rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

24 sierpnia 2010

kopnięcie zaszczytu i skutki

stało się…
zakręciło jamatkę w temacie przewodnim w ostatnich dniach na fest.
Jak to się nieładnie, acz trafnie mówi:
Nie ruszaj Gie, bo śmierdzi…
No i zaśmiardła jamatka.

Krótko mówiąc dała d… pupy złotemu cielcowi.
A pupy pupy, bo bardziej dosadnych wyrażeń jamatka już tu używać nie będzie.
Bo to niekurturarnie i niemiło i w ogóle nie powinna…

Heh… słaba kobieta z jamatki, wiem wiem… dlatego staram się nie wodzić jamatki na pokuszenie i zrezygnowałam, na przykład, z obyczaju comiesięcznej wyliczanki, co jej dziecko potrafi a czego jeszcze nie, z naciskiem na „potrafi”, wedle odgórnej listy i z dokładnych pomiarów co do milimetra, w czym jej dziecko jest lepsze od innych.
Bo zauważyłam u jamatki takie ciągoty, a jakże, i od razu dałam po łapach a stosowną szufladkę pt. „Co x-miesięczne dziecko umieć powinno” zamknęłam na kluczyk a kluczyk wywaliłam za okno.

I w sumie fajno jest… jakoś tak milej chować dziecko wedle własnego widzimisię, bez żadnej autocenzury.
Nie mam bladego pojęcia, co tam w temacie harmonogramu rozwojowego niemowląt wypisują w sieci.
Np. te zupki i inne papki zaczęłam dawać Inoczce, jak odkryłam w Rossmanie, że są takie słoiczki od czwartego miesiąca.
No to jak są, no to chyba nie po to, coby stały na półce?

A kiedy nasza doktór…
u której, notabene, byłam raptem 3 razy na okoliczność szczepienia w przeciągu całego półrocza…
i kiedy nasza doktór to usłyszała… jak się Inoczka odżywia… że co i od kiedy…
To znowu brzdęknęła pląbami o glebę, ale widząc moją niezłomną postawę zaraz dzielnie pozbierała się do kupy i jęknęła tylko…
- Acha… to Pani wedle tego starego schematu?
Na co ja…
- Nie… wedle mojego schematu.

I taki to sens mają te schematy… śmiech na sali.
Mój schemat jest taki… jak nie ma sraczki, znaczy jest gut!

Ale ja nie o tym…


No to tyle jamatka opowiadała jeszcze niedawno, jak to nie interesuje jej WCALE ewentualna komercyjna opcja jej blogowej działalności…

I wzięła i wdepła po uszy, no…

Heh… no bo im więcej mam luzu, tym jamatka dobitniej uświadamia sobie, że ona po prostu lubi… uwielbia pleść te swoje trzy po trzy, sprawdzać nowe koncepcje, badać, eksplorować, oceniać i pisać… pisać przede wszystkim!
No i to byłby ideał, jakby mogła za to wszystko dostawać pieniądze.
Wcale nieduże… ale jakieś.
W ramach nagrody za talent.
Bo wiadomo, że jest to sprzężenie zwrotne… że motywacja stymuluje jakość… to jakby to wziąć i sporząc! To cuda na kiju by tu się działy normalnie.
Nikt by z jamatką nie wytrzymał w wyścigu.

Dlatego teraz już wcale nie zamierzam eksperymentować na polu „Lansowania pop- bloga wbrew obowiązującym zasadom.
Nic z tych rzeczy…

Teraz jamatka jest cała PRO!

Będzie miła, grzeczna, kontaktowa, systematycznie i na temat.
Będzie jak kiedyś!

PROMIS!

Zatem wracajcie laski z tych wakacyjnych wojaży i zgłaszać mi tu swój akces, bo działka chwastami zarosła a sama nie dam rady wszystkiego obrobić.


A porobiło się wszystko tą drogą, że diabeł jakiś szepnął jamatce na ucho, coby dla spróby… z ciekawości tylko, co inni myślą o jej zakręconej twórczości blogowej… czy w ogóle jest coś warta…
i zapukała jamatka nieśmiało do najbardziej uznanych katalogów stron internetowych, w tym do nieomal kultowej Hogi… czy też by jej nie chcieli wcielić w szeregi.
I o dziwo zechcieli…
Naprawdę „o dziwo”, bo nie spodziewała się jamatka, bo takie różne inne pierwsze lepsze a raczej gorsze fermy z linkami, gdzie jamatka stawiała swe pierwsze koślawe pozycjonerskie kroczki… to wcale tacy chętni nie byli.
A tu… nagle uznali ją za swojaka.
Gdzie nie zapukała, tam było miło.

W ogóle zauważyła jamatka taką tendencję, że w miejscach topowych wszyscy są mili… nawet jak ci odmawiają to jakoś tak… kulturka.
Zaś w różnych takich innych nieopodal śmietnika… to nawet jak cię przyjmują, to czujesz pewien kwach w gębie.
I np…
albo nie…
albo tak… a co mi tam…

Jest taki katalog blogów, co się mieni być jednym z bardziej „ojaniemogę”…
to wystarczy, że przeczytałam regulamin… i ton w jakim został on napisany…
a już szczególnie punkt szósty:

„Jeśli w ogóle nie zamierzasz umieszczać buttona, nie dodawaj bloga do toplisty.”

To od samego czytania odechciało mi się umieszczania tego buttona, nawet jak wcześniej nie miałam nic przeciwko.

Bo jest taka zasada… tzn nie wiem czy jest, ale jamatka już dawno poczyniła taką obserwację:

Że im większy burak, tym bardziej się stawia.

I katalog najlepsze.blogi.pq.pl to jest właśnie takie buractwo.
Dlatego pierniczę ich pageranki i inne walory… a moje konto tam wciąż trzymam, bo widocznie nie przewidzieli, że komuś mogłoby się odechcieć.

Nie… nie ma jamatka żadnych szczególnie złych doświadczeń z tym miejscem związanych… chodzi tylko o klimat.


Ale wracając w pierwotne rejony dnia wczorajszego…
No to wczoraj wieczorem dostała jamatka wręcz kulkę między oczy i to ją pogrążyło totalnie.

Bo wieczorem… kiedy już wszystkie dzieci grzecznie spały a na niebie pojawiła się pierwsza gwiazdka…
… to przyszedł do Inoczki sam WIELKI GWIAZDOR!

Przyszedł i nawet się trochę zasiedział… zajrzał inoczce od przodka i od tyłka… i trochę pośrodku.
Bardzo był skrupulatny albo tak mu się spodobało.
Jamatka ma stały wgląd w te sprawy… inaczej nie byłaby jamatką… więc wszystko jamatka widziała i czekała z zapartym tchem na efekty.
Aż dostała maila… że okej.
Nawet więcej niż okej, bo poza tym, że jamatkę przyjęli, to dali inoczce.pl dwie gwiazdki!

gwiazdki

A to jest bardzo bardzo dużo, bo to znaczy, że strona jamatki się wyróżnia!
No ba…
Pytanie tylko czy na plus czy na minus…hehe…

Nie nie… tak kokietuje tylko jamatka, bo jamatka to stara kokota.
Ale jamatka wie, że pisze zajebi… o sory… bardzo jedyne w swoim rodzaju blogi, o ile przysiądzie na zadku zamiast strzelać fochy na prawo i lewo.

No i fajowo było i tralala… zaraz poczuła jamatka, jak za łopatkami na plecach zaczyna jej się coś wykluwać..

I zajrzała jamatka do WIELKIEGO GWIAZDORA do przeznaczonej tylko dla niej kanciapki i przeczytała.
Przeczytała coś, co dobrze wie, ale co innego wiedzieć i nie zawracać se tym głowy a co innego przeczytać czarno na białym.

„Statystyki:
Strona inoczka.pl ma 22442678 miejsce w globalnym rankingu Alexa, jest zatem na razie mało popularna.
Do strony kieruje mało, bo tylko 2 odnośniki.”

no jasne, że „mało, bo tylko 2 odnośniki”, jak wszystko jest zapisane na tę blerwę – pampersę!

Że ranking Alexy taki, to spoko, bo szanowna Alexa dopiero niedawno założyła Inoczce licznik.
W końcu trzeba pamiętać, że sama inoczka.pl ma coś z miesiąc z kawałkiem.
Do tego na początku była raczej niechcianym dzieckiem.

No ale, że te dwa linki, to jamatka pampersie nie daruje normalnie!

Zatem sory laski.

Od dziś albo jesteście ze MNĄ albo z NIĄ!

Nie ma zmiłuj i żadnych kompromisów.
Koniec przekierowań, podpiętych domen czy jak to się zwie.

Od dziś link pampersstory.pl wiedzie na manowce.

Powinnam była dawno to zrobić, bo prędzej czy później skończy się okres ważności dla domeny, która i tak idzie do kasacji, bo jej nie lubię.
Nie chciałam robić kłopotu wszystkim miłym osobom, co kiedyś w swej wspaniałomyślności podlinkowali tę wywłokę pampersę u siebie, dlatego podpięłam pampersstory.pl pod inoczkę.pl…

No i teraz mam!

Zatem sory… ale ciągnięcie tej schizofrenii dalej jest bez sensu coraz bardziej.
Wystarczy, że dla wygody stałych bywalców namieszałam w archiwach i są tu teraz w jednym miejscu wpisy, z sama nie wiem ilu, blogów.

W każdym razie pierwszy dotyczy tej czerwcowej nocy, kiedy obudziłam się o 2.00 a.m i zaczęłam się zastanawiać, gdzie się podział mój okres…

W ogóle poza Kajtusiem ktoś to jeszcze pamięta?

Że pierwszym opisem bloga było
„obudziłam się o drugiej w nocy… a noc ta była czerwcowa…. i pomyślałam: Kiedy to ja miałam ostatni okres?”

Matko… ile to się w międzyczasie zmieniło…


Zatem teraz koniec z firdu mirdu…zaczyna się byznes.

Na wstępie ramach byznesu mam prośbę do szanownych zebranych

U szczytu lewego sidebara jest takie nowe okienko z prośbą o lans.
To linka do mojej komórki w katalogu GWIAZDOR.PL

i tego… kolczasta natura jamatki skręca się teraz w środku, jak wampir na widok krzyża, kiedy przychodzi jej o coś poprosić…
bleeeh… nienawidzi jamatka…

N`ale jak byście były takie miłe…

bleeeh bleh i fuj… ufff…

i zechciałybyście od czasu do czasu tam kliknąć i wystawić jamatce ocenę.
Obojętnie jaką.
Nawet złą…
może by nawet to było ekscytujące… tak się pozżymać z krytyką.
Ma jamatka ostatnio takie doświadczenia.
Raz tu i raz na innym blogu.
I pierwszy moment jest nieprzyjemny, ale samo podjęcie walki i to potem… uhhh… to jamatka lubi.
Nie bez powodu zawsze mówiła, że jest wojownikiem.

Nie trzeba się rejestrować ni nic… wystarczy kliknąć i wybrać ze słupka ocenę.

A jakbyście jeszcze skrobnęły trzy słowa na temat, jaka ta jamatka jest zajebis… tzn jedyna w swoim rodzaju, to te wykluwające się na plecach skrzydła rozwiną się na całego i sruuuu… polecimy!

Heh… przecież lubicie czytać jak mnie poniesie i piszę te zjadliwe teksty.
wiem wiem… bywam nieznośna, ale jamatka jest artystą blogowym no i same rozumicie…


Ufff…
Heh…
już dawno tak dobrze mi się nie pisało…

Zatem wiecie…
Jeżeli zdarzyło Wam się pracować na swoim, ewentualnie na cudzym, ale na godziny czy na zlecenie… że kasa nie jest pewna… to wiecie jakiego kopa daje wynagrodzenie w łapce.
No… i o to chodzi.
To znaczy, nie dosłownie!
… nie chodzi jamatce o pieniądze…
jeszcze nie…
Chodzi o motywację.


Cholera… znowu nie wyszło w klimatach pieluchowych.
Może powinnam pomyśleć nad zmianą profilu bloga.

kategoria notki blox — Tagi: , — jamatka @ 15:39

16 stycznia 2010

mój Misiu w googlach…

Dziś znowu dzień odchorowywania maratonu ostatnich dni, zatem dalej się migam i wklejam kolejny substytut wpisowy, coby się nie naklikać a jednak zaliczyć.
Swoją drogą… zastanawia mnie to deczko.
Bo odkąd tak się wykręcam i wrzucam raz za razem rozmaite trzypalcówki zamiast solidnych wpisów merytor… me-ry-to-rycznych, przy okazji też produkuję się intensywnie w komentarzach, ruch na blogu znacząco się zwiększył.
Hmmm… zawsze to jakaś kolejna nauka.
Jakby co, to formuła tego bloga wciąż jest otwarta i jedyną niezmienną osią, wokół której się to kręci jest Inoczka… choćby ze względu na samo logo.

Dziś o tym jak to google widzą mego Misia… niewielki wycinek

Właśnie dotarło do mnie niedawno, że w domu ciągle Misiu jest tylko Misiem – choć ojciec eksploatuje go mocno całkiem nie po ojcowsku, wykorzystując do różnych swoich spraw za które, gdyby nie Misia wiedza i umiejętności, musiałby komuś słono zapłacić – jednak jak już poczciwy jak zwykle Misiu fuchę odwali, to dalej jest… – Misiek śmieci… Misiek z psami… Misiek skocz po masło… Misiek sprzątnij wreszcie ten burdel!
I Misio nie protestuje, czasem tylko wprawnym okiem widzę, że ma jakieś muchy w nosie.
A tymczasem dotarło do mnie, że mój Misio już od dawna prowadzi swoje własne dorosłe życie, różni ważni mniej i bardziej ludzie i instytucje z Misiem się kontaktują i Misiu zaczął już swój marsz w dorosłość kompletnie niezależnie od planów ojca względem jego kariery naukowej.

Co do mnie…

Ja podobnie jak Miś, uważam że Misio powinien się wyprowadzić na jakiś czas na swoje, bo takie podwójne życie, jedno jako nasz Misiu i drugie jako Michał R., chyba do niczego dobrego nie doprowadzi.
Co do studiów… cóż wojsko mu nie grozi… zatem wolałabym coby Miś wyruszył w świat i trochę liznął wiedzy o życiu, której ja mu nie jestem już w stanie przekazać… bo… bo sama ciągle głupia jestem w te klocki.
Bo nie widzę sensu w marnowaniu czasu i pieniędzy na jakieś przypadkowe nauki na pośledniej uczelni, tylko dlatego, że taka jest społeczna matryca, że najpierw podstawówka, potem gimnazjum, liceum, matura, koniecznie jakieś… jakiekolwiek studia i dopiero jako magister można pozwolić sobie na rozglądanie się z czym ten lajf się je.
Ja tam uważam, że najważniejsze coby się nie spieszyć… umrzeć zawsze się zdąży… grunt coby na życie mieć czas się załapać.
I lepiej niech Misiu najpierw dokładnie się zastanowi kim chciałby zostać, a dopiero potem, już o wiele bardziej świadomie wybierze sobie rodzaj kariery… na razie celem jest pewna wyższa szkoła fotograficzna w Bratysławie.

Było było… był sobie Igor i była Nanane… moje przybrane dzieciaczki… jeszcze Nanane skrzętnie zdążyła poprzenosić ich wszystkich troje do jednej klasy w tej fotograficznej szkole, do której teraz Misio chodzi wieczorami po pracy.
Ale w sumie układ już się rozpadł i ostatni raz widziałam Igora chyba latem…
Szkoda.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to  przez ten Supraśl, dlatego jestem teraz taka cięta na to środowisko.
Słyszysz Supraślu? Cięta jestem na Waszym punkcie! Sory… tak wyszło i nic nie poradzę…
Z drugiej strony domyślam się, że to może być z powodu Inoczki…  taka brzuchata mało dyspozycyjna matka to jednak spory ambaras…

Rutkow Bridge

Michal | MySpace Video

O! np przedwczoraj Miś spytał mnie ni z gruszki ni z pietruszki – gdzie on się właściwie urodził… bo że jest Made in Zakopane to wie… ale jako miejsce urodzenia to co ma traktować… Wrzeszcz?
Potem na jego laptopie kątem oka zahaczyłam o list od pani z tego portalu, z propozycją zacieśnienia więzi… w sensie że współpracy…

www.wrzeszcz.info

i Misio na gazecie…

gazeta.pl

To jest zdjęcie z tej sesji fotograficznej, dzięki której Misio stał się piętnastominutową gwiazdą gazetową  ze dwa lata temu. Była taka afera z udziałem pana premiera… otóż w skład aranżacji wystawy malarstwa renesansowego wchodziły dwie nagie modelki… no i się zrobiła afera… tu premier a tu gołe baby. A jedyną osobą, jaka miała jakikolwiek materiał fotograficzny z tego zajścia był nasz Miś… oj było było… Miś chodził dumny jak paw.

I jeszcze to… ot tak… bo fotka Misia ładna

www.wrotapomorza.pl

i jeszcze … Misiu oprócz szkoły, pracy na rusztowaniach przy konserwacji kościoła św. Jana dorabia jako fotoreporter w agencji fotograficznej

www.kfp.pl

A za tę nagrodę Miś chodzi teraz za darmo do tej płatnej szkoły w Sopocie… nawet nic w domu nie wspomniał… podobnie jak o pierwszym miejscu w gazetowym konkursie na zdjęcie z wakacji, za które ma wypasiony aparat za kilka tysiaków. Tak to się robi proszę maruderów ;P…

Kategoria „KREWNI, ZNAJOMI I NIEZNAJOMI”

I nagroda – Michał Rumas za zdjęcia „Hobby rodzinne, brat” i „Hobby rodzinne, mama”

www.foto.com.pl

i sam cymes na koniec czyli fotograficzne portfolio Misia

M.R.F

i blog Misia

mrumasfblog.blogspot.com

i jeszcze bym zapomniała… Miś jakiś czas temu wszedł w spółkę z takim innym fotografem i są w trakcie zakładania firmy …  fotografie weselne.
A co?
… ale o tym potem bo na razie strona firmowa jeszcze nie gotowa, ale to co już widziałam wystarczy do stwierdzenia, że będę miała niedługo co reklamować na blogu.

Zatem cieszy mnie 60 już pozycja w rankingu Blogfroga… nie ze względu na mnie, bo ja właściwie swoją ciekawość już zaspokoiłam i mogłabym se odpuścić… ale uparcie tak się wspinam z tym brzuchem po szczeblach blogowej kariery coby się przydać moim dzieciom.
Bo Piotruś też ma bloga… tyle że zaniedbał go mocno i od roku nic tam się chyba nie pojawiło…  swoją drogą zajęty ostatnio był bardzo. 
Bo Ptyś z kolei pisze… i bardzo poważnie podchodzi do swoich literackich planów.
Jak na Ptysia.

Zatem przyjdzie czas i na Ptysia.

a na razie Miś jest na fali.

kategoria notki Zestaw Kina Domowego,blox — Tagi: , , — jamatka @ 12:49

15 stycznia 2010

Dziennik Pokładowy Nostromo – tydzień trzydziesty piąty

trzydziesty trzeci tydzień zapłodnieniowy

Jak to powiedziała mi jedna miła Siostra robiąc mi dziś KTG
-Uuuuuu… to już zostały Pani tylko trzy tygodnie!
a zaraz potem dodała
- Wszystkie dzieci miała Pani takie wiercone?

Zatem ja już zgłupiałam kompletnie z tymi terminami.
W każdym razie doktor wyznaczy wysypkę na 24 lutego i tego się trzymam… choć nie mam nic przeciwko wcześniejszemu rozwiązaniu.

Jak widać omsknął mi się tydzień trzydziesty czwarty i tak już będzie musiało zostać, bo jeszcze mógłby się omsknąć i ten bieżący… tym bardziej, że dzień dzisiejszy… podobnie jak dzień wczorajszy, tylko że bardziej… to uhhhh…. szkoda słów.
Dlatego w relacji z trzydziestego piątego tygodnia obecnej ciąży posłużę się jedynym konkretnym określeniem jakie dziś usłyszałam od Mego Doktora… bo Doktór był dziś bardzo oszczędny w słowach… a dlaczego?
Ano bo właśnie był to TAKI DZIEŃ.
Zatem doktor po zajrzeniu mi tam, gdzie bardzo nie lubię jak ktoś mi zagląda poza moim mężem rzekł tak:

NO I BARDZO ŁADNIE, WSZYSTKO WYSOKO I PIĘKNIE ZAMKNIĘTE NA CZTERY SPUSTY.

kategoria notki NOSTROMO,blox — Tagi: , , — jamatka @ 16:54

12 stycznia 2010

To i owo z międzyczasu

Właściwie to czas najwyższy na kolejny wpis do Dziennika Pokładowego NOSTROMO… ale jutro jest jeszcze środa, zatem mam ten jeden dzień   trzydziestego czwartego tygodnia w zapasie i dziś mogę se to odpuścić.
Tym bardziej powinnam se teraz odpuszczać ile wlezie, że Inka najwyraźniej ustawiła się wreszcie  frontem do linii startowej i nie mogę pozbyć się wrażenia, że siedząc – siedzę jej na głowie.
Poza tym rozgadałam/śmy się dziś w komentarzach i przydział blogowy tym samym się deczko wyczerpał.
Zatem tylko cokolwiek na uszko szepnę i zmykam…
Bo szepnąć muszę…

BO WŁAŚNIE PRZYSZŁA PIERWSZA PACZKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

uhhhh… od razu postawiło mnie to na nogi choć ułożyłam się już do kolejnej – trzeciej popołudniowej tury snu… tak jakoś mi się ostatnio porobiło, a ponieważ w którymś kalendarzu pisali, że jak tylko mam ochotę na sen to mam ulegać… no to ulegam ile wlezie i w rezultacie najsprawniej funkcjonuję w nocy… a we dnie najsprawniej mi się nie-funkcjonuje out-of-order… i nawet panowie młotkowi co wciąż remontują naszą klatkę schodową nie są w stanie mi przeszkodzić.
Przyszła paczka nagle i niespodziewanie bo domofonu nie było i gdyby nie moja jazgotliwa Fifi-ty-suko-zamknij-sie-wreszcie to bym subtelnego pukania pana kuriera nie dosłyszała.
Zatem pierwszy plus dla sklepu, że kurierzy dostarczający ich przesyłki są subtelni.
Drugi, że po piątkowej poczcie od miłej pani ze sklepu ANGRE_BABY , że za jedyne 10 zł za przesyłkę pobraniową, już w poniedziałek wysyłają mi towar zakupiony na trzech licytacjach, rzeczywiście… oto we wtorek dostałam wielkie firmowe pudło marki Kess a w nim na dnie trzy niewielkie zafoliowane ładnie w nieszeleszczącą folię rzeczy:
Kocyk… niby bawełniany a mięciutki jak angorza wełna… i baaardzo gruby… choć myślałam, że będzie większy i mogłam jednak ten większy – za 99 zł zamówić… ale i tak kocyk jest słodki… choć beżowy, a mógł być wściekły róż…  ale jest w sam raz na rozmiar łóżeczka.
Do tego w eleganckim dużym kolorowym pudle czarna chusta-nosidło bawełna plus nieco czegoś elastycznego. Do niej ładnie wydana instrukcja w formie dość obszernej książeczki i druga obszerna i ładnie wydana książeczka z tłumaczeniem na polski.
I śpiwór… śpiworek… śpiworek najmniej mnie podniecił, zatem coby dodać mu więcej seksapilu zapakowałam do niego już wspominany wcześniej kombinezonik z lumpexu i mam teraz coś jakby substytut  mojej Inoczki … w łóżeczku na wściekle różowej kołderce leży beżowy bawełniany kocyk firmy KESS a na kocyku leży  śpiwór – kolor ECRUUUU, a w śpiworze w  kombinezoniku marki LUMPEX śpi coś jakby Inoczka. I to jest bardzo … bardzo SEXI :)
Pudło, w którym to wszystko przyszło – wielkie i solidne – przyda mi się bardzo, bo odkąd nastał u nas kapitalizm i rosnąca w siłę brać bezdomna się zorganizowała, o solidne pudła naprawdę nie jest teraz łatwo.
I tyle z wieści bieżących.

Jeszcze tylko kilka anonsów.

Otóż znalazłam na allegro ofertę takich wielorazowych pampersów, o jakich pisałam w Sylwestra.
Pieluszki pieluchy wielorazowe kieszonki
Pieluszki pieluchy wielorazowe wklady MIKROFIBRA
Ok 30zł sztuka… ja tam się zastanawiam… może potem kupię jak Inka się urodzi i podrośnie deczko… a jeżeli jeszcze wtedy tu będę, to napiszę jaki to ma sens. Bo coś mi się zdaje że sens mieć może, szczególnie w przypadku dzieci ze skłonnością do uczuleń. Puk-puk w niemalowany czerep.

I jeszcze coś do posłuchania.

Z kilkukrotnie reklamowanego już u mnie blogu przedporodem.pl przywlokłam takie coś.
Mogłabym dać tylko linka, ale wiem jak to jest z tym odpalaniem linków zamieszczanych w notkach, zatem tylko uczciwie poinformuję, że sama na to nie wpadłam a materiałem se zarzadzę u siebie, bo pochodzi z miejsca użyteczności publicznej – to raz… – a dwa to o to przecie loto, coby jak najwięcej ludzi to usłyszało, a nie o to co je czyje.
Zatem zapodaję do odsłuchania Wywiad z Urszulą Kubicką -Kraszyńską z Fundacji “Rodzić po Ludzku” w pięciu kawałkach.

Nie powiem, żebym się ze wszystkim zgadzała, zatem również zalecam zachowanie własnego dystansu do „rewelacji” jakie tam można usłyszeć… sama chętnie bym się do nich tu i teraz odniosła , ale właśnie Inka ewidentnie daje mi do zrozumienia, że faktycznie…  od pół godziny siedzę jej na głowie.

kategoria notki blox,znaleźne — Tagi: , , — jamatka @ 18:57

11 stycznia 2010

De problem ys…

bo ja tu ciągle Inoiczka to Inoczka tamto … a tak naprawdę to w swej aroganckiej pewności od samego poczęcia, wcale nie prosiłam mego doktora coby dokładnie zrewidował mojej dziewczynce tamte rejony… no bo gdzieżby… mojej Niuni w tak młodym wieku ktoś miałby między nogi zaglądać. W końcu doktór też chłop i mogłaby się moja dziouszka potem wstydzić.

Zatem jedyna medyczna diagnoza dotycząca płci Inoczki brzmi…

- ja tam nigdy żadnych śladów męskiego przyrodzenia nie dostrzegłem. To badamy dokładnie czy nie?
- Nie… i tak swoje wiem.

No i właśnie o to chodzi, że wcale tak za bardzo nie wiem i mam teraz dylemat… bo jak kupowałam Ince ciepły kombinezon w lumpexie, to była tam taka kurteczka… też maciupcia na pierwsze miesiące ale cudna! … normalnie cudna! … milusia przytulna mięciutka z bawełny ocieplana a przede wszystkim RÓŻOWA JAK JASNA CHOLERA!!!
I pal sześć, że nie jestem pewna czy kurteczka to praktyczna rzecz w porównaniu z kombinezonem… ale była taka ach! że pal sześć… jakoś by się nadała dla samego wyglądu.
Ino właśnie jak na ciuch lumpexowy kosztowała trochę…
No i pal sześć te 30 zeta, gdybym już na własne oczy widziała to moje cudo… że nasze ono jest… babskie, bez cienia wątpliwości.

No ale właśnie ten cień jest.

I gryzę się od tygodnia iść nie iść kupić nie kupić… a lumpex pod domem…

No to chyba pójdę i kupię… bo jeszcze ktoś mnie ubiegnie… o ile już nie ubiegł.

No to idę… miałam już nie wychodzić, ale idę.

A na pierwszą choinkę kupię jej lalkę Barbie i kucyka My Little Ponny!

Heh… zaczynam być szczęśliwa!
Choć się nie wysypiam.

kategoria notki Inoczka,blox — Tagi: , , , — jamatka @ 13:07

dziennik

  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"
  • 18 sierpnia 2010no i mamy pierwsze uczulenie. Przy okazji dowiedziałam się jak to wygląda bo ciągle nie byłam pewna czy to co jej wyskakuje na nosku to trądzik niemowlęcy czy uczulenie.To teraz wiem.Teraz trzeba określić na co to uczulenie.Czy na nowe mleko?Czy na kaszkę kukurydzianą z truskawkami?Czy na ro-coś tam ryżowe z czymś tam m.in pomidorami.Mam nadzieję, ze to nie mleko a stawiam na truskawki.
  • 12 sierpnia 2010O! już dwunasty. To za tydzień i dzień kończymy pół roku. Kończy się puszka z Bebilonem 1 i korci mnie strasznie zeby już kupić dwójkę. Tym bardziej, że Inka za mlekiem najwyraźniej nie przepada.I jakoś tak się samo zrobiło, ze zasypiamy już same. Ja tylko podchodzę kiedy zajęczy bo jej smoczek wypadł. A raczej sama go wyrzuciła.

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24