy nad treścią.
Największy butelkowy bubel jaki na oczy widziałam!
Ufff….

















komentarze