Jamatka jest matką leniwą.
I szczęśliwą.
Jamatka jest szczęśliwa, że ma swoje latka i wprawdzie wcale nie przekłada się to na doświadczenie, za to ma wpływ na poziom pewności siebie czasem zwanej zadufaniem /niepotrzebne skreślić.
I jamatka przy tym podejściu do macierzyństwa v.3.0 ma w du… w głębokim poważaniu ma fakt, jak inni plasują jamatkę w rankingu na Matkę Polkę drugiego Tysiąclecia i robi to, co jej się podoba, w miarę skromnych możliwości, nie tylko ekonomicznych, oczywiście.
Jak sobie jamatka przypomni, jak się chrzaniła bez sensu dawno temu przy tych ekologicznych marchewkach, sitkach, papkach, mikserach, plastikowych tarkach, jak stała w kolejkach po cielęcinę, kozie mleko, jak sama robiła twarożki, jogurty… bleeeh…
I na co to wszystko?
Na to, coby wychować sobie dwóch takich niejadków, jednego za drugim, i przepier… pokawałkować sobie kilkanaście lat życia w kratkę na dwugodzinne odcinki… od papu do papu.
Matko… jamatko… jak ja se przypomnę te hektolitry potu przelane na akrobacje ciała i umysłu, coby cokolwiek w ten kapryśny uparty dziób wetknąć.
A jakie niestworzone historie wymyślałam coby zechciało uparte jedne spróbować nowości!
Pamiętam tylko, że z czarnymi jagódkami miksowanymi z cukrem była to bardzo rzewna historia o przelewaniu krwi i małych Afgańczykach… przy pomidorowej z kolei coś o biednych dzieciach w Afryce.
Może dlatego moje Miśki mają tak rozwinięty instynkt odpowiedzialności społecznej?
Po to, coby na koniec, jak nie zdołałam w porę wyczuć sytuacji, Ptyś gładko cały obiadek zwracał celnym rzutem przez ramię.
Piotruś był mistrzem świata w rzucaniu pawiem o ścianę.
Miś z kolei nie tolerował żyłek i skórek. Nie ufał żadnej wędlinie, w której namierzył jakąkolwiek skazę w ideale struktury mięsnej, a skórki obkrawał sobie jeszcze niedawno… no ale przynajmniej nie pawiował.
To teraz jamatka już nie jest taka głupia.
A do tego, że nie jest głupia, jest także leniwa.
I leniwej matce przede wszystkim się nie chce.
Po za tym za bardzo lubi.
I nie ma zamiaru tego lubienia znowu sobie bez sensu spartolić.
Lubi jamatka sterczeć w Rossmanie przed półką ze słoiczkami i układać dziecku menu na dni najbliższe.
Lubi jamatka patrzeć, jak dziecko te słoiczki opróżnia ze smakiem.
Lubi, że te słoiczki tak łatwo się myją, sruuu i po sprawie.
Lubi jamatka kupki w groszkach, jakie produkuje Inoczka, odkąd poza mlekiem odżywia się „słoiczkami”
I lubi jamatka ten wolny czas, jaki spędza przed komputerem grając czy blogując.
W ogóle następne 46 lat życia jamatka postanowiła spędzić przede wszystkim na lubieniu w zastępstwie musienia.
Dlatego m.in chce spróbować wycisnąć nieco grosza ze swoich blogów, coby jak najmniej w tym lubieniu jej przeszkadzało.
Ma jamatka nawet usprawiedliwienie dla tej słoiczkowej abnegacji.
Otóż, odkąd zerwała jamatka stosunki z matką jamatki, nie ma skąd brać normalnych marchewek… a te na targu na pewno normalne nie są.
Jamatka jest ze wsi i wie, że normalne warzywa takie nie rosną.
I nie o tej porze.
O nie nie
Woli słoiczki.
Poza tym w ogóle… z marchewką czy bez… woli słoiczki.
Słoiczki są fajne.
Jamatka się cieszy.
Inoczka się cieszy.
Bosko jest!
Słoiczki są boskie!








komentarze