To leżę.
I informuję.
Nie ma co się oszukiwać…trochę mi szkoda tych miejsc na rozmaitych rankingowych listach i rytmicznego pykania licznika, ale powinnam już jakiś czas temu wywiesić karteczkę.
Zamkniente z powodu, że brzucho do odwołania
i dać se na-luz nar-eszcie.
Za wcześnie zaczęłam tego bloga … za wcześnie o kilka miesięcy. Bo to się jednak w późniejszych miesiącach może nie dać pogodzić.
Chyba trzeba było poczekać aż się brzucha pozbędę.
Ale skąd ja mogłam wiedzieć ? Tzn miałam skąd wiedzieć ale zapomniałam.
Ale skoro jednak zaczęłam, to szkoda mi zamykać, jak tak się to ładnie kręci…. choć nie tak ładnie jakby się ładnie kręcić mogło, gdyby nie brzucho.
I mogłoby się tak np. porobić po zamknięciu, że nie byłoby do czego wracać.
Dlatego postaram się chyba… jak tylko się da… w ograniczonym zakresie wprawdzie ale jakoś od biedy chcę to ciągnąć do porodu.
Bo potem to spoko… znajdę czas i chęci na pewno. Za bardzo mi się spodobało, coby tak rzucić.
To tylko teraz kwestia, że siedzieć za długo się nie da i każda z ostatnich notek powstawała i na siedząco i na leżąco i na stojąco… na zmianę. Tak łupało.
W lewym boku na dole brzucha, tydzień temu czy nawet dalej, pojawił się taki piekący skurcz, kolka czy jak to nazwać… i też przez to chodzić nie mogę.
Wszystko przez TO paskudztwo… to moje leżenie i w ogóle.
A od klikania palcem na boczku… np dzisiejsze wpisy tym systemem powstały… to boli kręgosłup, poza tym czasochłonne to itede.
Jednak chyba się wezmę i zawezmę, bo to szczególna okoliczność, jak akcja bloga ciążowego wokół tej ciąży się zawija.
Tak myślę, bo byłam jakiś czas temu na takim blogu, gdzie właśnie wpisy urywają się na dzień dwa… a potem następne dotyczą już tego samego ale po porodzie. Bardzo się wtedy wzruszyłam, tym bardziej, że był to poród z przejściami… biedna dzidzia.
To ma wtedy taki szczególny wyraz.
A ja zamierzam mego różowego laptopika wziąć ze sobą do szpitala… z dżipirejesem :)
No… to byłaby tak wyjątkowa okazja, że się jednak wezmę i zawezmę i bloga pociągnę choćby i za uszy aż do rozwiązania.
Wiem wiem, że jakość i ilość notek spada z dnia na dzień od dawna, trochę to frustrujące ale to przez to brzucho wszystko.
Jednak zawsze to coś.
Dlatego odpuszczam sobie wszelkie zobowiązania, kontynuację zaczętych tematów i te inne deklaracje… odpuszczam se to wszystko do momentu aż stanę się bardziej… hmmm… mobilna.
A póki co będę wrzucać co mi ślina na język przyniesie pod wpływem impulsu, nagłej chęci… bo wtedy łatwiej się też pisze. jak to tak na gorąco się dzieje.
I właśnie teraz tak chcę pod wpływem o czymś poinformować.
Bo normalnie, wedle poprzednich założeń, poczekałabym do planowanej drugiej części wpisu o zarabianiu na dzieciach.
Otóż przed chwilą zajrzał do mnie ktoś z bloga babybots.blox.pl.
I bardzo to interesujące co tam znalazłam. Zarazem trochę enigmtyczny blog, bo brak jakiegokolwiek opisu, o co w tym wszystkim biega i co to-to jest.
A wygląda mi na to, że gdzieś na świecie, o czym ja pierwsze słyszę, istnieją pampersy wielorazowego użytku.
I nazywają się właśnie baby-bots.
I to może nie być takie głupie… zależy z czego się takie baby-botsy uszyje. Bo np jeśli wnętrze dać z jakiejś miękkiej mikrofibry… teraz jeszcze nad wkładem trzeba by pomyśleć.
Zostawiam na razie info pod rozwagę a jak się Inka urodzi to kto wie… bo te pampersy to jednak pieruńsko droga impreza.
Ja nie mówię coby stale… ale na wypadek jakby kryzys znowu przycisnął, to te kilkadziesiąt zeta na nową paczkę pieluch to jednak może zakrawać na rozrzutność.
A wtedy kilka baby-botsow… a jak jeszcze własnoręcznie uszytych… w końcu po coś kupiłam tę maszynę połtora roku temu… to takie baby-botsy w takiej kryrycznej sytuacji mogłoby się okazać świetnym rozwiązaniem.
Nic nie sugeruję… tak tylko mówię, że takie coś znalazłam.

Obrazek pochodzi z pewnej brytyjskiej strony w temacie… sklep czy coś. Warto przeszperać bo są tam inne interesujące rzeczy.
Kurdelebele… jest jednak masę sposobów na zarabianie z dzieckiem przy piersi…coraz więcej mam pomysłów.
Normalnie… taka dzidzia to kopalnia złota.
Wystarczy tylko chcieć!
I tym optymistycznym akcentem zakańczam skąd-inąd dupny 2009 rok!






komentarze