rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

30 listopada 2009

żywa prawda w szklane oczy

Ponieważ Pepper-Box posądziła mnie wczoraj, że ta rozebrana lasencja z brzuchem kilka postów niżej to ja, to czas najwyższy na sprostowanie.
Ponieważ nie chce mi się wyliczać co się z owym zdjątkiem a  moim wizerunkiem zgadza a co nie to powiem tylko jedno:
Mi w życiu dla żadnej sztuki nie chciałoby się na golasa tarzać po pewno zimnej ziemi miedzy jakimiś krzaczorami.
Dla innych powodów to może i owszem… ale jednak z takim brzuchem to nawet na najmiększych pierzynach jest nie wygodnie… a co dopiero na gołej glebie miedzy jakimiś korzeniami.
A co do reszty to chyba najprościej było sobie samej aktualne foto pstryknąć. Słońce jest, ja też w nie najgorszej formie no to sruuu:

kolejno…

miła buzia… starałam się zrobić dobre pierwsze wrażenie… normalnie to nie chce mi się tak mizdrzyć do świata ;P

ja

front

ja

i elewacja zachodnia… eee… znaczy wschodnia

ja

i tyle ekshibicjonizmu do pary z narcyzmem na dziś..

P.S. Łał… jednak w uda trochę poszło…

kategoria notki blox — Tagi: , , — jamatka @ 13:05

29 listopada 2009

Dziennik Pokładowy Nostromo – materiały operacyjne do tygodnia dwudziestego ósmego

dwudziesty szósty tydzień płodowy

„Dziecko waży około 1100gram i  ma ok. 35cm długości.
Dojrzewają oskrzela, a w  płucach rozwijają się naczynia krwionośne.
Od tego tygodnia zaczynają się formować charakterystyczne bruzdy i fałdy. Płaski dotąd mózg zaczyna zwiększać swoją objętość.
Zbierający się pod skóra dziecka tłuszcz powoduje, że ciałko maluszka staje się pulchniejsze.
Na główce pojawiają się coraz dłuższe włoski, brwi i rzęsy.
Meszek płodowy powoli zaczyna zanikać.

Zrób wszystko by maluch czuł się w brzuchu szczęśliwy. Coraz  silniej odbiera bodźce zewnętrzne. Nie denerwuj się i mów czule do bobaska. Mimo tego, że nie rozumie Twoich słów to czuje ciepły ton głosu.
Puszczaj dziecku muzykę. Najbardziej podoba mu się brzmienie instrumentów o niskich częstotliwościach. Po narodzinach dziecko rozpozna brzmienie i będzie się, podobnie jak w łonie matki, uspokajał.”
parenting.pl

„Niby teraz już z górki, bo bliżej końca, ale tak naprawdę ten ostatni etap ciąży jest najbardziej uciążliwy. Oprócz zaparć, skurczy łydek możesz mieć hemoroidy i żylaki. hm… tego… żylaki nie… nie mam . Do tego brzuch, który nie przestaje  rosnąć i rosnąć jest coraz cięższy. Zaczynają Ci dokuczać bóle kręgosłupa, a nawet trudno jest złapać oddech.” 
naobcasach.pl

nosz cholera jasna… kolejne ble ble ble… ogólnie to ja doceniam wysiłek, że komuś się chciało wyklepać rewelacje na temat tych wszystkich czterdziestu tygodni…  jednak teraz, kiedy z narzuconego sobie samej obowiązku przeglądam co tydzień wszystkie znalezione kalendarze to widzę, że w większości jest to zwykłe niechlujne wodolejstwo, powtarzanie tego samego co chwila…

bo już pomijam, że to kretyństwo pierwszej wody  prawie w końcówce ciąży uświadamiać kobiecie protekcjonalnym tonem, że nie powinna pić alkoholu, kawy i palić papierosów, ale to samo zdaje się gdzieś czytałam w zeszłym tygodniu… a teraz znowu…
nie mówiąc o tym, że szanownym kronikarkom czy tam kronikarzom te tygodnie co rusz się pier…  mylą i jak przeglądam info na temat np 28 tygodnia to w jednym kalendarzu są podane informacje, które już znalazłam gdzie indziej… tylko tydzień temu… jako opis tygodnia 27-ego.
I szlag… nigdzie… nigdzie nie ma rzetelnej wiedzy  bez wodolejstwa, sprawdzonej,  co do której ma się przekonanie, że pisał to  ktoś gruntownie obeznany w temacie.

A przecież, przynajmniej ja… pierwsze czego zaczęłam szukać w necie, odkąd odkryłam mój nowy stan, był właśnie opis kolejnych faz rozwoju płodu… czyli ten cały Kalendarz Ciąży!
I nikt… nikt nie zrobił tego jeszcze porządnie… tylko w większości jest właśnie takie pierdu pierdu.
ufff…

i tak… dokuczają mi zaparcia ale jem na okrągło łuskany słonecznik i wprawdzie miło nie jest co rano, ale daje radę… systematycznie i codziennie.
Zatem drogie kobiety… dam radę tym razem od siebie… na zaparcia nie ma jak słonecznik łuskany, koszt ok. 1PLN za 10-dekagramową torebkę… jedna taka torebka dziennie i problem zaparć z głowy.
Można jeszcze suszone śliwki ale chyba gdzieś czytałam, że suszone śliwki nie są wskazane w ciąży. a może to dotyczyło tylko przypadku cukrzycy ciążowej?
Nieważne, na wszelki wypadek lepiej ten słonecznik, tym bardziej, że pomaga również na zgagę.
Przynajmniej mi.

Się rozkręciłam w komentarzu… no to teraz już się zamknę i tylko puszczę same wycinki.
Tylko wycinki bo większość głupot i powtórzeń opuszczam.

już… już nic nie mówię…

a jutro sama od siebie coś poradzę.
O zgadze będzie. Bo o zgadze to ja co nieco wiem… nie tylko tej ciążowej… nie z książek a z własnych bebechów.
Więc mogę…
bo wiem…

a ci co nie wiedzą to nie powinni!

W takim wypadku ja naprawdę chyba jako najlepszy kalendarz polecę ten na parenting.pl bo tam może i czasami niewiele jest napisane… ale mam wrażenie że to właśnie dlatego, że czasem nie ma o czym bo po prostu niewiele w brzuchu się zmieniło.

Bo do cholery… kręgosłup napier… tego mnie od sama nie wiem kiedy… nie wiem który raz powtarzam, że nogi mi nie puchną… a tu dostaję to podane jako nowinę… znowu!
Zatem ZNOWU odpowiadam – ojojoj!!! jak boli mnie kręgosłup, źle mi oddychać i nie… nogi mi nie puchną…

heh… poniosło mnie…

„Pod koniec tego tygodnia rozpoczniesz trzeci trymestr ciąży. Gratulacje, masz za sobą dwie trzecie drogi do porodu!

no nie.. nie mogę… Dzięki Wielkie, ale początek trzeciego trymestru świętowałam tydzień temu… ale Dzięki Stokrotne. Liczą się w końcu dobre chęci :)… te co niebo nimi wybrukowano.

Jak zmienia się Twoje ciało
Kiedy zaczynasz trzeci trymestr, skończyły się czasy, kiedy mogłaś powiedzieć, że w ciąży czujesz się wygodnie. Twoje dziecko kopie, masz spuchnięte nogi, jesteś zmęczona i boli Cię kręgosłup. Kiedy dziecko ułoży się w pozycji do porodu (głową w dół), jego głowa (i Twoja powiększona macica) mogą spoczywać na nerwie kulszowym w dolnej części kręgosłupa. Jeśli to się zdarzy, możesz czuć ostry, przeszywający ból, mrowienie i drętwienie nóg – znane jako rwa kulszowa. W tej sytuacji mogą pomóc elektryczny koc, ciepła kąpiel, rozciąganie albo leżenie w łóżku.
Jak rośnie Twoje dziecko

Czy śnisz o swoim maleństwie? W 28. tygodniu ciąży Twoje dziecko może także śnić o Tobie. Aktywność fal mózgowych mierzona w rozwijającym się płodzie pokazuje różne cykle snu, łącznie z fazą szybkich ruchów oczami – stanem, w którym pojawiają się sny. Dobra wiadomość jest taka, że dzieci urodzone w tym tygodniu – chociaż przedwcześnie – mają doskonałe prognozy, ponieważ ich płuca już prawie osiągnęły dojrzałość. Mimo to jeszcze dużo urosną przez kolejne 12 tygodni.
polki.pl

” Łatwość oddychania. Jest to ważny etap w rozwoju płuc dziecka. W obu płucach tworzą się naczynia krwionośne. Kiedy dziecko weźmie pierwszy oddech, jego płuca wchłoną tlen i przekażą go do tych właśnie naczyń, które wyślą natlenioną krew do całego ciała. Zaczyna się też wytwarzać substancja, która zapobiega zapadaniu się płuc. Dzięki niej dziecko będzie mogło prawidłowo oddychać po urodzeniu. Dojrzewają także oskrzela, dzieląc się na coraz mniejsze odgałęzienia” 
niemowle.onet.pl

„Twoje dziecko waży teraz około 1100 gramów i ma długość około 25 cm od szczytu główki do końca kości krzyżowej. Na następnej wizycie twój lekarz prowadzący może powiedzieć ci czy twoje dziecko układa się w macicy główką do dołu czy nóżkami lub pośladkami (nazywa się to przodowaniem, np. „przoduje główka”). Jeśli czujesz że główka dziecka naciska na szyjkę macicy, prawdopodobnie to ona będzie przodowała. W przypadku przodowania pośladków lub nóżek być może konieczne będzie wykonanie cięcia cesarskiego. Jednak dziecko ma jeszcze dwa miesiące na zmianę pozycji, więc nie przejmuj się jeśli teraz układa się pośladkami do dołu. Większość dzieci sama zmienia ułożenie w macicy do prawidłowego.”
mediaweb.pl

kategoria notki NOSTROMO,blox — Tagi: , — jamatka @ 21:02

Dziennik Pokładowy Nostromo – tydzień dwudziesty ósmy

Ufff… jeszcze „tylko” 12 tygodni a dwanaście tygodni to daje nam…
12×7=84 dni… czyli lepiej niż fala w wojsku.
Jednakowoż to prawie trzy miesiące.
Uffff…

I tak będę ufffać teraz z tygodnia na tydzień coraz ufffniej bo Proszę Państwa jedyne co mogę tym razem powiedzieć w kontekście relacji z poprzedniego tygodnia to:

- Aaaaaa… to o to chodziło!

Bo te wszystkie objawy wtedy wyliczane i opisywane okazały się jedynie wstępem… cieniutkim preludium dla wielkiej orkiestry, która najwyraźniej dopiero teraz się rozkręca!
Dopiero teraz to wszystko gra i buczy!

– Aaaa… bo to są te problemy z oddychaniem…

– Ooooo… a z tym kręgosłupem to o to chodziło….

Jestem małego wzrostu… postury też szczęśliwie nietęgiej, zatem jak kiedyś pracowałam na rusztowaniach przy rekonstrukcji sztukaterii na rozmaitych zabytkach, zwykle wpychano mnie w najciaśniejsze dziury.
Bo od sztukaterii w firmie było nas tylko dwoje. Ja i Józef. Ja kobitka 156 zaś Józef prawie 50-letnie zwaliste chłopisko ze dwa metry wzrostu.
Zatem podział zadań dokonywał się, że tak powiem, drogą naturalnego porodu…

żesz… nomenklaturę zdecydowanie mam teraz zorientowaną tylko na jeden temat.

I na Zbrojowni w Gdańsku, po tej stronie od Piwnej, jest taka wieżyczka… ostatnia na prawo. I fryz tej wieżyczki zdobią portrety takich różnych możnych i ważnych z wieków przeszłych.
I jeden a tych panów… taki całkiem z tyłu, na samiutkim końcu zawiniętego tylko z lekka w kierunku dachu rusztowania, nie miał połowy głowy.
Akurat tak fatalnie się złożyło, że ten najtrudniej dostępny medalion ubytek w urodzie miał najbardziej trefny.
I niestety nie dość, że na samym szczycie i na samym krańcu ponad wszystkimi dachami, to jeszcze wedle sumy wysokości kolejnych podestów dostęp do tego jegomościa miałam tylko z pozycji leżąco siedzącej… nawet nie półleżącej czy półsiedzącej… bo to zawsze jakiś półkonkret…
A tu kicha na całej linii.
Józef by tam nie wetknął nawet swojego brzucha.
Fatalna miejscówka.

Nie dość, że winkiel pod chmurami i wiało na okrągło… bo to w końcu Gdańsk… to jeszcze przez dwa dni w pozycji embrionalnej trzeba się było silić na precyzję bo panu akurat brakowało przede wszystkim ucha i włosów. A kręcenie loków to najgorsza rzecz w takim rzeźbieniu tradycyjnym i kto tę sztukę opanował jest mistrzem rzeźbiarskim zaś w wyższych uczelniach plastycznych nikt takich rzeczy nie wykłada.
Jedynie stosowna praktyka może otworzyć bramy wtajemniczenia i mi się to udało po dobrych dwóch latach uprawiania zawodu.
Porównywalne z produkcją loków w sztukateriach jest jeszcze tylko malowanie listków na drzewach w malarstwie typu landszaft ;P

Se teraz mogę powspominać niedawne całkiem czasy szykując się do kariery typu tyłkiem przed komputerem… było było…

I co teraz…

Nie wiem doprawdy po czym, bo ruszam się już – delikatnie mówiąc – niewiele… z domu prawie nie wychodzę… nie to że się oszczędzam ale po prostu się nie da!
Nogi się pode mną uginają, brzuch urywa w zawiasach a w klacie brakuje tchu i wtedy mroczki przed oczami.
Chodzę jak lokomotywa i sapię .
Wszelkie pozycje siedzeniowo – leżące staram się przyjmować jak najbardziej optymalne.

No i właśnie… też tak wypada, że są to zwykle pozycje leżąco siedzące… nie półleżące ani półsiedzące.

I mimo tych starań kręgosłup i stawy łupią mnie wciąż nieustannie jakbym właśnie zeszła z tej fatalnej wieżyczki.

I miednica…

Wiem, że to jeszcze za wcześnie na szykowanie się do porodu ale wyraźnie boli mnie miednica … właśnie tak jakby jej kości się rozstępowały. Taki tępy, na szczęście lekki ból… coś jak ból mięśni po większym wysiłku.

Zatem mogę się tylko spodziewać co mnie wkrótce czeka, skoro wedle zasady, to co teraz się dzieje to jedynie zajawka.

Ogólnie to koszmar, a szmat czasu jeszcze przede mną i gdyby przyroda tak sprytnie tego nie obmyśliła to chyba bym sfiksowała z tego nieszczęścia bez rychłej nadziei na ratunek.
Na szczęście hormony działają:) i dalej jestem szczęśliwa i cierpliwie ledwo dychając leżę sobie praktycznie bez przerwy na tym lewym boczku, masuję sobie brzuch nieustannie…

I czekam.
Cierpliwie.

Nie … nie to że coś mnie swędzi.
Masuję tak nie wiem dlaczego… jakoś samo to do mnie przyszło, że co chwila czy leżę czy stoję… co chwila odruchowo wykonuję takie okrężne masaże po moim wciąż ślicznym brzuszku.
Bo skubany… chyba już mu tak zostanie… że taki wąski i ładny i tylko do przodu tak nieskromnie się wyrywa.
I to pewnie dlatego wszelkie obserwowane przeze mnie objawy wskazują na trzydziesty któryś tam a nie dwudziesty ósmy tydzień.
Zatem nie martwi mnie to.
Oglądałam sobie inne 28-tygodniowe brzuchy w necie i są raczej tej samej wielkości co mój.
Tylko ze ja mam akurat tułów o wiele krótszy i z tej dysproporcji bierze się to wszystko.
Skoro brzuch nie może się rozrastać dalej ani w górę ani w dół … ani na boki, to kierunek pozostał mu tylko jeden.
I dlatego ten kręgosłup.

To teraz się trochę popocieszam:)

Więc dalej nie mam tych całych obrzęków.

Nie puchną mi stopy nie cierpną mi ręce.

Siusianie też mnie specjalnie po nocach nie gania, mimo, że piję sporo płynów i to zwykle przed snem szczególnie mnie suszy… dziś np miałam tylko jeden nocny kurs.

Nie wyłażą mi żadne plamy włosy zęby ani nic innego z zakresu braków na urodzie.

Zachcianek dalej jak nie miałam tak nie mam… żadnych.
Nawet tych z poprzednich ciąż czyli na wapno i kredę. Tym razem nic.

Z tego szczególnie się cieszę z powodu cukrzycy…. nie… dieta kompletnie w niczym mi nie przeszkadza.
Przyzwyczaiłam się nawet do herbaty bez cukru… czyli udało mi się coś o co od kilku lat bezskutecznie się starałam.

Kawa z mlekiem dalej mi nie wchodzi… zatem piję tylko czarną.

I już jestem pewna, że nie będę miała większych problemów z powrotem do stanu sprzed ciąży.

Zobaczymy tylko jak to wszystko zniesie moja macica.

kategoria notki NOSTROMO,blox — Tagi: , — jamatka @ 11:00

27 listopada 2009

rzecz o Cycorach cz.1

Innymi słowy prewencja, kuracja i liście kapusty

Czyli nie o dzieciach tym razem a coś dla matek… przyszłych, ale przede wszystkim karmiących.Garść porad wygrzebanych z sieci, kilka przydatnych linków na zaś… no i trochę historii.

To może od tej historii zacznę, coby gładko przejść z tematów typu “pierdu pierdu” do tych z rodzaju “merytorycznych.

A było to tak… dawno dawno temu w kraju siarą i mlekiem płynącym…

nie… nie było wcale tak tragicznie… nie za dużo nie za mało, właściwie w sam raz.
Nie miałam większych cycorowych problemów … ot standardowo pogryzione i podrażnione od ssania i nadryzania sutki… mała kuracja między karmieniami i styknęło.
Z zatorami to też mi się upiekło.
Miałam raz z Michałem. Ale taki niewielki i szybko dałam sobie z nim radę.
Problem raczej stanowiły moje nerwy, bo ani mój charakter ani ojca moich dzieci do łatwych nie należą i oboje łatwo wpadamy w nerw, z tym że ja bardziej.
A wtedy mleczko STOP!…

Ale zanim jeszcze STOP to wracam do cycorów sprzed porodu.
Jest PRL w ostatniej fazie, w sklepach pustki a kobiEty do dyspozycji mają jedynie mniej lub bardziej skuteczne metody naszych babek a w aptekach takie śmiszne szklane laktatory z gruszką, o działaniu czysto psychologicznym.
Zatem w kwestii prewencji cycorowej poza zimnymi natryskami niewiele można było zdziałać…
A dla mnie zimne natryski odpadają w przedbiegach bo ja to taki wilk morski, że woda w jeziorze w środku upalnego lata jest dla mnie zbyt zimna coby skorzystać.
Zaś mając od zawsze najlepsze cycki w okolicy…

nie nie… sama na to nie wpadłam. Sama to w wieku 15 lat, kiedy zaczęło mi się to i owo powiększać …tak wiem… późno…ale dobre rzeczy zazwyczaj długo dojrzewają :D

Zatem jak tylko zaczęłam się zaokrąglać tam gdzie trzeba, to na wstępie wpadłam w panikę, bo dotarło do mnie, że pewnych rzeczy zatrzymać się nie da a inne już się nie wrócą…
w ogóle paskudnie zaczątki mojej kobiecości przeżyłam i chowałam to wszystko skrzętnie za obszernymi ciuchami garbiąc się jak tylko się dało.
Dopiero na studiach znaleźli się tacy… hehe… tacy i owacy… co lansowali pogląd, że mam właśnie najlepsze cycki w okolicy :)
No fakt.
Staników nie potrzebowałam dopóki nie zaszłam w ciąże w wieku 24 lat i moje niewielkie, lecz wybitnie kształtne cycuszki nie zamieniły się w kosmiczne cycory!

Tak czy owak, ponieważ człowiek łatwo przyzwyczaja się do dobrego a wtedy przestaje to dobro szanować, ja do pielęgnacji biustu podczas ciąży podchodziłam w sposób, kolokwialnie mówiąc, “olewczy”
Ale ponieważ akurat równolegle do mojej ciąży w akademiku w tym czasie jeszcze 7 innych dziewuch dziecka się spodziewało… w tym moja kumpela z pokoju… to owszem, dotarła do mnie informacja, że cycory należy hartować.
Raz, że te natryski zimno ciepło, coby nie oklapły i rozstępów nie było.
Bo o żadnych specjalistycznych kremach nikt w najbliższym otoczeniu jeszcze nie słyszał…
a dwa, że brodawki trzeba przygotowywać do karmienia bo potem właśnie boli paskudzi się i kaleczy i w ogóle masakra.
A najlepszym sposobem na to hartowanie były nie szczotki… nie nie… aż tak źle to nie… ale wszywanie sobie do stanika łatek z szorstkiego lnu.

No i tyle wiedzy.

Nikt nic nie mówił ani o właściwym przystawianiu dziecka do piersi ani o smarowaniu mlekiem.
W szpitalu położna tylko, pamiętam, jak informowała dziewczynę na sali… a dwanaście nas na tej sali było… no no… masakra…
Zatem jednej dziewczyny dziecko nie chciało ssać.
Nie dziwota skoro taki zwyczaj wtedy panował, że po urodzeniu dziecko na chwilę pokazywało się matce a potem zabierało na sześć godzin.
I położna zdradziła wtedy tajemnicę, że jak dziecko nie umie ssać to trzeba chwycić brodawkę w paluchy i starać się tracić nią w grzbiet małego języczka.
I fakt… sama sprawdziłam w przypadku Ptysia i zadziałało!

W każdym razie los mi jakoś oszczędził większych przejść z cycorami… ale czegom się w tym szpitalu naoglądała…
To teraz opowiem.

Nie wiem w sumie z perspektywy czasu czy moje porody należały do szczególnie ciężkich, w każdym razie w obu przypadkach były długotrwałe.
Misia, poczynając od pierwszych skurczów, rodziłam dwa dni.
Mniejsza o szczegóły, nie raz je opisywałam gdzie indziej i nie wiem czy jest sens powtarzać… jeżeli już to przy innej okazji.

To teraz powiem tylko, że leżałam sobie na tej porodówce dłuuugo… na łóżku obok kobiety przyjeżdżały i odjeżdżały a ja cały czas leżałam jecząc i nie tylko… i nic.
I pierwszego dnia mojego leżenia i stękania przywieźli taką młodziutka pulchną rudą dziewuszkę.
Miała poród pośladkowy.
Matko jak ta dziewczyna się męczyła…
a jak dzielnie i po cichutku to znosiła!
Zupełnie nie to co ja.
Ja wreszcie chyba z nudów darłam się równo… ale to drugiego dnia dopiero.
No bo ile można!
Długo biedne dziewczynisko rodziło i w strasznych męczarniach… no ALE NIE TAK DŁUGO JAK JA!
A obie tak się męczyłyśmy bo ordynator Szpitala przy ulicy Świerczewskiego – teraz Długie Ogrody – wyjątkowo niechętnie godził się na cesarkę i w ogóle wszelkie interwencje, farmakologiczne również.

No taki dziad sadysta… no…
Zresztą z tego co wiem, to dalej tam taki obyczaj panuje, nie wiem, czy to ten sam ordynator, czy też taka tego szpitala tradycja.

ale znowu zbaczam z wątku.

Bo następnego dnia /20 grudzień to był konkretnie 1988 roku / kiedy wreszcie udało mi się wieczorkiem coś z siebie wydusić / o wadze 4100! :) / to trafiłam na tę samą salę, gdzie leżała owa dziewczynka… dziecko prawie… 18 lat… po pośladkowym.
I biedaczka dalej się męczyła… tyle że tym razem z nawałem pokarmu który naszedł ją chyba od razu, nie zostawiając owych tradycyjnych czterech dni na odsapnięcie.
Co ona z tymi wielkimi… naprawdę ogromnymi, obrzmiałymi cycorami nie robiła do spóły z położnymi…
Był nawet na oddziale elektryczny laktator… z jakiś kościelnych darów szpital dostał i był.
Ale i on niewiele pomagał.
Dzień i noc dziewczyna masowała naciągała i ściągała i przystawiała… non stop.
Ilekroć w nocy Misio budził mnie subtelnie na papu to w sali paliła się jedna lampka, właśnie przy łóżku tej dziewczyny i ona tam siedziała i ściągała pokarm.
Zawsze.

Także wiem ja co nieco jaki to miód, przynajmniej z tego co widziałam.

A jak komu mało własnych wspomnień a lubi sensacje z rodzaju życie na gorąco makabra itede to znalazłam tu kilka niezłych relacji.

ZAPALENIE PIERSI W ROKU 2001 W RYBNIKU

ZAPALENIE PIERSI W ROKU 2002 WE WROCŁAWIU

W kolejnej części już króciutko – linki i porady czyli w sumie nie ma to jak tradycyjna polska kapusta!
Tyle, że za moich peerelowskich czasów nikt nam o tej kapuście nic nie mówił.
Bo wtedy była inna tradycja.
Właściwie to był okres między-tradycyjny i karmienie piersią po kilkudziesięciu latach wrogiej propagandy antycycorowej znowu wracało do łask.

kategoria notki blox,mondrości dla potomności — Tagi: , , , , — jamatka @ 20:00

rzecz o Cycorach cz. 2 – w kwestii prewencji

“Karmienie piersią nie jest, zwłaszcza dla mamy pierwszego dziecka, czynnością odruchową, ale jest umiejętnością.Sztuki tej uczą się matka i dziecko w pierwszych dniach, a czasem tygodniach po porodzie.
Udany początek to wczesne rozpoczęcie karmienia, najlepiej w pierwszej godzinie po porodzie.
Wtedy noworodek jest bardzo aktywny i szuka piersi.
Matka też jest maksymalnie nastawiona na zaspokojenie potrzeb dziecka.

Kontakt “skóra do skóry” nowo narodzonego dziecka z matką pozwala na osiedlenie się na skórze dziecka niegroźnych dla niego bakterii ze skóry matki, ale także wzmacnia odruch szukania i ssania u dziecka i odruchy wyzwalające laktację u matki.”

fotografia i cytat ze strony laktacja.pl

Dobrze.

To skoro w poprzednim wpisie ustalone zostało, że ja z moim biustem obchodziłam się  nieobyczajnie, to w ramach pokuty odrobiłam tym razem pracę domową i przekopałam sieć gruntownie w celu zgłębienia wiedzy na temat

“Bycie correct w dziedzinie cycorów”.

Kolejno podam najważniejsze zasady dotyczące przygotowania tych… no… brodawek do karmienia.

A swoją drogą co za paskudna nazwa brodawki .
Brodawki to są te zmutowane pypcie na brodzie… a tak cenny element kobiecej anatomii zasługuje chyba, do cholery, na bardziej wdzięczny stosunek ze strony polskiego języka!
I tak to właśnie o tej ojczyźnie świadczy.

Otóż bardzo mnie ucieszyła informacja, że wedle najnowszych tryndów z cycorami przed karmieniem zrobić się nie da nic…
Żadne prewencyjne zabiegi sensu ponoć nie mają i ja jestem jak najbardziej pro takiej opcji.
Nie z przekonania a z lenistwa i wrodzonego braku organizacji.
Jestem typowym przykładem prawopółkulowca i wszelkie zorganizowanie mnie dobija zaś tajemnica mego niewątpliwego geniuszu opiera się na zasadzie… nazwałabym to  – “iluminacji”.
Przy takim systemie mentalnym wszelka powtarzalność jest mocno niewskazana bo prędzej czy później doprowadza do eksplozji.
Dlatego takim a nie innym zawodem przez 10 lat się parałam i dlatego antykoncepcja pigularna jest nie dla mnie.

Zatem tak.

Od początku.

Okazuje się teraz, że jedynym co można zrobić dla naszych cycorów w ciągu owych dziewięciu miesięcy  zabrzuszenia jest dbanie o zachowanie ich wyglądu z czasów przedciążowej szczęśliwości.
Czyli tradycyjne natryski ciepło-zimno i nie ma zmiłuj w tym przypadku niestety.

Z opcji soft zostaje tylko smarowanie kremem na rozstępy.
Widziałam nawet w Rossmanie taki krem specjalnie do cycorów – nie tylko na rozstępy ale i na ten paskudny ból jaki towarzyszy nam w pierwszych miesiącach, kiedy biedactwa dwa tak drastycznie się powiększają. Czy i w jakim stopniu  i w którym z tych dwóch zakresów jest skuteczny, nie wiem… ale na własne oczy widziałam to informuję, że taki jest.
Wspomina się też zwykle przy okazji smarowideł na cyce, o konieczności omijania rejonów tych no… końcówek podczas aplikacji, bo ponoć wytwarza się wtedy oksytocyna, która może wywołać skurcze tej no… macicy… / swoją drogą kolejna urocza nazwa… a może to ja mam jakieś zahamowania? / a to z kolei może doprowadzić do przedwczesnej akcji porodowej…
Przydługie?
Ano w skrócie chodzi o to, że jak se masujemy te no… końcówki, to robi nam się dobrze… a jak robi nam się dobrze u góry to i zazwyczaj dobrze jest też na dole… a na dole aktualnie jest Dzidzia… no i o to chodzi…

Coby nie robić tego przy dzieciach!

Zatem nie wiem jak to pogodzić z poglądem, że uprawianie seksu podczas ciąży jest przeważnie bezpieczne do późnych tygodni.
No… chyba że chodzi o to coby się podczas takich stosunków zachowywać jak zimna suka a tylko coby On miał frajdę i  odrobinę ulgi przed trudnym dla niego okresem NASZEGO połogu.
Ale to bez sensu… kompletnie.

W każdym razie, ja smaruję sobie kremem na rozstępy całe cycory, równo i po wszystkim, i żadna oksytocyna mi się przy tym nie wytwarza w tak neutralnych okolicznościach.
Nie wiem… może oziębła jestem a może to dlatego, że pocieranie nie jest dla moich tych… no… tego… aż tak wyjątkową  atrakcją coby się od razu miały ekscytować i pluć oksytocyną na prawo i lewo.
W zakresie ochrony samych tych… no… koncówek przed rozwiązaniem, nic się nie da ponoć sensownego zrobić.
Jedynie na jednym ze specyfików do aplikacji po rozpoczęciu karmienia jest informacja, że profilaktyczne smarowanie sutków wskazane jest na dwa miesiące przed porodem.
Czy to prawda czy tylko zabieg marketingowy – trudno powiedzieć, ale jak jak która ma potrzebę dogadzania swoim końcówkom od zaraz to może się do tej instrukcji zastosować.

Acha… nazwa.

Maltan.

Obok Maltanu polecany jest również Bepanthen .

Jest jeszcze również kilka innych specyfików i podobnym działaniu, jednak akurat te dwa są najpopularniejsze.
cdn.

dziennik

  • 6 września 2010dziś dostała jamatka w kość. Nie wiem co… ząbkowanie czy podniecenie po wczorajszym spacerze nad morze. Widok morza zatyka dziecku dech w piersi i wprawia w dziwne podniecenie, które jak widać nie mija przez dłuższy czas.Albo budzi się w Inoczce zwierze pt. Rozwydrzony Bachor.dzisiaj zaczęło się… dla chwili świętego spokoju dałam jej mojego różowego laptopika, bo Inoczka ma bzika na punkcie wszelkiej elektroniki, a szczególnie ma jazdę na klawiatury z wyświetlaczem.Poza tym problem nowy.Nie będzie pełzania, będzie od razu raczkowanie.Dziś twardo staje na czterech z brzuchem wysoko w górze. Staje i boi się ruszyć. Ni w tył ni do przodu.I wtedy krzyk.Poza tym nie chce już siedzieć o leżeniu nie mówiąc, tylko by stała i machała skrzydełkami.Ptasiek mi rośnie?
  • 5 września 2010eee… tego … jakoś skończyło mi się zacięcie do pisania dziennika. Za dużo spraw na głowie, poza tym nowości już nie są nowościami a jak są to pojawiają się tak często, że jest to już norma.Więc o czym tu by…A… owsianka. Przebój piątego miesiąca to owsianka na mleku. Taka z torebki, dostosowana do wieku.Inoczka uwielbia, znacznie bardziej niż kleik ryżowy.Poza tym odkąd są te dwa ząbki włączył się odruch żucia, co stanowi pewien kłopot przy karmieniu łyżeczką.Za to biszkopty wcinamy aż miło.
  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24