rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

15 lutego 2010

żeby nie było…

… że coś, taka milcząca się zrobiłam, bo źle ze mną albo że już… to się odzywam, że jeszcze nie, tylko że…

Że dziś jest piętnasty, zatem od jutra zaczniemy 39 tydzień ciąży, zaś za za osiem dni jest dwudziesty trzeci luty i jest termin i chyba w związku z tym czuję coraz większe parcie na szukanie dziury w całym… i właśnie znalazłam wczoraj te dziury.
Całe metry bieżące dziur!

I co robi samotna słomiana wdowa małego wzrostu z wielkim brzuchem w 39 tygodniu ciąży… na dodatek z dwójką potomstwa płci męskiej na karku?
No, nie… nie…
trzeba jednak teraz przyznać, że to raczej to potomstwo ma na karku mnie i Inoczkę, bo…

Bo wprawdzie wyszlifowałam już wcześniej w Naszym Pokoiku na Górce większość podłogi, lakierowaniem, na akrylowo oczywiście… zajmę się latem.
Zresztą póki co, nie ma specjalnie takiej potrzeby bo te surowe solidnie przesezonowane deski bardzo ładnie wyglądają a jak leżą na nich chodniki… takie co zawsze można je wyprać nawet w 90 stopniach… to nie ma raczej obawy, że niezaimpregnowanej podłodze mogłoby się coś stać.
I tak mam coraz większą ochotę nie lakierować jej wcale a wywoskować.
Była kiedyś na rynku taka pasta, Pałacowa się nazywała… woskowaliśmy nią, za moich konserwatorskich czasów, granitowe kolumny.

Ale mniejsza…
tak czy owak podłoga jest wyszlifowana z grubsza, ściany wycekolowałam będąc jeszcze w czwartym miesiącu, pazatykałam dokładnie każdą dziurkę przy podłodze i pod sufitem, coby żadna zarazka się do mojej Inoczki nie przecisnęła ze strychu czy z dachu, bo…

Bo jak nam w tym pokoiku na górce „fachowcy” kładli podłogę to zostawili między dechami szpary sięgające miejscami do pięciu mm! … tłumacząc coś, że i tak za rok dwa trzeba będzie tę podłogę przełożyć, jak się przesezonuje i wtedy to się wyrówna.
Lat minęło dwanaście i nikt nic nigdy oczywiście nie przekładał, choć plany na ten temat chłop snuje systematycznie…
a jakże by inaczej ;)

Podłoga wysezonowała się już na fest z okładem, zaś szpary zostały.

A w tych szparach przez te dwanaście lat zdążył się wykształcić prawdziwy mikrokosmos mikroskopijnych żyjątek i roślinek żerujący na tym, co w międzyczasie między dechami zaległo tak, że żaden odkurzacz tego już nie wyssie.

I właśnie wczoraj ruszyła mi wyobraźnia, jak tak leżałam na lewym boczku bezmyślnie gapiąc się w podłogę.

I najpierw powoli…

„jak żółw ociężale ruszyła maszyna po szynach ospale”…

itede itepe…

aż w końcu poszłooo! …

pełną parą na temat, co ten mikrokosmos może zrobić z moją bezbronną dzidzią jak mu pożywienia między tymi szparami zabraknie.

Jeszcze przy szpachlowaniu ścian wymyśliłam do tych dziur przy podłodze specjalny mix na bazie gipsu ceramicznego, którego żadna siła nie zmoże i nie wykruszy i póki co się sprawdza, choć kaloryfery grzeją na full.
Takie coś… gips szpachlowy – coby opóźnić wiązanie, plus gips ceramiczny… pieruńsko twardy i bardzo biały… i woda z wikolem. Wikol, bo akryl jednocześnie opóźnia wiązanie gipsu i zwiększa wytrzymałość naszej szpachlówki domowego wypieku.

Co?… opłaca się być babą budowlańcem :)


Zatem od wczoraj razem z Inoczką fugujemy podłogę w naszym pokoiku :)
Ja na tej podłodze siedzę a Inoczka leży.
Tzn mój brzuch leży na podłodze a w nim Inoczka.

Mamy już połowę i najchętniej skończyłabym całość jeszcze dzisiaj, skoro nabrałyśmy z czasem wprawy i migiem już nam to idzie, ale po wczorajszym fugowaniu, jak w nocy przyszło mi wstawać do kibelka… i to pięć razy! … uhhh… to było…

Dlatego korci mnie strasznie, coby umieszać następną partię mixu szpachlowego, bo te szpary aż się proszą… ale wykażę się zdrowym rozsądkiem, bo ktoś w tym domu musi być odpowiedzialny!
Do licha!
Tym bardziej, że przesuwałyśmy dziś do spóły z Piotrusiem ten wielki materac dwa metry na dwa… i przenosiliśmy łóżeczko… i szafki…
… i może się okazać, że dzisiejszej nocy wstać do kibelka będzie jeszcze trudniej.
Ale podłoga, w tej zafugowanej połowie, wygląda super. Wszystko jest takie białe i drewniane jak z tego mego snu… zasłonkę na okno też dałam z białej surówki. I kapa na materac też biała.

Jutro już to skończę i jeszcze tylko przelecę szlifierką po wierzchu pozostałości gipsu na deskach i będzie cudnie!
Takie se gniazdko uwiłyśmy, tu nad dachami starówki, że nikt takiego nie ma.
Wszystko tu mamy… poza najzajebistszym widokiem świata mamy wielki materac 2×2, jak będziemy chciały poleżeć se razem…

O… w jednym tylko przypadku lubię karmienie piersią… na leżąco na boczku właśnie. Mego Misia czasami tak karmiłam. Jak wchodziła już butelka, to jedynie tak dawał się na cycka namówić.

A jak nie będziemy chciały zjadać się na leżąco, to mamy też tu ten wieeeelki fotel z wysokim oparciem…  na który uszyłam pokrowiec z białej surówki :)…
i trzy szafki z sosnowego drewna i łóżeczko i stół z moim pecetem i różowego laptopika i taki szmaciany kosz na brudne ciuszki z Biedronki… i z białej surówki :)
i nawilżacz powietrza i TummyTub do kąpieli.

I jeszcze jutro przyniosą mi tu Miśki tę komodę, gdzie teraz trzyma się papiery w pracowni, bo przyszło mi dziś do głowy, że przydałaby się…

i w ogóle żyć nie umierać! Pięknie jest!

Tak pięknie bywa jak się ma mamę budowlańca :)


komentarze[12]

kategoria notki wicie gniazda — Tagi: , — jamatka @ 13:52

10 stycznia 2010

zagnieżdżanie…

Przedwczoraj przyjechało łóżeczko… dziwnie to na mnie wpłynęło.

Coś jakbym przeszła na drugą stronę… nie dosypiam od tego czasu, bo jak wszyscy są już w łóżkach i mam święty spokój zamiast sama się położyć, zaczynam koło tego łóżeczka krążyć… najpierw tylko raz, coby rzucić okiem ot tak… czy dobrze wybrałam, bo mam wątpliwości… potem ustawiam płozy coby jeszcze raz sprawdzić jak się buja…  a jak już go dotknę to się zaczyna… przestawianie, przekładanie, przerabianie… dodawanie, odejmowanie…   układanie… i bujanie. Przede wszystkim bujanie.

Bujanie robi mi najbardziej.

Jak już skończę dzisiejszo-poranne przekładanie ubranek i kołderek na nowa modłę to postaram się zdać relację z wczorajszych zakupów. Cały dzień na allegro… w sumie myślałam, że będzie gorzej, ale po podliczeniu wyszło pięć stów z małym kawałkiem… jednak jeszcze po północy, już w łóżku i z jednym okiem zamkniętym, przypomniałam sobie o nawilżaczu…  to dobiłam jeszcze dodatkowe dwie stówy do rachunku i dopiero wtedy udało mi się zasnąć.

No co… to zupełnie szczególna sytuacja.

Kolejne dziecko to była ostatnia rzecz, której  mogłam się spodziewać od dziesięciu lat co najmniej… na dodatek dziewczynka… ja nigdy wcześniej nie chciałam mieć dziewczynki… na widok małych dziewczynek zawsze robiło mi się niedobrze…   no i od dziecka nie cierpiałam różowego koloru… pamiętam jak kiedyś – jeszcze w tym poprzednim życiu na wsi – ogołociłam choinkę ze wszystkich różowych bombek… wiedziałam, że mi się oberwie, bo różowych była przewaga… za komuny specjalnego wyboru kolorystycznego nie było… ale wywaliłam na śmietnik, jak nikt nie widział, bo wytrzymać z tym różem nie mogłam pod jednym dachem na dodatek w jednopokojowym mieszkaniu.

A teraz wszystko dobieram na różowo … ledwie się zmusiłam coby łóżeczko też różowe nie było bo to jednak przegięcie… jest szaro żółte… ale nic nie poradzę, że pasuje mi do niego tylko różowa pościel… na razie mam tylko różowy ręcznik ale już wyciągnęłam taką  kołderkę w kolorze wściekłego różu… pasuje jak ulał tym bardziej że ma satynowe okrycie. Już się pierze.

No właśnie… bo z tym różowym… bo to zależy jaki ten róż.

Do Inki pasuje róż wściekły.

Może to przez tę Świątynię Miłości

kategoria notki blox,wicie gniazda — Tagi: , — jamatka @ 13:24

8 grudnia 2009

szykując wyprawkę- pierwsze polecanki.

Nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta, ale jeżeli czymkolwiek w życiu byłam, co da się określić jednym słowem, to budowlańcem.

To z czerwonymi włosami, jak najbardziej owszem to ja… i to wcale nie tak dawno temu. Jakieś 3 – 4 lata?

Nie… nie kupiłam jeszcze łóżeczka i na razie nie kupię bo przezornie zajrzałam na stan konta… i jest mniej fajnie niż mi się zdawało.
Nie mniej starczy na dokończenie spraw niedokończonych.

Zatem z zakresu tych spraw:

Po pierwsze idę zaraz dokończyć wreszcie kompletowanie szpitalnej wyprawki i pakowanie toreb.
Dla siebie i dla dzidzi… znaczy się wkrótce trzeba będzie przeredagować listę wyprawkową.
A potem…

Potem zajmę się dokończaniem pokoju dla Inki.

I potem właśnie przyjdzie czas na łóżeczko.

Tzn na razie mieszka tam Ptyś. I ja z nim czasami jak przyjeżdża ojciec i nie mam wolnej pracowni. Szczęśliwie zdążyłam go jeszcze – w czwartym miesiącu będąc – wyszpachlować dokładnie.

Prace remontowe zostały wstrzymane właśnie z powodu braku funduszy… i teraz czas by je ponowić. Wprawdzie siły już nie te same, co w owym czwartym miesiącu, ale i tak stojąc czy leżąc jest mi źle, zatem co za różnica… grunt żebym tylko chodzić nie musiała.

A właśnie do dokończenia została przede wszystkim podłoga, zatem mogę to robić nawet z lewego boczku.
Trzeba podłogę w pokoju wyfugować, bo robotnicy co ją nam kładli, byli typu z czeskich czarnych komedii… znaczy katastrofa remontowa… i szczeliny między deskami dochodzą do pół centymetra.
W tych szczelinach zaś przez lata zgromadził się – poza kurzem – śmieć wszelkiego rodzaju i jak sobie wyobrażę jaka mikroflora i fauna ten zróżnicowany ekosystem zamieszkuje to mi się niedobrze robi na myśl, że moje maleństwo miałoby w takim środowisku spać.
Szpachlówkę już obmyśliłam i przetestowałam. Specjalnie spreparowany gips szpachlowy. Póki co nic go nie rusza od kilku miesięcy. Jak się doda odpowiedniego spoiwa i odpowiednio zagęści to nie ma bata… nic go nie wykruszy.

Zatem dziś spoinowanie podłogi i jak dobrze pójdzie to zacznę potem szlifowanie samych desek… ciągle tą samą szlifierką oscylacyjną co ją rok temu nabyłam za czterdzieści zeta…

Pisałam kiedyś wpis… kiedy indziej i gdzie indziej, o tanich narzędziach elektrotechnicznych jakie można nabyć w supermarketach budowlanych… takich w cenie max – 100PLN … i póki co żadne mi się jeszcze nie zepsuło.

Zatem zanim nie nastał czas polecanek w rodzaju jakie pampersy maście olejki… to póki co z czystym sumieniem mogę polecić wszystkie te szliwierki, wyżynarki, wiertarki, opalarki i inne arki przymierza o zagadkowych nazwach i egzotycznej cenie kikudziesięciu zeta dostępne w marketach typu Obi czy Praktiker.
Mają one tę zasadnicza zaletę, że kosztując nawet dziesięciokrotnie mniej niż rozmaite Boshe i inne Makinty, jak się zepsują można je z czystym sumieniem wyrzucić do śmieci nie bawiąc się w duperele serwisowe i jechać do sklepu po następną.
A każdy sprzęt tego rodzaju i tak się wreszcie psuje, bo się zużywa… także markowy. Zaś serwisy takich marek… uhhhh… to potrafią napsuć krwi…
No i wreszcie kończy się gwarancja i trzeba za taki serwis zapłacić.
Przeciętny serwis Bosha kosztuje co najmniej sto parę złotych… no to za sto parę złotych można kupić kilka urządzeń no-name.

To do roboty!

kategoria notki wicie gniazda,zdaniem Jamatki — Tagi: , — jamatka @ 08:35

7 grudnia 2009

bo jeżeli chodzi o atmosferę Świąt Bożego i te inne, Narodzenia…

TO CHCĘ TO!

przede wszystkim! BARDZO BARDZO BARDZO! tu i teraz!
i jeszcze to, ale może być potem

i jeszcze to… też potem ale równie koniecznie!

i jeszcze takie różne ale nie koniecznie

Ale na to łóżeczko to mam takie ciśnienie, że nie wiem jak dam radę.

Jest trochę grosza… akurat coby od biedy dociągnąć do … do… sama nie wiem.
Przez jakiś czas.
No i wedle zdrowego rozsądku to na co mi to łóżeczko już teraz ? Żeby stało i zawalało kąty przez najbliższe 2 miesiące?
W końcu mam na kogo wydawać pieniądze przed świętami.
Z drugiej strony… dwie stówy… co to jest dwie stówy?
Dwa kursy do Biedronki przejedzone w trzy dni.

Ale takie mam ciśnienie coby już i teraz!
Być pewna, że jestem DO BIEGU GOTOWA START!

Ten stan zawieszenia oczekiwania niewiadomocobycia mnie dobija…

Bo przypomniało mi się wczoraj o odpowiedniej pościeli dla Inoczki. Że przecież nie mam!
Przecie jak to po mnie odziedziczy Syndrom Królewny na Ziarnku Grochu to lepiej żebym się przygotowała zawczasu do owej-unikatowej-dotykowej-owej preferencji-i.

Już wymyśliłam co do środka.

Kupiłam w tym roku wełniane kołdry… w Biedronce, a jakże… za 4 dychy sztuka… najpierw jedną, bo podejrzliwa byłam że tak tanio… a potem za pół roku, jak znowu się pojawiły, kolejne cztery.
Naprawdę dobry zakup – grube ciepłe i tanie a jedyny feler to sztuczne bawełnianopodobne coś co ten wełniany wkład trzyma w kupie.
A my Księżniczki niestety… może i w lumpexach się zaopatrujemy ale na wszelkie syntetyki to uuuuhhh… i fuuuuj… nie da rady.
I muszę właśnie po lumpexach zapolować na odpowiednie cuś… najlepiej poszwę dużą satynową.

Czemu do lumpexu? a bo szukałam już… w naszych sklepach takiej miękkiej satyny nie ma coby nadawała się dla grochowych panienek
I z tego zrobię to na wierzch do wełnianego wsadu… zamiast tego syntetyku.
Konkretnie z jednej kołdry wyjdą mi dwie małe kołderki, jedna pod spód druga na wierzch… i dwie poduszeczki.
My Królewny sypiamy akurat na płaskich poduchach… tzn podusiach o bardzo specyficznej grubości i tylko my wiemy jak to-to ma wyglądać.
W sklepie nie uświadczysz niestety.
Podobnie muszę zrobić z pościelą.
Musi być lumpex bo My, JaśnieMoście, mamy uczulenie na nowe jeżeli o pościel chodzi.
Nienawidzimy … za Chiny Ludowe nie zasnę w nowej pościeli… a w takiej krochmalonej to już w ogóle.

Pamiętam jak byłam mała i matka zmieniała mi poszewki, to ściągałam je w nocy i trzymałam kilka dni pod prześcieradłem aż doszły… a spałam bez.. pod samym tym różowym. Trochę piórka gryzły ale lepsze to było niż taka glanc poszewka!

No i se tak wszystko wczoraj ułożyłam i zaplanowałam… aż zasnąć z tego nie mogłam… / stąd nowa skórka na blogu ;) / i mogłabym już… szyć robić gotować!
tylko do czego ?! No!
Sie pytam…
DO CZEGO?!

Co za czas normalnie… rok temu nawet nie byłoby się nad czym zastawiać… jak konto dochodziło do poziomu 3 koła to wpadałam w strach że się kasa kończy… a teraz jak dochodzi do tego poziomu – tylko z odwrotnego kierunku – to znaczy że pieniądze nareszcie się pojawiły.
Co za życie…
Jak w kalejdoskopie…

A no to kupię… już zamawiam…
Pieprzyć tam… zdrowy rozsądek i te sprawy…

Zamawiam.

kategoria notki wicie gniazda,zakupy — Tagi: , , , — jamatka @ 17:40

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24