Potrzeba jest.
Na razie jednostkowa, jednak dorastają nowe pokolenia i mogłoby się okazać za kilka lat, że patent ma wzięcie.
Nosidełko dla matek grających
Czasami w poszukiwaniu czegoś tam zaglądam na rozmaite fora, blogi i strony z zupełnie innych sfer i zadziwia mnie powszechne biadolenie, że po urodzeniu dziecka wszystko się urywa a już rozrywki w rodzaju gier komputerowych w szczególności.
Dla obu stron się urywa, dla matek i dla ojców, w końcu równouprawnienie mamy, z tym że narzekają przede wszystkim ojcowie.
Nie pamiętam kiedy to było, jakoś jak zaczęłam teraz grać w Stonekeep czyli dobre dwa miesiące temu. Zatem Inka miała ledwie trzy miesiące na koncie… maleńkim konciku Inoczki… jak zatłukłyśmy wespół tego złego szkieletora.
Dziś z kolei razem dałybyśmy radę temu paskudnemu umarlakowi z sarkofagu u krasnoludów gdybym właśnie miała takie nosidełko, a tak…
Tak to dziecko mogło tylko słuchać z łóżeczka, bo umarlak przeciwnik niebelejaki i wymagał zaangażowania wszystkich dostępnych kończyn i pełnej koordynacji ruchów.
No i właśnie z koordynacją był problem, bo dostępnych rąk było cztery ino do tych czterech rąk koordynacje były dwie, w tym jedna niepełna.
A jakbym miała takie nosidełko, że sadzam Bebe przed sobą i ja mam wolne ręce i BeBe, tylko różnimy się zasięgiem i w zależności od „odsunięcia” tułowia matki od klawiatury raz bebe miałoby dostęp do klawiszy a raz nie, raz mogłoby brać udział w rozrywce a raz nie.
Bo Bebe w rozgrywce brać udział bardzo lubi a na widok klawiatury oczka jej się świecą jak do żadnej zabawki, choć taka jest zwykła czarna bezprzewodowa.
Wczoraj Ptysiu pierwszy raz w życiu samodzielnie przeszedł GRĘ MATKĘ od której wszystko się zaczęło. Osobliwe doświadczenie… i dla dziecka i dla matki.
To teraz jest nas troje… ja, Inka i Ptyś.
Oj… dobrze, że założyłam sobie tego bloga growego, bo będzie oczy pisać, oj będzie.
Bo w nawiązaniu do wstępu konkluzję chciałam tutaj walnąć.
Że ograniczenia to ludzie sobie sami narzucają przeważnie, a nie sytuacja ich zmusza.






komentarze