rss notki
mail
...
...
...

kolejne strony

tagi

28 października 2009

MASA KRYTYCZNA

Znowu to osiągnęłam zatem czas na mniejsze czy większe pierdut coby rdzenie ostygły.
Poza tym dobrze mi robią te cykliczne przerwki a dłuższe okresy klikania jednak zdecydowanie mnie męczą.
Poza tym mam parę rzeczy do zrobienia.

Po pierwsze to muszę popisać trochę maili i ustawić moje komputery pod większą komunikację interpersonalną.

Po drugie dziś powinna nastąpić zmiana operatora i nie wiem jak to będzie i kiedy wróci do normy… i tak nadziwić się nie mogę, że jeszcze nas nie wyłączyli… ale wczoraj wydzwaniali intensywnie z tepsy, zatem dziś może to się wydarzyć i zanim przesiądę się na co innego to może to potrwać.

Po trzecie muszę wykorzystać, te krótkie okresy mojej mobilności na zrobienie paru rzeczy, zanim zlegnę znowu. M.in dentysta, dziura w trzonowym i kamień, mój doktor mnie wysłał bo powiedział, że kamień to groźne dla dziecka bo jakieś tam bakterie co na serducho szkodzą… mówiłam, że jest dokładny. No a dziura przy okazji.

Akurat z kasą nie jest dobrze ale też i nie tragicznie, jak jeszcze niedawno, zatem spieszę wykorzystać.
No i wyrobić se nowy dowód muszę bo na razie chodzę z tym poklejonym taśmą.
No i książeczkę romowska wtedy, bo albo starą zgubiłam albo nigdy jeszcze nie wyrobiłam właśnie.

A po czwarte to muszę poprawić kody do świątyni miłości, bo Wy-yk pisał bo potrzebował bo coś tam ktoś się interesuje i gdzieś chce z tym jechać.
Bo owszem, wywaliłam wszystko z serwera pewnego razu, do czego spodziewałam się, że dojdzie. Wywaliłam bo się wkurzyłam i powiedziałam,że nie mam… usunęłam wszystko z dysku co ze świątynią miłości miało cokolwiek wspólnego.

I właśnie od tego zaczęła się ta bitwa, co zakończyła się histerią, która to histeria rozproszyła nareszcie mgły wojny i teren wokół stał się widoczny i nadszedł nowy świt.

Zatem czas najwyższy ów nowy czas przygotować a nie tu klikać bez sensu.

A teraz szybko jeszcze o tym asie w rękawie… tzn oczywiście K-ch też może okazać się pomocny, tym bardziej, że zawsze zachowywał się względem mnie jak starszy brat… i z tego co zauważyłam jak szlifowaliśmy gdańskie chodniki w te wakacje, nic się specjalnie nie zmieniło… – uważaj na przejściu, nie idź tak szybko, ni podskakuj tak bo ci zaszkodzi i co chwila łapał mnie za łokieć jak zbliżał się jakiś samochód… jak taka kokoszka z kurczęciem… no i wczoraj jasne że mu powiedziałam o rozwodzie i takie to sapanie wkurzone usłyszałam… no… w każdym razie takie oparcie na pewno teraz mi się przyda. Zresztą chyba K-ch nigdy R-sa nie lubił.

Ale najważniejszy as jest tu na miejscu i nic jeszcze nie wie. Wymyśliłam go sobie właśnie zaraz po tej bitwie, kiedy przyparta do muru gorączkowo szukałam wyjścia z sytuacji… no i mnie olśniło!
Ciocia Lidzia!

Tylko, że jest to tak perfidne i śmiercionośne rozwiązanie, że aż sama się boję, czy go użyć.
Ciocia Lidzia…

Zatem jak zajdzie taka konieczność i przyjdzie czas rozwodu zwrócę się do Cioci Lidzi po pierwsze jako do feministki… jako zdeklarowana feministka walcząca musi pomóc dwóm kobietom… tym bardziej, i tu po drugie…
Otóż po drugie zwrócę się do niej jako do świadka na naszym ślubie… w końcu ona mnie w to wpakowała, zatem niech mnie teraz wyciągnie.
A w sprawach urzędowych i sądowych to lepszego doradcy nie znajdę. No… tym lepiej, że Kalina to dziewczyna a nie kolejny samiec.
I jest to plan machiawelliczny bo Ciocia Lidzia to na czas obecny największy ego wróg.
I dodatkowo, z postawieniem się na nogi po porodzie też mogłaby bardzo pomoc, dlatego, że mało kto w tym mieście jest tak obcykany w kwestii dotacji unijnych jak ona.
Także Ciocia Lidzia to potężny ewentualny sprzymierzeniec, z tym że też niebezpieczny i kiedy wejdę z nią w układ, wtedy walka rozgorzeje na całego i nie będzie zmiłuj się. Bo Ciocia Lidzia niczego nie robi na pół gwizdka.
Zatem na razie musi to poczekać bo teraz jest czas spokoju.
i dlatego robimy tu na razie zaklik!… przynajmniej do trzeciego listopada, kiedy wrócę z tego całego USG 3D/4D.

kategoria notki pampers-mini — Tagi: , , , , — jamatka @ 08:23

27 października 2009

Głowa mnie cuś boli bo spałam jakimś posranym systemem bo Piotrkowi w nocy krew z nosa leciała.
Z tym żelazem jest tak, że jak się czyta arty na temat, to włos staje na głowie, zaś jak się zajrzy na fora, to nie jest tak źle bo inne młodsze ode mnie mają gorzej a jakoś normalne dzieci porodziły.

Swoją drogą, jak przemierzam teraz te fora to straszne rzeczy czytam, jakie tragedie ludzie przeżywają.
A ja nigdy nawet starać się nie musiałam.
Ten mój doktór wytknął mi parę razy moją nieodpowiedzialność. Fakt… ludzie tak się trudzą a natura jest dla nich tak nieprzychylna, a mi to tak łatwo przychodzi i to za darmo i w ogóle tego nie szanuję… bo co tam jakiś niedobór żelaza raptem przy tym całym splocie okoliczności.

Do wieczora ciągle mam wolne a potem chyba przesrane bo aż do 14 listopada coś mi się zdaje…. to wykorzystam jeszcze parę tych godzin coby se to poprzestawiać, choć dziś jest w sumie okej, ale ten brzuch rośnie w strasznym tempie teraz i jednak z poruszaniem się kiszka trochę.
A tak wracając…bo jak czytałam moje wyniki z USG dwa tygodnie temu i te wczoraj…

i tak odhaczam kolejne punkty… za każdym razem:tu w normie, tu dobrze tu okej… a za każdym punktem serce mi wali, że coś tam znajdę nie teges…. ale jest okej, tylko wczoraj to żelazo.
I ja strasznie współczuje tym kobietom, które znajdują tam złe wiadomości…w tych wykresach. Aż boję się sobie wyobrazić jakby to było, gdybym usłyszała np…bo wygląda na że pani dziecko ma cośtam i cośtam… a przecież często się tak zdarza jak czytam. Jedna kobieta miała w sygnie wypisane kolejne martwe ciąże jakie przeszła z podaniem imion tych nienarodzonych dzieci i tygodniem w którym zmarły.

Tzn hemoglobinę mam 10 a powinno być od 12-16, no i te hemakryty 31,8 a powinno być 36 – 46, no i jakieś MCV mam 73 zamiast co najmniej 80 do 100, MCH 23 (28-33) i MCHC 31,4 zamiast 32 -36.
i jeszcze z innej działki jakieś limfocyty też w dół mam bo 13.0 a norma to 17.4 – 44.3.
Poza tym na długiej liście wszystko inne okej.
Tak to wyliczam bo jak już taka odpowiedzialna się zrobiłam to niniejsza strona stanowić dla mnie ma dziennik mojej ciąży i zapewne w przyszłości nie raz się przyda, niezależnie od tego jak się przyszłość ułoży.

Poza tym kaszel mnie owszem męczy, jeszcze bardziej męczy Inkę, bo budzę ją w nocy i martwię się trochę, że za mało śpi przez to. Ale katar powoli się kończy i kropli używam tylko 2 razy dziennie, zatem sumienie mam spokojniejsze.
To sumienie mam teraz takie drażliwe, bo nie byłoby tych wszystkich kłopotów i wątpliwości gdyby nie moja awersja na tych lekarzy… i gdybym badania se wcześniej zrobiła.
No ale może wszystko będzie okej, choć zawsze pozostanie wątpliwość, czy nie mogłoby okej bardziej.

Ale zdałam se niedawno sprawę… bo jeszcze miesiąc temu chciałam się wyrobić z tymi badaniami prenatalnymi, żeby wiedzieć… omniopunkcja np daje aż 90% pewności co do genetycznego zdrowia płodu… i zależało mi wtedy, coby wiedzieć czy jest okej, bo jakby nie było okej to byłam pewna, że bym się tego pozbyła w mniej czy bardziej legalny sposób. Zresztą genetycznie wadliwe ciąże usuwa się nawet w naszym katolickim kraju do 23 tygodnia ciąży.
Takie niby jest prawo, zaś jaka praktyka, wiadomo.
To jest tyle ile ma Inka teraz.

Ale nie dawno zdałam se sprawę, że ja chcę Inki niezależnie od jej kondycji… nawet jakby była downem to chcę ją mieć z całym dobrodziejstwem inwentarza.
To chyba też te hormony… nie wiem.
W każdym razie bardzo mnie to przekonanie uspokaja.

Pożyjemy zobaczymy. A za sprawa hormonów cierpliwość to moja specjalność ostatnio.
A…przypomniało mi się apropos cierpliwości, że muszę zwolnić okienko do tego drugiego doktora, co się zapisałam na 17 listopada. Bo już z tym teraz zostanę jest okej a przynajmniej czekać specjalnie na niego nie trzeba.
Jest bardzo dokładny i zasadniczy, chyba mu działam na nerwy moim z kolei roztrzepaniem, ale wczoraj było miło choć nakrzyczał na mnie. No i jest przystojny, na pewno bardziej od tamtego, jednak nie lecę na niego ani żadna inna internautka się w tej kwestii nie wypowiadała nigdzie, zatem z tamtym moim doktorem to coś tajemniczego musiało być na rzeczy.

kategoria notki dziennik fizooloficzny,pampers-mini — Tagi: , , — jamatka @ 09:06

26 października 2009

Dziennik Nostromo – tydzień 24

czas najwyższy przywrócić sprawy do porządku.
Zatem tym razem z dwudniowym wyprzedzeniem na wszelki wypadek, tydzień 24… bo w zasadzie powinnam liczyć te odcinki kalendarzowe co środa.
Bo już w czwartek Inka będzie miała 24 tygodnie i powoli zbliżamy się do końca drugiego trymestru, zatem prawdziwe schody jeszcze przed nami… choć już blisko.
Ależ ten czas leci a dzieci rosną…
Na szczęście hormony najwyraźniej funkcjonują prawidłowo bo dla mojej Dzidzi teraz zniosę wszystko… nie wiem skąd mi się ta cierpliwość bierze, zatem to musi być to. Bo już sama nie wiem jak mam siąść czy się położyć coby mi wygodnie było, zatem skoro ma być jeszcze gorzej to z taką perspektywą jeszcze niedawno wstecz strzelałoby mnie co drugi dzień.
A tymczasem spoko.
Nawet niesypianie na brzuchu już mi nie przeszkadza… trochę ta bezczynność mi dokucza ale zniosę… Chciałabym tylko, żeby to się już skończyło, zatem jak mnie pytają czy się boję samego finiszu… tzn, że porodu… to nie… nie wiem skąd to powszechne pytanie, bo ja się doczekać wręcz nie mogę.
Jakkolwiek paskudnie by nie było, grunt, że metę już będzie widać.

Chociaż fakt… kilka razy trafiłam na filmiki z porodu… a nawet jak są to same rysunki… to niedobrze mi się robi i tak jakoś gęsia skórka…i czem prędzej zmieniam kanał.
Bo to kanał jednak straszny… no ale się nie boję póki co.

No dobra, zatem o Ince słów kilka zaczerpniętych z parenting.pl

Dziecko waży około 550g i ma około 21cm.

Wypełnia już całą jamę macicy, ledwo może się odwrócić. Ćwiczy mięśnie, na hałas reaguje niepokojem, na bodźce świetlne odpowiada mrużeniem oczu.
Istotne znaczenie dla rozwoju płodu ma płyn owodniowy, otaczający jego ciałko. (!)

No właśnie o tym mówiłam wczoraj w wywodzie przyczynowo skutkowym w ramach terapii mojego pękającego w szwach brzucha.

Dzięki niemu maluchowi jest łatwiej się poruszać w macicy, chroni go przed urazami z zewnątrz, amortyzuje silniejsze wstrząsy, tłumi hałas oraz zapewnia maleństwu stałą temperaturę wewnątrz macicy.

No… a nie mówiłam!?

Dno macicy jest wyczuwalne ok. 4-5cm nad pępkiem, a wysokość jej dna, mierząc od spojenia łonowego, wynosi ok. 24cm.

I teraz odezwa do mojej osoby

Droga mamo bądź wyczulona na skurcze macicy. Jeśli zaczyna Cię bolec brzuch jak na okres, zaczyna „stawiać” się macica, natychmiast skontaktuj się z lekarzem prowadzącym. To mogą być oznaki przedwczesnego porodu.

O tym zaś pisałam rano … to określenie „stawianie się macicy” jest szczególnie trafne. Bo to coś jakby brzuch na baczność salutował.
I jak widać niepotrzebnie się martwiłam bo niedawne skurcze… naprawdę solidne i No-spa wcale na nie nie pomogła… jednak jakoś żadnego niebezpieczeństwa nie przyniosły, po prostu pobyły sobie, pobyły i poszły.
Zatem nie zamierzam się tym przejmować, tym bardziej, że na tapecie jest teraz inny problem. Problem z żelazem… trwa kryzys żelazowy w naszym matriarchalnym małym państewku.

Cóż… podobno na niski stan hemoglobiny nie ma jak czerwone winko… a mamy tu od kilku dni tę butelkę, co to nawet do połowy jeszcze nie doszłyśmy.
Kurcze blade… znowu zapomniałam zapytać mego doktora jak to z tym winem jest. No i z tą herbatą.

A Nowa Aleksandria wydaje się dobrze działać na naszą Inoczkę…
Bo ja tu siedzę i się wiercę szukając optymalnej pozycji do klikania a Inka śpi w najlepsze i zero protestu od dłuższego czasu.
Coś w tym musi być… w końcu czarne na białym jest, że słyszy dobrze, zresztą sama zauważyłam w nocy… że ją hałasy budzą. Zatem głucha nie jest na pewno.

kategoria notki NOSTROMO,pampers-mini — Tagi: , — jamatka @ 17:39

No i tym razem już nie jest tak fajnie a to mianowicie przez te moje cholerne chroniczne problemy z żelazem. I pal sześć jak deficyt żelaza dotyczy Wrót Baldura np ale w tym przypadku jest gorzej… zatem właśnie przekopuję net drążąc temat i jak na razie nie jest mi wesoło.

No i tak to właśnie jest, nie miała baba kłopotu to zaczęła chodzić do lekarza no i teraz ma.

Tzn poza tym żelazem jest okej i nawet trochę mi ulżyło bo np toksoplazmozy nie ma…a mając taki zwierzyniec jak mój to i owszem bałam się deczko, bo i owoców też nie mam zwyczaju myć obsesyjnie i w ogóle higieną spożywczą to ja się specjalnie nie przejmuję.
A toksoplazmoza dorosłemu niegroźna zatem nawet nie wie że ma, za to płód potrafi solidnie uszkodzić.
Poza tym rzeczywiście nie mam obrzęków, co lekarza deczko zdziwiło in plus, no i wbrew temu czego się obawiałam, Dzidzia se bardzo wysoko urzęduje… pewno dlatego taki śmiszny mam ten brzuch od samego mostka… bo dziś było to badanie co to tak nie lubię.
I tak wysoko ta Inka tam się schowała, że się doktor do niej długo dostać nie mógł… no i było niemiło…

bleeeh…nie cierpię tego. I to znaczy, że moja macica jest w bardzo dobrej kondycji i raczej przedwczesnego porodu nie należy się obawiać. I to też zdziwiło doktora biorąc pod uwagę mój wiek. Mam wprawdzie antybiotyk zapisany do aplikacji bo infekcje, a jakże, ale to normalka w ciąży…wiem to ze swego doświadczenia jak i tego co znalazłam w sieci.
Tylko kurde to żelazo no… myślałam, że spoko bo łykam taki Falvit dla ciężarówek od samego początku, ale widać za mało na moje deficyty.
a swoją drogą ciekawe po czym lekarz poznaje że to taka anemia od wielu wielu lat a nie ciążowa świeżynka… bo namierzył mnie od razu, że to od dawna mi się ciągnie.
Dlatego mam se po 28 zrobić badania cukrzycowe i coś tam jeszcze i coś tam jeszcze… i trzeciego… o kurde….
Ale skurcz miałam, ledwo wstałam z podłogi.
Dobrze, że mam no-spę w szufladzie. Jak za pół godziny się powtórzy to zacznę się martwić.
Bo też z tej kliniki dziś to ledwie doszłam tak mnie wzięło na kłucia skórcze i inne atrakcje… a po schodach to już całkiem… aaa… i tego, doktór powiedział, żadnej pracy broń boże i nosić nie więcej niż 3 kilo… hehe… dobre…
Lepiej się położę z nogami w górze bo rzeczywiście nie ma co przesadzać a dokończę relacje potem.
A właściwie już skończyłam
A… no i że ten brzuch rzeczywiście wielki zatem sprawdzimy trzeciego na tym USG3D/4D dlaczego.

A…i czernidło do włosów se kupiłam bo stwierdziłam, że mi ta siwizna jednak do brzucha nie pasuje.

kategoria notki pampers-mini — Tagi: , , , , , — jamatka @ 15:00

No jest. Niewiele i cienkie ale jest. Tym razem ten większy, lewy cycek bardziej się wykazał.
Zatem jakby coś się stało to mogę już karmić.
abo nigdy nic nie wiadomo, boli mnie dziś od świtu i spina się a właśnie przeczytałam, że to może być niebezpieczne, bo to może zacząć przedwczesny poród. A mi tak często ostatnio się robi
W ogóle niedobrze dziś jest… żebro prawe od tego smarkania i kaszlu jakby mi kto wyrywał i w ogóle…ale nie mam czasu pojęczeć bo muszę się szykować do doktora do Invictii.

ale bełkot to na dole…myśl słuszna ale napisane…. masakra… muszę poprawić jak wrócę bo nie mogę patrzeć.
no ale to przy winku było.
Teraz idę się kompać.
kompać od komputera ofkorz a nie kąpać od kąpieli… no nie, to jednak idę się kąpać a kompanie tu na laptopie w kuchni właśnie zakańczam…matko,jak tu cudnie w tym moim domu jak jego nie ma… warto będzie o to zawalczyć nawet z tym obrzydliwym czynszem. Dobrze będzie, czuję to. I mam wolę do działania… nareszcie.
tylko możliwości na razie szwankują.

a Inka-paskuda siedzieć nie pozwala bo ją uciska wtedy chyba od dołu i kopie wtedy w ramach protestu strasznie.
w ogóle to liczyłam, że jako dziewczynka będzie spokojniejsza… a tu…jakiś diabeł wcielony. Czytałam też jak kobieta pisała, że czuła ruchy dziecka w 26 tygodniu kilka razy dziennie a potem tylko ze dwa trzy i czy to źle – pyta doktora onlajnowego. A doktór na to, że spoko, to kwestia temperamentu tego tam w brzuchu,
No to ja kilka razy dziennie to mam przerwki na święty spokój a tak to wierci się albo przynajmniej szturcha lekko jak tylko usiądę albo się położę, jakby dawała do zrozumienia – „posuń się, stara”

kategoria notki pampers-mini — Tagi: , , , — jamatka @ 08:39

dziennik

  • 6 września 2010dziś dostała jamatka w kość. Nie wiem co… ząbkowanie czy podniecenie po wczorajszym spacerze nad morze. Widok morza zatyka dziecku dech w piersi i wprawia w dziwne podniecenie, które jak widać nie mija przez dłuższy czas.Albo budzi się w Inoczce zwierze pt. Rozwydrzony Bachor.dzisiaj zaczęło się… dla chwili świętego spokoju dałam jej mojego różowego laptopika, bo Inoczka ma bzika na punkcie wszelkiej elektroniki, a szczególnie ma jazdę na klawiatury z wyświetlaczem.Poza tym problem nowy.Nie będzie pełzania, będzie od razu raczkowanie.Dziś twardo staje na czterech z brzuchem wysoko w górze. Staje i boi się ruszyć. Ni w tył ni do przodu.I wtedy krzyk.Poza tym nie chce już siedzieć o leżeniu nie mówiąc, tylko by stała i machała skrzydełkami.Ptasiek mi rośnie?
  • 5 września 2010eee… tego … jakoś skończyło mi się zacięcie do pisania dziennika. Za dużo spraw na głowie, poza tym nowości już nie są nowościami a jak są to pojawiają się tak często, że jest to już norma.Więc o czym tu by…A… owsianka. Przebój piątego miesiąca to owsianka na mleku. Taka z torebki, dostosowana do wieku.Inoczka uwielbia, znacznie bardziej niż kleik ryżowy.Poza tym odkąd są te dwa ząbki włączył się odruch żucia, co stanowi pewien kłopot przy karmieniu łyżeczką.Za to biszkopty wcinamy aż miło.
  • 22 sierpnia 2010wczoraj nareszcie wyrównaliśmy szczerbę w ewolucyjnym płocie i nadrobiliśmy braki.Nareszcie dziecko dokonało epokowego odkrycia, ze jak na chwilę przestanie machać tymi łapami to może wykorzystać je do podparcia podczas siedzenia. Tak nagle tego dokonało, podobnie jak nagle przypomniało sobie o obrotach z pleców na brzuszek… tylko w odwrotną stronę jakoś nie bardzo. A wszystko to z okazji półrocznej "rocznicy"

katalogi

    Z brzucha wzięte w katalogu Gwiazdor Najlepsze Blogi Katalog blogów. Najlepsze blogi. Family BlogsBlogging My BlogCatalog Z Brzucha Wzięte Stronę monitoruje stat24