
…bo tak szykując się dziś do dziennikowego wpisu o trzydziestym czwartym tygodniu ciąży dotarło do mnie, że ja JUŻ jestem na rozsypaniu… tzn że w każdej chwili może się już zacząć!
Zatem spanikowałam deczko i niezbyt mam wenę do przesiadywania na blogu, bo to w domu przecie wszystko w proszku. Na dodatek sama jestem z dziećmi… dzieci duże, ale przecież nie powiezie mnie własny syn do porodu jakby co… w dodatku cały taki ANTY… liczyć na brata chyba też nie mam ostatnio ochoty zatem wypadałoby coś zorganizować… i ołomatko! KzP – RATUNKU!!!! gdzie Ty jesteś! Wracaj z tej, kurde, Irlandii!!!
I czas zrewidować sprawę tej całej wyprawki… wprawdzie ciągle coś do niej dobieram, ale już się przestałam łapać co mam a co nie… ołomatko!
Dlatego dziś znowu coś jakby zapchajdziura kolejna, ale tym razem wcale nie takie beleco, bo sprawa jak najbardziej z blogiem związana… konkretnie z samym prapoczątkiem… już o tym pisałam gdzieś… zaraz… zaraz znajdę. O TU!
Tzn, w jakich to szczególnych okolicznościach wzięła się i zrobiła nam Inka… niewiadomo jakim cudem
Krótko powtórzę… początkiem lata zeszłego roku cała nasza rodzina… z wyjątkiem Piotrusia… zajmowała się przygotowywaniem pewnej imprezy, jaka miała miejsce na Targu Węglowym… w lipcu bodajże. Koncepcję wymyślił ON i JEGO kumpel… właściwie NASZ kumpel stary… ja robiłam wszystko od strony graficznej z internetową stroną włącznie… a właściwie przede wszystkim… zaś nasz Miś był świątynnym fotografem.
No i właśnie w ferworze tych przygotowań tak musieliśmy się zagapić, że pewien plemniczek jakims cudem przedostał się tam, gdzie nie powinien… no i się zaczęło dzielenie jajeczka. Jednym słowem, mało które dziecko tak zasługuje na miano DZIECKA MIŁOŚCI jak nasza Inoczka.
Muszę tylko jeszcze zrewidować opcję, jaka to była miłość.
Link do strony całego przedsięwzięcia kryje się pod logiem LOVE… pod tym kręcącym się u góry bezpośrednio do pierwszej strony projektu, zaś pod tym szarym na dole lewej szpalty, do opisu o co w tym wszystkim chodziło… tudzież do powiązanych linków itede.
a jakby komu nie chciało się klikać, to polecam przynajmniej odsłuchanie audycji jaką gdańskie radio spreparowało specjalnie na tę okoliczność
„Ślub jak w Las Vegas”
Audycję polecam, bo bardzo udatnie została zmontowania i po prostu przyjemnie się jej słucha.
komentarze