rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

28 sierpnia 2010

jamatka nie jest dobrą matką

Jamatka jest matką leniwą.
I szczęśliwą.

Jamatka jest szczęśliwa, że ma swoje latka i wprawdzie wcale nie przekłada się to na doświadczenie, za to ma wpływ na poziom pewności siebie czasem zwanej zadufaniem /niepotrzebne skreślić.

I jamatka przy tym podejściu do macierzyństwa v.3.0 ma w du… w głębokim poważaniu ma fakt, jak inni plasują jamatkę w rankingu na Matkę Polkę drugiego Tysiąclecia i robi to, co jej się podoba, w miarę skromnych możliwości, nie tylko ekonomicznych, oczywiście.

Jak sobie jamatka przypomni, jak się chrzaniła bez sensu dawno temu przy tych ekologicznych marchewkach, sitkach, papkach, mikserach, plastikowych tarkach, jak stała w kolejkach po cielęcinę, kozie mleko, jak sama robiła twarożki, jogurty… bleeeh…

I na co to wszystko?

Na to, coby wychować sobie dwóch takich niejadków, jednego za drugim, i przepier… pokawałkować sobie kilkanaście lat życia w kratkę na dwugodzinne odcinki… od papu do papu.

Matko… jamatko… jak ja se przypomnę te hektolitry potu przelane na akrobacje ciała i umysłu, coby cokolwiek w ten kapryśny uparty dziób wetknąć.
A jakie niestworzone historie wymyślałam coby zechciało uparte jedne spróbować nowości!

Pamiętam tylko, że z czarnymi jagódkami miksowanymi z cukrem była to bardzo rzewna historia o przelewaniu krwi i małych Afgańczykach… przy pomidorowej z kolei coś o biednych dzieciach w Afryce.
Może dlatego moje Miśki mają tak rozwinięty instynkt odpowiedzialności społecznej?
Po to, coby na koniec, jak nie zdołałam w porę wyczuć sytuacji, Ptyś gładko cały obiadek zwracał celnym rzutem przez ramię.

Piotruś był mistrzem świata w rzucaniu pawiem o ścianę.

Miś z kolei nie tolerował żyłek i skórek. Nie ufał żadnej wędlinie, w której namierzył jakąkolwiek skazę w ideale struktury mięsnej, a skórki obkrawał sobie jeszcze niedawno… no ale przynajmniej nie pawiował.


To teraz jamatka już nie jest taka głupia.
A do tego, że nie jest głupia, jest także leniwa.
I leniwej matce przede wszystkim się nie chce.
Po za tym za bardzo lubi.
I nie ma zamiaru tego lubienia znowu sobie bez sensu spartolić.

Lubi jamatka sterczeć w Rossmanie przed półką ze słoiczkami i układać dziecku menu na dni najbliższe.
Lubi jamatka patrzeć, jak dziecko te słoiczki opróżnia ze smakiem.
Lubi, że te słoiczki tak łatwo się myją, sruuu i po sprawie.
Lubi jamatka kupki w groszkach, jakie produkuje Inoczka, odkąd poza mlekiem odżywia się „słoiczkami”
I lubi jamatka ten wolny czas, jaki spędza przed komputerem grając czy blogując.

W ogóle następne 46 lat życia jamatka postanowiła spędzić przede wszystkim na lubieniu w zastępstwie musienia.

Dlatego m.in chce spróbować wycisnąć nieco grosza ze swoich blogów, coby jak najmniej w tym lubieniu jej przeszkadzało.


Ma jamatka nawet usprawiedliwienie dla tej słoiczkowej abnegacji.
Otóż, odkąd zerwała jamatka stosunki z matką jamatki, nie ma skąd brać normalnych marchewek… a te na targu na pewno normalne nie są.
Jamatka jest ze wsi i wie, że normalne warzywa takie nie rosną.
I nie o tej porze.

O nie nie
Woli słoiczki.
Poza tym w ogóle… z marchewką czy bez… woli słoiczki.
Słoiczki są fajne.
Jamatka się cieszy.
Inoczka się cieszy.
Bosko jest!
Słoiczki są boskie!


NAJBARDZIEJ BOSKI SŁOICZEK MIESIĄCA CZWARTEGO

hipp dynia z ziemniakami

kategoria notki Zestaw Kina Domowego,dziennik fizooloficzny — Tagi: , , , — jamatka @ 12:40

24 lipca 2010

pomysł do opatentowania

Potrzeba jest.
Na razie jednostkowa, jednak dorastają nowe pokolenia i mogłoby się okazać za kilka lat, że patent ma wzięcie.

Nosidełko dla matek grających

Czasami w poszukiwaniu czegoś tam zaglądam na rozmaite fora, blogi i strony z zupełnie innych sfer i zadziwia mnie powszechne biadolenie, że po urodzeniu dziecka wszystko się urywa a już rozrywki w rodzaju gier komputerowych w szczególności.
Dla obu stron się urywa, dla matek i dla ojców, w końcu równouprawnienie mamy, z tym że narzekają przede wszystkim ojcowie.

Nie pamiętam kiedy to było, jakoś jak zaczęłam teraz grać w Stonekeep czyli dobre dwa miesiące temu. Zatem Inka miała ledwie trzy miesiące na koncie… maleńkim konciku Inoczki… jak zatłukłyśmy wespół tego złego szkieletora.
Dziś z kolei razem dałybyśmy radę temu paskudnemu umarlakowi z sarkofagu u krasnoludów gdybym właśnie miała takie nosidełko, a tak…

Tak to dziecko mogło tylko słuchać z łóżeczka, bo umarlak przeciwnik niebelejaki i wymagał zaangażowania wszystkich dostępnych kończyn i pełnej koordynacji ruchów.
No i właśnie z koordynacją był problem, bo dostępnych rąk było cztery ino do tych czterech rąk koordynacje były dwie, w tym jedna niepełna.

A jakbym miała takie nosidełko, że sadzam Bebe przed sobą i ja mam wolne ręce i BeBe, tylko różnimy się zasięgiem i w zależności od „odsunięcia” tułowia matki od klawiatury raz bebe miałoby dostęp do klawiszy a raz nie, raz mogłoby brać udział w rozrywce a raz nie.

Bo Bebe w rozgrywce brać udział bardzo lubi a na widok klawiatury oczka jej się świecą jak do żadnej zabawki, choć taka jest zwykła czarna bezprzewodowa.

Wczoraj Ptysiu pierwszy raz w życiu samodzielnie przeszedł GRĘ MATKĘ od której wszystko się zaczęło. Osobliwe doświadczenie… i dla dziecka i dla matki.
To teraz jest nas troje… ja, Inka i Ptyś.
Oj… dobrze, że założyłam sobie tego bloga growego, bo będzie oczy pisać, oj będzie.

Bo w nawiązaniu do wstępu konkluzję chciałam tutaj walnąć.
Że ograniczenia to ludzie sobie sami narzucają przeważnie, a nie sytuacja ich zmusza.

kategoria notki dziennik fizooloficzny — Tagi: , , — jamatka @ 10:47

9 lipca 2010

Spoko notki

jaaa… rozpisałam się na Twitterze i dopiero jak zobaczyłam te wszystkie literówki, których w Twitterze poprawić się nie da to dotarło do mnie że o takich sprawach nie pisze się na mikroblogach.
Zatem, choć zarzekałam się, że Nihil Novi Dopooki… info na prawo… to nie zdzierżę normalnie.
No nie zdzierżę…
Normalnie…
Bo to jest właśnie to sedno, które powinnam kiedyś tu nazwać a potem może okazji nie będzie, zapomnę albo nie będzie mi się chciało, albo coś.

Z pozoru nigdzie mnie nie ma, nie wystawiam nosa poza moje blogi…
no nie wystawiam…
ale to nie znaczy, że nic nie wiem.
Mam na Was oko!
Hee…
Google Readerowe.

I łypiąc tym okiem wzruszyłam się właśnie kurdeśnie po lekturze tego oto wpisu.

4godzinynadobe.blox.pl-wspomnieniowo

…że zacytuję… ę

„Nie przychodzi mi na myśl nic, co mogłoby się równać z tak pierwotnym i głębokim poczuciem dumy i spełnienia, jakie masz, patrząc na własne dziecko.”

i to słówko „pierwotne”… właśnie o to chodzi. Tego brakowało mi to kompletu:) Dzięki Mistrzu :)

Normalnie … się posmarkałam normalnie, choć ostatnio rzadko mi się to zdarza.
Tzn bez przerwy trwam w stanie permanentnego wzruszenia, jednak oczy jakoś mi od tego nie wilgotnieją.
Cóż się dziwić… rutyna… praca przy telenowelach najwyraźniej robi swoje, bo za gardło łapie od pierwszego słowa…
Normalnie…
Chlip…

A dlaczego taki mus mnie naszedł coby się wyartykułować na tym zaniedbanym ostatnio blogu?
Bo właśnie ostatnio co chwila to sobie powtarzam.
Dokładnie to sformułowanie.

JESZCZE NIGDY PRZENIGDY NIE CZUŁAM SIĘ TAK SPEŁNIONA JAK TERAZ.

Wprawdzie mam już moje Miski, jednak wtedy to jakoś nie był ten czas, żebym mogła się wpatrywać w siebie na tyle by nazywać to co czuję. Chyba nawet wolałabym wtedy tego nie nazywać.
Był tak okres, który nazywałam „śmiercią za życia”, o którym ani nie chcę pamiętać, ani tym bardziej nie chcę go analizować.
Ale teraz właśnie mam TO non stop.

BEZGRANICZNE POCZUCIE KOSMICZNEGO SPEŁNIENIA.

I wszystko wokół układa się teraz w tak logiczną całość. Nigdy wcześniej nie było we mnie i wokół mnie takiego ładu. To nawet nie jest szczęście. To nawet nic w tym rodzaju.
To o wiele, o wiele więcej.
To właśnie poczucie spełnienia.

Hehe…
bleeeh! co za patos.
Moje poczucie spełnienia odkąd wcina te zupki i papki robi kupki w kozie bobki.
Wcale nie śmierdzą.
Hehe…

kategoria notki dziennik fizooloficzny — Tagi: , — jamatka @ 15:47

7 lipca 2010

Myśl cała ze złota

bo po co ma się dzieci?
żeby znowu mieć wakacje!

Tak sobie teraz pomyślałam pijąc kawę na dole w kuchni… a wokół cisza i spokój bo wszyscy śpią choć już prawie dziewiąta.
Że są kobiety, dla których jest to zwyczajny wtorek.
A u mnie od dłuższego czasu jest ciągle NIEDZIELA!
A nawet nie niedziela a SOBOTA, bo jutro też mamy wolne.

I tyle na dziś, bo zajęta mocno jestem, info w sidebarowym okienku na prawo.
Dla ozdoby dodam tylko inne zdjątko z marfefkowej sesji, co była taka udana, że nie wiadomo co wybrać z tak atrakcyjnego zestawu.

Musowo zrobić galerię! – kolejne zadanie.

kategoria notki Inka,dziennik fizooloficzny — Tagi: , , , , — jamatka @ 09:28

15 marca 2010

kobietom razem z brzuchem powinna wyrastać trzecia ręka

Mam! przypomniało mi się!

Przypomniało mi się kiedy, po raz nie wiem który dzisiaj, ponownie znalazłam się w tej samej sytuacji.
Bo straszną miałam dziś ochotę popisać, zrobić coś, czego dawno nie robiłam, albo przynajmniej mam takie wrażenie, że dawno nie robiłam i się kurde wszystko … normalnie wszystko sprzysięgło… a konkretnie Jedno Małe Wszystko się wzięło i zawzięło, cobym raz na zawsze nauczyła się, że NIE NALEŻY CHWALIĆ DNIA PRZED ZACHODEM SŁOŃCA i jak coś już się miło ułoży to NIE NALEŻY od razu trąbić o tym na wszystkie cztery strony świata, tylko poczekać aż się MIŁE uleży i upewni.

Dobrze, że mi się chociaż ten tytuł przypomniał.

Bo miało być zwyczajnie:

MÓZG MI SIĘ LASUJE

…nic ponadto wykrzesać z siebie nie mogłam i dalej jako dowód tego zlasowania miałam wyłożyć, że tak mi z czachy już paruje, że wymyśliłam super tytuł usiłując jak najzgrabniej włożyć BeBe do łóżeczka, coby się nie obudziło…
skoro wreszcie zasnęło…
i zanim zeszłam po schodach do pracowni ten tytuł wyklikać zdążyłam zapomnieć… co to ja miałam?

Zatem poszłam nareszcie do sklepu po to wino… bo muszę… po prostu muszę zrobić coś innego, niedomowego niedzieciowego niezdrowego i wogle… coś co mnie odkręci w drugą stronę zakręcenia, bo inaczej NIE WYTRZYMAM!!!
Jak się nie wyprostuję.

… i właśnie wróciłam ze sklepu i ledwie zdążyłam odkorkować butelkę, jak znowu wpadłam w to déjà vu… wypadło mi powtórzyć tę sytuację, kolejny debel…
eee … dublet?
panie reżyserze? który to już raz?
bo mi się kwestie mieszają…
Tzn znowu wkładałam ją do łóżeczka starając się jak mogę najbardziej… coby nie poczuła zmiany pozycji ni otoczenia ni nic…
…jak znowu trzeciej ręki zabrakło i tak to TYTUŁ MI SIĘ PRZYPOMNIAŁ!

Poza tym… tego… dowiedziałam się przed chwilą, że mam urodziny… czterdzieste szóste… tzn ON zadzwonił czy Misiek kupił mi kwiaty … jakie kwiaty? no na urodziny… to jaki mamy miesiąc? no marzec… piętnasty… aaa… no tak… przecież dziewiętnastego lutego urodziłam Inkę a na blogu pisałam niedawno, że to już prawie miesiąc… właściwie to kiedy ja to pisałam?… W lutym czy w czerwcu?

tylko ten blog jeszcze trzyma moje komoory-de-grey w szachu…

To tym bardziej jakieś wino mi się należy.

Piernicze… jak się zaraz nie obudzi, to nie kapię jej dzisiaj ni nic… nie ruszam dopóki sama się nie ruszy.

Aaaa… i jeszcze poszłam przed tym sklepem do bankomatu… a mamy taki we w środku w banku… że se kartą trzeba drzwi otworzyć.I wyklikałam wszystko co trzeba… sprawdziłam czy pieniądze przyszły, bo znowu poziom sięgnął zera… wyklikałam radośnie sumę na zaś, wyjęłam kartę… wyszłam… co ten bankomat tak piszczy?… źle zamknęłam drzwi czy co?…poszłam do sklepu i się zorientowałam, że nie wyjęłam pieniędzy z tej szparki.
Na szczęście sklep mamy zaraz następny za bankiem.

W sklepie dowiedziałam się, że szefowa też ma dziś urodziny, zakupiłam Mołdawska Dolinę… wysłuchałam słów dezaprobaty od jednej średnio młodej średnio starej … ogólnie całej takiej średniej sklepowej na temat nie-karmienia piersią… nigdy zresztą jej nie lubiłam… akurat przyszła szefowa i ta akurat nic do moich cycków nie miała, pewno dlatego, że My – Kobiety Kaszaloty trzymamy sztamę… i wróciłam i odkorkowałam i przypomniał mi się tytuł.

I tak pieprzę teraz bez sensu bo kompletnie nie mam ochoty robić nic z sensem. Nie mam ochoty pisać o dzieciach ciążach a już Broń Boże cokolwiek radzić.
Mam tylko wielką ochotę popier…przyć głupoty i to wyłącznie na mój temat… co właśnie czynię.

Twoje Zdrowie Pampersa!
Hehe… dzięki Klejo… :)

a kolek nie ma… fakt… jednak jeszcze nie czas na Chwałę Bebilonu… jeszcze nie czas.

kategoria notki dziennik fizooloficzny — Tagi: — jamatka @ 22:06

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24