• RSS
  • mail

kolejne strony

kategorie

31 lipca 2010

Bright Starts vs Fisher Price – leżaczki w szrankach

Od urodzenia Inoczki zauważam w sobie… i nie tylko w sobie, bo i u tak zdeklarowanego… zawodowego wręcz… estety jak Tatko, skłonność do zmiany rodzicielskiej preferencji nabywczej z opcji pro-estetycznej na pro-praktyczną.
W skrócie: nieważne jak co wygląda, ważne tylko coby dzidzi było miło.

Jeszcze pół roku temu nie przyszłoby mi do głowy, że położę moje wyrafinowane pod względem formy BeBe z nosem jak Kondor Wielki (Vultur gryphus) i uszami Słonia Afrykańskiego (Loxodonta africana) choćby w pobliżu tych słodkich różowych kocyczków i wdzianek sprezentowanych nam przez rozmaitych krewnych i znajomych królika.

A teraz…

Teraz te obleśne kocyki, co dostałam w paczce z pieluchami, co tak je klęłam, że taki badziew, że jak ja mogłam a jak oni śmieli…

…to teraz nie wiem jak bym się bez nich obeszła, bo co z tego, że plastik plus wściekły róż z obleśnym błękitem i chorym fioletem, skoro nie tylko lekkie jak piórko ale jeszcze grzeją jak trzeba.
Zaś te bardzo eleganckie kocyki 100% bawełna w kolorze wysublimowanego beżu zamawianie w ojaniemoge zagarmanicznej firmie za ojaniemośny grosz… wszystkie leżą na najniżej półce, zajmują miejsce i czekają nie wiem na co.


Dawno dawno temu w poprzednim wcieleniu tego bloga odnotowałam zamiar nabycia leżaczka w tym dokładnie wpisie.
W wyniku eksploracji zasobów sieciowych nabyłam leżaczek Bright Starts, bo jako jeden z niewielu spełniał prawie wszystkie warunki jakie na wstępie sobie wytyczyłam.

Mniejsza o szczegóły, nie będę się powtarzała a kto ciekawy niech se przeczyta podlinkowany powyżej wpis archiwalny, powiem tylko że jednym z kryteriów były względy estetyczne, dlatego niestety wychwalany na wszelkich forach „Fiszer Prajs” …
kompletnie nie był brany pod uwagę.
No i właśnie wczoraj owego „Fiszer Prajsa” nabyłam i jestem szczęśliwa.


A teraz konkrety:


Bright Stars

Po pierwsze, z czasem deczko uległ transformacji, bo tego… bo rzeczywiście nie jest w stanie udźwignąć więcej niż 9 kilo… w każdym razie prawie 60 kilo jakie waży teraz jamatka zdecydowanie przekracza jego możliwości.
Ale zanim doszło do owego testu wytrzymałości to przyznam, że Bright Starts gibał się zgrabnie i lekko a przede wszystkim przekonywająco, bo dołączone doń ustrojstwo do automatycznego gibania bardzo sprawnie symulowało gibanie na wpół zasypiającej matki.
Przyznam, że trochę inaczej sobie wyobrażałam ten efekt, jednak to delikatne ledwie wyczuwalne gibanie gibaczka… eee…. bujaczka, w jakie ustrojstwo bujaczek wprawiało usypiało Dzidzię bardzo skutecznie… przynajmniej przez kilka nocy dopóki Dzidzi się nie znudziło.
No ale to już feler Dzidzi, co tak ponadnormatywnie łaknie coraz to nowych nowości, a nie wada bujaczka.

Tak czy owak kilka gładko przespanych nocy gibaniu gibaczka… znaczy leżaczka… zawdzięczam.

Dołączone do ustrojstwa melodyjki też bardzo ten-teges i nawet niedawno korzystałam, bo ustrojstwo w każdej chwili można od leżaczka odłączyć i dobrze, bo trochę jest wielkie i trochę waży.

No i właśnie wielkość i waga całości…
to tego…
nie bardzo.

Leżaczek Bright Starts to zdecydowanie stacjonarny mebelek, tzn można go przenieść, ale jakoś tak niewygodnie.
Niby wszystko filigranowe takie i puszyste, jednak w sumie sporo miejsca zajmuje i nie jest łatwo wygospodarować przestrzeń na kuchennym stole dla tak rozbudowanej konstrukcji.

Co do ustrojstwa gibającego dodam jeszcze, że jest bardzo bardzo energooszczędne i mam teraz spory zapas niewykorzystanych baterii dziwnego typu, bo się nie spodziewałam, że tak krótko będę z opcji automatycznego gibania korzystała.

Co do melodyjek to są O.K, jednak dołączone „dźwięki natury” już nie są tak fajowe i jedynie cykady znalazły jakie takie zastosowanie.
Fajowe czy nie, nasunęły mi pomysł wykorzystania naturalnych szumów do usypiania Inoczki i stąd właśnie wziął się ów osławiony szum Small Waterfall in the Woods, o którym też już tu kiedyś pisałam we wpisie, co się niestety nie ostał po ostatniej blogowej transformacji.
I za to ustrojstwu chwała, bo bez tego nie wiem jakby to było…
…właśnie dziś w nocy była awaria i wyłączyli prąd i nie szumiało do rana.
Uhhh… horror.
Cisza aż piszczała w uszach budząc mnie i Dzidzię co chwila.
Chyba się uzależniłam.


Okej… tyle o ustrojstwie.


To może teraz przejdę do początku czyli do składania, tego co dostałam pewnego pięknego ranka w pięknej eleganckiej paczce pięknie i elegancko zapakowane z instrukcją na pięknym i eleganckim papierze kredowym.

Bo jeżeli chodzi o składanie to uhhhh…
Przyszło mi to składać, kiedy Tatko był jeszcze na wyjeździe i sama se musiałam radzić i mimo, że nietypowa ze mnie kobieta a do tego budowlaniec, to spociłam się cała, szare komórki spociły mi się jeszcze bardziej, palce krwawiły, śrubokręt się chował… i w ogóle.

Składanie bujaczka Bright Stars to koszmar i znakomity przykład jak bardzo można skomplikować rzeczy nieskomplikowane.

I na co to wszystko?
Na to tylko, coby po miesiącu się połamało.
Jakby było mniej skomplikowane to najwyżej by się wygło a tak…


To teraz kilka pochwał coby najgorsze mieć za sobą i na deser zostawić same cymesy, a wiadomo, że nic tak frajdy nie sprawia jamatce jak jazda po badziewiu.


Jakość wykonania.
Bardzo good.
Naprawdę ktoś się przyłożył bardzo bardzo… jakiś mały nieletni Chińczyk czy inny biedaczek z kraju trzeciego świata…
Bardzo się przyłożył i właśnie za bardzo, przynajmniej w fazie projektowej, bo wszystko to jest jakieś takie przekombinowane, mało intuicyjne i zbyt dopasowane a dzieci wiadomo… różne bywają.

I np to coś szeleczkopodobne… takie to ładne ze specjalnym haftem z wizerunkiem uroczego ślimaczka… no a Inoczka za cholerę nie pozwalała się w to zapiąć, bo zbyt ograniczało jej ruchy.
Trochę to przypominało inne opisywane już przeze mnie ustrojstwo pt. Snoozzz.

Co do samego siedziska… też niestety potwierdziło moje obawy, że jest zbyt głębokie i Dzidzia będzie się w nie zapadać, jak jamatka swego czasu w fotele pierwszej klasy pociągów InterCity.

I NA PEWNO żaden z leżaczków Bright Starts z tej linii nie nadaje się dla małych 2-3 miesięcznych maluchów!
Właśnie ze względu na to głębokie siedzisko bez żadnego usztywnienia pod pleckami.
Że te ich kręgosłupy… słupki… kręgosłupki.

Zresztą w przypadku 5 miesięcznej Inoczki też nie bardzo… ergonomicznie… bez wspomagania.
No i właśnie co do wspomagania, to poradziłam sobie z tym problemem własnym sumptem instalując sztywną podkładkę specjalnie wykrojoną z kapy.
Ale w końcu nie każdy maluch ma szczęście mieć Tatkę co para się robieniem makiet i nie w każdym domu poniewierają się skrawki kapy po kątach.
A bez owego wspomagania Dzidzia w leżaczku Bright Starts wygląda jakby zapakowano ją do siatki na zakupy.

I jeszcze raz powtarzam… bardzo ładny jest ten bujaczek i milusi w dotyku i te słodkie poduszeczki i podkładki z mięciutkiego materiału, co tak łatwo się je pierze nawet z marchewki…

…. choć te plastikowe maskownice na ramie trochę mój zachwyt studziły…

… i bardzo gustowne są te motywy ślimaczka i pszczółki i Inoczka była nawet zakochana przez jakiś czas w ślimaczku, co zostało uwiecznione na tym zdjęciu…

Jednak absolutnie nie polecam zakupu żadnego z leżaczków Bright Starts z tej serii, bo wprawdzie miałam do czynienia tylko z jednym z nich, jednak z tego, co widziałam na fotkach innych modeli, wszystkie mają tak samo głębokie siedziska a to niestety podstawowy, dosyć istotny zarzut.

Bo co do braku regulacji kąta nachylenia oparcia, to żaden problem. Podkładałam sobie coś pod stojak z przodu i regulowałam sama wedle życzenia i potrzeby.


Uhhh… trochę się rozpisałam jak za dawnych dobrych czasów, zatem o leżaczku Fisher Price będzie w następnym odcinku.
Może to i lepiej, bo będę miała okazję gruntownie przetestować.

kategoria notki Bez kategorii,zdaniem Jamatki — Tagi: , , — jamatka @ 16:10

29 lipca 2010

ciąg dalszy nastąpi

jak zwykle pochmurnie deszczowo przed czasem przed świtem za wcześnie dźwiga się wreszcie jamatka z pościeli i cedząc przez zęby mściwe mrukliwe i mroczne „no co za franca jedna” zagląda do łóżeczka…

i znów Jest Bosko!

kategoria notki Inka — Tagi: , — jamatka @ 11:11

24 lipca 2010

w imię ojca i syna…

a przepraszam, że zapytam: a co z córką?
Jest wprawdzie wzmianka o matce, jednak w zasadzie tylko jako o medium, niezbędnym przedmiocie użytkowym, a córki jakby w ogóle nie wchodzą w grę.

A to ja piepsze takie…


Miś miał jakieś trzy lata, opuściliśmy akademik zaraz po Tatki dyplomie… a może trochę przed… nieważne… zamieszkaliśmy we Wrzeszczu i pewnego wieczoru spacerując ulicą Grażyny zapytałam Tatkę czy on właściwie wierzy czy nie. No bo jak ktoś pochodzi z Kielc to powinien chyba mieć jasność w tej kwestii.
Powiedział, że nie wie… nie zastanawiał się.

Dobre sobie… kto wie, kto Tatko zacz, ten zrozumie ironię, a kto nie wie, to nie musi, bo to blog o Inoczce, a nie o Tatku.

Bo ja tam zawsze wiedziałam.
Jak tylko doszło do kontaktów bliskiego stopnia ze związkiem, coś w okolicach pierwszej spowiedzi i tych innych okazjonalnych cyrków, całe moje jestestwo stanęło wspak i zaczęło usilnie pracować coby się z tego układu wyplątać, tak bardzo sprzeczne to było z naturą przyszłej jamatki. Pierwsze piątki miesiąca spędziłam na dworcu kolejowym i dopiero w liceum, a może pod koniec podstawówki, udało mi się wynaleźć dostateczny pretekst, żeby dali mi wreszcie spokój.
Przypomnę, że pochodzę z małego miasta z rodziny, która ma raczej pretensje do miana inteligenckiej niż jakiekolwiek powody.


Nie pamiętam, ile Miś miał lat jak postawiła mnie matka przed tą nieistniejącą dla mnie kwestią i zbaraniałam!
To moje dziecko, to co im do niego?
Jednak doszłam do wniosku, że sprawa niewarta burzy w szklance wody i stanęło na tym, że ja nie chcę mieć nic z tym wspólnego a im jak tak zależy, to niech se robią co chcą. Ja podpisałam tylko jakąś zgodę, oni Misia wywieźli, zrzeszyli i z bańki.
I nawet nie wiem jacy to są ci Misia drudzy rodzice, bo i po co mi to?
Jakie to ma znaczenie, te zwyczajowe pierdoły?
Swoją drogą, niezła paranoja… drudzy rodzice…. a mówili, że matka jest tylko jedna?

Może nie poszłoby im ze mną tak łatwo, ale młoda wtedy byłam a ciśnienie ze strony przeciwnej było tak wielkie, że podejrzewam, że jakby Miś w wieku lat pięciu trafił do poprawczaka za napad rabunkowy z bronią w ręku, to byłby to mniejszy problem i sromota.

Aktywność w tej kwestii wykazywała tylko moja strona, bo dla strony Tatki była i jest to taka oczywistość, że przez myśl im nie przejdzie, że możnaby inaczej, a ponieważ nie interesują się nami za bardzo
i dobrze
to problem miałam tylko z moimi… jak zwykle.

Potem z Piotrem akcja została powtórzona i jeszcze Miś kiedyś został wywieziony na pół roku w celu tych drugich ceregieli.
I koniec.

Potem dorosłam, dojrzałam i przejrzałam na oczy i dalej Piotrkiem nie pozwoliłam już manipulować, zaś Miś był już dostatecznie duży, by sam decydować o sobie w tych sprawach.

Dodam koniecznie, że Miś to różnie, ale Ptyś od początku nie uczęszczał i fakt… zgadzam się, że jest coś takiego jak terror laktacyjny i zetknęłam się z tym zjawiskiem ciało do ciała… ale nigdy nie dotarł do mnie żaden sygnał, że Ptyś ma ze strony kolegów z klasy jakiekolwiek problemy z tego powodu.
Wręcz przeciwnie, Ptyś stał się problemem dla grona, bo znalazło się kilku młodocianych wolnomyślicieli, że skoro on może, to i oni tak chcą. A Piotruś wcześnie spotkał się z ostracyzmem środowiska w rozmaitych formach, jednak nigdy o tym podłożu.


Zauważyłam też, że rozmaici ludzie, o rozmaitych poglądach, wierzący i niewierzący, w tej konkretnie kwestii jakby w ogóle nie dostrzegali alternatywy.
Mogą se być anarchistami o horyzontach rozległych jak widnokrąg na Biegunie Północnym, ale jeżeli o to chodzi…
To nie ma zmiłuj. Tradycja to piękne imię.


Mamy takiego znajomego, co niedawno szukał świadków do przeprowadzenia operacji wypisania się ze św.Związku, bo został doń zapisany, kiedy jeszcze nie wiedział o co chodzi a jak tylko zaczął się orientować do czego przynależy, to od razu przestało mu się to podobać.
I to jest karkołomny zabieg… nie ma letko.
Św. Związek może cię obłożyć ekskomuniką, ale z łap cię tak łatwo nie wypuści.

Bo nie wiem czy wszyscy są świadomi, ale każdy może se głośno krzyczeć o swoich wolnych odmiennych poglądach i tak dalej, jednak dopóki tej procedury nie przeprowadzi, to jego akces zgłoszony we wczesnym dzieciństwie ciągle pracuje na tę prawie stuprocentową związkową jednomyślność naszego pięknego narodu w jeszcze piękniejszym kraju.

I Miśki im oddałam, ale niech jakiś czarnuch choćby tknie moją dziewczynkę, to normalnie rozpocznę krucjatę i kamień na kamieniu nie zostanie!


pierwsze z brzegu…
Forum Pomocy Katolika – Chcę się wypisać z kościoła jak to zrobić?

http://www.apostazja.info/

kategoria notki zdaniem Jamatki — Tagi: , — jamatka @ 20:16

pomysł do opatentowania

Potrzeba jest.
Na razie jednostkowa, jednak dorastają nowe pokolenia i mogłoby się okazać za kilka lat, że patent ma wzięcie.

Nosidełko dla matek grających

Czasami w poszukiwaniu czegoś tam zaglądam na rozmaite fora, blogi i strony z zupełnie innych sfer i zadziwia mnie powszechne biadolenie, że po urodzeniu dziecka wszystko się urywa a już rozrywki w rodzaju gier komputerowych w szczególności.
Dla obu stron się urywa, dla matek i dla ojców, w końcu równouprawnienie mamy, z tym że narzekają przede wszystkim ojcowie.

Nie pamiętam kiedy to było, jakoś jak zaczęłam teraz grać w Stonekeep czyli dobre dwa miesiące temu. Zatem Inka miała ledwie trzy miesiące na koncie… maleńkim konciku Inoczki… jak zatłukłyśmy wespół tego złego szkieletora.
Dziś z kolei razem dałybyśmy radę temu paskudnemu umarlakowi z sarkofagu u krasnoludów gdybym właśnie miała takie nosidełko, a tak…

Tak to dziecko mogło tylko słuchać z łóżeczka, bo umarlak przeciwnik niebelejaki i wymagał zaangażowania wszystkich dostępnych kończyn i pełnej koordynacji ruchów.
No i właśnie z koordynacją był problem, bo dostępnych rąk było cztery ino do tych czterech rąk koordynacje były dwie, w tym jedna niepełna.

A jakbym miała takie nosidełko, że sadzam Bebe przed sobą i ja mam wolne ręce i BeBe, tylko różnimy się zasięgiem i w zależności od „odsunięcia” tułowia matki od klawiatury raz bebe miałoby dostęp do klawiszy a raz nie, raz mogłoby brać udział w rozrywce a raz nie.

Bo Bebe w rozgrywce brać udział bardzo lubi a na widok klawiatury oczka jej się świecą jak do żadnej zabawki, choć taka jest zwykła czarna bezprzewodowa.

Wczoraj Ptysiu pierwszy raz w życiu samodzielnie przeszedł GRĘ MATKĘ od której wszystko się zaczęło. Osobliwe doświadczenie… i dla dziecka i dla matki.
To teraz jest nas troje… ja, Inka i Ptyś.
Oj… dobrze, że założyłam sobie tego bloga growego, bo będzie oczy pisać, oj będzie.

Bo w nawiązaniu do wstępu konkluzję chciałam tutaj walnąć.
Że ograniczenia to ludzie sobie sami narzucają przeważnie, a nie sytuacja ich zmusza.

kategoria notki dziennik fizooloficzny — Tagi: , , — jamatka @ 10:47

22 lipca 2010

mój pierwszy z moją ostatnią

Fotka z GALERII INOCZKA – my.opera.com/inoczka

kategoria notki Zestaw Kina Domowego — Tagi: , , , , — jamatka @ 15:03

matka migotka

migam się.
Znowu się migam… heh.
Mam super temat na notkę, bo była teściowa i zaistniała kwestia chrztu. I właśnie o chrztach w kontekście moich dzieci i w kontekście ogólnym miałam napisać i nakręciłam się jak bombowiec, ale przyszedł właśnie Ptyś i powiedział, że wpadł na pomysł, do czego można wykorzystać Duck Spell, po naszemu czar kaczkowy. I nie spocznę dopóki nie sprawdzę.

Tematy pokrewne

Kategoria:STONEKEEP na kaliber64.pl

TAG:Ptyś na inoczka.pl

Zatem w uatrakcyjnianiu tego bloga ponownie wyręczy mnie Inoczka. W końcu dwie tylko jesteśmy na ich trzech, to musimy się wspierać nawzajem.
Poza tym skończyłam już galerię na my.opera.com i m.in po to ją założyłam, żeby łatwo i przyjemnie tutaj się migać. Teraz będę tylko systematycznie ją uzupełniać.
Chyba.

a na fotce cała moja Inoczka, normalnie.
Szczwana sztuka.
Tatkę już dawno owinęła wokół palca na „wróbelka”. Jak go widzi to tylko tak załopocze skrzydełkami czterema jak pisklę w gniazdku i już siedzi na rękach.
Że siedzi to mało, dodatkowo Tatko musi jeszcze chodzić. Jak Tatko staje na moment to dziecko dźga Tatkę w boki piętkami jak zawodowy dżokej i wio Tatku!
Tatko nie protestuje, tylko się cieszy.

Dziwne typy te Tatki.
Trudno im dogodzić.
Oj trudno.

kategoria notki Inka,blog — Tagi: — jamatka @ 12:09

19 lipca 2010

linka Inka

… nie ma letko, chleb po osiem.
Jeszcze nie koniec z galerią niestety, bo wczoraj po drodze na piwo wymyśliła jamatka lepsze ulepszenie i trza deczko dopracować to i owo.

W każdym razie z Galeryjką Inoczki jest tak, że na stronie startowej galerii Inoczka pt. blog jest podstawowy zestaw kontemplacyjny, a jak ktoś chce się kontemplować bardziej uroki Królewny Śmieszki, to pierwszy obrazek każdego wpisu jest linkiem do odpowiedniego albumu, gdzie można podziwiać fotki w pełniejszej krasie.
I właśnie wczoraj z rozpędu wklejałam fotki na żywca do albumów i ich krasa przekraczała cokolwiek ludzkie pojęcie, dlatego dziś jamatka stopniowo zmniejsza i umieszcza na nowo w porządniejszym porządku, coby było bardziej porządnie.

Na razie linki do albumów wiodą na manowce, bo tymczasowo zabezpieczyła jamatka dostęp, bo bez tego zabezpieczenia waliły do mojej dzidzi tabuny podejrzanych Azjatów z całego świata.
Bo na Operze, gdzie jamatka umieściła galerię, jest podobny system, jak na bloksie, że bez wystawiania tyłka na widok publiczny obejść się nie może, tyle że tu dodatkowo wypinać się trzeba na cały świat.

Ale jamatka wymyśliła sposób na to obejście i dlatego przez pierwszy dzień albumy pobędą sobie PRIVE, a jutro, jak nikt już się nimi nie będzie interesował, to je upubliczni i będzie jak trzeba.

To tyle.
a zdjątko klimatyczne, no nie?
Z tymi czerwieniami.


a… i informuję także i zarówno tutaj, bo temat pokrewny, że popełniłam też dziś wpis u matkinieboskiej.pl na temat pierwszej konfrontacji babcia-wnusia.

kategoria notki Inka,blog — Tagi: , , — jamatka @ 14:26

18 lipca 2010

galeria gotowa w skrócie GG

ufff
mózg mi paruje.
Przejrzałam powrzucałam i na koniec zrobiłam szablon zajęło mi to dwa dni i mam dość blogów netu komputera i w ogóle a tu jeszcze Tatko właśnie leci i niesie na pendrajwie skidrane fotki z porodówki, kiedy ON dotarł nareszcie a ja leżałam i wykrwawiałam się chwilę po porodzie na korytarzu tradycyjnie ja nie wiem czy to taki obyczaj czy tylko ja mam takiego farta że PO zawsze trafiam do sieni i na salony mnie nie wpuszczają to fotki wrzucam tu bo na strone galeriową już patrzeć nie mogę idę na miasto na piwo czy co poszlajam się trochę sponiewieram zeszmacę bo ufff

aaa zapomniałam o linku do galerii potem opiszę jak się w tym poruszać bo na blogu są tylko pierwsze fotki a całość pod klikiem w menu pt Fotografie czy coś

http://my.opera.com/inoczka/blog/

kategoria notki Inka — Tagi: , — jamatka @ 21:19

17 lipca 2010

procent spożycia na dziś

Za dwa dni kończymy 5 m-c

Od pobudki o 7.30 Dzidzia spożyła 120 mleka z butli, setę nektaru bananowego i słoiczek Hipp papki ze śliwek. Na zagrychę wyciumkała piętkę chleba powszedniego i zjadła dwa biszkopty.

W dalszych planach około 13.00 przewidywana jest butla modyfikowanego, potem między czwartą a piąta obiadek… chyba znowu indyk z warzywami Hipp, bo wczoraj bardzo smakował i przed snem po 19.00 co nieco mleczka ile się zmieści a o 23.00 butla modyfikowanego z kleikiem ryżowym.

Odkąd trzyma jamatka oczy szeroko zamknięte na wszelkie porady zalecenia i rubryczki dzidzia wcina, tyje i trawi, że zakochać się można w tak ślicznych kupkach i dołkach.

Nie… ja nie zamierzam nic udowadniać, a już na pewno nie zaprzeczam, że karmienie piersią to najlepszy sposób żywienia niemowlęcia. Ja tylko zamykam oczy, wsłuchuję się w siebie i robię to, co głos wewnętrzny mi dyktuje w temacie moim i mego BeBe..
A że dyktuje zazwyczaj coś zupełnie odwrotnego niż wszelcy doradcy wysoko i wąsko wyspecjalizowani to inna sprawa.

Miałam dziś zacząć pisać na serio, bo skończyłam porządki blogowe, ale przypomniało mi się jeszcze, że galerię zdjęciową miałam założyć i jak wczoraj zaczęłam to zakładanie, to okazało się, że to nie tak prosto, bo tyle tego wszystkiego różnego.
Zatem dzisiejszy dzionek temu poświęcę, bo jak nie zrobię tego teraz, to nie zrobię niczego nigdy.

kategoria notki Inka — Tagi: , , , — jamatka @ 11:16

16 lipca 2010

pierwsze słowa

OL]
990P[[[[[[[[



jakby kto się nie domyślił to ów elaborat powyżej kreski walnęła osobiście Inoczka w wieku niespełna 5 m-cy..
Przed chwilą. Z własnej inwencji. Trzymam ją na kolanach i piję herbatę i się dziecko nagle dorwało do klawiszy.
Najpierw wcisnęła CapsLocka… o czymś to świadczy.
Cóż… krew nie woda.

kategoria notki Inka — Tagi: , , — jamatka @ 15:12

DailyMOTION

dziennik

  • 25 lipca 2010mała obsuwa się przytrafiła chyba z notkami.Od wczoraj intensywnie ćwiczymy.Pierwsze kroczki i wstępy do raczkowania i idzie naprawdę dobrze. Szczególnie wstępy do raczkowania. Dupka już ładnie idzie do góry, tylko to brzuchi kamieniem na podłodze ciągle. I się dziecko piekli wtedy ale dziecko z tych ambitnych i zawziętych zatem pracuje… z pianą na pyszczku lecz niestannie.A pierwsze kroczki, oczywiscie trzymane pod paszkami są słodkie, takie niepewne, troche do przodu trochę na bok, czasem nóżka na nóżke wypadnie, ale frajda ogromna i ciągle do przodu. Bo pierwszy kroczek był wsteczny. Nie wiem co mam o tym mysleć…Fatalnie idzie z samodzielnym siedzeniem bez podparcia i z trafianiem butelką do dziobka. Ale to może dlatego, że późno zaczęłyśmy.Za to ciumkanie pokarmów rozmaitych to sama przyjemność. Największy hicior to nie jakieś biszkopty a zwykły chleb, a zaraz za nim kawał szynki w łąpce lepiej dzidzię satysfakcjonuje niż najcudowniejsza zabawka…Czy ja kiedyś mówiłam, że rośnie mi kolejny niejadek?
  • 10 lipca 2010dziś Dzidzia sama jadła. Wciumkała dwa biszkopty i pół maliny. Smakowało bardziej niż bardzo i wielkie emocje w Dzidzi wzbudziło. Niedługo, jak tylko skończy 5 m-c zaczne jej dawać gotowane mięsko do ciumkania do łapki bo wyraźnie lubi inne rzeczy niż mleko.I kupka była poza-pampersowa. trzy bobki do umywalki. Dzidzia wyraźnie zaznacza jak ma gołą dupkę, że za chwilę cos wyprodukuje…siusiu albo coś więcej. Wiem że to przesada, ale kupię jej jakiś mały nocniczek i zacznę te okazje łapać.A… i wypiła całą butlę bobofrutową nektaru bananowego. I nic… żadnych sensacji żołądkowych. Wręcz przeciwnie. wszystko się ładnie normalizuje. Kupki regularne i w bobkach i w ogóle cymesik coraz większy Przestaje jej sypać kleik do mleka na konto biszkoptów, skoro to jej taką przyjemność sprawia.I tak to nie wiadomo kiedy nie wiadomo jak wprowadzilismy gluten do diety wbrew wszelkim przepisom. Bo mu anarchistki jesteśmy z urodzenia.A… i zapomniałam napisać. Dzidzia ma centralnie na czupku głowy eleganckie symetrycznie zakrecone dwa wicherki. Jak dwa małe tornada. Jedno w jedna stronę a drugie przeciwnie. Zaraz obok tego znamienia na czaszce Mówiłam, że diabełek będzie. Już w brzuchu ją wyczuł
  • 9 lipca 2010usunęłam Twittera z Inoczkowa. Stwierdziłam, że co za dużo to niezdrowo. Dziennik wystarczy. Trzymałam przez jakiś czas oba te notatniki coby wybadać, co bardziej się nadaje. no i dziennik jest lepszy.zatem.Wcinamy słoiczki że aż uszy się trzęsą. Dziobek Inoczka grzecznie otwiera na widok zbliżajacej się łyzeczki aż miło patrzeć. Przeboje sezonu to Ziemniaczki z dynią Hippo i wszelkie owocowe mieszanki z bananem. Aż Inuś mruczy z zadowolenia przy jedzeniu. i dziś  patrząc jak ciumka ten ogonek Muminka zlitowałam się i dałam jej do łapki kawałek bułki. Ach! ful zachwyt! Zobaczymy jak to się na brzuszku odbije. Jak nic się nie stanie to kupię jej jakieś biszkopty. No i kupki. Rewelacja. Regularnie i w formie kozich bobków. Nawet nie brudzą pampersa. No i przede wszystkim nie śmierdzą. I obyczaje nocne nam się zmieniają. Właśnie trenujemy nowy system, bo ten teraz trochę jest niekompatybilny z resztą rodziny. Jak przetrenujemy i na czymś stanie to napiszę co i jak.