Znowu to osiągnęłam zatem czas na mniejsze czy większe pierdut coby rdzenie ostygły.
Poza tym dobrze mi robią te cykliczne przerwki a dłuższe okresy klikania jednak zdecydowanie mnie męczą.
Poza tym mam parę rzeczy do zrobienia.
Po pierwsze to muszę popisać trochę maili i ustawić moje komputery pod większą komunikację interpersonalną.
Po drugie dziś powinna nastąpić zmiana operatora i nie wiem jak to będzie i kiedy wróci do normy… i tak nadziwić się nie mogę, że jeszcze nas nie wyłączyli… ale wczoraj wydzwaniali intensywnie z tepsy, zatem dziś może to się wydarzyć i zanim przesiądę się na co innego to może to potrwać.
Po trzecie muszę wykorzystać, te krótkie okresy mojej mobilności na zrobienie paru rzeczy, zanim zlegnę znowu. M.in dentysta, dziura w trzonowym i kamień, mój doktor mnie wysłał bo powiedział, że kamień to groźne dla dziecka bo jakieś tam bakterie co na serducho szkodzą… mówiłam, że jest dokładny. No a dziura przy okazji.
Akurat z kasą nie jest dobrze ale też i nie tragicznie, jak jeszcze niedawno, zatem spieszę wykorzystać.
No i wyrobić se nowy dowód muszę bo na razie chodzę z tym poklejonym taśmą.
No i książeczkę romowska wtedy, bo albo starą zgubiłam albo nigdy jeszcze nie wyrobiłam właśnie.
A po czwarte to muszę poprawić kody do świątyni miłości, bo Wy-yk pisał bo potrzebował bo coś tam ktoś się interesuje i gdzieś chce z tym jechać.
Bo owszem, wywaliłam wszystko z serwera pewnego razu, do czego spodziewałam się, że dojdzie. Wywaliłam bo się wkurzyłam i powiedziałam,że nie mam… usunęłam wszystko z dysku co ze świątynią miłości miało cokolwiek wspólnego.
I właśnie od tego zaczęła się ta bitwa, co zakończyła się histerią, która to histeria rozproszyła nareszcie mgły wojny i teren wokół stał się widoczny i nadszedł nowy świt.
Zatem czas najwyższy ów nowy czas przygotować a nie tu klikać bez sensu.
A teraz szybko jeszcze o tym asie w rękawie… tzn oczywiście K-ch też może okazać się pomocny, tym bardziej, że zawsze zachowywał się względem mnie jak starszy brat… i z tego co zauważyłam jak szlifowaliśmy gdańskie chodniki w te wakacje, nic się specjalnie nie zmieniło… – uważaj na przejściu, nie idź tak szybko, ni podskakuj tak bo ci zaszkodzi i co chwila łapał mnie za łokieć jak zbliżał się jakiś samochód… jak taka kokoszka z kurczęciem… no i wczoraj jasne że mu powiedziałam o rozwodzie i takie to sapanie wkurzone usłyszałam… no… w każdym razie takie oparcie na pewno teraz mi się przyda. Zresztą chyba K-ch nigdy R-sa nie lubił.
Ale najważniejszy as jest tu na miejscu i nic jeszcze nie wie. Wymyśliłam go sobie właśnie zaraz po tej bitwie, kiedy przyparta do muru gorączkowo szukałam wyjścia z sytuacji… no i mnie olśniło!
Ciocia Lidzia!
Tylko, że jest to tak perfidne i śmiercionośne rozwiązanie, że aż sama się boję, czy go użyć.
Ciocia Lidzia…
Zatem jak zajdzie taka konieczność i przyjdzie czas rozwodu zwrócę się do Cioci Lidzi po pierwsze jako do feministki… jako zdeklarowana feministka walcząca musi pomóc dwóm kobietom… tym bardziej, i tu po drugie…
Otóż po drugie zwrócę się do niej jako do świadka na naszym ślubie… w końcu ona mnie w to wpakowała, zatem niech mnie teraz wyciągnie.
A w sprawach urzędowych i sądowych to lepszego doradcy nie znajdę. No… tym lepiej, że Kalina to dziewczyna a nie kolejny samiec.
I jest to plan machiawelliczny bo Ciocia Lidzia to na czas obecny największy ego wróg.
I dodatkowo, z postawieniem się na nogi po porodzie też mogłaby bardzo pomoc, dlatego, że mało kto w tym mieście jest tak obcykany w kwestii dotacji unijnych jak ona.
Także Ciocia Lidzia to potężny ewentualny sprzymierzeniec, z tym że też niebezpieczny i kiedy wejdę z nią w układ, wtedy walka rozgorzeje na całego i nie będzie zmiłuj się. Bo Ciocia Lidzia niczego nie robi na pół gwizdka.
Zatem na razie musi to poczekać bo teraz jest czas spokoju.
i dlatego robimy tu na razie zaklik!… przynajmniej do trzeciego listopada, kiedy wrócę z tego całego USG 3D/4D.








komentarze