… że coś, taka milcząca się zrobiłam, bo źle ze mną albo że już… to się odzywam, że jeszcze nie, tylko że…
Że dziś jest piętnasty, zatem od jutra zaczniemy 39 tydzień ciąży, zaś za za osiem dni jest dwudziesty trzeci luty i jest termin i chyba w związku z tym czuję coraz większe parcie na szukanie dziury w całym… i właśnie znalazłam wczoraj te dziury.
Całe metry bieżące dziur!
I co robi samotna słomiana wdowa małego wzrostu z wielkim brzuchem w 39 tygodniu ciąży… na dodatek z dwójką potomstwa płci męskiej na karku?
No, nie… nie…
trzeba jednak teraz przyznać, że to raczej to potomstwo ma na karku mnie i Inoczkę, bo…
Bo wprawdzie wyszlifowałam już wcześniej w Naszym Pokoiku na Górce większość podłogi, lakierowaniem, na akrylowo oczywiście… zajmę się latem.
Zresztą póki co, nie ma specjalnie takiej potrzeby bo te surowe solidnie przesezonowane deski bardzo ładnie wyglądają a jak leżą na nich chodniki… takie co zawsze można je wyprać nawet w 90 stopniach… to nie ma raczej obawy, że niezaimpregnowanej podłodze mogłoby się coś stać.
I tak mam coraz większą ochotę nie lakierować jej wcale a wywoskować.
Była kiedyś na rynku taka pasta, Pałacowa się nazywała… woskowaliśmy nią, za moich konserwatorskich czasów, granitowe kolumny.
Ale mniejsza…
tak czy owak podłoga jest wyszlifowana z grubsza, ściany wycekolowałam będąc jeszcze w czwartym miesiącu, pazatykałam dokładnie każdą dziurkę przy podłodze i pod sufitem, coby żadna zarazka się do mojej Inoczki nie przecisnęła ze strychu czy z dachu, bo…
Bo jak nam w tym pokoiku na górce „fachowcy” kładli podłogę to zostawili między dechami szpary sięgające miejscami do pięciu mm! … tłumacząc coś, że i tak za rok dwa trzeba będzie tę podłogę przełożyć, jak się przesezonuje i wtedy to się wyrówna.
Lat minęło dwanaście i nikt nic nigdy oczywiście nie przekładał, choć plany na ten temat chłop snuje systematycznie…
a jakże by inaczej ;)
Podłoga wysezonowała się już na fest z okładem, zaś szpary zostały.
A w tych szparach przez te dwanaście lat zdążył się wykształcić prawdziwy mikrokosmos mikroskopijnych żyjątek i roślinek żerujący na tym, co w międzyczasie między dechami zaległo tak, że żaden odkurzacz tego już nie wyssie.
I właśnie wczoraj ruszyła mi wyobraźnia, jak tak leżałam na lewym boczku bezmyślnie gapiąc się w podłogę.
I najpierw powoli…
„jak żółw ociężale ruszyła maszyna po szynach ospale”…
itede itepe…
aż w końcu poszłooo! …
pełną parą na temat, co ten mikrokosmos może zrobić z moją bezbronną dzidzią jak mu pożywienia między tymi szparami zabraknie.
Jeszcze przy szpachlowaniu ścian wymyśliłam do tych dziur przy podłodze specjalny mix na bazie gipsu ceramicznego, którego żadna siła nie zmoże i nie wykruszy i póki co się sprawdza, choć kaloryfery grzeją na full.
Takie coś… gips szpachlowy – coby opóźnić wiązanie, plus gips ceramiczny… pieruńsko twardy i bardzo biały… i woda z wikolem. Wikol, bo akryl jednocześnie opóźnia wiązanie gipsu i zwiększa wytrzymałość naszej szpachlówki domowego wypieku.
Co?… opłaca się być babą budowlańcem :)
Zatem od wczoraj razem z Inoczką fugujemy podłogę w naszym pokoiku :)
Ja na tej podłodze siedzę a Inoczka leży.
Tzn mój brzuch leży na podłodze a w nim Inoczka.
Mamy już połowę i najchętniej skończyłabym całość jeszcze dzisiaj, skoro nabrałyśmy z czasem wprawy i migiem już nam to idzie, ale po wczorajszym fugowaniu, jak w nocy przyszło mi wstawać do kibelka… i to pięć razy! … uhhh… to było…
Dlatego korci mnie strasznie, coby umieszać następną partię mixu szpachlowego, bo te szpary aż się proszą… ale wykażę się zdrowym rozsądkiem, bo ktoś w tym domu musi być odpowiedzialny!
Do licha!
Tym bardziej, że przesuwałyśmy dziś do spóły z Piotrusiem ten wielki materac dwa metry na dwa… i przenosiliśmy łóżeczko… i szafki…
… i może się okazać, że dzisiejszej nocy wstać do kibelka będzie jeszcze trudniej.
Ale podłoga, w tej zafugowanej połowie, wygląda super. Wszystko jest takie białe i drewniane jak z tego mego snu… zasłonkę na okno też dałam z białej surówki. I kapa na materac też biała.
Jutro już to skończę i jeszcze tylko przelecę szlifierką po wierzchu pozostałości gipsu na deskach i będzie cudnie!
Takie se gniazdko uwiłyśmy, tu nad dachami starówki, że nikt takiego nie ma.
Wszystko tu mamy… poza najzajebistszym widokiem świata mamy wielki materac 2×2, jak będziemy chciały poleżeć se razem…
O… w jednym tylko przypadku lubię karmienie piersią… na leżąco na boczku właśnie. Mego Misia czasami tak karmiłam. Jak wchodziła już butelka, to jedynie tak dawał się na cycka namówić.
A jak nie będziemy chciały zjadać się na leżąco, to mamy też tu ten wieeeelki fotel z wysokim oparciem… na który uszyłam pokrowiec z białej surówki :)…
i trzy szafki z sosnowego drewna i łóżeczko i stół z moim pecetem i różowego laptopika i taki szmaciany kosz na brudne ciuszki z Biedronki… i z białej surówki :)
i nawilżacz powietrza i TummyTub do kąpieli.
I jeszcze jutro przyniosą mi tu Miśki tę komodę, gdzie teraz trzyma się papiery w pracowni, bo przyszło mi dziś do głowy, że przydałaby się…
i w ogóle żyć nie umierać! Pięknie jest!
Tak pięknie bywa jak się ma mamę budowlańca :)











komentarze