
Dzisiaj wpis szeptany, taki pocichutku, coby na dole nikt nie usłyszał, że tutaj jestem, bo zaraz byłby jeszcze większy raban niż jest, zaczynający się od słów: „ty znowu…” albo „ty ciągle…”
Tatko wyjeżdża jutro rano na dłuuuugo… bardzo długo… hehe… i tego… napięcie pewne panuje w domu.
Ale od jutra luz i tralala… ufff… doczekać się nie mogę.
Chłop z wozu itede…
Inoczka od wczoraj gotuje się do biegu. Dźwiga się tak na cztery łapki i stoi… długo stoi a potem zaczyna stękać a potem jęczeć a potem… a potem trzeba ją podnieść bo chyba sama boi się po niewczasie własnej brawury i ani rusz wte ani wewte bez pomocy.
A może tak stać kwadrans i więcej.
Ma parę w łapce maleńka… po mamie :)
Zatem znowu przeskoczymy ewolucyjny płot o jedną sztachetę, bo wszystko wskazuje na to, że nie będzie pełzania, tylko od razu posuniemy na czterech.
W związku z tym jutro kolejna przeprowadzka, tym razem na dół, po pierwsze, korzystając z nieobecności Tatki przetestujemy nową wersję organizacji przestrzeni lokalu użytkowego użytkowanego przez rodzinę RR … a po drugie strach takie mobilne dziecko trzymać na górce.
Jamatka nerwowo nie wyrabia.
A jutro napiszę, to wszystko ważne co mam do powiedzenia… bo mam dużo.
Niech tylko ten Tatko jedzie w cholerę, bo już zdecydowanie za długo siedzi w domu!














komentarze