rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

21 sierpnia 2010

O zarabianiu na blogu dzieciowym – wpis zamykający choć nic nie wnoszący

Nie było mnie trochę, zabambożyłam, bo miałam sprawy na mieście.
Jakie sprawy?
Ano związane z tematem niestety. Wciągnęło mnie, wessało, zgłupiałam na punkcie i póki co szans na koniec nie ma.
Zatem nie wiem, co mam na pisać, choć obiecałam, bo im bardziej chcę się czegoś dowiedzieć, tym dalej brnę w nieznane.

Póki co to zadyszałam się deczko i muszę odsapnąć, sam temat „Zarabiania na blogu” wieszając na kołku.

Ano zdyszałam się i spociłam, bo się ścigałam.
Na UU się ścigałam.
Od poniedziałku do piątku, cztery dni nieustannego wyścigu z krótką przerwą na sen może wyczerpać nie takich zawodników jak jamatka.
A przypomnę, że jamatka w tym sporcie nie jest bynajmniej zawodowcem, tylko uprawia to amatorsko.

Efekt zmagań?

Ostro przekroczony transfer na moim hostingu i niezdrowe podniecenie.
W wyniku przekroczonego transferu do końca miesiąca blogi jamatki będą się otwierały cokolwiek opornie, a w wyniku niezdrowego podniecenia naderwała jamatka kilka nocy.

I na co to wszystko?

Dla prawdy!

I dla nauki. A raczej nauczki.

Bo sprawdzała jamatka, jaki sens ma zapisywanie się do katalogów. Katalogów blogowych i w ogóle katalogów stron internetowych.

W tym celu, w nie całkiem przyzwoity sposób, utrzymywałam inoczkę.pl na pierwszej stronie jednego z popularniejszych katalogów z blogami… choć w sumie sama nie wiem, co o nim myśleć, biorąc pod uwagę towarzycho z jakim przyszło mi się ścigać.

No ale dałam radę.

Wykorzystując autosurfy nabijałam sobie dziennie taką ilość UU, że inoczka.pl przez 4 dni dumnie wypinała pierś na pierwszej stronie w poczytnym miejscu.

Efekt w postaci nowych gości?
A ze 4-5 osób.
Nie dziennie a w ogóle.

No to jak ja sobie przypomnę, jaki ruch na stronie zapewniał mi nieodżałowany BlogFrog! i jak szybko zapewnił pampersstory.blox.pl i pampersstory.pl PR:3!
To odkąd BlogFroga zabrakło świat już nie jest taki sam…
Wprawdzie sam Blogfrog był bez sensu ale jakimś pokracznym szyfrem napędzał to wszystko i interes się kręcił.

Choć nie mam pojęcia, jak się mają sprawy w przypadku najbardziej znanego i uznanego katalogu z blogami PL, mianowicie blogbox.com.pl, bo nie udało mi się jeszcze tam wcisnąć, bo mają wymagania i nie ma letko.
Na razie staram się tylko o wetknięcie tam na spróbę innego bloga.
Dla testu tylko, dlatego nie rzuciłam inoczki.pl na żer, bo jest dla mnie zbyt cenna.
Jak mi się uda z tym jednym blogiem i będę miała okazję wybadać grunt, to wszystko opowiem.

Na razie nie powiem bo nie wiem.

Bo mogłabym np. rzec, że warto zgłaszać blog do katalogów ze względu na Pagerank.
Czyli takie COŚ w rodzaju skali ocen, jakie stosują Google w określaniu czy strona jest lepsza czy gorsza.
Skala jest dziesięciostopniowa i ocena na piątkę to jest naprawdę dużo i niełatwo się tego dochrapać. Podobno, bo teraz już sama nie wiem…

No i ten pagerank zależy od ilości i jakości linków, jakie do nas prowadzą z różnych miejsc w sieci, im więcej linków tym pagerank wyższy.
I jak np w bloxie linkujecie do siebie nawzajem, albo link do was znajduje się gdzieś w rankingach serwisu blox.pl, to wszystko to razem pracuje na Wasz Pagerank, czyli wartość strony m.in uwzględnianą podczas starania się o reklamodawcę.

Dlatego jedno póki co mogę poradzić w temacie przewodnim.

Jak nie macie w domu informatyka, co zajmie się pozycjonowaniem Waszego bloga, to olejcie własne domeny pl i podepnijcie się pod jakiś większy serwis… konkretnie mam tu na myśli Bloxa, którego znam i blogowisko na onecie, którego nie znam i poznać nie zamierzam, bo nie podoba mi się od pierwszego wejrzenia.
N`ale nawet Pan P. ma tam swoje poletko zatem z jakiegoś powodu właśnie na onecie postanowił uprawiać swoją działkę… choć brzydka ta działka… paskudnie.

Zatem czy żałuje przenosin na swoje?

Eee… nieeee… zupełnie, nie żałuję ani trochę.
Za stary wróbel blogowy jestem, cobym nie wiedziała, w co się pakuję.
Uwielbiam mój mały własny adresik a jeszcze bardziej uwielbiam wordpressa i jak pomyślę, że siedząc w bloxowych pieleszach tyle mądrości byłoby dla mnie niedostępne… nie. Nie żałuję.

N`ale ja jestem jedyna w swoim rodzaju i od maleńkości nie nadawałam się do „przynależenia”, dlatego obecne rozwiązanie jest jedynym akceptowalnym wyjściem dla takiego indywiduum jak jamatka.

Ale mniejsza… czas kończyć ten nudnawy, jak na takie miejsce, temat w klimatach Techno.

No więc o czym to ja…?
Acha.

Że mogłabym coś mądrego powiedzieć o Pagerankach, ale nie mogę, bo podczas ostatnich wyścigów konkurowałam m.in z blogiem typu dzieciowego poświęconym pewnemu Ancysiowi i nie tylko.
I sprawdziłam kiedyś Pagerank tego Ancysia i zbaraniałam.

Wspominane przeze mnie w poprzednich wpisach Dzieciowo.pl ma pagerank na piątkę, a jakże… tzn PR:5 i to jest bardzo dobry wynik, nie wiem czy wypada zestawiać, ale Kominek ma podobny.

A proszę sobie porównać.

To jest blog Dzieciowo.pl

dzieciowo


A to jest blog Ancyś Cośtam Cośtam

Ancyś-blog


A to jest zrzut z pewnego wiarygodnego sprawdzacza PR

ranking


Dla niedowidzących, bo fakt, trochę nieczytelne wyszło, podaję:

Ancyś-cośtam-cośtam:
PR:5 Alexa 170

Dzieciowo Mi:
PR:5 Alexa:1705199

jak kto deczko obeznany w temacie to wie, co znaczy Alexa:170… czad!

No i jamatka zgłupiała i dopóki nie zmądrzeje już nic więcej w temacie nie powie coby nie wygłupić się jeszcze bardziej.


A… poza jednym.
Jakby kogoś zainteresowały zmagania jamatki z mechaniką blogosferalną, to ma jamatka namiar do polecenia.
Trafiła nań właściwie w niecnym celu ponabijania się z tego i owego, ale jak przyjrzała się bliżej, to bardzo jej się tam spodobało.
Co dziwniejsze, najbardziej spodobał jej się ten zakręcony pan, co to prowadzi i z wielką przyjemnością czyta korespondencję jaką codziennie od Pana otrzymuje.
Super FAcet! polecam!

ebiznesy

Strasznie Pana lubię Panie Krzywy-Coś-tam :)
Jest Pan jedyny w swoim rodzaju. Serio :)
A Pana rady bardzo mi się przydają i wcześniej bez nich to ja… normalnie jak dziecko we mgle.


powiązane notki:

zarabianie na blogu dzieciowym – ciąg dalszy sprostowanie i te sprawy

tym razem nie z brzucha a z doświadczenia

szwenda się matka jamatka po świecie i oto niektóre efekty

konkluzja post factum

kategoria notki mondrości dla potomności — Tagi: , , — jamatka @ 11:04

17 sierpnia 2010

zarabianie na blogu dzieciowym – ciąg dalszy sprostowanie i te sprawy

Jedną z niewątpliwych zalet korzystania z systemu AdTaily jest fakt, że kontakt z systemem odbywa się za pośrednictwem przemiłej osoby pani Marty… czy też tylko Marty :)

Nawazelinowałam wystarczająco we wstępie? :)

No więc Marta, tudzież p. Marta… cholera, zapomniałam nazwiska a dawne konto pocztowe wykasowałam w przypływie „dobrego” humoru… a nie chcę coby kolokwialnie zabrzmiało ani zbyt protekcjonalnie… ani w ogóle itede, więc niech będzie p. Marta…

No więc p.Marta z ramienia AdTaily, była tak miła, że skomentowała poprzedni wpis, coby wytknąć jamatce rozmaite błędy i błądki, a że na razie nie mam dość czasu na solidny wpis w rozpoczętym temacie, na szybkiego umieszczam tu na „czele”ów komentarz i w trzech słowach dodaję swoje trzy po trzy.

Przy okazji…
sory, że dopiero teraz komentarz się ukazał, ale akuratnie walczę z ruskim spamem i nie bardzo mogę się w tym wszystkim połapać, dlatego komentarz utknął w poczekalni i dopiero dziś rano go znalazłam.

No więc…

oto komentarz p. Marty z AdTaily dotyczący poprzedniego wpisu

„Sprostowanie – nasza prowizja wynosi 30%, nie 50%. Sugerowana cena to cena jednej reklamy na jedną dobę. Na naprawdę popularnych serwisach (w tym też blogach) reklamy świecą się przez cały miesiąc i jest ich więcej, niż jedna. Tym samym, pozornie niska kwota dać może naprawdę fajną sumę na koniec miesiąca i to bez konieczności znaczącego obciążania strony reklamami.

Oczywiście, nie ma się też co łudzić, że na blogu, który odwiedzany jest przez kilkanaście osób dziennie, ktokolwiek będzie chciał płacić kokosy za reklamę. Reklama na blogu ma być raczej dodatkiem do treści, niż główny celem jego pisania, prawda?:)”

Zatem po pierwsze prostuję… prowizja 30% a nie 50 jak napisałam.

Że to cena jednostkowej reklamy, to zaznaczyłam chyba dokładnie i na wstępie, ale wiem, że łatwo popadam w zapętlenie oratorskie… wiem, bo tłumaczę czasem moim dzieciom matematykę… i szlak mnie trafia jak nie potrafią zrozumieć rzeczy, wedle mego poczucia, oczywistych i prostych, zatem wiem… umiem namotać.

Że na popularnych serwisach świecą reklamy non stop, to nie dziwota… chyba nawet najgłupsza baba nie wpadnie na pomysł, że strona gazeta.pl to to samo dla reklamodawcy, co jej maleńki blog… choć w sumie nie jestem pewna.
Podejrzewam, że p. Marta stojąc w AdTaily na pierwszej linii może mieć sporo wesołych historii do opowiedzenia.

Domyślam się, że temu podobne serwisy zarabiają na reklamach AdTaily niezły grosz… ale ja tu mówię o pierwszym lepszym maleńkim blogu statystycznej Matki Polki, tudzież krowy holenderki.

„Oczywiście, nie ma się też co łudzić, że na blogu, który odwiedzany jest przez kilkanaście osób dziennie, ktokolwiek będzie chciał płacić kokosy za reklamę.”

no to to to… o tym właśnie cały czas mówię. Że nie sztuka wyprodukować, sztuka to sprzedać.

„Reklama na blogu ma być raczej dodatkiem do treści, niż główny celem jego pisania, prawda?”

Prawda. Tylko jakoś coraz mniej oczywista.


Pozdrawiam jeszcze raz p. Martę i firmę AdTaily i powazelinuję jeszcze trochę, bo jak najbardziej mam zamiar z ich usług skorzystać, tylko założyłam sobie taki plan, że dopiero kiedy stać mnie będzie na podyktowanie stawki min.5 zł i będzie to odzwierciedleniem wartości mego bloga.

No to se będę musiała jeszcze poczekać! Hehe… :)
Ale cały czas nad tym pracuję…


I tyle na dziś sory… ale skonstruowałam sobie byznes plan blogowy i w jednym z punktów tego planu stoi jak wół, że wpisy będę wpisywać naprzemiennie codziennie na jednym z moich trzech blogów i dziś wypada kolej na blog growy kaliber64.pl

Zatem chciałabym choć przez chwile potrzymać się jakiejś zasady :)


powiązane notki:

tym razem nie z brzucha a z doświadczenia

szwenda się matka jamatka po świecie i oto niektóre efekty

konkluzja post factum

kategoria notki mondrości dla potomności — Tagi: , — jamatka @ 12:24

15 sierpnia 2010

tym razem nie z brzucha a z doświadczenia

no tak mi ta kwestia spokoju nie daje, że zrobiłam pewien rekonesans, między innymi zapisałam się znowu do AdTaily.pl nie po to, coby se upstrzyć i tak upstrzony blog reklamami, a żeby sprawdzić czy wiem co mówię.
Bo skoro na podlinkowanym kilka wpisów niżej blogu tak namawiają matki do blogowania zarobkowego, to może coś się zmieniło w ostatnich miesiącach i ja nic nie wiem i zarzucając innym wprowadzanie matek w błąd, sama nie jestem bez winy.

Więc po raz kolejny…

JA NIC NIE TWIERDZĘ, JA TYLKO INFORMUJĘ

Na początek zacznę od matematyki, bo wbrew groźnej nazwie chyba liczenie najłatwiej może przemówić matkom do wyobraźni.
A dlaczemu?
A dlatemu.

Jak wypisałam tu na lewo u góry w sidebarze, za jeden kwadracik z reklamowym obrazkiem AdTaily nalicza wstępną stawkę 0.79 gr za dzień. To że ta stawka jest wstępna, to wcale nie znaczy, że szybko może ulec zmianie.
Wystarczy się o tym przekonać o tu.

http://www.adtaily.pl/search?q=dziecko

To jest działka AdTaily dla reklamodawców, konkretnie dla hasła „dziecko”.
Trzeba też wiedzieć, że AdTaily bierze sobie 50% za pośrednictwo, zatem jak jest wymienione 1,5 PLN, to znaczy dokładnie że jest to ta wstępna stawka jaką dostaniemy, o ile doczekamy się, że ktoś zechce zareklamować się na naszym blogu.
A jak powszechne jest takie „się reklamowanie” można się łatwo przekonać odbywając krótki włajażżż po dzieciowych blogach na bloxie.

Przypominam. Za jeden kwadracik dostajemy niecałe osiemdziesiąt groszy dziennie.

Mówię tylko o AdTaily, bo tylko z tą firmą miałam jakiekolwiek doświadczenia wychodzące poza fazę wstępną, poza tym są chyba najpopularniejsi w blogosferze.

Można… owszem, można sobie samemu ustawić większa stawkę… ale jaki to ma sens?
Popyt określa podaż i skoro AdTaily na tym zarabia, to jaki sens miałoby zaniżanie przez nich tej kwoty.
Myślę więc, że to 0,79 złotego za 4 czy ile tam centymetrów kwadratowych powierzchni blogowej dosyć dobrze oddaje realia polskiej blogosfery. Póki co.

Teraz co do tematu przewodniego… czyli o czym ten blog pisać najlepiej?

To najlepiej… o ile matka jeszcze nie rzyga swoim macierzyństwem, to najlepiej naprawdę… niech pisze o tym macierzyństwie, bo po primo jakoś nie wyobrażam sobie, że przez pierwsze dwa lata chciałoby się jej intensywnie blogować o swoich kotach czy psach.
Poza tym…
To też tylko moje obserwacje, więc mogę się mylić… ale nie sadzę… ale mogę, zatem zastrzegam, że to tylko moje zdanie wynikające z obserwacji ostatniego roku.

Że obok polityki i tematów okołokomputerowych, to dzieci w blogosferze sprzedają się najlepiej.
A dlaczego?
A dlatego…

I tak…
Z tego co wiem najpopularniejszym blogiem dzieciowym, a potem długo długo nic, jest dzieciowo.pl.

I teraz proszę sobie sprawdzić w podlinowanej liście, ile kosztuje reklama AdTaily na dzieciowo.pl, sprawdzić, ile tych reklam jest tam umieszczonych i sobie pomnożyć przez trzydzieści dni.
Z tym, że trzeba wiedzieć, że nie wyświetlają się one na okrągło i raz jest jedna a raz cztery a raz dwie a raz nie ma wcale.

I proszę tam jeszcze poczytać kilka wpisów, sprawdzić, z jaką częstotliwością się ukazują i ruszyć wyobraźnią, coby uświadomić sobie ile pracy wymaga prowadzenie takiego bloga.

W kontekście dzieciowa mam jeszcze jedno spostrzeżenie.

Otóż, znam to z własnego doświadczenia… hehe…że stosunkowo łatwo jest wysforować się na czoło w rankingu blogów dzieciowych, a to z powodu małej konkurencji.
Konkurencja niegroźna nie dlatego, że mamuśki przeważnie są nudne, tylko dobre wpisy to dopiero czubek góry lodowej.
Nie sztuka coś wyprodukować, sztuka to sprzedać.
I w tym wyścigu o reklamodawcę szanse mają przeważnie te mamuśki co mają w domu informatyka zainteresowanego powiększaniem domowego budżetu.
A dlaczemu?
A dlatemu.

Oszczędzę technicznych szczegółów szanownym mamuśkom i powiem tylko, a raczej jeknę, że nie ma letko.
Mając sama na głowie wszystko… szablon, pozycjonowanie, wpisy i te inne pierdoły, na dodatek będąc w każdej z tych sfer kompletnym amatorem, to… to krótko mówiąc …
nie ma letko.

Był taki czas w pampersowie, jeszcze na bloxie, że miałam stronę techniczną ustawioną na tyle, że niczym nie musiałam się zajmować poza pisaniem. I właśnie wtedy pampersowo przechodziło swój złoty wiek.
I do tego etapu staram się ciągle dotrzeć teraz… i ciągle coś staje mi na przeszkodzie… no.
Zaś wtedy mogłam se na ten luz pozwolić, dlatego, że blox zajmował się za mnie prozą blogowego życia.
Ja mogłam tylko tworzyć!

I tu dochodzę do drugiego punktu programu, o którym będzie w następnym wpisie, tym razem na pewno, bo o tych technikaliach to ja mogę prawić godzinami…
A o dzieciach właśnie nie bardzo.
Może dlatego, że czasem „rzygam” tym macierzyństwem…
Nie… nie rzygam wcale. Ale gadanie o dzieciach jakoś mi nie wychodzi.

Otóż następnym razem… również nie z brzucha a z doświadczenia, podzielę się wiedzą nabytą, na wypadek jakbym której pomysłu na zarabianie na blogu z głowy jeszcze nie wybiła.


powiązane notki:
szwenda się matka jamatka po świecie i oto niektóre efekty

konkluzja post factum

kategoria notki mondrości dla potomności — Tagi: , , — jamatka @ 20:20

14 sierpnia 2010

chodzik dla matek dzieci chodzących

nowy pomysł na patent.

Tak wiem, słyszałam, że chodziki dla dzieci chodzących są niezdrowe, nie wiem, nie zamierzam dyskutować, bo wprawdzie Ptyś chodził i stawy ma zdrowe, ale kto wie… może to akurat korzystanie z chodzika odbiło się na rozwoju jego mowy… trudno wykluczyć komuś tak niekompetentnemu jak matka bez wyższego wykształcenia, więc zakładam, że to prawda i póki co nie zamierzam się zaopatrywać.

Ale chodzi mi o chodzik dla mam dzieci chodzących, właśnie w trosce o zdrowie mam kręgosłupów.

Niestety same z Inką jesteśmy a w obsługę opisywanej czynności zaangażowane są wszystkie dostępne kończyny, więc musi się obejść bez dokumentacji, jednak postaram się nadrobić, jak szybko się da, bo te pierwsze koślawe kroczki są przesłodkie, szczególnie jak dzidzię poniosą emocje np na widok psa albo kota.

Że moje dzieci rozwijają się nieharmonijnie zdążyłam się przyzwyczaić i nie przyprawia mnie to o żadne frustracje, jednak u Inki przejawia się to w dosyć specyficzny sposób, że tak powiem… dostosowany do jej temperamentu.
Jest to materiał na dłuższy wywód, do którego się przygotowuję, a jakże i wreszcie wywiodę, a teraz powiem tylko, że moja Inoczka, co do pół roczku jeszcze trochę jej zostało, omijając jeden szczebel ewolucji, mianowicie siedzenie, od dłuższego czasu śmiga jak stara i to wcale nie na czworaka
Oczywiście nie sama, bo bez przesady… zresztą moje dzieci stosunkowo wolno się rozwijają, może dlatego, że specjalnie ich nie poganiam.
Bo samej mi się nie spieszy.

No i właśnie ten pomysł…

Cały raban ostatnimi czasy dzieje się właśnie wokół stania, a co za tym idzie, chodzenia…
Dziecko chce a nie może.
I mus brać za rączki albo pod paszki i maszerować w koło Macieju w koło mieszkania w koło i w koło, bo jak do tej pory dziecko jeszcze nigdy się nie zmęczyło.

Pomijając fakt, że trochę to wcześnie i rączki, o paszkach nie mówiąc, trochę blisko są podłogi, to Inoczka ze swej natury jest nieduża, zatem coby z nią maszerować trzeba schylić się do dość niewygodnej pozycji.
Moje krzyże, które jeszcze nie dążyły wypocząć po ciąży coraz dobitniej dają znać o sobie

a dziecko chce a nie może…

Dodatkowo takie niepłaczące dziecko jak Inoczka,

/ do tego tematu też się przymierzam /

to groźna pułapka terrorystyczna, bo rodzic nie ma okazji uodpornić się na te sfingowane podkówki i ryk rannej lwicy

/ o tym też kiedyś potem, mam nawet tutuł pt Misss Brzęczyszczykiewicz/

zatem wystarczy, że się dziecko skrzywi i jęknie i już…

Zresztą wystarczy spojrzeć na te fotki niżej wpisu i wszystko jasne. Moja Inoczka urodziła się po to coby dostawać to co chce bez dyskusji.

Póki co to tylko Miśkowi udało się uodpornić, może dlatego, że ma wprawę, bo od trzech lat co miesiąc ląduje w szpitalu na odczulaniu na jad osy.

I wczoraj, kiedy już nie mogłam się wyprostować a dziecko dalej chciało, wpadłam na ten patent.
Jak to mówią… potrzeba matką wynalazku… normalnie cebuszka przy tym genialnym pomyśle to pikuś!

Z braku laku wykorzystuję krzesło obrotowe. Przemeblowałam mieszkanie tak, że na dole jest dużo wolnej przestrzeni, siadam na krześle na kółkach, przed sobą trzymam za rączki moją ambitną dziewczynkę i jedziemy!

Nie jest to idealne rozwiązanie, bo przydałoby się takie wycięcie z przodu na dziecko, coby nie trzeba było pochylać się do przodu i wyciągać rąk, które po jakimś czasie po prostu mdleją…
A dziecka nóżki jakoś nie mdleją…

No i oparcie jest niepotrzebne, to z tyłu jak i te z boku.
I jeszcze przydałyby się po bokach takie kieszonki na ściereczki do utylizacji nieustannego ślinotoku, coby nie ciekło na podłogę, a co za tym idzie, nie stwarzało ryzyka poślizgu i…

I pewno wiele innych usprawnień dałoby się wymyślić i wcale nie musiałoby to być jakieś ojaniemoge skomplikowane, tylko dziadek stolarz mógłby bez problemu coś takiego spreparować…

Hmmm…
Normalnie…
Coraz bardziej mi się ten pomysł podoba.
A miał to być tylko żart jak nosidełko dla matek grających.


Powiązane notki:
pomysł do opatentowania

kategoria notki mondrości dla potomności — Tagi: , — jamatka @ 17:43

13 sierpnia 2010

poradnik dla matek cierpiących

Na wypadek, drogie mamy, jakbyście nie wiedziały co zrobić z ogromem wolnego czasu jaki przepier… sory… marnotrawicie bezużytecznie łypiąc okiem przy kawce na wasze niemrawe potomstwo, mam dla was zajęcie.

Jak się dochrapać własnego gravatara.

Rzecz niezwykle praktyczna w przypadku jakbyście chciały dorobić się fortuny prowadząc bloga czy coś w tym guście.

Grawatary to te takie obrazeczki, jakie towarzyszą czasem komentarzom na niektórych blogach i serwisach jakichś tam coś tam i m.in u mnie takie coś się pojawiło i wzbudziło zainteresowanie, to piszę co z czym i do czego.

Noo…
No to grawatar jest przypisany do konkretnego naszego maila i wszędzie gdzie tego maila podamy, gdzie jednocześnie będzie funkcjonowała obsługa grawatara, to wyprodukowany przez nas wizerunek będzie za nami podążał.
Tu u mnie grawatarki dla osób nie wyposażonych we własne ustrojstwo przypisywane są automatycznie drogą losowania.

Tylko nie pytajcie mnie, kto to losuje, bo ja wierzę w szczególną inteligencję Matki Polki i zaraz to udowodnię.

No więc, jak której konkretny obrazek z wylosowanym stworkiem szczególnie przypadł do gustu, to se może po prostu ten obrazek zapisać na dysku i potem użyć na stronie pl.gravatar.com a jak chce mieć swojego, np własne oblicze, to niech se przygotuje coś w formacie kwadratowym, bo jak będzie niesymetrycznie to i tak potem trzeba będzie przyciąć… zatem wygodniej ten kwadrat przygotować se od razu.

I na tym pl.gravatar.com trzeba się zarejestrować, potem odkliknąć link zwrotny w mailu, jaki dostaliśmy na skrzynkę… normalka… a potem wrócić na stronę pl.gravatar.com, zalogować się i potem to już jak po sznurku… wszystko na stronie podyktowane jest krok po kroku.

I już

Od siebie dodam tylko, że z tego, co mi wiadomo, nie ma tam obsługi gifów animowanych, za to jest przezroczystość tła w przezroczystych gifach i png.


No… i to jest dowód, że wierzę w inteligjencję statystycznej Matki Polki, którą sama w końcu jestem, bo napisałam wszystko, co trzeba w kilku zdaniach, zaś np dla statystycznego biznesmena wykład musi być znacznie bardziej szczegółowy, o czym można się przekonać na stronie ebiznesy.pl.


Pogięło cię jamatko?

No co ty robisz!?

Jak to co?
Się nabijam i wyzłośliwiam, czyli to co jamatki lubią robić najbardziej.

kategoria notki mondrości dla potomności — Tagi: , — jamatka @ 15:01

dziennik

  • 6 września 2010dziś dostała jamatka w kość. Nie wiem co… ząbkowanie czy podniecenie po wczorajszym spacerze nad morze. Widok morza zatyka dziecku dech w piersi i wprawia w dziwne podniecenie, które jak widać nie mija przez dłuższy czas.Albo budzi się w Inoczce zwierze pt. Rozwydrzony Bachor.dzisiaj zaczęło się… dla chwili świętego spokoju dałam jej mojego różowego laptopika, bo Inoczka ma bzika na punkcie wszelkiej elektroniki, a szczególnie ma jazdę na klawiatury z wyświetlaczem.Poza tym problem nowy.Nie będzie pełzania, będzie od razu raczkowanie.Dziś twardo staje na czterech z brzuchem wysoko w górze. Staje i boi się ruszyć. Ni w tył ni do przodu.I wtedy krzyk.Poza tym nie chce już siedzieć o leżeniu nie mówiąc, tylko by stała i machała skrzydełkami.Ptasiek mi rośnie?
  • 5 września 2010eee… tego … jakoś skończyło mi się zacięcie do pisania dziennika. Za dużo spraw na głowie, poza tym nowości już nie są nowościami a jak są to pojawiają się tak często, że jest to już norma.Więc o czym tu by…A… owsianka. Przebój piątego miesiąca to owsianka na mleku. Taka z torebki, dostosowana do wieku.Inoczka uwielbia, znacznie bardziej niż kleik ryżowy.Poza tym odkąd są te dwa ząbki włączył się odruch żucia, co stanowi pewien kłopot przy karmieniu łyżeczką.Za to biszkopty wcinamy aż miło.
  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24